_Loading


_LoadMsg1
_LoadMsg2
08-02-2012 - 05:40  
Europa 21 - Archiwum  
 
 

Archiwum wg daty


 < luty, 2012 > 
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829

Informacja

Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj

forum

OSTATNIE POSTY
wyświetl PostaBahaici w Iranie(0)
  kusztar
 dnia 23. Maj o godz. 14:54
wyświetl PostaUpadek Francji - czy...(3)
  1683
 dnia 28. Wrz o godz. 19:14

[Wejdź na Forum]

Online

Obecnie jest 8 gości i 0 użytkowników online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj

Dwa listy z Algieru na różne tematy

Autor: mchristian Dodano: sobota, 03 lutego 2007 - 21:59 _PRINTStrona gotowa do druku  _EMAILFRIEND
Wydarzenia ze świata
W latach 1986 do 1990 pracowałem w Algierii jako inzynier mechanik , specjalista od napraw i organizacji warsztatów sprzętu budowlanego. W dni wolne od pracy, a więc czwartki lub piatki pisałem listy do mojej żony w Polsce. Tych listów zachowało się 150 sztuk. Po 11 wrzesnia 2001 postanowiłem te listy opublikować i skomentować. Tak powstała moja książka.
Przesyłam:


Dwa listy z Algieru na różne tematy



List nr 44 Algier, 12.06.87

Wczoraj po południu, gdzieś o piątej, wyskoczyłem na plażę. Na jakieś dwie godzinki. Parasol pożyczyłem od współspacza Jurka – inżynier górnik z Wrocławia. Mieszka u mnie tymczasowo, czeka na mieszkanie, bo chce ściągnąć żonę z dwójką swych dzieci. Jurek jest młodszy ode mnie o cztery lata. Pracował przez trzy lata koło Tebesy, jakieś 150 km na południe od El Kali. Wydobywał tam rudę dla huty w Annabie. Na rok wrócił do Polski, ale odnalazł go Geopol i ponownie zatrudnił. Miły, sympatyczny, bardzo samodzielny, ma samochód Łada, grzeczny, ale trochę bezczelny. Pracuje ze mną i innymi w Edemines. Oni siedzą w innym budynku.
Plaża zapełniona ludźmi po horyzont. Tłumy. Było fajnie. Dwa razy chlupnąłem do wody. Kolor morza seledynowy. Wracając z plaży – nazrwałem z czyjegoś żywopłotu wiązkę ślicznych niebieskich kwiatów. Nie znam nazwy. Kształt dzwoneczków, kolor fiołkowy z białymi pręcikami. Wstawiłem do wazonu, który kupiłem po drodze. Chouette (ślicznie). Jutro na cały dzień idziemy z Jurkiem na plażę. Dzisiaj poczytam sobie jeszcze życiorys Mahometa. Nie będą mnie muzułmanie molestowali już więcej głupimi pytaniami i opowieściami. Niech się któryś tylko wychyli, to zmiotę go z ziemi i skompromituję.
P.S. Byłem w Annabie. A było to tak. Ramadan w tym roku miał się skończyć 28-tego lub 29-go maja. Dlaczego lub? Bo panowie duchowni, w białych turbanach, powiedzieli w telewizji, że skończy się ramadan, jeśli oni po zachodzie słońca, 28-tego maja zobaczą sierp księżyca. Coś mi się wydaje, że fazy księżyca to się oblicza, niekoniecznie ogląda. Taką mają głupią tradycję. (Nie raz miałem kalendarz TENO w Polsce z wydrukowanymi na każdy dzień fazami księżyca oraz podanymi co do minuty wschodem i zachodem księżyca. Nic z tego nie rozumiałem). Jakaś kolejna głupota w tej religii. Może pamiętasz Oluniu, jak w ubiegłym roku w Annabie, muzułmanie mieli ten sam kłopot i nie potrafili określić końca ramadanu. Nieuleczalni. W dwudziestym wieku, gdy ludzie chodzą po księżycu, gdy statki kosmiczne łączą się w przestrzeni okołoziemskiej z dokładnością do jednego milimetra, uczeni muzułmańscy nie umieją określić końca karemu. Zgaduj–zgadula i kompromitacja. A mnie tłumaczą wyższość islamu nad innymi religiami! Zależało mi na tym, by ramadan przedłużył się jeszcze o jeden dzień, bo wtedy oprócz czwartku i piątku miałbym jeszcze wolną pracującą sobotę. Zawsze na zakończenie ramadanu jest wolny dodatkowy dzień. No więc „uczeni mężowie muzułmańscy” nie wiedzieli czy będzie koniec czy nie ich karemu.
Od trzech miesięcy w Annabie, u Mariana, leżały jeszcze moje rzeczy, Zbyszek z Centrozapu chciał wyczyścić magazynek z części do malucha, bo definitywnie zjeżdżał do Kraju – dla mnie gratka niesamowita, warta największych poświęceń,
Chciałem profesorowi Saidowi przekazać zaproszenie do Polski, które mi przysłałaś, no i na koniec wypadało zaglądnąć do jego Renault 4. Autko stało niesprawne jakieś pięć miesięcy. Tak nie może być. Do północy jeszcze nie było nic wiadome. Podjąłem w ciemno decyzję – jadę. W razie niezamierzonej bumelki zwalę w dyrekcji na uczonych muzułmańskich. Powinni mnie zrozumieć. Są po studiach technicznych.
O 4.30 wystartowałem maluchem. Jechało się świetnie, przepięknie, delicje, wspaniała pogoda, puste drogi. Potem jechałem w kierunku wschodzącego słońca, ogromna pomarańczowa kula powoli podnosiła się nad horyzontem. Przede mną w odległości jakieś 50 km wznosiły się pasma gór Lakhdaria – to tam, gdzie fiacisko 125 nawaliło i gdzie Lemi trząsł się ze strachu. Ponieważ nie wiedziałem nadal czy jest karem czy nie, papieroski kurzyłem raczej dyskretnie. To samo z jedzeniem w maluchu. Autko spisywało się świetnie. Mam zamontowane radio z odtwarzaczem na kasety. Puściłem bardzo głośno Alibabki „jak dobrze wstać skoro świt”. Uwielbiam tę melodię, słowa i czyste wysokie głosy dziewczyn. Non stop utrzymywałem strzałkę szybkościomierza w okolicy setki. Więcej jak sto dziesięć autko nie było w stanie wydusić z siebie. Dwa razy pisi i dwa tankowania. O 13-tej byłem w Annabie. 580 km w osiem godzin. Rekord trasy maluchem. W głowie huk jak u czołgisty. Pojechałem prosto do profesora. Pytam się czy jest karem, czy nie. Jest – odpowiedział. Zapytałem go, co wybiera dla mnie: karem czy naprawę Renault 4. Odpowiedział R4. To poproszę dobrą kawę, bo mi jeszcze huczy w głowie. W salonie wypiłem dwie małe mocne kawy, wypaliłem też dwa Safy. Profesor zostawił mnie i plątał się gdzieś po willi. Chyba nie chciał być świadkiem mego barbarzyństwa. Pić kawę w karem! Oprzytomniałem nieco. Raźno wziąłem się do tego R4. Wystarczyło pół godziny dla autka, z którym nie poradzili sobie mechanicy arabscy. Zdradzę tajemnicę. Figiel był prosty. Rozrusznik „kręcił” dobrze. Autko nie odpalało. Iskra dochodziła z cewki do kopułki, ale nie wychodziła na kable od świec. Wniosek – palec rozdzielacza nie dotyka węgielków pod kopułką. A dlaczego? Bo był zużyty aparat zapłonowy i oś aparatu razem z palcem osunęła się troszkę w dół. Do gniazda palca upchałem trochę ciasno ubitego papieru. Palec się podniósł milimetr lub dwa. Autko radośnie zagadało. Profesor, który mi pomagał zatańczył z radości. Michel jest pan champion du monde. Wyjaśniłem profesorowi szczegółowo o co chodzi. Powiedziałem, że jest to bricolage, prowizorka, na jakieś pół roku, Insz Allah (w takich wypadkach można użyć tego fatalnego zwrotu), i poradziłem, ażeby absolutnie kupił nowy aparat.
Z drugim autkiem tez się udało. Totalnie przestawiony zapłon i zawory.
Dwie godziny roboty. Porozmawialiśmy trochę. Potem profesor uparł się, że pojedziemy tą „renówka” do jego ojca w mieście. I tak zrobiliśmy. Jego ojciec siedział w koszuli nocnej na materacu, w bonnecie wełnianym na głowie i czytał półgłosem Koran, ogromną księgę, jakieś metr na metr, którą trzymał na kolanach.
Profesor wychwalał mnie pod niebiosa. Pogadałem przez chwilę grzecznie z dziadkiem. Następnego dnia zabrałem moje manatki od Mariana, kolejnych kilkanaście kilogramów części do fiatów 126p. W domu, byłem po dziesięciu godzinach. Tym razem tak się już nie spieszyłem . Miałem jeszcze jeden dzień wolny od pracy. Udało się.
W szafie miałem spory magazynek części do malucha.

List nr 45 Algier 19.06.87

Jest czwartek. Dzień wolny. Wstałem dzisiaj o 6-tej. Mycie i golenie, delikatne śniadanie: bagietka z masłem i dżemem, herbata. Potem kawusia i pierwszy papierosek. Jest 8-ma. Siedzę i piszę. Moje okno wychodzi na zachód. Widzę zaśmiecone ubogie osiedle, małe, byle jak wymurowane domki. Arabki dbają o czystość w swoich domach. Na ogół są one wyflizowane, by łatwiej można zmywać podłogi. Kobiety chodzą na boso. Domki otaczają dwumetrowe murki, tak ażeby nikt nie mógł zaglądnąć do środka posesji. W oknach na ogół szmaty – w tym samym celu. Często są też kraty. Po co? Nie wiem. Ażeby baba nie uciekła, lub ażeby jakiś facet nie wlazł do baby, czy przed złodziejem? Te trzy tezy są warte dyskusji, przy lampce dobrego wina. Nie będę Ciebie katował. Prawidłową odpowiedzią jest ta druga. Ażeby inny facet nie wlazł do jego baby lub córki. Na tym punkcie mają oni coś więcej niż tylko hopla.
Polacy na obejście arabskie mówią krótko „ mur, krata i szmata”. Jest w tym dużo pogardy, dowcipu i racji. Wnętrze, w obrębie murów to świętość dla rodziny arabskiej. Ale to co za murem to już niczyje. Więc worki ze śmieciami przerzuca się przez murek na zewnątrz. Rozwiewa je wiatr, roznoszą bezpańskie psy i koty. Nikogo to nie razi. A mnie tak. Jakiś brak poczucia estetyki i odpowiedzialności za wspólną własność społeczną. Przy innych okazjach zauważyłem już, że poczucie przynależności do państwa u nich jest nikłe. Jest poczucie przynależności do ummy - wspólnoty religijnej, ale nie do wioski, osiedla, miasta czy państwa. Dla nich to prawie obojętne w jakim państwie żyją. Dziwni ludzie.
To zapewne z powodu tych śmieci za murem, wzięło się powiedzenie „Arab to brudas”. Oczywista nieprawda, ale sami zapracowali na swój wizerunek.
Mężczyzna w domu nie robi nic z prac, które on uważa za typowo kobiece Nic jej nie pomoże. I nie dlatego, ażeby był leniwy. Nie, on nie jest leniwy. Praca to dyshonor. On gardzi pracą. W „Skrzypku na dachu Żyd śpiewa: „gdybym był bogaty du di du di da.... pracy bym się wstydził”. Arabowie też się wstydzą pracy, nawet ci biedni. W islamie (Koranie) nie ma ani jednego słowa o pracy lub nauce. Przekonaj mnie , że jest inaczej. Ciągle dociekam jaką mentalność ma muzułmanin. Temat bardzo trudny. Na razie nie wiem zbyt dużo.
Ostatnio nawet przesadziłem w studiowaniu tego tematu. Zabrałem się do Maxa Webera i oto co znalazłem:
1. Pojęcie „etos pracy”. Na całym cywilizowanym świecie to właśnie etos pracy jest podstawą zachowań człowieka w jego życiu zawodowym . Jeżeli jakiś protestant Niemiec lub inny Duńczyk pięćset lat temu założył na przykład piekarnię, to ona istnieje do dzisiaj. A pieczony w niej chleb, z pokolenia na pokolenie był coraz lepszy. Dwadzieścia lub trzydzieści pokoleń prowadziło tę piekarnię. Obowiązywała reguła: „módl się i pracuj – ora et labora” i to jest piękne. Jeśli już z dużymi trudami i wielkim poświęceniem zdobyłem zawód to muszę go solidnie wykonywać. Dla mnie to jest sprawa ambicji i honoru. Przeciętny, a już na pewno niewykształcony muzułmanin, nie chce mieć zawodu, bo nie chce się uczyć, nie ma u nich takich norm społecznych ani religijnych, nie ma takiego przymusu – to pierwsza przeszkoda w ucywilizowaniu całych grup społecznych i w osiągnięciu przez nich względnego nawet dobrobytu. Imam nie powie muzułmaninowi, ażeby się uczył, powie wręcz przeciwnie – że nauka szkodzi, bo odwodzi od Boga. Imam powie: czytaj Koran – tam jest wszystko czego potrzebujesz, i doda: nie ma w innych książkach niczego nowego, wszystko zawiera Koran. Więc czytanie innych książek to grzech i strata czasu. Ale matoł! Gówno prawda, w Koranie nie ma słowa nauka i praca! Imam oszukuje ludzi. A dlaczego – bo jest głupi do kwadratu. Jest to na ogół ciemny człowiek, niezwykle ograniczony, zamroczony czytaniem w kółko Koranu i hadisów. Niesie on więcej szkód niż pożytku. On nie ogląda telewizji, nie słucha radia, nie czyta gazet, ani książek. Nie porozmawia z nikim, z poza jego religii. Absolutnie uważa, że on wszystko wie. Nawet nie wie, czego nie wie. Wyjaśnień na wszystkie tematy szuka w Koranie lub hadisach. Nawet na temat „sputników”. Jeśli nie znajdzie w Koranie słowa sputnik to powie, że sputników nie ma. Że to wymysł Sowietów lub Amerykanów. Że to co oni mówią to ohydne bluźnierstwo. Bardzo logiczne i podoba mi się ten wywód. No bo jak ktoś może twierdzić, że są sputniki skoro ich nie ma w świętej księdze Koranie. Koran przecież nie kłamie.
Są też inne komiczne zachowania ludzi głęboko wierzących w ich boga Allaha. Jeżeli coś namacalnie jest i w żaden sposób nie można temu za przeczyć, bo to widać i słychać, jak np. samolot lub samochód, a nie ma tego w Koranie, to co zrobić?. Dramat. Czy to znaczy że bóg Mahometa nie przewidział samolotów lub samochodów?. Nie, tak nie może być. Bóg Mahometa i sam Mahomet są tak wielcy, że ten samolot i samochód muszą być w Koranie, tylko że wierni nie umieją znaleźć w tej świętej księdze tych cholernych wynalazków. A telewizor, a lodówka, a kuchenka gazowa, długopis?. Oddają się wielomiesięcznym ponownym studiom Koranu. I znajdują jakiś mętny fragment tekstu i wpierają ludziom, że to właśnie w tych dwu linijkach pisze o samolocie. Taki kit wciskał mi Zremi. Roześmiałem się serdecznie. Nie było to zbyt bezpieczne, ale co mi tam. Działo się to w narożnej kawiarni, do której chodzimy całą bandą, to znaczy ja i jeszcze z pięciu innych urzędników. Spotykamy się tam kilka razy dziennie w godzinach pracy! To tak wygląda praca u Arabów. Trucie dupy w kawiarni. Ja czuję się usprawiedliwiony, bo po godzinie pracy na tym cholernym upale mam prawo do szklaneczki gazusa i papieroska. Nie będę odpoczywał koło tej hałdy .śmieci.
Kawiarnia jest na rogu ulicy, cztery kroki. Wracam do tematu: wynalazki i nauka – a Koran. Na to dictum Zremi’ego, że „Koran wszystko przewidział” wpadłem w zadumę, ale przypomniał mi się Szwejk i jego celne riposty. Zapytałem (publicznie) Zremiego czy mój maluch jest też wzmiankowany w Koranie. Oburzył się dość mocno, ale uratował mnie ktoś od linczu, bardziej światły, bo zaczął się śmiać. Zremi został skompromitowany. Takich głupich wycieczek już do mnie więcej nie robił. Zrozumiałem, że muszę dobrze nauczyć się ich religii i walczyć ich bronią, to znaczy cytowaniem faktów z życiorysu Mahometa i wszystkiego co możliwe z Koranu. Muszę ich zaginać z ich tematów religijnych. Wygram tylko wtedy, gdy im udowodnię czarno na białym, że wygadują kompromitujące głupoty, lub że nie znają życiorysu Mahometa. Wspaniałe wyzwanie. Od dzisiaj studiuję islam, Koran, życiorys Mahometa. Ale skąd wziąć prawdę. Wszyscy kłamią. „Islam to religia pokoju” twierdzą największe autorytety naukowe. Gówno prawda. Orwell kpił z komunizmu młodej Republiki Radzieckiej: wojna to pokój, ignorancja to siła, wolność to niewola, Policja Myśli, kto rządzi przeszłością ten włada teraźniejszością (G.Orwell, Rok 1984).
Nieraz odnoszę wrażenie, że biorę udział w jakimś kabarecie na żywo. Ciekawe czy jest taki gatunek w sztukach teatralnych? Orwell by tego nie wymyślił, co oni wygadują!
2. „Zawód-powołanie”. To jak etos pracy, tylko, że z naciskiem na religijne zabarwienie tego pojęcia – bo użyte jest słowo „powołanie”, to Bóg może „powołać” człowieka do dobrego wykonywania pracy. Ja jakoś pracuję dobrze bez tej protezy intelektualnej, To kwestia wpojonych zasad w dzieciństwie, a nie religii.
3. Przytoczę ładne zdanie: „praca jest wyznaczonym przez Boga samoistnym celem życia w ogóle”. Czyli na pytanie Dżamela z Annaby, po co żyjesz, powinienem odpowiedzieć po to, by pracować. On by tego jednak nie zrozumiał.
4. Ostatnie kwiatek z tej łączki: św. Paweł powiedział: „kto nie pracuje , ten nie je”. Jak muzułmaninowi zabraknie jedzenia, to ukradnie (oczywiście nie wszyscy), lub napadnie na innego człowieka. Lub zrobi zadymę, bo jemu się należy.

To zapytuję, czy ja mam naprawiać maszyny, czy też prowadzić z mechanikami pracę pedagogiczną. Wynika, że raczej to drugie.
Wracam do męża Araba: nawet jak trzeba pójść po ciężkie domowe zakupy, to pójdzie z babą, jeśli zakupy mają być naprawdę ciężkie np.20 kg kuskusu to weźmie dwie, trzy baby. One oczywiście zakutane w ciemne hidżaby, nawet w największy upał.. Zrobią zakupy, baby poniosą toboły, a pan mąż pójdzie, a bywa że pojedzie na osiołku, za nimi. Pilnuje ich i nosi się jak zazdrosny kogut w stadzie kur.
Lubię tutejsze poranki, niesamowity świergot ptactwa, dochodzą do mnie też bardzo przyjemne zapachy zieleni i ziemi. Poranki są raczej chłodne.
Kolejny tydzień przepracowany. To już jedenasty w Algierze. Na co dzień praca wyglada nastepująco:
W pracy jestem o 7.45. Jednocześnie piję kawę, piszę dla Bensalema (szef parku sprzętu) plan pracy na aktualny dzień (jakie maszyny będziemy naprawiać), dopisuję uwagi i ewentualne prośby, niech to ma na piśmie, przebieram się w kombinezon.
Bardzo często wpada do mego pokoju Hasan – telefonista. Malutki, zasuszony piędziesięcioletni człowieczek. Bardzo biedny. Zawsze czestuję go kawą i papieroskiem.. Bywa, że pogadam z nim chwilkę. Hasan ma niepracującą żonę i dwanaścioro dzieci. Dokładnie to było ich szesnaście, ale czworo zmarło.
W żartach przepytywałem Hasana czy pamięta ich imiona i daty urodzenia – tylko rok. Imiona pamiętał, daty mu się myliły. W domu bieda, że aż piszczy. Dzieci całymi dniami bawią się na ulicy. Co wyrośnie z tych dzieciaków, smutnie się zastanawiałem. Szesnaścioro dzieci to jeszcze nic wielkiego w Algierii. Kiedyś w gazecie przeczytałem artykuł o kobiecie, która urodziła trzydzieścioro dwoje dzieci. Ona była rekordzistką w tym państwie. Czy jest w tym jakiś sens? Nie ma żadnego. Czy jest to możliwe z medycznego punktu widzenia? Jak widać możliwe. A jaki to ma sens ze społecznego punkty widzenia? Żadnego.
Zakładam solidne buty, taki jest wymóg BHP w kraju i słusznie, niech mi jakiś ciężar spadnie na nogę, nieszczęście gotowe.
Arabowie pracują w pepegach, których nie zakładają porządnie na nogi, tyły tych pepegów są przydeptane przez piętę. Pepegi zakładane są na gołą stopę, bez skarpet. Tak im wygodniej, bo mają mniej kłopotu przy ich ściąganiu przed modlitwą. A przed modlitwą muszą wymyć stopy, ręce do łokci, twarz, kark, uszy, usta i nos. Usta i nos należy przedmuchać. W mosquée w korytarzu są zlewy i krany z wodą.
Wracam do pepegów: wkurza mnie ten zwyczaj okropnie. Każdy behapowiec to powie. W Polsce kierownik warsztatu, którego złapał by inspektor Państwowej Inspekcji Pracy za tolerowanie takich pepegów, dostał by solidny mandat pieniężny.
Z powodu tych pepegów Polacy nie mówią na Arabów inaczej jak „paputy”. Jest to jednocześnie pewien wygodny kamuflaż. No bo na przykład, gdy siedzę z Waldkiem w kawiarni to nie mogę powiedzieć – patrz na tego Araba obok przy stoliku. Bo Arab zrozumie, że o nim mowa. A to niegrzeczne. Ale jak powiem patrz na tego „paputa” , to nikt nic nie rozumie. I o to chodzi. Określenie to przyjęło się wśród Polaków na terenie całej Algierii.
Wracam do pracy. Zbliża się regulaminowa godzina rozpoczęcia pracy, czyli 8.00. Urzędnicy niespiesznie przychodzą do firmy. Podpisują listę obecności. Nikt się nie śpieszy. Wielu nadciąga tak jeszcze do 8.30. Wielu udaje się do swoich biur. Ale też kilku odwraca się i idzie prosto do kawiarni na rogu ulicy do Monsieur Chenafi.

1 R.Bendix, Max Weber -portret uczonego, PWN, W-wa 1075
2. Teorię, że Koran wszystko przewidział wymyślił Egipcjani Al-Bana, twórca organizacji Bracia Muzułmanie, prekursorki GIA i al_Kaidy.

Ciąg dalszy w mojej książce: Christian Michał „Muzułmanie, islam i ja. wspomnienia kooperanta z Algierii, lata 1986 –1990”,już na dniach powinna się ukazać.

Welcome to EZForumComments (you can change and disable this text in the admin area)
Komentowac moga tylko zarejestrowani uzytkownicy - kliknij tutaj aby sie zarejestrowac
Author Comments
redakcja



____________
Date joined: Maj 12, 2006 Posts: 3714
Posted:Lut 04, 2007 - 10:03
Skomentuj ten artykuł tutaj:
_________________
Chcesz pomóc w informowaniu czytelnikow? - przetłumacz jeden z podanych tutaj artykułów





Obecność Eurojihadu w sieci zależy także od Twojej pomocy, czyli kup pan cegłę albo zrzuć się na islamofobię
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
Harnas



____________
Date joined: Mar 08, 2006 Posts: 440
Posted:Lut 04, 2007 - 10:03
Coraz ciekawsze te fragmenty książki Smile
Kiedy można ją będzie kupić?
_________________
Sygnaturka się przeterminowała
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
Harnas



____________
Date joined: Mar 08, 2006 Posts: 440
Posted:Lut 04, 2007 - 10:04
Właśnie doczytałem "na dniach" Wink
_________________
Sygnaturka się przeterminowała
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
Możesz pobierać nasze niusy, używając pliku backend.php.