|
08-02-2012 - 07:32
|
||||||
![]() |
||||||
Menu główneInformacja
Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj
forum
Online
Obecnie jest 10 gości i 0 użytkowników online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj |
W Iran ropą a nie bombami!Autor: shapur Dodano: środa, 31 października 2007 - 08:28
1295 raz(y) oglądano.
Nie należy do dobrych obyczajów cytowanie samego siebie, niemniej od czasu do czasu można złamać zasady. Otóż w czerwcu 2006 roku napisałem w briefie dla Instytutu Kościuszki: „Najlepszym rozwiązaniem, forsowanym przez obecną administrację amerykańską, wydaje się być zastosowanie dotkliwych sankcji wobec Iranu, przy jednoczesnym zintensyfikowaniu wsparcia dla opozycji irańskiej. Skuteczność takiego scenariusza wymaga jednak współdziałania ze społeczności międzynarodowej, a przynajmniej członków Rady Bezpieczeństwa, co jest trudne do osiągnięcia. USA nie powinny również podejmować dwustronnych rozmów z Iranem. Optymalnym rozwiązaniem byłoby w szczególności embargo na eksport ropy irańskiej i import benzyny do Iranu. Co prawda światowe ceny ropy osiągnęłyby wówczas astronomiczną wysokość wywołując poważne wstrząsy na światowych rynkach niemniej Iran odczułby ten kryzys znacznie mocniej, w rezultacie doprowadzając do odsunięcia Ahmedineżada przez bardziej pragmatyczne skrzydło reżimu islamskiego albo do wybuchu rewolucji w Iranie.”
Powyższe słowa nie straciły nic na aktualności mimo, iż minął ponad rok. Uchwalone 2 rezolucje Rady Bezpieczeństwa oczywiście okazały się niewystarczające i na pewno nie doprowadzą do ustępstw ze strony Teheranu. Dlaczego? Bo nie uderzają w miękkie podbrzusze reżimu ajatollahów. Nie jest jednak tak, że są zupełnie bez znaczenia. Ale o tym za chwilę. Parę dni temu niezależny portal internetowy iran-press-service.com opublikował artykuł irańskiego działacza na rzecz praw człowieka Jahanshaha Rashidiana pt. „Oil sanctions on Iran”, w którym wskazuje on na rzecz oczywista, o której i ja pisałem ponad rok temu: reżim ajatollahów nie przeżyje blokady eksportu ropy (crude’a) i importu benzyny. W wymianie gróźb między USA (i sojusznikami) oraz Iranem zwykle to Iran groził, iż użyje ropy jako broni, blokując cieśninę Hormuz, uniemożliwiając transport ropy tankowcami z rejonu Zatoki Perskiej. Komentatorzy ekonomiczni kreślili czarny scenariusz wielkiego kryzysu spowodowanego wzrostem cen ropy do…. 100 USD za baryłkę. Dziś cena ropy już wynosi 90 USD a świat się nie zawalił, jedynym problemem jest to że w sprawie problemu irańskiego drepczemy w miejscu. Wyobraźmy sobie zatem dwa scenariusze. Pierwszy – blokada importu benzyny i eksportu ropy. Drugi – bombardowanie. Gdy Ahmedinezad został prezydentem Iranu baryłka kosztowała około 60 USD, gdy pisałem analizę dla Instytutu Kościuszki cena wynosiła około 65 – 70 USD. Dziś wynosi 90 USD. A jak to wygląda w perspektywie 5-ciu lat? Cena ropy wzrosła z 20 USD za baryłkę do 90 USD za baryłkę. No to chyba w Iranie, czwartym producencie ropy, nastąpił boom ekonomiczny? Nie? No właśnie, nie! Ahmedineżad wygrał wybory w 2005 roku obiecując poprawę sytuacji ekonomicznej najbiedniejszych. Nic się nie zmieniło. O przepraszam. Próbowano wprowadzić reglamentację ropy i sam ten fakt doprowadził do tak gwałtownych wystąpień (palenie stacji benzynowych) że rząd po raz pierwszy ustąpił i wycofał się z takiej decyzji. Problem polega bowiem na tym, że Iran nie mając odpowiednich technologii większość benzyny importuje z Indii. Ile w takim razie przetrwa rząd Iranu skoro dochody z eksportu ropy to 70 % jego dochodów? Ile przetrwa bez benzyny? Pytanie wtedy będzie jedno: co nastąpi najpierw – rewolucja czy kapitulacja reżimu. Oczywiście Europa (w mniejszym stopniu USA) też to odczuje z powodu wzrostu cen ropy. Ale one już wzrosły i są granice dalszego wzrostu. Świat przeżył ceny na poziomie 90 USD. Poza tym tylko ktoś niespełna rozumu może uważać że bombardowanie Iranu nie doprowadzi do wzrostu cen ropy. Różnica będzie tylko taka, że efekt (w zakresie wzrostu cen) blokady Iranu będzie krótkotrwały a efekt bombardowania – długotrwały. W dodatku kapitulacja Iranu spowodowana takimi sankcjami spowoduje polityczne trzęsienie ziemi w Iranie i to już będzie całkowity koniec radykałów Ahmedinezada, natomiast bombardowanie nie tylko pociągnie za sobą nieuniknione straty w ludności cywilnej, ale ponadto ich efektywność (zniszczenie programu nuklearnego) jest wątpliwa, natomiast niewątpliwie wzmocni władzę Ahmedineżada. Na co więc czeka USA i Europa? Na wojnę, która wcale nie jest nieunikniona i niezbędna ale będzie taka jeśli nic w tej polityce nie drgnie? Blokadę Iranu można przeprowadzić bez zgody Rosji i Chin. Indie ponoć są gotowe do wstrzymania eksportu benzyny do Iranu. Jeżeli chodzi o import to nałożenie przez USA i UE sankcji na wszystkie firmy handlujące ropą z Iranem będzie ciosem młotem pneumatycznym w głowę reżimu w Teheranie. Blokada zatoki Omańskiej będzie dobiciem mizerykordią. Co do obecnych sankcji to nie jest tez tak, że są zupełnie nieefektywne. Wbrew pozorom w elitach reżimu wrze. Niemniej są one niewystarczające. Co prawda deklaracje Sarkozego i Browna co do zaostrzania sankcji wiążą się z pewnymi nadziejami ale deklaracje francuskich firm prowadzących interesy w Iranie już nie napawają takim optymizmem. Inna sprawa, że finansowe sankcje amerykańskie prawdopodobnie zablokują inwestycje naftowe Lukoilu w Iranie, a to już może zaboleć Teheran. Problem z sankcjami ekonomicznymi jest jednak taki, że najbardziej uderzają jednak w zwykłych ludzi a dopiero pośrednio w reżim. A chyba nie o to chodzi. Na marginesie – również niedawno czytałem wywiad z Shrin Ebadi (irańską laureatka pokojowego Nobla), która uważa że zamiast sankcji ekonomicznych należałoby nałożyć sankcje polityczne tzn. zerwanie kontaktów politycznych z Iranem. Ciekawe co na to entuzjaści tzw. raportu Bakera-Hamiltona? Jest jeszcze jedna „jaskółka” na niebie. Chodzi mi o pewne możliwe posunięcia Rosji. Ponoć na ostatnim szczycie kaspijskim Putin przystawił Chameniemu nóż do gardła i potrząsnął koszykiem marchewek. Chodzi o budowaną przez Rosjan w Buszerze elektrownię jądrową. Ponoć Rosjanie nie skończą tej budowy jeśli Iran nie zarzuci swojego programu nuklearnego, a jeśli zarzuci to Rosja wybuduje kolejne elektrownie i zapewni dostawę paliwa nuklearnego na kilkadziesiąt lat. Ponoć Chamenei zgodził się rozważyć propozycję. Ale za dużo tu ponoć, a gdy nastąpił przeciek w wykonaniu Laridżaniego to poleciała jego głowa. Niemniej bombardowanie Iranu nie rozwiąże problemu, podobnie jak i zwykłe sankcje, które są coraz bardziej bolesne ale daleko im do skuteczności. Jedyne rozwiązanie to broń w postaci ropy. Albo akcja Putina, tyle że Rosja jest nieprzewidywalna. Choć może Putinowi marzy się pokojowy Nobel, który zresztą mógłby uzyskać znając skłonności aberracyjne komitetu noblowskiego, gdyby doprowadził do kompromisu w sprawie Iranu. Byłe prostytutki kandydują do tureckiego parlamentuAutor: liso Dodano: wtorek, 14 sierpnia 2007 - 21:33
1303 raz(y) oglądano.
Żródło: Wysokie Obcasy
W domu publicznym reklamowali mnie jako dziewczynę z najpiękniejszymi włosami. Córka nałożyła mi chustę i powiedziała: 'Noś ją. Żeby już nikt nie brudził twoich pięknych włosów' Obie mają w nosie po kolczyku. Obie mają koszulki z napisem 'głosuj na byłe niewolnice'. Obie potrafią płakać tak, by nie przerywać mówienia. Płynąc po policzku Salihy Ermez, łza robi slalom między piegami. Jeśli jej nie wytrzeć, spadnie na ubranie. Albo na brzeg muzułmańskiej chusty. Skąd muzułmańska chusta u byłej prostytutki? Spokojnie, mamy czas. Do wszystkiego pomału dojdziemy. Płynąc po policzku Ay e Tükrükçü, łza musi sobie poradzić z dołkiem w policzku. To uśmiech. Ay e umie płakać i uśmiechać się jednocześnie. - Gdybym nie umiała się śmiać, całe życie bym przepłakała - mówi, śmiejąc się i płacząc. Jej łza omija usta i spada na drewnianą klepkę. Takich podłóg Ay e nienawidzi. Czemu? Dojdziemy i do tego. Wybory W ostatnich miesiącach przez Turcję przetoczyła się polityczna burza. Parlament nie mógł wybrać prezydenta. Partie szykowały się do przedterminowych wyborów. Byłe prostytutki, skupione w organizacji Sefkat- Der, już dawno myślały, by wykorzystać kampanię wyborczą. By wystawić do parlamentu niezależne kandydatki, które powiedzą: nie możecie nas traktować jak gorszych obywateli! Brakowało tylko odpowiednich kandydatek - zdeterminowanych i wystarczająco silnych psychicznie. Znalazły się Ay e i Saliha. Ay e jest bardziej wygadana, twardsza na zewnątrz. Saliha szybciej płacze, mniej mówi, ale w środku jest ze stali. Pierwsze doniesienia prasy miały nieco żartobliwy ton. Byłe prostytutki wrzucano do jednego worka ze startującym w wyborach transseksualistą i znanym satyrykiem. W tym czasie tureckie partie polityczne prezentowały swoje Super Ważne Postulaty. Wszyscy mówili o Odpowiedzialności przed Narodem i Historią. Ay e i Saliha wyborów nie wygrały, ale udało im się coś ważniejszego. Byłe prostytutki zawstydziły całą Turcję. Sztab Kamienica niedaleko Taksimu, najbardziej rozrywkowej dzielnicy Stambułu. Tutejszych dyskotek i night--clubów nie powstydziłaby się żadna europejska stolica. Nocą ta ulica jest we władaniu transwestytów. W dzień - ulica jak wszystkie. Mały sklep, punkt z kebabem, żebrak, kwiaciarka, kawiarnia internetowa. Na rogu hotel Arafat. Na pierwszym piętrze starej kamienicy ma siedzibę sztab wyborczy Ay e Tükrükçü i Salihy Ermez. Wieje nudą. Pieniędzy brakuje na wszystko. Kiedyś przychodzili dziennikarze, ale polecieli już za kolejną sensacją. Zostały ściany wytapetowane ich tekstami. Tytuły: 'Miałam cztery aborcje', 'Nie sprzedałam swojej duszy', 'Musiałam spać z 74 mężczyznami w ciągu doby'. Oprócz tego na ścianach żółkną archiwalne artykuły o żonach zabitych przez mężów, zamarzniętych dzieciach, prostytutkach, którym ktoś poderżnął gardło. Byłe prostytutki prowadzą schronisko dla takich jak one. Szukają domów dla bezdomnych, pieniędzy dla biednych. W wyborach startują, by powiedzieć o problemach ludzi, o których nikt nie pamięta. - Pierwszy raz w historii Turcji kobiety same kandydują. Same zorganizowałyśmy sztab! - mówią kandydatki. - Dzieci z sierocińca zawsze dostaną pomoc. Każda firma chce im pomagać. Ale byłe prostytutki? Wszyscy mówią: 'Same jesteście sobie winne!'. Nikt nie chce wiedzieć, jak było naprawdę! - A jak było naprawdę? - Macie czas? To posłuchajcie. Reszta artykułu Polscy muzułmanie i arabiści tęsknią za kalifatem?Autor: redakcja Dodano: poniedziałek, 13 sierpnia 2007 - 16:50
1214 raz(y) oglądano.
źrodło: arabia.pl
tytuł- Reakcja muzułmanów i świata zachodniego na upadek kalifatu jako potwierdzenie istnienia ummy Autor: Antoni Kosowski, niedziela, 12/08/2007 fragment pracy pt. Reakcja muzułmanów i świata zachodniego na upadek kalifatu jako potwierdzenie istnienia narodu muzułmańskiego (ummy) – Część I Świtem 4 marca, po modlitwie, w towarzystwie żony, syna i dwóch przerażonych księżniczek, ostatni kalif wsiadł do dawnego samochodu Vahideddina. Zanim kierowca zapuścił silnik, rzucił zebranym: „Oświadczam wam, że nie zrobiłem nic złego mojemu narodowi i nigdy tego nie zrobię. Przeciwnie, zawsze, aż do mojej śmierci i później, będę się modlił do Allaha o jego wywyższenie. Kiedy siadał w samochodzie, po jego twarzy spłynęło kilka łez.->[1]<- Ostatnie trzęsienie ziemi wywołało religijne poruszenie pośród muzułmańskiego chłopstwa. Przypisywali oni te katastrofy ostatniemu posunięciu rządu (mianowicie odrzuceniu przez niego islamu jako religii państwowej).->[2]<- ->I. Wstęp<- Niechęć do państw Ententy dawała o sobie znać przez całe następne stulecie, przekształciwszy się ostatecznie w ogólną niechęć świata muzułmańskiego do Zachodu. Próby(...)zniesienia kalifatu, podjęte przez lorda Curzona, stały się pierwszym zarzewiem potencjalnego buntu muzułmanów->[3]<-. Ważność problematyki poruszonej w pracy bierze się stąd, że współczesna historia świata muzułmańskiego->[4]<- w dużym stopniu jest tworzona przez Zachód->[5]<-. W jego kręgach naukowych buduje się tą wersję historii widząc sprawę jednostronnie i w ten sposób utrwalona zostaje jako obowiązująca. Nie oznacza to, że w świecie muzułmańskim nie powstają państwowe czy narodowe historie. One są tworzone.->[6]<- Przedmiotem moich rozważań jest właśnie historia widziana oczyma muzułmanów->[7]<-, która przeważnie „istnieje” poza sferą uznaną za „naukową”. Chciałbym tu zwrócić uwagę na pewien fakt - jeżeli ktoś chce poznać historię świata muzułmańskiego, czy „myślenie” o przeszłości->[8]<- samych muzułmanów – jest to bardzo utrudnione. Praca jednak nie będzie traktować o historii sensu stricte. Ona jedynie posłuży tu do próby odtworzenia postawy pewnej części muzułmanów wobec jednego wydarzania – upadku kalifatu. Ta zbiorowość posiadająca określone stanowisko względem historii, stanowi, jak sama mniema, naród (ar. ummah->[9]<-). Nasuwa się zatem pytanie, na które spróbuję odpowiedzieć: Czy w świecie muzułmańskim oprócz powstałych współcześnie grup narodowościowych, istnieje jeszcze, niezauważany, pomijany, starszy i odrębny naród.->[10]<-? Okres przed upadkiem państwa osmańskiego to czas dominacji w świecie muzułmańskim jedynego uznanego przez islam narodu – ummy. Osmanie od 1517 roku->[11]<- twierdzili, że stoją na jego czele.->[12]<- Religia islamu, zaś, była ideologią państwową. W wyniku zmian, jakie zaszły po I wojnie światowej - zaniku państwa osmańskiego, z narodu muzułmańskiego wyłaniają się nacje w zachodnim znaczeniu tego pojęcia->[13]<-. Nie jest to jednoznaczne jednak z tym, że umma przestaje istnieć. Naród jednak nie ma państwa. Posiada natomiast własną historię. I tu zarysowuje się pewien problem. Jeżeli przyjmiemy założenie, że obiektywna prawda o niej nie istnieje->[14]<-, to dopiero wtedy możemy traktować historię muzułmańską, tworzoną przez samych muzułmanów, na równi z dziejami tegoż samego świata, tworzonymi przez narodowych->[15]<- i zachodnich historyków. Adam Mickiewicz w swoim genialnym, i jak sądzę, niedocenianym utworze poruszył także kwestię pisania historii: A pomyślałem w duszy: - cóż są gminne dzieje? Popiół, w którym zaledwie iskra prawdy tleje; Hieroglif mchem zarosłe zdobiący kamienie; Napis, którym spowite usnęło znaczenie; Odgłos sławy, wiejący przez lat oceany, Odbity o wypadki, o kłamstwa złamany, Godzien śmiechu uczonych: lecz nim się zaśmieje, Niechaj powie uczony, czym są wszystkie dzieje?->[16]<- Nie jest w takim razie czymś obrazoburczym dla nauki porównywanie dzieł naukowych do – jak to ujął Adam Mickiewicz - „gminnych dziejów”. Historię się tworzy w różnym otoczeniu, tak gminnym, jak i naukowym. Wiarygodność przytaczanych faktów jest w obu przypadkach taka sama. Zrozumienie tego faktu pozwala zachodniemu odbiorcy przyzwolić na „równouprawnienie” różnych wersji tej samej historii. Przyjęcie takiej perspektywy zaś sprawia, że na nowo odczytuje on przeszłość, minione wydarzenia, z którymi, jak mu się dotąd wydawało, był w mniejszym lub większym stopniu zaznajomiony. Okaże się wtedy, że zachodnie potęgi kolonialne nie mogą uciec od odpowiedzialności za obalenie dawnego porządku świata muzułmańskiego. Wielu muzułmanów usiłuje uwolnić się nie tylko od militarnej dominacji wrogiego sobie świata, ale i od jego wersji historii. Nasz muzułmański świat próbował tego samego poniżenia i upokorzenia przez ponad osiemdziesiąt. Jego synowie byli zabijani. Ich krew była przelewana. Jego meczety są atakowane - i nikt tego nie słyszy, i nikogo to nie obchodzi.->[17]<- Rodzi się pytanie o postrzeganie w świecie zachodnim i muzułmańskim ważnego momentu historycznego czyli upadku kalifatu (osmańskiego), a zarazem samego pojęcia państwowości w islamie. Jestem przekonany, że ten moment dla historyków nowych (post osmańskich) narodów i zachodnich badaczy, zarówno historyków, jak i orientalistów - stanowi jedynie pewien mało znaczący epizod. Nie poświęca mu się zbyt dużej uwagi, pomimo tego, że dla wielu muzułmanów stanowi on punkt zwrotny w historii ich narodu. Ponadto, jak sądzę, zauważyć można pewną zgodność pośród muzułmanów, zwłaszcza co do pojęcia kalifatu i związanej z nim historycznej rzeczywistości. Uważam, iż tą zgodność celowo lekceważy się w zachodnim dyskursie na temat świata muzułmańskiego. Opiszę więc upadek kalifatu osmańskiego – jak nazywają to państwo muzułmanie i „imperium tureckiego”->[18]<- – jak to się przyjęło określać na Zachodzie. Już różnica w nazewnictwie ukazuje dychotomię w postrzeganiu dziejów. W swoich rozważaniach powoływać się będę nie tylko na literaturę naukową, ale i na informacje zawarte w różnego rodzaju mediach. Przy próbie ukazania stosunku muzułmanów i zachodniej sfery kulturowej do pojęcia kalifatu – okazują się one być niezbędnym źródłem informacji. Odwoływać się zatem będę do zachodniej prasy. W niej to – w doniesieniach, relacjach pisanych tuż po upadku państwa osmańskiego i w tekstach pisanych w osiemdziesiąt lat po tym wydarzeniu – widać wyraźnie, że temat ten jest nadal bardzo ważny. Demonizacja w zachodniej sferze kulturowej, myślenia o państwowości występującego w dyskursie religijnym muzułmanów, stanowi dla mnie asumpt do głębszego nad nim zastanowienia. Wołanie muzułmanów o przywrócenie kalifatu w czasach nam współczesnych dowodzi jak bardzo historia wiąże się z teraźniejszością. Janusz Danecki, polski arabista, napisał->[19]<-: Jedyną szansą dla panislamistów->[20]<-, zwolenników koncepcji narodu muzułmańskiego, była Turcja (!) Osmańska uważana za dziedzica kalifatu, a zatem tradycyjnego państwa muzułmańskiego. Sądzę, że jest to błędne założenie. Idea kalifatu przetrwała państwo osmańskie. W świecie muzułmańskim, w dyskursie religijnym, pojawia się postulat ustanowienia na nowo kalifatu. Sprzymierzeńcom nie zależy wcale na tem, by władza ta, skupiająca siłę muzułmańskiego świata, jeśli już nie militarną, to moralną była ześrodkowana w jednym ręku. Kalif będący chociażby tylko moralnym wyrazicielem idei muzułmańskiej, byłby przecież dla Zachodu,nad Wschodem islamicznym panującego , siłą niepożądaną. Sama bowiem idea kalifatu jest połączeniem pierwiastków nie godzących się z przewagą obcą...->[21]<- II. Omówienie stosowanych pojęć i wyobrażeń Czemu wciąż najeżdżacie na kraje muzułmańskie – spytał Karim Acar, krawiec z centrum Stambułu. Ja już tego nie dożyję, nie zobaczę tego i moje dzieci również tego nie dożyją; ale pewnego dnia może dzieci moich dzieci zobaczą, jak ktoś ogłasza się kalifem... ->[22]<- Kalifat to słowo, które w ostatnim czasie wywołuje dużo emocji. Po latach przemilczania „wyszło” poza gabinety: naukowe i rządowe. Dało o sobie znać opinii publicznej nieświadomej, tak naprawdę, na czym polega problem. Traktowanie państwa muzułmańskiego – kalifatu jedynie w aspekcie historycznym - jest błędem. Należy zająć się również jego oddziaływaniem na teraźniejszą rzeczywistość. Słowo kalifat staje się słowem konceptem, który ma pejoratywny wydźwięk w zachodnim, wykreowanym postrzeganiu islamu. Kojarzony z naukową fantazją, pojęciem, fundamentalizmem muzułmańskim, uosabia wszelkie złe cechy, które zgodnie są ostro zwalczane przez świat zachodni. Utożsamianie z nimi kalifatu prowadzi do tego, że staje się on wykluczony z publicznej dyskusji. W świecie muzułmańskim, od czasu powstania państw i historii narodowych, będących bezpośrednim rezultatem polityki potęg kolonialnych względem tego świata, mówienie o kalifacie może spotkać się z dwoma reakcjami. Przywoływanie go jedynie w kontekście chwalebnej, muzułmańskiej przeszłości, jest tolerowane, ponieważ nie stanowi to żadnego zagrożenia. Jednak, kiedy wypowiada się to słowo w kontekście wyrażenia pragnienia, by powróciła władza muzułmańska, postrzega się to jako akt przestępczy. Grozi za to surowa kara, którą wymierza w przekonaniu „muzułmańskiej ulicy”->[23]<- i nie związanych z władzą uczonych – tyran, narzucony, utrzymywany przy życiu i uznawany na stworzonej, wykreowanej przez zachodnie rządy arenie międzynarodowej. Ogromne wojska, bitne generały, Policje - tajne, widne i dwu-płciowe - Przeciwko komuż tak się pojednały? - Przeciwko kilku myślom... co nienowe!->[24]<- Można nabrać przekonania, że autorzy używają wyrażenia fundamentalizm muzułmański zawsze, kiedy muzułmanie - swoim zachowaniem - nie odpowiadają ich oczekiwaniom. Wyraziciele i głosiciele myśli, które są obce uznanej wizji świata i historii nazywani są fundamentalistami. Czy istnieje jednak coś takiego, jak ten - nieokreślony przecież – fundamentalizm muzułmański->[25]<-? Byt tego typu pojęć i przypisywanie ich islamowi i muzułmanom jest głównie domeną orientalistyki. Taktowana jest ona w świecie muzułmanów z nieufnością, jako że – w ich percepcji - była i nadal jest wykorzystywana w służbie zachodnich imperialnych przedsięwzięć.->[26]<- Polityczne zaangażowanie orientalistów widać wyraźnie w kontekście rozważań nad pojęciem państwa muzułmańskiego. Usiłowali oni i nadal to czynią, umniejszać znaczenie kalifatu w islamie poprzez oddzielanie polityki od tej religii->[27]<- i krytykę tego, co nazywają „upolitycznieniem islamu”. Zachodnia orientalistyka nie jest obiektywna, albowiem religia islamu ma silnie polityczny charakter. Ocena historii i tego, co wiąże się ze sferą polityki, zawsze będzie wymagała opowiedzenia się po którejś ze stron, nawet nieintencjonalnego. Z natury zatem orientalistyka spotyka się z chłodnym przyjęciem przez muzułmanów. Należy zdawać sobie sprawę z tego, że dla nich, opowiadanie o islamie innym językiem niż język islamu (wyrażony w języku arabskim) jest nieakceptowane, jako że powoduje to zniekształcenie znaczenia.->[28]<- Często ten, niewybaczalny dla muzułmanów błąd, popełniają właśnie wartościujący orientaliści. O innym, rzadko spotykanym orientalizmie, tym, który podważył zachodni „naukowy”, w rzeczywistości pseudonaukowy stosunek do islamu i usiłował być bezstronny, napisał Robert Irwin, autor książki For Lust of Knowing: The Orientalists and Their Enemies. Zauważył on jednak, że ten orientalizm skrytykował zachodnią naukę poświęconą islamowi i Arabom, ale nie dostarczył alternatywnej metodologii lub wersji. Niektórzy muzułmańscy krytycy, chociaż z zadowoleniem przejmują polemiczny, fałszywy obraz zachodniej nauki, rozwijają swoje własne fantastyczne zniekształcenie muzułmańskiej historii.->[29]<- Dzisiejszy „kult kalifatu” jest czymś rozpoznawalnym. Czy kalifat stał się przedmiotem, raczej nie kultu, ale bezkrytycznego uwielbienia przez muzułmanów, stanowi przedmiot dyskusji.->[30]<- Problemem staje się łączenie kalifatu z fundamentalizmem, przecież znamy znaczenie pierwszego terminu, a drugi „jest terminem nieprzetłumaczalnym na język islamu.”->[31]<- Jak zatem można deformować znaczenie omawianego pojęcia? Zadaje to pytanie na wstępie moich rozważań, ponieważ nie chcę popełnić błędu tych, którzy upraszczając, dochodzą do wniosków nie mających związku ze złożoną przecież rzeczywistością. Rzecz w tym, że należy porzucić słowo fundamentalizm muzułmański, które najwidoczniej stworzone zostało po to, by straszyć przed tym, co niepożądane->[32]<-. Język islamu to język arabski. Jest tak dlatego, że myśli religii islamu są w nim wyrażane. Koran wielokrotnie wspomina o jego znaczeniu.->[33]<- Imam Szafi’i napisał w swoim dziele pt. „Traktat” (ar. „Risala”): Każdy muzułmanin zobowiązany jest do tego, by uczyć się języka arabskiego (aż) do krańców swoich możliwości w celu (bycia zdolnym) do wyznania wiary, że nie ma ilah (boga) z wyjątkiem Allaha i Muhammad jest jego wysłannikiem i do wymówienia tego, co jest na nim nałożone (jako obowiązek)...->[34]<- Język arabski zatem nie może być odseparowany od religii (din) islamu. Wynika z tego, że kiedy omawia się percepcję muzułmanów, należy zapomnieć o terminach, które często nie istnieją w jej ramach, a więc w ramach religii islamu lub języku arabskim, jak również w obu na raz. Nie istnieją zatem: ortodoksja, skrajność, radykalizm, ekstremizm, fanatyzm, nadgorliwość. Jeżeli się już je używa, to w zupełnie innym, niż obiegowe znaczeniu. Jest to o tyle istotne, że te pojęcia w żaden sposób nie oddziaływają na muzułmanów. Kiedy czyta się tekst będący doniesieniem (informacją) ze świata muzułmańskiego lub tekst naukowy o nim, większość określeń, które w nim występują, ukazują jedynie to, jak dane czyny, zachowania, wydarzenia odbierane są w zachodniej sferze kulturowej. Czy odpowiadają jej, czy nie. Jeżeli ktoś chce natomiast podjąć się trudu zrozumienia tego, jak dany czyn, zachowanie, wydarzenie jest klasyfikowane według islamu, musi sięgnąć do literatury muzułmańskiej. Okazuje się, że dla wielu badaczy, wykładowców akademickich nie jest to takie oczywiste i nie wychodzą oni poza domenę upraszczania. Każde pojęcie religii islamu ma określone znaczenie, które często nie ma odpowiednika w językach zachodnich. Dlatego też, aby dobrze je zrozumieć, należy je po prostu opisać a i to nie daje całkowitej pewności, że zrozumieliśmy interesujące nas pojęcie. Błędem jest szukanie jednego słowa, które ma zastąpić daną myśl – pojęcie w innym języku. Taka metoda jest niedokładna, nieprecyzyjna i często zniekształca sens tego, co się przekłada. Niestety, jest ona w powszechnym użyciu. Najbardziej rzucającym się w oczy przykładem takiego złego traktowania przedmiotu badawczego, jest opisywanie państwowości w islamie. Często przyrównuje się słowo kalifat do królestwa, teokracji - a to jest błędem. W islamie istnieje wyraźna różnica pomiędzy państwem muzułmańskim a królestwem. At - Tabari napisał w swojej książce (Tarih At - Tabari - Historia At - Tabariego), że Umar spytał się Salmana Al - Farsiego: Nie wiem czy jestem królem (ar. malik) czy kalifem? Salman powiedział mu: Jeśli wziąłeś z ziemi muzułmanom jeden dirham->[35]<-, lub mniej, lub więcej i wydałeś go w niewłaściwym miejscu, wówczas jesteś królem (malik) a nie kalifem.->[36]<- Oznacza to, że w islamie królestwo jest traktowane jako forma rządów, która jest mniej sprawiedliwa od kalifatu. Słowo teokracja pochodzi natomiast z języka greckiego (gr. theokratía) i oznacza formę rządów, w której władzę państwową sprawują kapłani. W islamie zaś nie istnieje instytucja duchowieństwa.->[37]<- Należy również zaznaczyć, że kalifat nie może być porównywany z papiestwem. Taka analogia jest błędna, ale dominowała w literaturze zachodniej już od czasów średniowiecza. Robertus Monachus, który wyruszył na pierwszą krucjatę, twierdził, że Kerbōghā, Amir Mosilu (podczas oblężenia Antiochii w 1098 roku) poinstruował swojego sekretarza następującymi słowami: Scribe religioso Papae nostro Caliphae. Thomas Arnold rozpowszechnienie tego błędu przypisuje biskupowi Akry (w latach 1216 – 1226) Jacques de Vitry, który to zdał relację na temat zachowania kalifa papieżowi Innocentemu III. Głowa Kościoła Katolickiego zwróciła się do bisupa, by opisał wiodące wśród Saracenów postacie, m.in dwóch synów Sajf – ud – Dina, brata Saladyna i obszary nad którymi władali. Szósty syn – jak informowała wspomniana relacja – miał przebywać w Baudas (Bagdadzie). W tym mieście był również „papież” Saracenów, który nazywany jest Kabatus lub Caliphas. Jacques de Vitry porównał go do Biskupa Rzymu – był według niego - tak samo czczony i honorowany. Udawać się miał – zgodnie z relacją autora – dwa razy w miesiącu, wraz ze swoim ludem, do Machometa, który był Bogiem Saracenów (sic!). W mieście Baudas Machomet był traktowany jak Bóg, a Calyphas jak papież. Miasto to natomiast stanowić miało „głowę” wszystkich ras i praw Saracenów. Spełniało zatem taką samą rolę, jak Rzym dla chrześcijan. Matthew Paris, który zapewne wzorował się na relacji biskupa Akry, napisał, że w Baldach (Bagdadzie) żyje „papież” Saracenów, przed którym czują strach i czczą go według swojego prawa. Marco Polo pięćdziesiąt lat później również użył wprowadzającego w błąd porównania. Napisał, że Baudas jest wielkim miastem, siedzibą kalifa – Caliph - wszystkich Saracenów i powtórzył toż samo – tak, jak Rzym jest siedzibą Papieża wszystkich chrześcijan.->[38]<- Państwo i polityka odgrywa w islamie określoną rolę, znajduje się w jego obrębie. Błędnie zakłada się, że przypisywanie islamowi jego własnej wizji państwowości, jest upolitycznieniem tejże religii.->[39]<- Bernard Lewis napisał: Dla przeciętnego zachodniego obserwatora, potępienie czy ostrzeżenie, przed „niedemokratyczną” naturą religii- islamu, jest podejrzeniem naznaczonym uprzedzeniami. Jak można naznaczyć wiarę jako niedemokratyczną? Częściową odpowiedzią na to jest fakt, że islam w odróżnieniu od nowoczesnych nurtów w judaizmie czy chrześcijaństwie, jest wyraźną doktryną polityczną(...)Rozdzielenie kościoła od państwa w zachodnich społeczeństwach, nie ma odbicia w oddzieleniu meczetu od państwa w islamie. Meczet w sercach wielu muzułmanów to właśnie państwo; a ucieleśnieniem państwa jest często sam władca, postrzegany jako władca wiernych (ar. amir al - mu’minin), kalif, sułtan…->[40]<- Z kolei John Esposito stwierdził, że dla wielu muzułmanów islam jest pełnym czy całościowym, kompletnym sposobem na życie i że nie należy mówić o takim punkcie widzenia, jako o religii i polityce, ale jako o religio-polityce.->[41]<- Znana zasada w prawie muzułmańskim mówi, że islam jest din minhu dałla - religią zawierającą prawo państwowości - ale nie religią w rozumieniu zachodnim, która sprowadzona jest jedynie do sfery prywatnej. Szari’a->[42]<- dzieli się wszakże na ‘ibadat -wszystko to, co dotyczy oddawania czci i mu’amalat - wszystko to, co dotyczy transakcji handlowych, kontraktów między ludźmi i oprócz tego polityki. Nie wdając się w rozważania o naturze prawa muzułmańskiego (fiqh)->[43]<- i nie przytaczając licznych dowodów->[44]<- na obowiązek istnienia kalifatu, odniosę się tylko do opinii w tej materii, znanych muzułmańskich uczonych. Pisali oni o konieczności istnienia państwa muzułmańskiego wraz z określoną strukturą. Odwołam się do wymowy niektórych z ich wypowiedzi. I tak Ibn Tajmijja napisał->[45]<-, że jest obowiązkiem wiedzieć o tym, iż urząd władzy (kalifa) jest jednym z największych obowiązków din (religii). Zaznaczył, że w rzeczywistości nie ma ustanowienia religii bez ustanowienia kalifatu i taka jest opinia salaf – bogobojnych przodków, takich jak: Al - Fadl ibn 'Ijaada i Ahmad ibn Hanbal. Z kolei Imam an-Nałałi stwierdził->[46]<-, że uczeni muzułmańscy byli zgodni co do tego, że wybór kalifa jest obowiązkiem muzułmanów. Według Imama Asz - Szałkaniego->[47]<- islam zakazuje wszelkich podziałów pomiędzy muzułmanami i podziału ich ziem. Zakaz ten jest koniecznością (bi-dharurah – dosł. przez konieczność - np. jak modlitwa czy post). Opinię tą potwierdza Imam Hasan Al-Małardi->[48]<- i Ibn Hazm.->[49]<-. Zatem, co stwierdza Imam An-Nałałi->[50]<-, nie można składać przysięgi dwóm lub więcej imamom, nawet jeśli muzułmanie są w różnych częściach świata i te części są od siebie oddalone. Stwierdził dalej->[51]<-, że jeżeli złożono baj’ah->[52]<- dwóm kalifom (pierwszemu a następnie drugiemu), to wówczas pierwsza baj’ah jest ważna (legalna) i musi być uznawana, a druga nieważna (nielegalna). Imam An – Nałałi zauważył, że taka jest opinia większości uczonych. Według kolejnego uczonego - Imama Al-Dżajiego->[53]<- - czterej imamowie czterech szkół prawa – hanbalickiej, hanafickiej, szafi’ickiej i malikickiej - byli jednomyślni co do tego, że imamah (przywództwo) jest obowiązkiem (fard) i że na muzułmanach spoczywa obowiązek ustanowienia kalifatu, który uprawomocni prawo muzułmańskie i wymierzy sprawiedliwość tym, którzy prześladują innych. Wybór imama po erze proroctwa jest obowiązkiem (ładżib). Ta opinia ma uzasadnienie – według prawników muzułmańskich – w praktyce sahaba (towarzyszach proroka). Zwlekali oni z pochówkiem proroka aż do czasu, kiedy nie został wybrany kalif. Imam al-Qurtubi napisał w komentarzu do wersetu (Koran 2:30), że kalif, którego się słucha i któremu jest się posłusznym, jednoczy świat muzułmański i uprawomocnia w nim ahkam (werdykty – prawo muzułmańskie)->[54]<-. Pomimo tego, że – jak widać powyżej - obowiązek istnienia państwa muzułmańskiego jest czymś bezspornym, muzułmańscy uczeni rozważali również w swoich dziełach niedopuszczalną sytuację, w której nie istnieje państwo muzułmańskie. Ta sytuacja w przekonaniu wielu muzułmanów ma miejsce po upadku państwa osmańskiego. Imam al – Ghazali odniósł się hipotetycznie do konsekwencji upadku kalifatu->[55]<-. Otóż, według niego, zaistnieje: -zawieszenie muzułmańskiego sądownictwa -unieważnienie łilajatów (obszarów administracyjnych) -nie egzekwowanie rozkazów tych, którzy są u władzy -ludzie będą znajdować się na krawędzi tego, co jest zakazane (ar. haram) Wynika z tego, że istnienie kalifatu jest warunkiem prawidłowego funkcjonowania religii islamu w wymiarze państwowym i społecznym. Państwo muzułmańskie to gwarant uprawomocnienia islamu. Dlatego też nie powinien dziwić współczesny apel o przywrócenie kalifatu. Znajduje on akceptację pośród muzułmanów. Należy jednak pamiętać, że jest duża różnica pomiędzy samą akceptacją kalifatu, a podejmowaniem działań zmierzających do jego urzeczywistnienia. Jeżeli zatem przyjmiemy założenie, że państwo muzułmańskie miało uzasadnienie religijne, to władza Osmanów, jako kalifów, również je miała. Jest to ważna konkluzja, ponieważ wiadomo, że religijny sentyment nie zanika tak szybko, jak – w sensie fizycznym - rządy i państwa. Aktywiści zakazanych organizacji rozdają broszury przy niektórych z meczetów w Lahore po zakończeniu modlitw piątkowych. Broszury te nawołują muzułmanów do tego, by powstali i wyegzekwowali muzułmański system z kalifem jako głową państwa.(...)Kalifat jest sprawą życia i śmierci dla muzułmanów i jest obowiązkiem każdego muzułmanina, uczynienie wszystkiego, co tylko możliwe, by powstał taki system rządów. Nie ma znaczenia, czy jesteś młody czy stary, piśmienny czy niepiśmienny, musisz coś zrobić.->[56]<- Każdy muzułmanin, który szuka w islamie punktu odniesienia dla kwestii dotyczących życia politycznego, społecznego i ekonomicznego, nazywany jest przez wielu zachodnich obserwatorów różnie, ale opinia jest zawsze zła. Gdyby jednak nie odwoływał się do islamu w kontekście wspomnianych wyżej kwestii, wówczas mógłby być akceptowany. Często na Zachodzie stosuje się w jego opisie określenie przypisujące mu cechę umiarkowania->[57]<-. Nie przykłada się przy tym wagi do faktu, że nie istnieje w języku islamu takie pojęcie, jak umiarkowanie w sprawach religijnych->[58]<-. Większość muzułmanów nie używa takiego określenia w dyskursie religijnym, ale wie, że jeżeli tak pisze zachodni autor, to jest to jakaś forma akceptacji.->[59]<- Każde nawiązanie do islamu jako całości, jest w świecie zachodnim nieakceptowane. Myślę, że warto na samym początku określić co jest uznawane, a co nie uznawane w dzisiejszym świecie. Muzułmanie często nieświadomi pewnej iluzoryczności kryjącej się w pojęciu wolności w zachodniej sferze kulturowej, ponoszą konsekwencje swoich wypowiedzi, które w ich przekonaniu nie były wcale kontrowersyjne. W świecie zaniku granic kulturowych wiedza o „granicy przyzwoitości” może uchronić przed surową oceną, zwłaszcza w sytuacji, kiedy wyjmuje się spod prawa nie określone czyny, ale właśnie określone myśli.->[60]<- Nawoływanie do ustanowienia kalifatu jest karalne w świecie muzułmańskim->[61]<-, a w państwach zachodnich znajduje się na krawędzi prawa.->[62]<- Władza muzułmańska, która jest czymś oczywistym dla muzułmanów, staje się przedmiotem rozważań w świecie zachodnim. Już od dawna debatuje się w nim nad tym, czy muzułmanie mogą określać kształt i wygląd swojego własnego świata. Tak, przyjacielu, wierzę w jedną, spójną i trwałą wspólnotę wiernych – ummę, jak w czasach Proroka. Choć na co dzień mówimy różnymi językami i tylko Koran czytamy po arabsku(...)Ufam, że jeszcze raz potrafimy zbudować kalifat.->[63]<- To, jaki jest obecnie stereotyp kalifatu w świecie zachodnim, dobrze oddaje wypowiedź historyka James’a Reston’a Jr. Skomentował on nadużywanie słowa “kalifat” przez amerykańską administrację.->[64]<- Zauważył, że nadużywanie tego słowa przez sekretarza obrony Donalda Rumsfelda - w kontekście celów, zamierzeń terrorystów – jest ostatnim przykładem tępoty w najnowszej, brudnej irackiej debacie. Sekretarz obrony upiera się, że zagrożenie terrorystami, w obliczu którego stoją Amerykanie – i muszą sobie je uświadomić – polega na tym, że dążą ci terroryści do ustanowienia totalitarnego państwa->[65]<- (!), które rozciągałoby się od Indonezji, po Bliski Wschód i Hiszpanię. James Reston stwierdził, że takie postawienie sprawy jest nonsensem. Termin, który został stworzony po to, by straszyć – przywołując obrazy spragnionych krwi orientalnych despotów w czarnych turbanach i jedwabnych kaftanach, w świecie muzułmańskim odbierany jest jako kolejny cios zadany muzułmańskiej historii->[66]<-. Kalifaty Medyny, Bagdadu, Kairu, Stambułu i hiszpańskiej Granady przedstawiają szczyt muzułmańskiego osiągnięcia. Pierwsi czterej kalifowie – tak nazywano przywódców stojących na czele kalifatu - byli następcami Muhammada. Dysponowali władzą polityczną – byli politycznymi przywódcami świata muzułmańskiego. Mieli go bronić, podtrzymywać. Wielkie znaczenie miała ich rola religijna – byli obrońcami wiary. Reston zaznacza, że nie można zapominać o tym, iż obrona wiary wyznacza sens istnienia ruchu oporu przeciwko inwazji i okupacji. Obraźliwe interpretowanie słowa kalifat, jest tożsame z ubliżaniem pryncypalnej, nadrzędnej funkcji kalifa. Kalif broni bowiem ziem muzułmańskich przed obcą inwazją. Łączenie wspaniałej muzułmańskiej przeszłości i pojęcia kalifatu z terroryzmem i działaniami Al – Qaidy i jej fantastycznymi, ale próżnymi nadziejami zakładającymi istnienie światowej islamskiej dominacji, jest absurdem. Absurdem jest również wyobrażenie sobie, że Al – Qaida rządzi prawdziwym kalifatem, który sięga od Indonezji po Hiszpanię.->[67]<- Łączy się zatem na Zachodzie to, jak muzułmanie postrzegają kalifat, z działaniami terrorystów. Wyznawcy islamu zatem, którzy pozytywnie myślą o państwie muzułmańskim i chcieliby jego powrotu, postrzegani są z tego powodu jako związani z terrorystami.->[68]<- Według WorldPublicOpinion.org więcej niż połowa respondentów z Indonezji i trzy czwarte respondentów z Egiptu, Maroka i Pakistanu wierzy w pełne zastosowanie (strict application), uprawomocnienie szari’a (prawa muzułmańskiego). Prawie dwie trzecie wszystkich respondentów wyraziło swoje pragnienie – ujrzenia świata muzułmańskiego zjednoczonego przez kalifat.->[69]<- Czy ci wszyscy ludzie to potencjalni, lub już, terroryści? Jak widać różnica pomiędzy muzułmaninem a potencjalnym terrorystą to bardzo cienka linia. Rządy zachodnie dysponują prawem nazywania określonych postaw, zachowań. Coś, co wydaje się muzułmaninowi bliskie, pozytywnym dla niego pojęciem, staje się w obecnym dyskursie powodem, dla którego można go napiętnować, poprzez przypisanie mu epitetu, np. źle pojętego i użytego słowa „fundamentalista”. Chęć życia w państwie muzułmańskim (według prawa muzułmańskiego) z kolei nie przystoi do koncepcji państwowości w świecie zachodnim. Świat ten nie uznaje, bowiem, innego porządku świata.->[70]<- Nie ma znaczenia, tak naprawdę, czy kalifat jest właściwy i odpowiedni, czy odpowiada „współczesnej, nowoczesnej” koncepcji państwa->[71]<-. Z pewnością nie jest utopią.->[72]<- Występuje w dyskursie religijnym muzułmanów->[73]<- i dlatego badacz nie może przejść wobec tego faktu obojętnie. Orientaliści, kiedy piszą o kalifacie, często popełniają błąd wartościowania. Ustosunkowują się negatywnie do postulatu kalifatu (państwa muzułmańskiego) w świecie muzułmańskim, co uniemożliwia im zaakceptowanie istnienia innego punktu widzenia, czy podjęcie tego tematu w badaniach naukowych. Nie dostrzegają, bądź bagatelizują, lekceważą grupę ludzi, która taki punkt widzenia posiada. Tworzenie zawiłych terminów i derywatów znaczeniowych w celu opisywania nieodpowiednich (tj. radykalnych) muzułmanów, przez samych muzułmanów jest odbierane jako tworzenie nierealnego świata i próba izolowania się od myśli innych – w tym wypadku myśli islamu. ...To, co nazywamy terroryzmem w Stanach Zjednoczonych, jest tak naprawdę powstaniem radykalnego islamu przeciwko światu sekularnemu i przeciwko demokratycznemu światu, w imię ustanowienia na nowo rodzaju kalifatu.->[74]<- Rządy zachodnie nie uznają muzułmanów z takim wyobrażeniem, zakładającym istnienie własnego państwa i władcy, za partnerów w dyskusji, tłumacząc to tym, że fundamentaliści pozostają w mniejszości. Często w zachodniej literaturze wyrazicieli takiego stanowiska nie nazywa się nawet muzułmanami, dając w ten sposób do zrozumienia, że ich myśli nie przystoją wyobrażeniowemu islamowi i muzułmanom. Wszyscy muzułmanie z całego świata chcą żyć w kalifacie. Chcą żyć pod prawem szari'a – mówi. To będzie wielkie państwo. Potężne państwo.->[75]<- Kategoryzowanie muzułmanów, mające miejsce na Zachodzie, jest niekonsekwentne. Okazuje się, że osoba umiarkowana dla jednego, nie jest już taka dla innego.->[76]<- Jak widać z pozoru prosta sprawa w świecie muzułmańskim, jaką jest określenie kogoś muzułmaninem lub czegoś islamem, w świecie zachodnim urasta do rangi problemu. Okazuje się, że przypisanie różnych epitetów->[77]<- zawodzi, ponieważ nie ma w tym jednomyślności. Należy zwrócić uwagę na to, że pozytywne wyobrażenie o władzy muzułmańskiej jest silnie zakorzenione pośród muzułmanów, pomimo wieloletniej sekularnej i narodowej indoktrynacji w szkołach. Opowieśc o sprawiedliwych kalifach, obrońcach islamu zna każde muzułmańskie dziecko. Nie ma takiej muzułmańskiej księgarni, która nie oferowałaby książek o kalifach przeznaczonych dla dzieci. W rozmowach o islamie często odwołuje się także do ich przykładów. O znaczeniu kalifów pisał już w IX wieku historyk Al – Jakubi: Muzułmanie zawsze naśladowali kalifów i władców islamu, kroczyli wyznaczoną przez nich drogą i postępowali tak jak oni, przejmując ich obyczaje, uczynki i słowa.->[78]<- Tożsamość muzułmańska staje się w tych trudnych dla zwykłych muzułmanów czasach jedyną pewną rzeczą. Dla wielu z nich, strach przed kalifatem na Zachodzie i w „pałacach tyranów” na Wschodzie, stanowi nadzieję na własny świat. Intensyfikuje to uczucie fakt, że kalifat w przeszłości wiązał się ze szczytem rozwoju muzułmańskiego narodu (ummy) . Zachodni autor może udawać, że tego nie widzi i unikać dyskusji na ten temat, ale prędzej czy później spotka się u muzułmanów z takim wyobrażeniem. Thumma takunu chilafah ala minhadż al nubuła->[79]<- CDN…. -> -------------------------------------------------------------------------------- <- ->[1]<- Alexandre Jevakhoff, Kemal Atatürk. Droga do nowoczesności. Wyd. Akademickie Dialog, Warszawa 2004, str. 278 ->[2]<- Hold Renouncing of Islam Cause of Turkish Earthquake [w] The New York Times, 7 maja 1928 ->[3]<- Tom Reiss, Orientalista (przeł. D. Kozińska), Świat Książki, 2007, str. 133 ->[4]<- nie tylko Bliskiego Wschodu ->[5]<- kraje Europy Zachodniej, Stany Zjednoczone i Kanada ujmowane jako całość kulturowa i polityczna ->[6]<- w przypadku świata muzułmańskiego pamiętać należy, że obraz historii tworzony jest często w kręgach naukowych utrzymywanych przez rządy, które wyłoniły się z upadku kalifatu osmańskiego; natomiast w przypadku świata zachodniego pamiętać należy, że obraz ten tworzony jest przez kręgi naukowe, które odegrały propagandową rolę w rozbiorze państwa osmańskiego (orientalistyka) ->[7]<- w pracy określenie muzułmanin z definicji to osoba, dla której punktem odniesienia jest wyznawana przez nią religia ->[8]<- w sensie: emocjonalne ustosunkowanie się, sentyment ->[9]<- Koran: 9:31Wy jesteście najlepszym narodem (umma), jaki został utworzony dla ludzi ->[10]<- ummah al-mu'minin – naród wierzących; Z punktu widzenia idei narodu wypracowanej przez Herdera, Fichtego i Hegla uznanie wyznawców jednej religii za naród musiało się wydać absurdem. Absurdem też było, ale po prostu dlatego, że wydarzenia historyczne (a raczej europejska przewaga na świecie) uniemożliwiły jej zastosowanie [w] Janusz Danecki, Islam i nacjonalizm: Koncepcja Ernesta Gellnera, Przegląd Religioznawczy, 1993, nr 2 (168), str. 123 W tekście obszernie przytacza się dane z badań Pew Reasearch Center, ilustrujące przemiany świadomości obywateli krajów muzułmańskich, identyfikujących się w pierwszej kolejności i przede wszystkim z islamem, a następnie i ze znacznie mniejszą intensywnością ze swym państwem [w] Niewidzialny kalifat, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Departament Systemu Informacji, Central Asia Monitor nr 6 (61) (wydanie elektroniczne) ->[11]<- Według El – Szinnałiego, sułtan Murad I po zajęciu Edirne w 1366 roku, był pierwszym Osmanem, który ogłosił się kalifem. Inny historycy jednak przekazują, że Osmanie przyjęli tytuł kalifa po tym, jak Salim I zdobył Kair w 1517 roku [w] A Diwan of contemporary life (332): Europe’s „old man” dies, Al - Ahram (wydanie elektroniczne), 6-12 kwietnia 2000 ->[12]<- oczywiście nie oznacza to, że koncepcja ta była statyczna w państwie osmańskim; usiłowano ją przedefiniować po okresie wymuszonych reform tanzimatu; wtedy to powstało pojęcie „osmańskości”; zob. Karpat, Kemal H, The Politicization of Islam: Reconstructing Identity, State, Faith, and Community in the Late Ottoman State, Oxford: Oxford University Press, 2001, str. 314-315 ->[13]<- naród - grupa ludzi historycznie uformowanych na określonym etapie rozwoju elementów etnicznych (!); pamiętać jednak należy, że jest to jeden, a nie jedyny, z zachodnich wariantów powstawania narodu ->[14]<- ...trzeba przyjąć, że nie da się utrzymać klasycznej koncepcji prawdy jako podstawy do rozważań o prawdzie w historii, mimo, że tkwi ona głęboko w świadomości badaczy, w tym także historyków. Są oni bowiem przekonani, że istnieje jakaś prawda będąca celem badania historycznego i że ta prawda jest w zasadzie, choć może nigdy w pełni, osiągalna. Poza tym, już indywidualnie, każdy z badaczy jest na ogół przekonany, że swym badaniem zbliża się do jedynej prawdy. Można by to nazwać egoistycznym podejściem do prawdy, które w ostatecznym rozrachunku leży u podstaw wszelkich bezkrytycznych czy funda mentalistycznych przekonań o wyższości własnego punktu widzenia; Jerzy Topolski, Problem prawdy historycznej [w] Ewa Domańska, Jerzy Topolski, Wojciech Wrzosek, Między modernizmem a postmodernizmem, Historiografia wobec zmian w filozofii historii, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 1994, str. 34 ->[15]<- narodowych w znaczeniu zachodnim a nie muzułmańskim; historie narodowe mogą tworzyć muzułmanie; niemniej jednak z punktu widzenia ummy (narodu muzułmańskiego), będą to historie niemuzułmańskie ->[16]<- Popas w upicie (Zdarzenie prawdziwe) [w] Adam Mickiewicz, Wybór pism, Książka i Wiedza, Warszawa 1952, str. 51 ->[17]<- słowa Osamy bin Ladena [w] William Shannon, Problem 80 lat jako przyczyna terroryzmu, Boston Daily, 16 listopad 2001; Co się stało 80 lat temu? To mniej więcej wtedy zakończyła się I wojna światowa i podzielono Państwo Osmańskie. To z kolei zakończyło okres 600 - letniej władzy religijnej nad obszarami, które rozciągały się od dolnych Bałkanów i Konstantynopola do Jemenu, w południowej części Półwyspu Arabskiego i Zatoki Perskiej na wschodzie.(...)Jego pretensje w żaden sposób nie usprawiedliwiają zamachów bombowych, jakich dokonuje, ale nie powinniśmy zamykać naszych uszu na istotę tych pretensji; że Zachód realizuje swoje interesy, kosztem wolności Bliskiego Wschodu, już od ponad osiemdziesiąt lat. Nic nie cofnie czasu do 1920 roku, zresztą nawet tego nie chcemy, ale bliskowschodnia ropa przez następne osiemdziesiąt lat będzie (dla nas) ważna. Nic nie jest jednak tak ważne, jak to, że ponad miliard wyznawców islamu słucha czegoś innego, niż my. ->[18]<- chociaż ta nazwa jest błędna, ponieważ nie oddaje rzeczywistego stanu państwa osmańskiego – opartego na czynniku religijnym, a nie etnicznym; W okresie od 1543 do 1623 roku, kiedy „imperium” znajdowało się u swojego szczytu, tylko pięciu z czterdziestu siedmiu wielkich wezyrów było tureckiego pochodzenia. Pozostali (w liczbie czterdzieści dwóch) to: jedenastu Albańczyków, jedenastu południowych Słowian, sześciu Greków, jeden z Kaukazu, jeden Armeńczyk, jeden Gruzin, jeden Włoch i dziesięciu nieznanego pochodzenia. Niektórzy z kalifów nie byli nawet w pełni Turkami. Żona Muhammada IV, Meh-pare Emetullah Rabia Gulnusz, matka Sułtana: znana była jako Gulnusz Sułtana [była córka kreteńskiej (greckiej) rodziny i była matką Mustafy II (1664-1703) i Ahmeda III (1673-1736)]. Ponadto Hurrem Sułtana, matka Selima II (1524-1574) z pochodzenia była Słowianką. ->[19]<- Janusz Danecki, Islam i nacjonalizm: Koncepcja Ernesta Gellnera, Przegląd Religioznawczy, 1993, nr 2 (168), str. 123 ->[20]<- zob. rozdz. III Sułtan Abdul Hamid II a panislamizm (wprowadzenie do muzułmańskiego sentymentu) ->[21]<- Kalifat, Rzeczpospolita, nr 22, 22 I 1924, str. 3 ->[22]<- Reunified Islam: Unlikely but Not Entirely Radical; Restoration of Caliphate [w] Washington Post, 14 Styczeń 2006 ->[23]<- jest to określenie często stosowane przez zachodnie media ->[24]<- Cyprian Kamil Norwid, Pisma wszystkie. Wiersze, PIW, Warszawa 1971, str. 172 ->[25]<- „Muzułmańscy fundamentaliści” obsmarowywani przez zachodnią prasę, znacząco różnią się od chrześcijańskich fundamentalistów w zachodnich demokracjach. Nie opowiadają się za wartościami religijnymi (które istnieją w opozycji do rozumu i nauki). Spierają się co do tego, jak używać nauki i rozumu do uprawomocniania szari’a (prawa muzułmańskiego) w życiu w XXI wieku; zob. zob. Talal Asad, Genealogies of Religion, Baltimore: Johns Hopkins UP, 1993 ->[26]<- Islam był oczywiście obiektem badań zachodnich orientalistów, którzy przez ostatnie dwa stulecia publikowali obszerne prace na ten temat. Pomimo tego, jakkolwiek cenne mogły być ich prace, szczególnie w dziedzinie historii i filologii, nie przyczyniły się za bardzo do lepszego zrozumienia religii islamu w epoce chrześcijańskiej czy post-chrześcijańskiej, ponieważ nie udało im się wzbudzić (w ludziach) dużego zainteresowania (islamem) poza wyspecjalizowanymi, akademickimi kręgami. Trzeba również przyznać, że badania orientalistów na Zachodzie, nie zawsze zainspirowane były czystym duchem naukowej obiektywności i trudno zaprzeczyć, że niektórzy islamiści i arabiści, pracowali z intencją umniejszenia zasług islamu i jego wyznawców. Tendencja ta była szczególnie widoczna - z oczywistych powodów - podczas szczytu rozkwitu kolonii, ale przesadą byłoby stwierdzenie, że zniknęła bez śladu. [w] Roger Du Pasquier, Unveiling Islam, Islamic Texts Society, 1993, str. 6 ->[27]<- zob. rozdz. rozdz. III Sułtan Abdul Hamid II a panislamizm (wprowadzenie do muzułmańskiego sentymentu) ->[28]<- Problem ten porusza Edward Said w swoim Orientalizmie (Wydawnictwo Zysk I S-ka, 2005, str. 286): ...orientalistyczne prawdy, jak wszelkie prawdy przekazywane są za pomocą języka, zawierają się w samym języku i tym, co jest dla niego prawdziwe. ->[29]<- Robert Irwin, Caliphate: a fantasy worth dying for?[w] Times Higher Education Supplement, 2 luty 2007 ->[30]<- Autorzy Miller i Philips(...)obwiniają prezydenta (Busha) za używanie „pejoratywnego” tonu, kiedy odnosi się do „kalifatu”. Sugerują, że termin ten jest „niemal uświęcony” i powinno się go używać z „prawie czcią”; Walid Phares, The Caliph-Strophic Debate [w] World Defense Review, 24 października 2006 ->[31]<- Magdalena Lewicka, Fundamentalizm muzułmański – odkrycie naszych czasów czy stały element myśli politycznej islamu [w] Bäcker Roman, Shakir Kitab, Islam a świat, Wydawnictwo Marszałek 2003, str. 50 ->[32]<- warto w tym momencie odnieść się do definicji fundamentalizmu (według której każdy muzułmanin – z natury odwołujący się do religii – jest fundamentalistą!) w broszurze wydanej dla polskich żołnierzy w Iraku: Fundamentaliści głoszą, że w religii (islamie) zawarte są wszystkie nauki pozwalające człowiekowi osiągnąć pełnię rozwoju, szczęście osobiste, wieczne zbawienie, a także nauki pozwalające urządzić państwo doskonałe, wolne od niesprawiedliwości i gwarantujące optymalny rozwój; Vademecum żołnierza Irak, Ministerstwo Obrony Narodowej, Departament Wychowania i Promocji Obronności, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2003, str. 24 Jak widać, jest to gra słów, jeżeli muzułmański fundamentalista jest terminem pejoratywnym – uosobieniem wroga – a termin ten jest synonimem muzułmanina, wówczas dochodzimy do wniosku, że nie walczymy z wyimaginowanym fundamentalistą, tylko z rzeczywistym muzułmaninem, pozytywnie postrzegającym o swoją religię. W broszurze tej czytamy również (str. 25), że fundamentaliści nie godzą się z dominacją Zachodu. Nasuwa się zatem pytanie: Czy tylko ci muzułmanie, którzy godzą się na dominację Zachodu w świecie muzułmańskim, nie są w takim razie fundamentalistami? ->[33]<- Koran 43:3, 13:37, 20:113, 26:195, 46:12 ->[34]<- Risala 93 ->[35]<- jednostka monetarna państwa muzułmańskiego ->[36]<- Tarih At Tabari 3/211 ->[37]<- Koran: 9:31 Oni wzięli swoich ahbar (duchownych u żydów) i ruhban (duchownych u chrześcijan) za bogów poza Bogiem, i Mesjasza, syna Marii. A rozkazano im przecież czcić tylko Boga Jedynego. Nie ma ilaha (kogo należy czcić), jak tylko On! Jakże On bardziej godny jest chwały aniżeli to, co oni Jemu dodają jako współtowarzyszy!; zob. również T. W. Arnold, The Caliphate, Oxford (at the Clarendon Press), 1924 (reprint Sandpipier Books Ltd. 2000, str. 15 ->[38]<- więcej o tym (jak również o błędnych porównaniach używanych przez autorów muzułmańskich) zob. T. W. Arnold, The Caliphate, Oxford (at the Clarendon Press), 1924 (reprint Sandpipier Books Ltd. 2000, str. 168-170 ->[39]<- a przecież wiązanie religii z polityką jest niedopuszczalne w świecie zachodnim; proszę zwrócić uwagę na posługiwanie się terminem “islam polityczny” w zachodniej sferze kulturowej. ->[40]<- Bernard Lewis, Islam and Liberal Democracy [w] Atlantic Monthly, luty 1993 ->[41]<- Islam – jak się wierzy – jest związany z polityką. Stanowi jej integralną część, podobnie jak to jest w wypadku prawa, edukacji, życia społecznego i ekonomii. Te (koncepty) nie są postrzegane jako sekularne instytucje lub obszary życia, ale instytucje religijne (muzułmańskie), oparte na wierze w to, że islam jest sposobem życia i w związku z tym religia i społeczeństwo są wzajemnie powiązane. [w] John L. Esposito, Islam. The Straight Path. New York & Oxford: Oxford University 1988, str 163 ->[42]<- prawo muzułmańskie ->[43]<- praca nie ma przecież charakteru politologicznego ->[44]<- dalil (dowody) dla muzułmanina z Koranu i Sunny ->[45]<- Sijaasah Szarijjah, zob. rozdział poświęcony przywództwu ->[46]<- Szarhu Sahih Muslim str. 205, tom 12 ->[47]<- Tafsir al-Qur’an al-Azim, tom 2, str. 215 ->[48]<- Al - Ahkam Al-Sultanijah, str. 9 ->[49]<- Al-Muhalla, tom 4, str. 360 ->[50]<- Mugni Al-Muhtadż, tom 4, str. 132; zob. również Al-Hajthami w Sała’iq ul-Haraqah:17 i Subul Al-Asza, tom 9, str. 277 ->[51]<- Szarhu Sahih Muslim (wyjaśnienie Sahih Muslim), rozdział 12, str. 231 ->[52]<- przysięga lojalności ->[53]<- Fiqh ul-Mathahib ul- Arba’a (fiqh czterech szkół myśli), tom 5, str. 416 ->[54]<- Tafsir ul-Qurtubi 264/1 ->[55]<- Al -Iqtisad fil Itiqad, str. 240 ->[56]<- Ali Waqar, One caliph to rule them all... [w] Pakistan Daily Times, 3 marca 2007 ->[57]<- Słownik języka polskiego podaje: ‘taki, który znajduje się między tendencjami radykalnymi, a zachowawczymi; głoszący takie poglądy. ->[58]<- jest to niebezpieczne słowo stosowane w zachodniej ocenie muzułmańskich postaw; jeżeli np. muzułmanin nie opowiada się za rozdziałem państwa od religii, wówczas może zostać określony jako muzułmański radykał – zaprzeczenie umiarkowanego muzułmanina ->[59]<- dochodzi do tego, że muzułmanie sami zaczynają stosować przyjęte na Zachodzie kryteria (w języku arabskim tworzy się wówczas specjalne neologizmy) i nie określają siebie jako umiarkowani, bo wiedzą, że świadczyłoby to o ich słabszym związku z islamem (co w świecie zachodnim z kolei jest uznawanym i pożądanym zachowaniem); Pisze się o nich wasatijjun – centryści, „umiarkowani”, chociaż oni sami mówią, że są islamistami (islamijjun). [w] Jerzy Zdanowski, Umiarkowany islamizm. Niedoceniona siła arabskiego Bliskiego Wschodu [w] Krakowskie Studia Międzynarodowe II:2005, nr. 2, str. 96 ->[60]<- zob. Anton La Guardia, Fanatics (!) around the world dream of the Caliph's return [w] The Daily Telegraph, 1 sierpnia 2005 i Daniel Pipes, What Do Terrorists Want [A Caliphate] [w] New York Sun, 26 lipca 2005 ->[61]<- zob. np. Iran: Senior cleric warns against advocate of "caliphate" instead of "republic" [w] BBC Monitoring Service - United Kingdom, Text of report by Iranian Students News Agency (ISNA) website, 13 listopada 2006 ->[62]<- wystarczy napiętnować, określić muzułmanina, który tak myśli „agresywnym fundamentalistą, ekstremistą, radykałem” i na podstawie tego oskarżenia odebrać mu prawo do wyrażania swojej opinii; zob. Blair's anti-terror laws will criminalise Muslims, broszura Hizb ut-Tahrir Britain, 1 szałłal 1426 AH (3 listopada 2005) ->[63]<- słowa Saida, który jest kupcem w Jerozolimie; Paweł Smoleński, Zbudujemy nowy kalifat [w] Gazeta Wyborcza, Świąteczna, Bliski Wschód – reportaż, sobota-niedziela 26-27 listopada 2005 ->[64]<- Bush Administration Misuses the Word 'Caliphate (Administracja Bush’a nadużywa słowa "kalifat" – opinia), , audycja w radio NPR, 17 lutego 2006 Reston nawiązuje tu do następującego problemu: Grupa amerykańskich polityków i generałów cytowała list przypuszczalnie napisany przez Ajmana Al – Zawahiriego, głównego działacza Al – Qaidy w Iraku. List mówi, że jednym z najważniejszych celów Al – Qaidy po tym, jak już amerykańskie wojska opuszczą Irak, jest ustanowienie kalifatu na Bliskim Wschodzie. Sekretarz obrony Donald Rumsfeld odniósł się do słowa kalifat w kontekście zagrożenia dla Zachodu, jakie przedstawiają zamiary terrorystów. ->[65]<- kalifat staje się tu synonimem totalitaryzmu (terminu, który powstał na Zachodzie i ma negatywne znaczenie) ->[66]<- muzułmanie w dyskursie religijnym postrzegają kalifat jako państwo, które uprawomocnia boskie prawo (które z natury jest sprawiedliwe). ->[67]<- bardzo łatwo jest ukazywać na Zachodzie, pragnienie muzułmanów w dyskursie religijnym - powrotu państwa muzułmańskiego - jako chęci życia w otoczeniu stworzonym przez Al – Qaidę i inne zbrojne ugrupowania, które są niczym więcej jak „chwilową” odpowiedzią na okupację; kiedy mowa jest o wyglądzie państwa muzułmańskiego (kalifatu), wówczas zachodniemu obserwatorowi nasuwa się skojarzenie z panowaniem Talibów w Afganistanie (oczywiście jego medialny obraz – zob. Eric Margolis, 'The Taliban Are Terrorists' (on three media myths) [w] Eric Margolis: Archives); zachodnie media i politycy nauczyli go takiej reakcji (pomimo tego, że sami Talibowie celowo nie nazwali swojego państwa kalifatem, tylko emiratem – co miało wskazywać na pośledniejszą , w porównaniu z kalifatem, formę władzy; należy zaznaczyć, że muzułmanie, co powinno być oczywiste, nie są przywiązani do zachodniego medialnego, zdemonizowanego obrazu kalifatu, tylko do samej idei kalifatu, która zawarta jest w ich religijnych tekstach (z założenia zatem kalifat może mieć pozytywny lub negatywny wydźwięk, w zależności od miejsca, w którym się to słowo wypowiada). ->[68]<- Prezydent (Bush)(...) cztery razy użył słowa „kalifat”. Wróg – powiedział - mając na myśli wroga w postaci „islamskiego terrorysty” chce „rozszerzyć, powiększyć kalifat”, „ustanowić kalifat” i „rozprzestrzeniać kalifat”; Lisa Miller, Matthew Philips, Caliwho? [w] Newsweek, 24 października 2006 ->[69]<- Diana West, US could never win in Iraq because most Muslims want a Caliphate [w] The Washington Times, 27 kwietnia 2007 ->[70]<- Michael Neumann, Has Islam Failed? Not by Western Standards, The Wisdom Fund, 15 maja 2003: Słyszymy wciąż i wciąż, że islam zawiódł... że jest w kryzysie. Te twierdzenie zawsze wiąże się porównaniem islamu do czegoś innego, chociaż często jest to niejasne, niewyraźne. Jeżeli “zawiódł”, oznacza to jedynie - “nie jest zgodny z Zachodem“ – a to jest rzeczywiście prawdą. ->[71]<- Fitzpatrick twierdzi, że osiemnastowieczny człowiek rozumu został skonstruowany poprzez portretowanie innych jako niewolników despotów, zwyczaju lub biologii; dziewiętnastowieczni zachodni myśliciele zaś, przedstawiali swoje prawo jako szczyt ludzkiego osiągnięcia (powstałego w toku ewolucyjnym; z prymitywnego zwyczaju, archaicznych praw stanowych, które po nim nastąpiły, wyłoniło się współczesne, nowoczesne prawo zobowiązań(...)Przy pisaniu tej recenzji, stanąłem w obliczu problemu, rozpoznanego również przez autorów; mianowicie, jak pisać o historycznych transformacjach w systemach prawnych, bez odwoływania się (nawet nieintencjonalnie) do ewolucyjnej narracji zakładającej, że zmiany w kierunku modeli zachodnich są progresywne, postępowe.; Jane F. Collier, Intertwined Histories: Islamic Law and Western Imperialism (Recenzja: The Calligraphic State: Textual Domination and History in a Muslim Society by Brinkley Messick, Colonising Egypt by Timothy Mitchell, Culture and Imperialism by Edward W. Said, Law as Metaphor: From Islamic Courts to the Palace of Justice by June Starr), Law & Society Review, tom 28, nr 2, 1994, str. 396 i 397 ->[72]<- Abid Mustafa, CIA's 2020 vision for the future Caliphate is short sighted [w] Al-Jazeerah, 24 styczeń, 2005; zob. również The Draft Constitution of the Khilafah State, The Introduction and the incumbent reasons, Members of Hizb-ut-Tahrir in Europe ->[73]<- niewielu zauważa, że: ...kalifat jest darzony szacunkiem przez wielu zwykłych muzułmanów.; Reunified Islam: Unlikely but Not Entirely Radical; Restoration of Caliphate [w] Washington Post, 14 Styczeń 2006 ->[74]<- słowa Henry'iego Kissinger’a [w] Abid Mustafa, Dlaczego Zachód przegrał ideologiczną wojnę przeciwko muzułmanom? Al-Dżazira, 1 marca 2005 ->[75]<- Artyom Liss i Damian Grammaticas, Kyrgyz group aims for Caliphate, BBC News, Kyrgyztan, 8 sierpnia 2005 ->[76]<- Daniel Pipes, Jak rozpoznać umiarkowanych muzułmanów, New York Sun, 23 listopad 2004: Są do zakomunikowania dobre wieści: pogląd, że “wojujący islam to problem, a umiarkowany islam jest jego rozwiązaniem” znajduje z czasem coraz więcej zwolenników. Lecz są też wiadomości złe, a mianowicie – coraz większe zamieszanie wokół tego, kogo można nazwać umiarkowanym muzułmaninem. Oznacza to, że ideologiczna strona wojny z terrorem wykazuje tylko pewien ograniczony postęp. ->[77]<- często wiążących się z przemocą, agresją ->[78]<- Galina Dolinina, Literatura adabowa [w] As – Sadaqa, lipiec 1990, str. 35 ->[79]<- hadis ten oznacza w języku polskim: Później będzie ustanowiony kalifat na drodze proroka. Wiadomości: Dżihad - musical, który wyśmiewa terrorystówAutor: wertello Dodano: piątek, 10 sierpnia 2007 - 14:18
1064 raz(y) oglądano.
Wokół Husseina Al-Mansoura, w którego wciela się Wadia, tańczą kobiety w burkach, przysłonięte strojami od stóp do głów, gniewnie potrząsające wyciętymi z kartonu karabinami i szablami. Al-Mansour był kiedyś Sayidem - synem afgańskiego chłopa, który z powodu szalonej miłości wmieszał się w działalność komórki terrorystycznej, planującej zamach w Nieznanym, Ale Bardzo Prestiżowym Miejscu, relacjonuje Dziennik. "To dzika przejażdżka galopem po świecie międzynarodowego terroryzmu" - mówią autorzy i producenci musicalu. Historię naiwnego chłopaka, który szuka miłości i uznania, a trafia do kotła, w którym gotują się media, terroryści i współcześni władcy świata, oglądać można od dziś aż do 27 sierpnia, niestety tylko w Edynburgu. Promujące musical wideo, jak i materiały o twórcach dostępne są na oficjalnej stronie <param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/eeDDb5VYwbY"></param><param name="wmode" value="transparent"></param> Gwałty narzędziem walki w DarfurzeAutor: redakcja Dodano: środa, 08 sierpnia 2007 - 21:48
1125 raz(y) oglądano.
- Cały czas myślałam: mordują moje dziecko, mordują moje dziecko - opowiada Aisha, która zgwałcono, kiedy była w siódmym miesiącu ciąży. W Darfurze gwałty stały się narzędziem zastraszania ludności
Kobiety zostały zgwałcone, kiedy wyszły do buszu po drewno na opał. Zdarzenie miało miejsce niedaleko obozu dla uchodźców Kalma w Darfurze. Ofiary nie miały wątpliwości, kto je zaatakował. Wielbłądy, na których przyjechali oraz mundury zdradziły, że napastnicy należeli do dżandżawidów - bojówek wspieranych przez sudański rząd. Agencja prasowa Associated Press zebrała relacje siedmiu zgwałconych kobiet. Ich słowa potwierdziło kilku mieszkańców obozu oraz pracownicy organizacji humanitarnych. Obóz w którym żyje 100 tys. osób stale potrzebuje na opał wiele drewna. Za jego zebranie odpowiadają kobiety. Drewna ubywa i z miesiąca na miesiąc trzeba szukać go coraz dalej od obozu. W lipcu zeszłego roku siedem mieszkanek Kalmy wypożyczyło wózek zaprzężony w osiołka i wyruszyło do buszu. Nawet nie zaczęły zbierać drewna, kiedy usłyszały okrzyki i strzały w powietrze. Dziesięciu mężczyzn na wielbłądach zaczęło je osaczać. Próbowały uciekać. - Ja nawet nie próbowałam. Nie mogłam biec - wyznała 18-letnia Aisha, która w czasie zdarzenia była w siódmym miesiącu ciąży. Czterech napastników zaczęło okładać ją kijami. Reszta ścigała uciekające kobiety. - Nie dotarłyśmy zbyt daleko - powiedziała Maryam, pokazując bliznę po kuli. Kiedy je dogonili rozpoczęło się bicie. 30-letnia Zahya i jej 18-letnia córka były gwałcone równocześnie. Małe dziecko młodszej z nich napastnicy cisnęli na ziemię. Obie widziały, jak ciężarną Aishę na zmianę gwałciło czterech mężczyzn. Taki sam los spotkał inne kobiety. reszta artykułu Lekarstwo dla EuropyAutor: PERSZING Dodano: wtorek, 07 sierpnia 2007 - 19:44
1249 raz(y) oglądano.
Lekarstwo dla Europy
Europa ma nie tyle problem z islamem, ile z samą sobą. I to o niego chodzi w konflikcie o karykatury Mahometa, opublikowane przez jedną z duńskich gazet i przedrukowane przez norweskie, francuskie czy również polskie tytuły Na ulice europejskich i arabskich miast wyległy tysiące muzułmanów. Palili duńskie i norweskie flagi, obrzucali koktajlami Mołotowa ambasady, a niekiedy napadali na chrześcijańskie kościoły i domy, by w ten sposób zemścić się za opublikowanie przez europejskie media bluźnierczych, według nich, rysunków. Te obrazki spowodowały, że zrozumiała niechęć wobec tego rodzaju zachowań, niemieszczących się w kanonie demokratycznych państw zachodnich, sprawiła, że umknęła istota sporu. A jest nią nie tyle spór między Zachodem a islamem, ile spór wewnątrz samej cywilizacji zachodniej: między religią a radykalną laicyzacją. Wojna religijna Komiksowe obrazki opublikowane przez duńską gazetę nie były szczególnie śmieszne, a jedynym celem ich opublikowania było obrażenie religijnych muzułmanów i pokazanie im, gdzie jest ich miejsce w – przynajmniej w deklaracjach – otwartej i tolerancyjnej cywilizacji zachodniej. Wszystko oczywiście pod szyldem obrony fundamentalnego w Europie „prawa do bluźnierstwa”, wolności ekspresji artystycznej i słowa. Tyle że, choć wartości te są rzeczywiście istotne, to jednak, przesadnie mocno akcentowane, mogą przekształcić się w antywartości, które zamiast służyć ludziom, będą im szkodzić. Bo czy wolność słowa powinna oznaczać prawo do wyśmiewania religii? Czy wolność ekspresji artystycznej oznacza prawo do pokazywania, że Jezus był gejem, a może biseksualistą, który żył w wolnym związku z Martą, Marią i Łazarzem? Więcej Islamski cud gospodarczyAutor: Anonymous Dodano: sobota, 04 sierpnia 2007 - 13:48
1481 raz(y) oglądano.
Anatolijscy przedsiębiorcy wyróżniają się umiejętnością eksportowania towarów na rynki europejskie i światowe, a także silnym zaangażowaniem religijnym ocierającym się niekiedy o mistykę
Kapitalizm ponad podziałami Według francuskiego publicysty Guy Sormana wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych w Turcji pokazują, że demokracja rządzi się wszędzie na świecie tymi samymi prawami - rząd, który jest w stanie zapewnić rozwój gospodarczy, zostaje wybrany na kolejną kadencję. Sorman zwraca uwagę, że wysokie, przekraczające średnią światową tempo wzrostu notowane jest obecnie nie tylko w Turcji, lecz we wszystkich krajach islamskich z wyjątkiem ogarniętych wojną: Iraku, Palestyny i Somalii. Przeczy to rozpowszechnionemu na Zachodzie przekonaniu, że przywiązanie do tradycji - na przykład religijnych - nie może współistnieć z nowoczesną gospodarką. Sorman przypomina, że spośród wszystkich religii islam jest, obok kalwinizmu, najprzychylniej nastawiony do przedsiębiorczości i może doskonale współgrać z ekonomicznym liberalizmem, który jest gwarantem materialnej pomyślności. Wzrost PKB na jednego mieszkańca za lata 2004 - 2008 wyniesie w Turcji 20 proc. (według statystyk Międzynarodowego Funduszu Walutowego i prognoz instytutu Astar`es). Nie trzeba szukać innych wyjaśnień dla zwycięstwa w ostatnich wyborach demokratycznej partii muzułmańskiej AKP. Ci demokratyczni muzułmanie przywrócili po całych latach złego zarządzania i inflacji pod laickimi i etatystycznymi rządami względną stabilność cen i doprowadzili do tego, że już od czterech lat wzrost ekonomiczny wynosi 6 proc. rocznie. Turecka gospodarka rozwija się obecnie szybciej niż wynosząca 5 proc. średnia światowa i zbliża się do chińsko-indyjskiej czołówki. Sukces ten zawdzięcza w ogromnej mierze przedsiębiorcom nazywanym "anatolijskimi tygrysami", którzy wywodzą się ze środkowej, najbiedniejszej części Turcji. Ci przemysłowcy i handlowcy wyróżniają się umiejętnościami eksportowania towarów na rynki europejskie i światowe, a także silnym zaangażowaniem religijnym, ocierającym się niekiedy o mistykę. Są przedsiębiorcami i muzułmanami, symbolizują nowy, islamski kapitalizm. Można ich porównać do pionierów europejskiego kapitalizmu zakorzenionych w wierze kalwińskiej. "Anatolijskie tygrysy" są bazą wyborczą demokratycznej partii muzułmańskiej, która specjalnie dla nich przygotowała strategię gospodarczą, zdecydowanie liberalną i proeuropejską. Niedostatecznie podkreśla się fakt, że poza Turcją wysoki wzrost gospodarczy cechuje dziś wszystkie kraje muzułmańskie: dla 32 spośród nich (z wyjątkiem Iraku, Somalii i Palestyny), tak zróżnicowanych jak Indonezja czy Maroko, instytut badawczy Astar`es podaje dla lat 2004 - 2008 średnią wzrostu gospodarczego wynoszącą 5,9 proc. rocznie. Za muzułmańskie uznane zostały kraje, w których co najmniej 80 proc. mieszkańców stanowią muzułmanie. Czy to nowe bogactwo bierze się z ropy? Ropa ma tu swój udział, ale jeśli pominąć kraje wydobywające ropę, średni wzrost w pozostałych krajach wynosi 5,5 proc., czyli nadal powyżej średniej światowej. Cały artykuł Hubert Kozieł: Sygnały wojnyAutor: foxmulder Dodano: poniedziałek, 23 lipca 2007 - 09:39
1258 raz(y) oglądano.
Katarska gazeta ,,al-Watan” donosi o kolejnej próbie reanimacji bliskowschodniego procesu pokojowego. Tym razem podjęła się jej Turcja, która wydelegowała specjalnego mediatora, który ma ułatwić porozumienie pomiędzy Syrią a Izraelem. Potwierdzają to źródła dyplomatyczne w Ankarze. Jednocześnie syryjski prezydent Assad wysyła w swych wypowiedziach ,,pokojowe sygnały”. Mówi, że gotów jest zawrzeć pokój z Izraelem pod warunkiem zwrotu Golanu. Niektórzy izraelscy politycy, w tym premier Ehud Olmert dają do zrozumienia, że są gotowi negocjować. Jednocześnie jednak Syria podejmuje niebezpieczne kroki mogące doprowadzić do nowej wojny na Bliskim Wschodzie.
Wszyscy sprzedają pokój, ale kto kupuje? Wieści o ,,rychłym pokoju” między Syrią i Izraelem słychać od 15 lat. I wszystko wskazuje, że to wieczne pragnienie Zachodu, to tylko mrzonka. Prezydent Hafez Assad wykorzystywał proces pokojowy, by zbliżyć się do amerykańskich przywódców i uzyskać od nich polityczne koncesje. Jednocześnie poprzez pośredników sabotował pokojowe wysiłki, gdy były najbardziej obiecujące. Co więcej: proces pokojowy z Oslo zintensyfikował lokalne napięcia. Statystyki Hezbollahu mówią o 292 ,,operacjach” terrorystyczny w latach 1989-91 i 465 w latach 1992-94. Zaliczają się do nich min. zamachy bombowe na izraelskie ambasady w Buenos Aires w 1992r. i w Londynie w 1994 r. Izraelski odwet był zawsze uzasadnieniem odchodzenia od rozmów pokojowych. Dowodów na intencje Syrii jest dużo. Gdy 17 października 1994 roku w Tel Awiwie eksplodował autobus zabijając 23 ludzi, radio w Damaszku podało jego szczegóły jeszcze zanim izraelska policja zdołała zbadać miejsce przestępstwa. Gdy w kwietniu 1998 r. rząd Netanyahu zgłosił gotowość do wycofania się z południowego Libanu, syryjski minister spraw zagranicznych Faruk al-Shar zadeklarował, że izraelski odwrót „jest czymś gorszym od kontynuacji okupacji, która jest honorowym wyjściem w odróżnieniu od tego, co Izraelczycy proponują". Gdy Izrael wycofał się z południowego Libanu, Hezbollah zadeklarował, że będzie prowadził walkę o ,,wyzwolenie" Farm Sheba - skrawka spornego terenu pomiędzy Izraelem, Libanem i Syrią. Gdy ONZ orzekła, że teren ten nie należy do Libanu, tylko do Syrii, Hezbollah zaczął poszukiwać nowych spornych terenów. Niezależnie od tego, co zrobiłby Izrael, Syria i kontrolowane przez nią podmioty zawsze znajdą pretekst do przedłużania wojny. Jest ona po prostu reżimowi Asada potrzebna do legitymacji. Syrią, z krótką przerwą, od 1963 r. rządzi zdominowana przez sektę alawitów (wcześniej najbiedniejszą i najbardziej pogardzaną część społeczeństwa syryjskiego) socjalistyczna partia Baas. Zdobywa sobie ona popularność głównie przez przedstawianie siebie jako ,,wiodącej siły w walce z syjonistycznym agresorem”. Jednakże od klęski w wojnie Yom Kippur, syryjski rząd prowadzi wojnę z Izraelem w ,,bezpieczny sposób” - na obcym terytorium. Odbywa się to przez wspieranie kontrolowanych przez syryjski wywiad organizacji terrorystycznych w Libanie, Izraelu i Autonomii Palestyńskiej. Izraelski dziennik ,,Haaretz” opisał kilka miesięcy temu tajne negocjacje prowadzone między MSZ Izraela i Syrii za pośrednictwem Niemców. Miano w ich ramach osiągnąć porozumienie w sprawie zwrotu Syrii Wzgórz Golan. Teren ten zostałby zdemilitaryzowany. Założono by na nim symboliczny park pokoju. Porozumienie czekało już tylko na podpisy decydentów, gdy doszło do porwania sierżanta Gileada Shalita i wybuchła druga wojna libańska. Jak widać, wobec syryjskich ofert pokojowych trzeba podchodzić z wyjątkową nieufnością. Golan zapłonie Jakiś czas temu syryjskie władze wydały rozporządzenie, którego nie zauważyły światowe media. Dokument ten pozwalał cywilom na swobodne przemieszczanie się w okolicach zniszczonego miasta Kunejtra położonego u podnóża Golanu. Dotychczas teren ten był zamkniętą strefą wojskową i każdy, kto się tam chciał dostać potrzebował sześciu różnych przepustce. Krok ten, zdaniem izraelskich analityków, może być zapowiedzią antyizraelskiej kampanii terrorystycznej prowadzonej na Wzgórzach Golan. W czasie drugiej wojny libańskiej, zachęceni klęskami Izraela, syryjscy oficjele zaczęli publicznie mówić o budowie ,,własnego Hezbollahu” na Wzgórzach Golan. W obozach dla uchodźców z Kunejtry wyselekcjonowano odpowiednią grupę ludzi gotowych do prowadzenia działań dywersyjnych na tych terenach. Wysocy rangą przedstawiciele partii Baas zaczęli spekulować gruntami w pobliżu Golanu. Działania te stanowią odejście od prowadzonej od 1973 r. przez Damaszek strategii ,,bezpiecznego podtrzymywania konfliktu z Izraelem”. Dotychczas Golan był przez obie strony, na mocy porozumienia Synaj II, wyłączony z przyszłych starć. Co spowodowało nagły przypływ pewności siebie u syryjskich decydentów? Przede wszystkim kiepskie przywództwo kolejnych izraelskich rządów, które nie mogąc sobie poradzić z Intifadą oddały pod presją USA Strefę Gazy de facto w ręce Hamasu. Druga wojna libańska jest w Izraelu powszechnie uważana za ogromną klęskę, która spowodowała duży spadek zdolności odstraszania izraelskiej armii. Irańscy i syryjscy stratedzy wiedzą, że Izrael nie jest przygotowany na długi ostrzał rakietowy, nawet gdy rakiety te są konwencjonalne i dosyć niecelne. Hezbollah zdołał nie tylko odbudować swą siłę bojową z przed drugiej wojny libańskiej, ale też realnie ją wzmocnić. Liczbę rakiet w arsenale, tej organizacji zwiększono o 150% w porównaniu ze stanami z roku ubiegłego. Zadbano szczególnie o zdobycie nowoczesny białoruskich pocisków przeciwpancernych Kornet (zdolnych przebić pancerz czołgów Merkava II), rakiet przeciwlotniczych i rakiet ziemia-woda, które w poważny sposób mogą zagrozić śródziemnomorskiej żegludze. Co prawda wartość bojowa niektórych z nich (np. niesprawdzone w czasie wojny o Falklandy Rapiery) jest niewielka, ale imponuje szybkość z jaką Syria i Iran dokonały przezbrojenia Hezbollahu. Również syryjska armia się zbroi. Wymieniane są przestarzałe wersje czołgów T-72 na nowocześniejszy sprzęt. Kupowane są też od Rosji zestawy wyrzutni rakiet przeciwlotniczych. Rosyjska broń płynie również szerokim strumieniem do Iranu. W ciągu półtora roku systemy obrony rakietowej dostarczone przez Kreml mają uzyskać pełną gotowość. Wiele obecnych ,,irańskich cudów techniki zbrojeniowej” to de facto rosyjski sprzęt produkowany na licencji. Milkhama b'kaic (hebr. ,,wojna latem”) Jak donosi izraelski portal Debka, szefostwo izraelskiego wywiadu wojskowego ostrzega, że prawdopodobieństwo wojny latem tego roku jest duże. Irańscy decydenci wierzą, że do jesieni dojdzie do amerykańskiego uderzenia na ich kraj. W związku z tym podejmowane są działania dywersyjne. Szyki Amerykanom mają pokrzyżować wzrastająca rebelia w Iraku, działania Hezbollahu w Libanie, Hamasu w Autonomii Palestyńskiej i prawdopodobnie Syrii na Wzgórzach Golan. Syryjczycy są pośrednikami Iranu, w grze która może ich wiele kosztować. Rozszerzenie terrorystycznej wojny przeciwko Izraelowi na Wzgórza Golan znacznie zwiększa prawdopodobieństwo dużego konwencjonalnego starcia pomiędzy tymi krajami. Analitycy z Debki uważają, że zapowiadana przez wywiad wojskowy ,,letnia wojna” już wybuchła. Pierwsze strzały padły w Strefie Gazy. Czyżby ostatnie wieści o syryjsko-izraelskich negocjacjach były tylko odwróceniem uwagi od przygotowań do dalszych etapów konfrontacji? W bliskowschodnim kotle zazwyczaj sprawdzają się najgorsze scenariusze. Hubert Kozieł Polskie Radio Hubert Kozieł: Cień nad LockerbieAutor: foxmulder Dodano: poniedziałek, 23 lipca 2007 - 09:36
922 raz(y) oglądano.
Zbrodnie na międzynarodowa skalę spotykają się zwykle z karą, wtedy gdy istnieje wola polityczna ich ścigania. W przypadku zamachu bombowego nad Lockerbie taka wola społeczności międzynarodowej znalazła się. Szybko wskazano winnego i za pomocą sankcji zmuszono libijskiego dyktatora do wydania sprawców, których skazano przed ,,międzynarodowym” sądem. Dzisiaj jednak, w związku z powtórnym przyznaniem głównemu oskarżonemu prawa do apelacji, w zachodniej i izraelskiej prasie pojawiają się wątpliwości, co do rzetelności śledztwa. Powraca też sprawa ,,syryjsko- irańskiego ogniwa” w zamachu.
21 lutego 1988 r. potężna eksplozja wstrząsnęła szkocką miejscowością Lockerbie i zmieniła w kulę ognia amerykański samolot pasażerski linii Pan Am. Zginęło 259 pasażerów i członków załogi lotu 103 jak również 11 osób na ziemi. Dwa tygodnie wcześniej do amerykańskiej ambasady w Helsinkach zadzwonił niezidentyfikowany mężczyzna mówiący z arabskim akcentem i ostrzegł, że niedługo terroryści związani z organizacją Abu Nidala wysadzą w powietrze amerykański samolot lecący z Frankfurtu do Nowego Jorku. Na miejscu katastrofy śledczy szybko znaleźli rozerwaną walizkę Samsonite ze śladami semteksu. Znaleziono również szczątki radia Toshiba, w którym ukryty był detonator i resztki ubrań wyprodukowanych na Malcie. Ubrania zostały sprzedane przez maltańskiego handlarza Tony'ego Gauciego, który stał się głównym świadkiem oskarżenia. Zeznał on, że ubrania sprzedał arabsko wyglądającemu osobnikowi, w którym rozpoznał Abdelbaseta Ali Mohameda al-Megrahi – oficera libijskiego wywiadu i szefa ochrony libijskich linii lotniczych. Śledczy przedstawili teorię, że walizka z bombą dostała się na pokład lotu 103 z samolotu linii Air Malta. Wkrótce do zachodnich agencji wywiadowczych zgłosił się libijski dezerter, który zeznał, że zamachu nad Lockerbie dokonał a-Megrahi oraz inny oficer libijskiego wywiadu al-Amin Khalifa Fahimah. Dezerter opierał swe twierdzenia na dzienniku Fahimaha. Wiarygodność informatora była bardzo niska, choćby z tego względu, że doświadczeni szpiedzy nigdy nie zapisują wszystkich swoich poczynań w swych prywatnych dziennikach. Mimo to amerykańscy i brytyjscy śledczy przyjęli wersję dezertera za dobrą monetę. Doprowadziło to do oficjalnego oskarżenia libijskich agentów i skazania al-Megrahiego (Fahimah z braku dowodów został uniewinniony). Niedawno w związku z drugą apelacją al-Megrahiego jego adwokaci przedstawili jednak dokumenty procesowe, które burzą oficjalną wersję. Okazuje się, że główny świadek – Tony Gauci początkowo nie rozpoznawał w libijskim agencie osoby, która zakupiła od niego ubrania. Na wskazywanych mu zdjęciach wskazywał egipskiego terrorystę Mohammeda Abu Talba – członka związanego z Syrią Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny. Ponadto ważne dowody przedstawione w sądzie były w odmiennym stanie niż w chwili ich znalezienia na miejscu zbrodni. Zniszczono w ten sposób koszule kupione rzekomo przez Libijczyka. Pojawiło się poważne podejrzenie manipulowania śledztwem. Adwokaci al-Megrahiego twierdzą, że amerykańskie i brytyjskie służby specjalne zatuszowały udział w zamachu Syrii i Iranu i wrobiły Libię. Czy rzeczywiście istnieją ślady wskazujące na Teheran i Damaszek? A jeśli istnieją, to jaki interes miały rządy państw Zachodu w ich zacieraniu? Niezależne śledztwo w sprawie zamachu prowadziły również linie lotnicze Pan Am. Wynajęta przez nie firma detektywistyczna Interfor (kierowana przez rzekomego eks-agenta Mosadu Juwala Aviva) w raporcie z dochodzenia doszła do wniosku, że zamach został zlecony przez Iran i wykonany z syryjską pomocą przez Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny – Dowództwo Generalne Ahmeda Jibrilla. Motywem miała być zemsta za omyłkowe zestrzelenie irańskiego samolotu pasażerskiego przez niszczyciel USS Vincennes w lipcu 1988 r. Motywem współuczestnictwa Syrii miała być obecność na pokładzie lotu Pan Am 103 dwóch ważnych amerykańskich agentów : mjra Charlesa McKee i porucznika Mathew Gannona z DIA (amerykański wywiad wojskowy). Wracali oni z Bejrutu, gdzie kierowali dochodzeniem w sprawie porwanych przez Hezbollah Amerykanów. Przygotowywali też próbę ich odbicia. Na pokład lotu 103 spóźnił się ponadto amerykański ambasador w Bejrucie John McCarthy. Jego zabójstwo było by wielkim zwycięstwem propagandowym dla Syrii i Iranu, gdyż już dwukrotnie wcześniej wspierani przez te państwa terroryści dokonywali zamachów na libańską ambasadę USA. Innym ważnym ,,spóźnialskim” był minister spraw zagranicznych RPA Pik Botha. Według znawcy spraw libańskich Mariusa Deeba operacja w Lockerbie była też odpowiedzią Syrii na oficjalne uznanie Izraela przez Arafata i sabotażem kontaktów między OWP a USA. Syryjski wiceprezydent Khaddam spotkał się wówczas z Ahmedem Jibrillem i innymi przywódcami palestyńskich radykałów. Razem wezwali do zastąpienia Arafata przez nowego przywódcę wiernego Syrii. 20-21 grudnia 1988 r. w hotelu Carlton w Bejrucie odbył się szczyt terrorystów. Omawiali reakcję wobec przyszłych kroków kierownictwa OWP. Juwal Aviv uważa, że bombę na pokładzie lotu 103 umieszczono na lotnisku we Frankfurcie. Istniała tam silna komórka organizacji Jibrilla. Niektórzy z jej członków byli pracownikami lotniska. Grupę rozbił niemiecki Urząd ds. Ochrony Konstytucji. W trakcie przeszukania mieszkania jednego z terrorystów znaleziono bombę taką samą jaka ta, która wybuchła nad Lockerbie. Istnieje film z kamery przemysłowej, na którym widać jak bagażowi na frankfurckim lotnisku podmieniają czarną walizkę Samsonite na identycznie wyglądającą. Vincent Cannistraro, były szef operacji antyterrorystycznych CIA, zaangażowany również w śledztwo w sprawie lotu 103 uważa, że teoria ta jest bardzo prawdopodobna. Twierdzi jednak, że wobec niepowodzeń technicznych ludzi Jibrilla, Irańczycy zlecili zamach Libii. Inni wskazują również na bliskość pawilonu irańskiego i pawilonu linii Pan Am na londyńskim lotnisku Heathrow. W dzień zamachu w jego bagażowni doszło do profesjonalnie wykonanego włamania, którego do dzisiaj nie nie wyjaśniono. Dużo bardziej kontrowersyjne są inne stwierdzenia Aviva. W swym raporcie napisał on, że Gannon i McKee wpadli w Libanie na trop nielegalnych działań CIA związanych z operacją Iran-Contra. Grupka agentów miała zaangażować się w handel bronią i narkotykami z syryjskim biznesmenem Manzurem al-Kassarem (jego nazwisko pojawiło się również w raporcie z likwidacji WSI). Kanałem chronionego przerzutu heroiny z doliny Beekaa miało być lotnisko we Frankfurcie. W dniu zamachu terroryści podmienili walizkę z heroiną na walizkę z bombą. Oskarżenia te potwierdza Lester Coleman – były agent DEA (amerykańska agencja zajmująca się zwalczaniem handlu narkotykami). W swej książce ,,Trail of the Octopus” wskazuje on również na udział tajnych służb Iranu, Syrii i terrorystów Jibrilla w zamachu. Podmieniona walizka z heroiną towarzyszyła Khalidowi Jafarowi – powiązanemu z Hezbollahem heroinowemu kurierowi, który zginął w zamachu nad Lockerbie. Biuro DEA w Nikozji, które miało być rzekomo zamieszane w ochronę tego narkotykowego szlaku wyjaśniło jednak, że operacja przemytu na lotnisku we Frankfurcie była elementem policyjnej prowokacji przeciwko narkotykowym dilerom z Detroit. Czyni to jednak prawdopodobnym scenariusz zamachu przedstawiony przez Aviva i Colemana. Co ciekawe pierwsze oskarżenia o udział w zamachu kierowane były przez zachodnie media głównie przeciwko Syrii i Iranowi. Sytuacja zmieniła się dopiero w listopadzie 1990 r., gdy 9 dni przed spotkaniem prezydenta Busha z syryjskim dyktatorem Hafezem al-Asadem, władze USA wydały międzynarodowe nakazy aresztowania libijskich agentów. Departament Stanu zaczął wówczas podejrzanie często oświadczać, że Syria i Iran nie miały nic wspólnego z zamachem nad Lockerbie. Moment na wydawanie takich oświadczeń był doskonale wybrany, gdyż administracja Busha przygotowywała się do ataku na irackie wojska okupujące Kuwejt. W opinii rządu USA Syria i Iran stały się wtedy ,,ważnym elementem antysaddamowskiej koalicji”. Administracja Busha miała ponadto o wiele bardziej dalekosiężne plany wobec tych krajów. Syria była dyplomatycznie urabiana do udziału w bliskowschodnim procesie pokojowym. We wrześniu sekretarz stanu James Baker wydał syryjskiemu rządowi zgodę na zgniecenie libańskiej rebelii generała Aouna. Jednocześnie Waszyngton stanowczo odradził Izraelowi dokonywanie jakichkolwiek kroków w obronie libańskich chrześcijan. Późniejsze wydarzenia związane z procesem pokojowym na Bliskim Wschodzie potwierdzają, że kolejne amerykańskie administracje uważały porozumienie z Syrią za ,,klucz do pokoju”. By je osiągnąć przymykano oczy na związki Syrii z Iranem i jej wspieranie terroryzmu. Sytuacja ta zmieniła się dopiero w związku ze wspieraniem przez Damaszek sunnickiej rebelii w Iraku. Fakt podejmowania na nowo sprawy Lockerbie może wskazywać na zmianę polityki państw Zachodu wobec reżimu Asada. Omawiając powrót zainteresowania sprawą Lockerbie i pojawianie się w związku z tym alternatywnych wyjaśnień, trzeba jednak cały czas pamiętać, że syryjsko-irańskie ogniwo nie zostało przyjęte ani przez śledczych, ani przez sądzący libijskich agentów Trybunał. Póki nie zostaną na jego poparcie przedstawione niezbite dowody, będzie ono wciąż tylko hipotezą. Wiarygodną, lecz wciąż w pełni nie udokumentowaną. Tak jak próby wyjaśnienia innych zbrodni politycznych ubiegłego wieku. Hubert Kozieł Polskie Radio Wiadomości: Hamas uruchamia własne sądyAutor: Karol_Młot Dodano: niedziela, 22 lipca 2007 - 10:15
846 raz(y) oglądano.
Hamas powołuje własne sądy
2007-07-22 09:07 Radykalny palestyński ruch Hamas, który w czerwcu przejął rządy w Strefie Gazy ogłosił w sobotę, że powołuje komisję prawną, która zastąpi niefunkcjonujące obecnie na terenie Strefy dy Autonomii Palestyńskiej. W skład trzyosobowego trybunału wejdą znawca prawa koranicznego, prawnik sądu wojskowego oraz naczelnik więzienia. Hamas zapewnia, że celem komisji nie będzie narzucanie muzułmańskiego prawa religijnego, czyli szarijatu. Sądy na obszarze Strefy Gazy przestały działać, gdy w czerwcu Hamas zbrojnie odebrał tam władzę stronnikom prezydenta Autonomii Mahmuda Abbasa. Prezydent, który w odwecie zdymisjonował rząd dowodzony przez lidera Hamasu Ismaila Hanije, zakazał sędziom i prokuratorom współpracy z nowymi władzami Strefy. Przedstawiciel obecnego, powołanego przez Abbasa, tymczasowego rządu palestyńskiego nazwał decyzję Hamasu o utworzeniu własnego trybunału "nielegalną". Źródło Notatka: Jeśli nie ma narzucać szarijatu, to co w takim razie robi w zespole znawca prawa koranicznego?
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran |