Europa 21 - Archiwum :: Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran
_Loading


_LoadMsg1
_LoadMsg2
08-02-2012 - 07:54  
Europa 21 - Archiwum  
 
 

Archiwum wg daty


 < luty, 2012 > 
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829

Informacja

Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj

forum

OSTATNIE POSTY
wyświetl PostaBahaici w Iranie(0)
  kusztar
 dnia 23. Maj o godz. 14:54
wyświetl PostaUpadek Francji - czy...(3)
  1683
 dnia 28. Wrz o godz. 19:14

[Wejdź na Forum]

Online

Obecnie jest 12 gości i 0 użytkowników online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj

Czy Irak potrzebuje dyktatora, zamiast demokracji?

Autor: redakcja Dodano: wtorek, 10 kwietnia 2007 - 10:40 642 raz(y) oglądano.
Wojna z terrorem
europa, izrael, polityka, turcjaMudżahedini pojawili się dwa lata temu, na wiosnę. Na głównej ulicy Aisy rozwiesili czarne transparenty: "Amerykanie przynieśli wam demokrację, my przynosimy wam islam!". To wystarczyło. Tego samego dnia, gdy pojawiły się transparenty, z miejscowej komendy uciekli wszyscy policjanci.

Zniknął również burmistrz. Wcześniej przezornie rozpuścił plotkę, że został zabity przez mudżahedinów. Amerykanie odnaleźli go rok później - zaszył się na pustyni, w małej wiosce zapomnianej przez Boga i ludzi. Nie chciał słyszeć o powrocie do Aisy.

Rządy w miasteczku objął szejk Muhammad Ali Hassan, imam miejscowego meczetu, którego sława rychło obiegła całą okolicę. Przed wojną był podobno zwykłym, skromnym inżynierem. Powiadają, że to właśnie on sprowadził mudżahedinów i tak namieszał w głowach wieśniaków, że zaczęli ich ślepo popierać. Wkrótce potem na miejskim bazarze osobiście ściął czterech "zdrajców" - Irakijczyków pracujących jako robotnicy budowlani w amerykańskiej bazie Q-West.

Moda na publiczne ścięcie pojawiła się w Iraku latem 2004 r., kiedy to Abu Musab al Zarkawi w ten sposób zamordował amerykańskiego zakładnika Nicka Berga, a relację z egzekucji zamieścił w internecie. Od tej pory w sunnickich wioskach i miasteczkach mnożą się samozwańczy watażkowie, którzy ścinają wyimaginowanych i prawdziwych zdrajców. Im więcej ściętych głów na koncie, tym większy prestiż ścinającego.

Po roku systematycznych egzekucji szejk Muhammad miał już tak wielkie poważanie, że kazał się tytułować "emirem doliny Tygrysu".

Emir posyła lwa

"W imię Allaha szczodrobliwego i łaskawego! O Allahu, spraw, aby nasze pociski zawsze sięgały celu, a nasze stopy pewnie trzymały się ziemi! Dzisiaj, 12. dnia ramadanu roku 1426, bohaterski lew z Brygad Męczenników Tygrysu przeprowadził w mieście Kijara heroiczną misję przeciw odstępcom z irackiej armii. Niepostrzeżenie wmieszał się między nich i zdetonował ładunki wybuchowe, którymi był przepasany, powodując śmierć dziesięciu bezbożników. Nasi bracia będą kontynuować walkę z nieprzyjaciółmi Allaha - aż do zwycięstwa albo męczeństwa. Podpisano: Emir doliny Tygrysu, szejk Muhammad Ali Hassan".

- To był pierwszy taki zamach w moim rejonie od wielu tygodni - mówi płk Scott Wuestner, dowódca bazy Q-West położonej kilkadziesiąt kilometrów od Kijary. - Generalnie, na naszym terenie panuje spokój. A zawdzięczamy to generałowi Alemu, jednemu z największych bohaterów Iraku.

Przerywamy rozmowę, bo właśnie zaczyna się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa regionu Kijary. Wuestner wychodzi na mównicę i prosi o uczczenie chwilą ciszy irackich żołnierzy poległych w zamachu. Mówi o nich po arabsku, czytając z kartki, co wzbudza aplauz blisko stu szejków, burmistrzów i lokalnych działaczy politycznych, którzy stawili się w bazie Q-West. A przecież jeszcze rok wcześniej, na pierwszym posiedzeniu rady zorganizowanym przez pułkownika było zaledwie dziewięć osób.

Kolejni mówcy narzekają na codzienne problemy - brak wody, cuchnące ścieki, permanentny brak prądu, niekończące się kolejki po benzynę. Rytuał narzekań powtarza się co miesiąc, na każdym posiedzeniu, i amerykańscy oficerowie są nim już nieco znużeni, choć uprzejmie wysłuchują listy żalów.

Ożywiają się dopiero, gdy do mikrofonu dobija się, gwałtownie gestykulując, niepozorny mężczyzna w ciemnym garniturze. To Taha al Toher, adwokat z Aisy.

Milknie adwokat, głos ma generał

- Jestem przeciw terroryzmowi, ale nie może być tak, że ktoś jest zabijany bez wyroku - zaczyna spokojnie adwokat. - Tymczasem tak się dzieje w dzisiejszym Iraku. Aisa jest obiektem ciągłych nalotów i łapanek. Całkowicie przypadkowi wieśniacy giną lub lądują w więzieniach!

Tydzień wcześniej myśliwiec F-16 zrzucił na Aisę bombę, która zabiła osiem osób. Amerykanie twierdzą, że zginęli terroryści i ukrywająca ich rodzina. Mieszkańcy miasta uważają, że uśmiercono niewinnych ludzi, w tym trójkę dzieci.

- Przed dwoma dniami Amerykanie zatrzymali 25 naszych ludzi - ciągnie al Toher. - 13 już wypuścili bez jednego nawet pytania! Tak ma wyglądać sprawiedliwość? Fałszywi przyjaciele składają wam donosy tylko po to, żeby zgarnąć nagrody pieniężne. Wystrzegajcie się takich przyjaciół!

Na sali wybucha burza. Adwokat niemal krzyczy: - Nasze krzywdy sprawiły, że młodzi ludzie z Aisy rzeczywiście skłaniają się do terroryzmu. W imię Allaha najwyższego wzywam was: nie róbcie z naszego miasteczka fałszywego monstrum!

Z krzeseł powstaje kilku szejków z Aisy, wymachują rękami i pokrzykują. Jednak pozostali zagłuszają ich: - Chwalicie Osamę ben Ladena bardziej niż Allaha!

Sala pogrąża się w chaosie. Szejkowie zbierają się w grupki, które przekrzykują się wzajemnie. Wszyscy uspokoją się dopiero, kiedy do mównicy podchodzi generał Ali Atallah al Dżiburi.

- W imię Allaha szczodrobliwego i łaskawego! - zaczyna. - Niektórzy mówią nam: dżihad, wojna z Ameryką! Czy nie widzicie, że to ci sami ludzie, którzy rządzili nami przez 25 lat? Którzy ukradli nasze bogactwa? Teraz znowu próbują nas zwieść! Tydzień temu pojechałem do Aisy. Zobaczyłem głód, biedę i zgniliznę. Ludzie żyją tam jak w średniowieczu, my tymczasem mamy XXI wiek! Allah chyba zapomniał o tej wiosce! Gdyby mudżahedini zmienili tam coś na lepsze, ja pierwszy uwierzyłbym w dżihad!

Na sali panuje absolutna cisza.

Dla Aisy nie będzie litości - krzyczy generał Ali. - Nie będzie, dopóki hołubią tam szejka Muhammada, który wydaje pełne nienawiści fatwy i morduje w imię Allaha. Ale powiadam wam, to właśnie Allah pozwoli mi go dopaść!

Przemówienie kończy burza oklasków. Generał schodzi z mównicy z miną człowieka zadowolonego z siebie - miną, która nie opuszcza jego twarzy prawie nigdy.

W służbie Saddama i Ameryki

Amerykańscy oficerowie niechętnie mówią o przeszłości generała Alego. Wolą opowiadać o tym, jak w ciągu roku jego żołnierze zmienili region Kijary w niemal wzorową oazę spokoju. Niemal, bo do spacyfikowania pozostała tylko Aisa.

Generał Ali całe życie służył w armii Saddama. Kilku irackich tłumaczy z Q-West twierdzi, że zasłynął okrucieństwem w tłumieniu buntu szyitów przeciw dyktatorowi w 1991 r. To dlatego został generałem w wieku zaledwie 35 lat. Sam generał Ali twierdzi, że szybki awans zawdzięcza odwadze, którą wykazał się w wojnie z Iranem.

Jego błyskawiczna kariera załamała się niespodziewanie w 1998 r., gdy Saddam uznał, że ktoś z plemienia Dżiburi planował spisek przeciwko niemu. Nie wiadomo, czy była to prawda, jednak generał Ali popadł w niełaskę wraz z całym plemieniem. Na kilka miesięcy trafił do aresztu. Potem odesłano go na przyspieszoną emeryturę. Jako emeryt dostawał 10 dol. miesięcznie.

Tuż po wojnie chciał zaoferować swe usługi Amerykanom, ale amerykański zarządca Iraku Paul Bremer wydał dekret o rozwiązaniu armii irackiej i wykluczeniu prominentnych działaczy partii Baas z życia publicznego. Przez rok generał Ali siedział w domu, bawił dzieci, których spłodził aż jedenaścioro i - na wszelki wypadek - uczył się angielskiego.

Los uśmiechnął się doń ponownie jesienią 2004 r., gdy w Mosulu wybuchło wielkie powstanie przeciw Amerykanom. Rebelianci wyszli na ulice i rozpoczęli regularną bitwę o kontrolę nad milionowym miastem. Policjanci porzucili posterunki, a iraccy żołnierze posłani przeciw rebeliantom masowo dezerterowali. W irackiej brygadzie w bazie Q-West, która miała wspólnie z Amerykanami kontrolować cały region Kijary, zostało zaledwie ośmiu żołnierzy. Wtedy do Amerykanów zgłosił się generał Ali i buńczucznie oznajmił, że "zrobi porządek w kilka miesięcy". Płk Becker, poprzednik Wuestnera, postanowił dać mu szansę, bo i tak nie miał nic do stracenia.

Szybko okazało się, że postawił na właściwego konia. Po roku region Kijary stał się chyba najspokojniejszym w całym sunnickim Iraku. A brygada generała Alego licząca już tysiąc żołnierzy stanowi ewenement na skalę całego kraju. Po pierwsze, wszyscy jej żołnierze to sunnici. W nowej armii irackiej służą głównie szyici z południa i Kurdowie z północy, którzy za Saddama byli prześladowani. Posyłani na sunnickie tereny w centrum kraju radzą sobie kiepsko albo wcale.

reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Tarik Ramadan - widmo które powraca

Autor: redakcja Dodano: wtorek, 10 kwietnia 2007 - 09:39 711 raz(y) oglądano.
Islamiści w mediach
Tym razem o muzułmańskim radykale, przebranym w piórka "intelektualisty" pisze NYT. Ze względu na linię polityczną gazety, nie spodziewajmy się rewelacji

warty uwagi artykuł o Ramadanie opublikowano na portalu Europa XXI tutaj

Liberalny muzułmanin czy radykał w przebraniu - oblicza Tariqa Ramadana
Stephanie Giry, The New York Times



Od kilku lat szwajcarski filozof i muzułmański intelektualista Tariq Ramadan głosi, że stara się pogodzić tradycję islamu z zachodnią demokracją, konserwatywne wartości religijne z liberalnymi wartościami politycznymi. Sceptycy twierdzą, że to radykał w przebraniu - dwulicowy retoryk, ukazujący publiczności zachodniej swe umiarkowane oblicze, a muzułmanom oblicze reakcjonistyczne.

Tariq Ramadan, muzułmański intelektualistaNie wszyscy wierzą w liberalizm Ramadana, tym bardziej, że jest on wnukiem Hasana al-Banny, założyciela Braterstwa Muzułmańskiego w Egipcie. A już na pewno nie wierzy mu rząd USA, który już dwa razy odmówił mu wizy niezbędnej do nauczania w Stanach Zjednoczonych, podając jako argument fakt, że Ramadan przekazał 800 dolarów na rzecz fundacji wpisanej potem na czarną listę rządu w związku z podejrzeniem powiązań z Hamasem. Ramadan wykłada teraz w Oksfordzie. Ian Buruma zawarł w opublikowanym ostatnio profilu Ramadana w The New York Times Magazine następujące umiarkowane poparcie dla intelektualisty: "Z tego, co wiem o przedsięwzięciach Ramadana, wartości, które głosi, nie są laickie i nie zawsze liberalne, ale nie stanowią również części świętej wojny przeciwko zachodniej demokracji. Proponuje on alternatywę dla przemocy, co w ostatecznym rozrachunku jest wystarczającym powodem, by stanąć po jego stronie, krytycznie, ale i bez lęku".

Tymczasem Ramadan broni siebie i swojej działalności. W najnowszej książce, biografii Mahometa zatytułowanej "Śladami Proroka" ["In the Footsteps of the Prophet"], stara się dowieść, czerpiąc przykłady z życia proroka, że islam i zachodnia demokracja są z założenia zgodne. Uważa, że powrót do korzeni islamu jasno pokazuje podobieństwa. Mahomet ukazany przez Ramadana jest dobrym człowiekiem i rozsądnym przywódcą. Jest sprawiedliwy dla swych żon, otwarcie wyraża przywiązanie do córek, ogólnie dobrze traktuje kobiety, pozwalając im odwiedzać meczety. ("Dobroć" to jedno z ulubionych słów Ramadana.) Mahomet rozumie, kiedy należy zachęcać swych naśladowców do cierpliwości i wiary, a kiedy pozwalać im na spełnianie pragnienia odpoczynku czy kontaktów seksualnych. Konsultuje się przed podjęciem decyzji, wojnę wypowiada tylko wtedy, gdy to niezbędne. Jest tolerancyjny wobec wyznawców innych religii i sprawiedliwy dla swych wrogów. Mahomet wykazuje się niezłomną wiarą, ale myśli również krytycznie: dzięki rozumnym decyzjom przekłada słowo boże na praktyczny kodeks etyczny. Jeśli prorok uosabia islam, to islam jawi się jako religia umiarkowana, rozsądna, odporna, religia miłości.

Kontrowersyjne poglądy Ramadana

Niektórzy krytykują niedopowiedziane, wręcz eufemistyczne, potraktowanie przez Ramadana podboju Półwyspu Arabskiego przez Mahometa oraz stwierdzenie, że zbrojny dżihad uzasadniony jest jedynie w obronie własnej. Jednak przykładanie do tej otwarcie interpretacyjnej biografii wyłącznie miary prawdy historycznej lub miary jakości interpretacji Koranu prowadzi do pominięcia ważniejszej kwestii: Co ta książka mówi o filozofii politycznej Ramadana?

Wizja islamu prezentowana przez Ramadana sprowadza się do zaledwie kilku uniwersalnych zasad. Wszystko inne - kultura krajów muzułmańskich, polityka prowadzona często w imię islamu, zależy od sytuacji historycznej, a zatem podlega negocjacjom. (Gdzie indziej Ramadan pisze, że "język arabski jest językiem islamu, ale kultura arabska nie jest kulturą islamu".) Już z tego względu islam można pogodzić ze współczesną demokracją. "Islam nie tworzy zamkniętego układu odniesienia - twierdzi Ramadan - lecz opiera się na zbiorze uniwersalnych zasad, które mogą współistnieć z podstawami i wartościami innych wierzeń i tradycji religijnych".

reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Czym jest kosmopolityzm. Czy Zachód gardzi resztą świata?

Autor: redakcja Dodano: niedziela, 08 kwietnia 2007 - 13:56 2101 raz(y) oglądano.
Wydarzenia ze świata
W rozmowie z "Europą" Kwame Anthony Appiah, jeden z najwybitniejszych dziś amerykańskich intelektualistów, twierdzi, że tylko postawa kosmopolityczna umożliwia nam zrozumienie "inności", a w dalszej perspektywie wypracowanie sensownego ładu międzynarodowego. Do istoty kosmopolityzmu należy ciekawość świata oraz zdolność do dialogu. Potencjalnymi kosmopolitami są wszyscy ludzie, nie tylko członkowie elit - postawa kosmopolityczna nie zależy bowiem wedle Appiaha od formalnego wykształcenia. "Kluczowe znaczenie ma kwestia charakteru i temperamentu. Oczywiście, świat byłby o wiele lepszy, gdyby wszyscy byli w większym stopniu przygotowani na międzykulturowe spotkania dzięki wykształceniu. Nie znaczy to jednak, że ludzie, którym go brakuje, na takich spotkaniach nie mogą zyskać".

rozmowę prowadzi Krzysztof Iszkowski

Dlaczego powinniśmy wyrobić w sobie kosmopolityczne nawyki?

Dlatego że bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie, nasze działania mają wpływ na życie innych ludzi. Jest nas za dużo, byśmy mogli żyć w izolacji. W trakcie godzinnego spaceru przez centrum współczesnego miasta zobaczy pan pewnie więcej ludzi, niż nasi trudniący się zbieractwem i łowiectwem przodkowie widzieli w trakcie całego życia. Armia Aleksandra Wielkiego, która podbiła większość znanego ówczesnym Grekom świata, liczyła 30 tysięcy żołnierzy.

W Nowym Jorku można by osiedlić 270 takich armii. Kosmopolityzm jest odpowiedzią na zjawiska, których nie jesteśmy w stanie kontrolować.

Nie jest jednak postawą powszechną - gdyby było inaczej, nie musiałby pan pisać książki zachwalającej go. Co sprawia, że niektórzy ludzie są kosmopolitami, a inni nie?

Kluczowe znaczenie ma kwestia charakteru i temperamentu. Spójrzmy na polityków. George Bush bez wątpienia nie jest kosmopolitą. Nie uważa, by Amerykanie mogli się czegoś nauczyć od reszty świata. Barack Obama - ze względu na życiorys i różnice temperamentu - jest o wiele bardziej ciekaw świata. Drugim czynnikiem określającym gotowość przyjęcia kosmopolitycznej postawy jest pozycja, jaką zajmuje się w świecie. Jeśli żyje się w centrum - którego najbardziej oczywistym przykładem są dziś Stany Zjednoczone - łatwo można od kosmopolityzmu uciec. Mieszkańcy peryferii są nań zaś skazani, przynajmniej w tym znaczeniu, że muszą interesować się tym, co dzieje się w centrum. Wiem to z własnego doświadczenia. Wychowałem się w miejscu, które pod względem wpływu na to, co dzieje się w świecie, było bardzo peryferyjne. Amerykanie mogli przez długi czas trwać w przekonaniu, że to, co dzieje się poza Stanami Zjednoczonymi, nie ma wpływu na ich życie. To zaczęło się zmieniać dopiero w ostatnich latach, kiedy stało się jasne - w trakcie wojny w Iraku - że sama siła pozbawiona zrozumienia nie wystarczy, by kontrolować sytuację.

Jednak instrumentalne zainteresowanie tym, co dzieje się w innych zakątkach świata - konieczne do tego, by przeżyć lub prowadzić skuteczną supermocarstwową politykę - nie musi iść w parze z moralnym kosmopolityzmem.

Oczywiście. Choć na pewno nic złego z tego zainteresowania nie wynika. Wielu ludzi uważa, że ich życie staje się bogatsze dzięki temu, iż dowiadują się czegoś o innych kulturach. Ciekawość świata nie zależy ani od pozycji klasowej, ani od wykształcenia - to kwestia konstytucji psychicznej. Mój dobry przyjaciel z sąsiedztwa żyje dziś w Wielkiej Brytanii i ma brytyjskie obywatelstwo. Spośród wielu jego braci jeden ma obywatelstwo hiszpańskie i mieszka w Niemczech, a drugi ożenił się z Japonką i jako jeden z pierwszych Afrykanów dostał japońskie obywatelstwo. Żaden z nich nie był szczególnie dobrze wykształcony. To m.in. dlatego twierdzę, że temperament odgrywa tu najważniejszą rolę. Nie oznacza to, że etyczne nakazy kosmopolityzmu mają charakter woluntarystyczny. Stwierdzenie, że każdy człowiek jest ważny, nie może być odrzucane dlatego, że nie pasuje do czyjegoś temperamentu.

Skłonny jestem zgodzić się z panem, że ciekawość świata zależy od temperamentu, a nie od wykształcenia. Trochę się jej jednak obawiam. Pozbawiona pewnych podstaw uporządkowanej wiedzy ciekawość świata może tworzyć stereotypy, a nie kosmopolityczną wrażliwość.

Wielu ludzi bez formalnego wykształcenia ogląda w Afryce meksykańskie telenowele. Zgodzę się, że nie wszystko, co widzą, potrafią zrozumieć. Mimo to dowiadują się w ten sposób, jak wygląda życie w innym miejscu na świecie. To ważne, bo pierwsze spotkanie z "innym" z reguły - wiemy to z relacji podróżników - wywołuje przerażenie, a nie sympatię. Oczywiście świat byłby o wiele lepszy, gdyby wszyscy byli w większym stopniu przygotowani na międzykulturowe spotkania dzięki wykształceniu. Nie znaczy to jednak, że ludzie, którym go brakuje, na takich spotkaniach nie mogą zyskać. I jeszcze jedno: bez względu na to, jak dobrze jest się wykształconym, jak wiele ma się czasu, nie sposób jest wiedzieć wszystkiego o wszystkim. Zdobycie sensownej wiedzy o jednym z wielu społeczeństw, jakie istnieją na świecie, jest sporym wyzwaniem. Trzeba wybierać. Kosmopolityzm jest pewnym nastawieniem i procesem, a nie kompletnym zasobem wiedzy.

Powiedział pan, że ludzie mieszkający na peryferiach są z natury bardziej otwarci na świat niż ci, którzy mieszkają w centrum. Czy nie jest tak, że ta ciekawość skoncentrowana jest wyłącznie na kulturze konsumpcyjnej?

Dość często tak jest. W Ghanie, skąd pochodzę, nie ma zbyt wielu zajęć dla ambitnych ludzi, więc sporo osób decyduje się na emigrację. To oczywiste, że interesują się głównie tymi miejscami, dokąd chcieliby wyjechać.


reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Wiadomości: Neoantysemityzm

Autor: jarekw Dodano: wtorek, 03 kwietnia 2007 - 14:13 1089 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Czym jest neoantysemityzm? Kto go tworzy? Jaki cel mają jego wyznawcy?
Krótka prezentacja:
Prezentacja



Strona gotowa do druku

Wiadomości: Orwellowska gra slow w Uni Europejskiej

Autor: polonuska Dodano: sobota, 31 marca 2007 - 00:16 1160 raz(y) oglądano.
Europa i islam
Unia Europejska wydala tajny podrecznik, w ktorym ustanowila co moze byc powiedziane lub napisane przez oficjalnych przedstawicieli UE, a co nie. Tak wiec biurokraci z Brukseli maja przykazane by nigdy nie laczyc Islamu z terroryzmem. Podrecznik ma pomagac przy formulowaniu “nieobrazliwych” wyrazow w przypadkach gdy przedstawiciele musza wyglaszac cokolwiek na temat antyterrorystycznych operacji lub komentowac ataki terrorystyczne.



Cicha islamizacja Niemiec - czy muzułmanom należą się szczególne prawa?

Autor: Anonymous Dodano: sobota, 31 marca 2007 - 00:07 1043 raz(y) oglądano.
Cień islamu nad Europą
Niemcy ulegają cichej islamizacji wprowadzanej tylnymi drzwiami przez emigrantów, którzy nie mają zamiaru się integrować, ale korzystając z dobrodziejstw demokratycznego państwa, budują paralelne społeczeństwo. Mają również silnego sprzymierzeńca – niemiecki wymiar sprawiedliwości – twierdzi w najnowszym wydaniu opiniotwórczy tygodnik "Der Spiegel".




Dyskusja o to, czy w Niemczech obok prawa niemieckiego istnieje uznawane przez państwo prawo islamskie (szariat) wybuchła w minionym tygodniu za sprawą Christy D., sędzi sądu rodzinnego w Frankfurcie nad Menem. 26-letnia Niemka marokańskiego pochodzenia złożyła pozew o rozwód, ponieważ jej marokański mąż regularnie znęcał się nad nią. Mimo zasądzonego zakazu kontaktów Marokańczyk nieustannie groził żonie, także śmiercią.

Barbara Becker-Rojczyk, adwokat kobiety, złożyła wniosek, aby sąd odstąpił od wymaganego roku rozłąki przed ostatecznym orzeczeniem rozwodu. Wydawałoby się, że sprawa jest prosta i zostanie załatwiona po myśli prześladowanej kobiety, ale nie… sędzina D. stwierdziła, że nie istnieją przesłanki, umożliwiające przyspieszenie procedury rozwodowej, a na dodatek powódka musiała się z tym liczyć, że biorąc sobie za męża muzułmanina ten będzie miał prawo egzekwować wobec niej prawo wychowawcze, bijąc ją. Na dodatek, w uzasadnieniu wyroku sędzina D. zacytowała Koran (sura 4, wers 34), z którego wyczytała, że mąż posiada prawo wychowawcze wobec żony i stoi ponad nią.

Wyrok i jego uzasadnienie wywołało burzę w niemieckim społeczeństwie. Sędzina D. nie dosyć, że została natychmiast odsunięta od sprawy, to jeszcze miała przeciwko sobie wszystkie media i partie polityczne. Nawet lewicowa Partia Zielonych i przedstawiciele mniejszości muzułmańskiej w socjaldemokratycznej SPD mówili jednym głosem z chadekami: na niemieckiej ziemi obowiązuje niemieckie prawo, a nie szariat. Rzeczą już zupełnie niebywałą jest to, że sędzia w uzasadnieniu wyroku powołuje się na religijne prawodawstwo - dodawali.

Paradoksalnie znalazły się jednak osoby, które są wdzięczne sędzinie D. za wydanie – precedensowego – jak się okazuje wyroku. Wdzięczne są adwokatki, często pochodzenia tureckiego, zajmujące się sprawami rodzinnymi. Sędzina D. orzekła to, co od dawna dzieje się przed niemieckimi sądami, przed którymi muzułmanie wygrywają sprawy przeciwko państwu, krajom związkowym i samorządom, powołując się na wolność religijną, a sądy, chcące się wykazać tolerancją wobec rosnącej mniejszości muzułmańskiej, idą im na ręke – uważają prawnicy, w tym Seyran Ates, zajmująca się od lat prawami kobiet. Ates ma nadzieję, że konflikt wokół frankfurckiego wyroku pokaże rozmiar problemu i na nowo postawi pytania: ile integracji? ile ustępstw?

Prawnicy zajmujący się sprawami 4-milionowej już mniejszości muzułmańskiej ostrzegają, że dalsze tolerowanie zorganizowanego oporu przed integracją z większością społeczeństwa może doprowadzić do katastrofy. A zaczyna się od z pozoru niewinnych spraw, gdy rodzice nie pozwalają swoim córkom jeździć na wycieczki klasowe bez męskiej eskorty z rodziny lub zabraniają chodzić na szkolne zajęcia sportowe z pływania – "bo chusta może się zsunąć" – argumentują rodzice. Wiele szkół musiało w ogóle zrezygnować z wycieczek klasowych, ponieważ w niektórych klasach muzułmańskie dziewczynki stanowią nieraz jedną trzecią wszystkich uczniów, a liczba ta wciąż rośnie! W ten sposób – podkreślają pedagodzy – niemożliwa jest integracja muzułmanów ze społeczeństwem niemieckim, a państwo, które przyklepuje decyzje rodziców, strzela sobie w kolano. Dodatkowym problemem są zajęcia z wychowania seksualnego, a przede wszystkim ochrona praw kobiet przed przymuszanymi małżeństwami – według ostatnich badań przeprowadzonych przez Uniwersytet w Tybindze, aż 17 procent muzułmańskich kobiet w Niemczech przyznało, że ich małżeństwa zostały zaplanowane przez rodziny. Praktykowany w rodzinach muzułmańskich patriarchalizm narusza podstawowe prawa człowieka, łamie niemieckie prawo i utrudnia wychowanie młodzieży.

"Der Spiegel" przytacza wypowiedzi kilku nauczycieli z różnych rejonów Niemiec. Panicznie boją się swoich uczniów, szczególnie kobiety. Maria-Luise Bock, dyrektorka jednej ze szkół szczebla średniego w Zagłębiu Ruhry (szkoła nazwana jest imieniem Marcina Lutra!), podkreśla, że integracja uniemożliwiana jest przez ultrakonserwatywnych rodziców oraz rodzeństwo dziewczynek, młodzieńców w złotych łańcuchach pozujących na bezkarnych macho. To, że nauczycielki wyzywane są podczas lekcji od "dziwek" i próbują po prostu przeżyć lekcję nie dziwi już nikogo, a niemiecka prasa wciąż donosi o mniej lub bardziej spektakularnych "wybrykach" muzułmańskiej młodzieży w szkołach, w porównaniu, z którymi zakładanie nauczycielowi na głowę kosza na śmieci, to tylko niewinna zabawa. Dziewczynki, które nie chcą nosić chust, zmuszane są do tego przez braci, a gdy ci zobaczą swoje siostry, nie daj Boże, w objęciach Niemca, to muszą się liczyć z publicznym pobiciem. Najbardziej dramatyczne w tym wszystkim jest to, że wiele dziewczynek uważa, że bracia mają prawo je bić.

Zginęłą, bo żyła jak Niemka

"Der Spiegel" przypomina historię Hatun Sürücü z Berlina, która została zamordowana w 2005 roku. Powód? Bo żyła jak Niemka. Dla rodziny była to zbrodnia, którą mogła zadośćuczynić tylko śmierć dziewczynki. Zginęła na przystanku autobusowym z rąk brata, który zadał jej kilka śmiertelnych ciosów. Ponieważ przed sądem nie można było udowodnić, że wyrok śmierci był decyzją całej rodziny, karę poniósł tylko chłopak – poszedł do ośrodka wychowawczego. Rodzina opuszczała salę sądową z uśmiechami, a chłopak dostał od tatusia w nagrodę zegarek. Sprawa wstrząsnęła Niemcami, ale najwyraźniej niedostatecznie.

Na wokandzie niemieckich sądów znajduje się pełno spraw, w których muzułmanie oskarżają władze o brak poszanowania dla wolności religijnych. Czy to chusta, czy basen, czy przymusowe małżeństwo. Wolność religijna jest jednym z podstawowych praw człowieka, jednym spośród wielu i nie powinno być stawiane ponad inne – uważa Udo Di Fabio, sędzia Trybunału Konstytucyjnego RFN, i określa wyrok sędziny D. z Frankfurtu jako poważny błąd.

Epidemia szaleństwa

Z kolei urodzony w Katowicach Henryk M. Broder, jeden z najbardziej znanych niemieckich publicystów, podkreśla na łamach "Der Spiegel", że Niemcy ogarnęła epidemia szaleństwa. Broder twierdzi, że sprawa nie jest nowa i Niemcy od dawna nie potrafią egzekwować zasad demokracji zapisanych w Konstytucji. Przypomina sprawę z 15 II 1987, gdy w jednym z programów satyrycznych znany komik holenderski Rudi Carrell, który zrobił karierę w Niemczech, wyśmiewał się z 10. rocznicy irańskiej rewolucji: zmontował klip, w którym kobiety pozdrawiają Ajatollaha rzucając mu swoje biustonosze i inną bieliznę. Już 15 minut po programie irański ambasador interweniował u nadawcy, a przed niemiecką ambasadą w Teheranie ustawił się motłoch, który żądał śmierci dla "faszystowskiego reżimu niemieckiego".

Wielu intelektualistów, a nawet polityków, przyznaje, że integracja społeczności muzułmańskiej, która według prognoz wzrośnie do 2030 roku do 7 milionów, nie powiodła się. Powodem jest zbytnia pobłażliwość państwa i fałszywie rozumiana tolerancja wobec innych religii. W zdecydowanej większości niemieckich miast bez trudu można znaleźć enklawy, w których nie sposób usłyszeć j. niemiecki. Wielu emigrantów wciąż nie potrafi się nim posługiwać. Jakiekolwiek próby zdecydowanych działań, zmierzających do wyegzekwowania koniecznej integracji spotykają się z protestem lewicowych i muzułmańskich ugrupowań, przy czym te ostatnie namiętnie mówią o demokracji, którą w swoich domach i na ulicach, uważają za chorobę zdegenerowanego Zachodu. Jednak wciąż mieszkają na Zachodzie, ściągają swoje rodziny i nie chcą stąd wyjechać. Do Mekki na przykład. Zresztą po co – Mekką staną się niedługo Niemcy.


za: ekumeniczna agencja informacjyjna - eai.pl. tłumaczenie ze spiegel.de



Strona gotowa do druku

Szaria kontra konstytucje europejskie

Autor: Anonymous Dodano: piątek, 30 marca 2007 - 14:31 1149 raz(y) oglądano.
Europa i islam
Przedstawiamy artykuł Samira Khalila Samira, który ukazał się w Asia News. Samir Khalil Samir jest autorem książki „Islam. Sto pytań” wydanej w Polsce przez PAX oraz ponad 40 innych książek i 500 artykułów. Jest on jezuitą, teologiem, orientalistą i specjalistą od islamu. Był profesorem wizytującym na uniwersytecie Al-Aznar w Egipcie i pracował w Centrum Dialogu Muzułmańsko-Chrzescijańskiego w Waszyngtonie.

Ideologia multikulturalistów np. ślepa tolerancja każdej kultury i tradycji, niszczy Europę stojąc na przeszkodzie jakiemukolwiek pozytywnemu rozwojowi islamu. Ta ideologia potępiana była przez Ayaan Hirsi Ali, somalijską intelektualistkę i parlamentarzystkę, która po otrzymaniu gróźb zabójstwa od muzułmanów, za obronę praw kobiet i będąc zmęczoną europejskim mulitkulturalizmem, opuściła Europę, by pracować w USA w American Enterprise Institute. Oskarżyła ona Holandię o nadmierną uległość, o wspieranie braku mobilności w muzułmańskich społecznościach, a nawet o pozwalanie sobie na bycie podbitym przez islam i islamskie prawo.
Robiąc przestrzeń dla szarii ryzykujemy, że pojawi się konflikt z europejskimi konstytucjami. Interesująca rzecz ma miejsce obecnie w Danii, kraju który jest w czołówce multikulturalizmu. Ostatnio założona partia SIAD (Stop Islamization of Denmark – Zatrzymać Islamizację Danii) proponuje, żeby ktokolwiek, kto cytuje koraniczne wersy sprzeczne z duńską konstytucją został ukarany, ponieważ konstytucja jest nadrzędna w stosunku do innych praw. Na poparcie tego cytują artykuły 67-69 Duńskiej Konstytucji, które mówią, „Sankcjonujemy wolność wyznania, tak długu jak długo jest to praktykowane w ramach duńskiego prawa bez naruszania porządku publicznego.”
Wszystko to jest jasnym sygnałem, że ludzie zaczynają uświadamiać sobie możliwą sprzeczność, która istnieje pomiędzy konstytucjami państw europejskich i niektórymi prawami Koranu. Również w Danii istnieją dwa trendy. Z jednej strony „lewica”, lub „czyniący dobro”, którzy chcą respektować kulturę innych, mówiąc, że nasza kultura nie jest absolutna, lub sugerując, że musimy być tolerancyjni i dać czas muzułmanom, by wykonali potrzebny krok. Z drugiej strony są ci, którzy nie robią żadnych ustępstw i mówią, że jeśli osoba nie jest zdolna do integracji, lepiej niech pojedzie gdzieś indziej.
Ale najbardziej znaczącym i problematycznym przypadkiem jest Wielka Brytania: tutaj, po dekadach multikulturalizmu, zamiast integracji i współistnienia, islamskie społeczności coraz bardziej zamykają się w gettach, pojawiają się zachowania fundamentalne, niebezpieczne dla społeczeństwa.

Szkoły państwowe i islamska moralność.
Najbardziej reprezentatywne stowarzyszenie brytyjskich muzułmanów, Muzułmańska Rada Wielkiej Brytanii poprosiła, żeby uznano prawo muzułmanów do stosowania islamskiej moralności w szkołach państwowych. 21 lutego opublikowała 72-stronicowy dokument i przedłożyła go rządowi w imieniu 400 tys. muzułmańskich uczniów uczęszczających do szkół państwowych. Żądają, żeby rząd zaakceptował żądania muzułmańskich rodziców i młodzieży wynikające z kwestii religijnych.Biorąc ich wskazówki z ich koncepcji skromności, uważają, że uczniowie płci żeńskiej:
a) mają prawo noszenia zasłon lub hidżabów (nie wspominano jakkolwiek o nikabach),
b) mają prawo nie brać udziału w lekcjach wuef, ponieważ islam zabrania publicznych kontaktów pomiędzy płciami, a również dlatego, że istnieje ryzyko, że dziewczęta odsłonią nagą skórę, co jest zabronione przez szarię.

Domagają się również oddzielnych klas dla chłopców i dziewcząt; odrzucają taniec i edukację seksualną (jest ona w gestii rodziny, a nie jest tematem dla szkoły); rysunki i podręczniki anatomii nie mogą pokazywać genitaliów. Co do wiary i historii, proszą o rewizje całego systemu nauczania w imię islamskiej moralności.
Ministerstwo Edukacji jeszcze nie odpowiedziało oficjalnie, ale już powiedziano, że te prośby są krokiem wstecz jeżeli chodzi o tolerancję, która do tej pory istnieje.

Brytyjczycy i muzułmanie
Tendencja do zamykania się – owoc multikulturalizmu! – jest widoczna również na innym poziomie. Badanie opinii publicznej w Sunday Telegraph z dnia 19 lutego pokazało, że 40% brytyjskich muzułmanów jest za wprowadzeniem szarii. To demonstruję radykalizacją znaczącej części społeczności islamskiej w tym kraju. 40% czuje się obco w brytyjskim społeczeństwie i uważa za konieczne i normalne prowadzenie stylu życie w zgodzie z najbardziej radykalną z islamskich etyk.
Innym elementem, który wychodzi na wierzch jest odcięcie tych ludzi od brytyjskiego społeczeństwa. Zapytani „Co czujesz w związku z ofiarami światowych konfliktów?”, odpowiedź w odniesieniu do Kaszmiru, Palestyny, Iraku i Afganistanu, brzmi „współczucie”, „solidarność” a nawet „gniew”. Inaczej mówiąc czują się bliżsi muzułmanom niż Wielkiej Brytanii, która jest bezpośrednio zaangażowana w niektóre z tych konfliktów.
Z socjologicznego punktu widzenia, trzeba przyznać, że przybyli z Pakistanu, Bangladeszu i Indii, i należą do tradycyjnych rodzin, ale również to że nie ma dla nich wartości fakt, że są w Wielkiej Brytanii od przynajmniej dwóch pokoleń. Wydaje się jasne dla mnie, że zamiast stworzenia światowej solidarności wokół idei walki z terroryzmem, reakcje na 9/11 zradykalizowały muzułmanów, którzy trzymają się razem, by bronić braci w wierze.
11 września stworzył lub wzmocnił, w całym islamskim świecie kryzys tożsamości: islam i muzułmanie są pod baczną obserwacją. W zetknięciu z tą sytuacją, pojawiają się tacy, którzy zatrzymują się, by zastanowić się co musi zostać zweryfikowane w islamskich naukach, ale też są ci, których reakcją jest zamknięcie i agresja, by potwierdzić radykalną odmienność islamu w stosunku do otaczającej kultury. Ten drugi typ zachowań jest właściwy dla wielu młodych ludzi drugiej lub trzeciej generacji, którzy ani nie utożsamiają się w pełni z islamską ani z zachodnią tradycją (pomimo posiadania doskonale zasymilowanych przodków).
W każdym razie, ten opis i żądania odnośnie szkół pokazują, że muzułmanie w Wielkiej Brytanii coraz bardziej identyfikują się ze swoją religią, bardziej niż z lokalnym społeczeństwem i kulturą.

Skromność dla mężczyzn i obywatelstwo
Problemy podnoszone przez muzułmanów, na przykład tych z Wielkiej Brytanii, są rzeczywiste. Istnieje problem etyki w społeczeństwie, a co za tym idzie w systemie szkolnym. Przesadny liberalizm, który pozwala młodym na wszystko, zwłaszcza na seksualnym poziomie, argumentując tym, że muszą się oni nauczyć dokonywać własnych wyborów, jest z pewnością nie do zaakceptowania przez muzułmańskie i chrześcijańskie społeczności, jak również dla ludzkiej społeczności ogółem. Jednak zabranianie kontaktów pomiędzy chłopcami i dziewczętami lub zakazywanie nauczania wszystkich rzeczy nawiązujących do seksualności jest całkowicie odmienna sprawą. Tutaj, to nie jest kwestia etyki, ale kwestia zwyczajów i tradycji, i nie jest to już dłużej akceptowalne. W jakimkolwiek kraju, muszą być przestrzegane normy tego kraju, a nie ojczyzny kilku rodziców!
Co więcej, ktoś mógłby zapytać siebie, dlaczego w kwestii relacji między płciami, to zawsze kobieta musi być ukryta i „przestrzegać skromności”, tak jak się to ciągle powtarza. Jeżeli skromność jest zaletą – a jest – ma zastosowanie zarówno do mężczyzn i do kobiet. Skoro skromność wydaje się spontanicznie przejawiać w kobietach, wydaje się bardziej konieczne narzucić ją mężczyznom! Inaczej mówiąc, pomimo najlepszych intencji, muzułmanie mają tendencje do mieszania obyczaju z etyką. Obyczaje powiązane są z określonymi grupami (etnicznymi, geograficznymi, religijnymi …) i nie stosuje się ich do narodowego społeczeństwa obywatelskiego. Etyka dyktuje zasady, które są ważne dla każdej istoty ludzkiej, niezależnie od jej płci czy religii, i dlatego te zasady są warte obrony. Nadszedł czas by nauczyć się bronić etyki szanującej osobę ludzką, przez nauczanie i praktykowanie jej w szkołach, w stosunku do wszystkich. Jeżeli chodzi o specjalne traktowanie konkretnych grup, w imię innej kultury, to jest to deformacja tego co powinno być „autentyczną wielokulturowością,” która uczy oceniać różne kultury i poprawiać swoją własną na podstawie tego porównania.
Pytanie ukryte pod tym problemem brzmi: co oznacza obywatelstwo? Czy to kawałek papieru, który użytecznie jest uzyskać, by posiąść wiele korzyści i kilka zobowiązań? Czy też jest to głęboka rzeczywistość, rezultat przemyślanego wyboru, który może wymagać nawet wielkiego kulturowego poświęcenia?
I więcej: czym jest tożsamość obywatela włoskiego o egipskich, marokańskich, chińskich lub albańskich korzeniach? Jeżeli jest egipska, marokańska, chińska lub albańska, wtedy pytam się: jaki jest sens aplikowania i otrzymywania włoskiego obywatelstwa? Nie jest być może taki, by się cieszyć korzyściami jakie ten kraj oferuje, by następnie wrócić i mieszkać w kraju urodzenia swoim lub swoich rodziców? W tym przypadku jestem tylko wykorzystywaczem. Lecz jeśli to oznacza świadomy wybór, który pociąga za sobą zmiany zachowania, chęć budowania z innymi obywatelami lepszego społeczeństwa itd, wtedy tak, zasługuję na obywatelstwo. Myślę, że społeczeństwo musi pomóc każdej osobie dokonać takiego przemyślanego wyboru, pomagając i ułatwiając wysiłki integracyjne.
za islaminfo.pl




Strona gotowa do druku

Czy Islam Jest Religia Przemocy?

Autor: polonuska Dodano: piątek, 30 marca 2007 - 14:31 898 raz(y) oglądano.
Islam a chrześcijaństwo
Fragment wywiadu radiowego Dennisa Pragera z Daveenem Gartenstein-Rossem.

Daveen Gartenstein-Ross jest na ustach reporterwo z powodu wydania swojej ksiazki “Moj Rok w Srodku Radykalnego Islamu”. Mozna go okreslic jako pochodzacego z domu Zydow-Hippisow z Oregonu, gdzie kazda religia byla uhonorowana, ale zadna nie praktykowana. Czy mozna tak Cie okreslic?

DGR: Tak, tak mozna mnie okreslic.

Dennis: .. Islam zaintrygowal Dayeena w college’u, gdzie mial okazje poznac Muzulmana Sufiste, pozniej zostal konwertyta, a jeszcze pozniej pracowal w Fundacji Islamskiej w Ashland, fundowanej przez Saudyjczykow, ktora dla niego byla pieknym miejscem i powoli radykalizowal sie.




**Bóg nie wymaga od katolików zabicia wszystkich idiotów na świecie**

Autor: foxmulder Dodano: czwartek, 29 marca 2007 - 09:58 906 raz(y) oglądano.
Islam a chrześcijaństwo
SPECJALNIE DLA "RZ" Thomas Grimaux

Watykan nie wyśle bombowców przeciwko al Kaidzie


Islamscy ekstremiści chcą polować na chrześcijan, bić, zabijać. Od katolików Bóg nie żąda zabicia wszystkich idiotów na ziemi



Rz: Europie, która wstydzi się swych korzeni, mówi pan o nękaniu chrześcijan. To takie niemodne...

Thomas Grimaux : Nie zależy mi, by być modnym. Próbuję zwrócić uwagę na antychrześcijańskie prześladowania, także w Europie. Są prześladowania podstępne i krwawe. Podstępne można znaleźć na przykład w filmach, w których ksiądz katolicki jest ośmieszany. Chodzi o negatywne nastawienie do wszystkiego co katolickie. Ale są też napaści na księży, pastorów, popów. W Kosowie i Bośni niszczono kościoły. W dawnym bloku wschodnim większość świątyń była ograbiana, profanowana - stały się salami kinowymi, jeśli nie chlewami...

Znajduje pan dziś takie przypadki?

Na przykład turecka okupacja północnej części Cypru. Kościoły nie służą tam za świątynie. Jeden pełni nawet funkcję toalety publicznej. Kilka miesięcy temu do katedry w Paryżu weszła grupa homoseksualistów, by urządzić "ślub" dwóm kobietom. Proboszcz prosił, by sobie poszli, a oni go pobili. Nienawiść narasta. W imię laickości chce się zakazać widocznych znaków religijnych. Stewardesa, która nosiła krzyżyk, została zwolniona z pracy. Przestano wysyłać życzenia bożonarodzeniowe, robić żłóbki, stawiać choinki.

Przejaw głupoty?

Zdarzają się idioci, ale ja mówię o celowych działaniach orędowników laickości zwalczających obecność Kościoła.

Po opublikowaniu karykatur Mahometa płonęły ambasady. Dlaczego chrześcijanie nie wyjdą na ulice?

Po publikacji karykatur, tak jak po przemówieniu Benedykta XVI w Ratyzbonie, doszło do krwawych starć. W Egipcie zginęło dziesięciu Koptów. Zamordowano katolicką zakonnicę. Islamscy ekstremiści mają wolę urządzania polowań na chrześcijan, bicia, zabijania. Od katolików Bóg nie żąda zabicia wszystkich idiotów na ziemi.

Mówię o reagowaniu.

W krajach takich jak Francja trudno organizować protesty, bo prawie nie ma już praktykujących katolików. Jest nas może trzy - pięć procent. Gdybyśmy chcieli manifestować, nie byłoby nas dużo.
reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Szukasz Boga w islamie? Przeczytaj świadectwo Abdula-Quddusa!

Autor: Anonymous Dodano: środa, 28 marca 2007 - 17:23 1187 raz(y) oglądano.
Europa i islam
To świadectwo jest bardzo, bardzo długie.

Nie zaczynaj czytać, jeśli masz coś ważnego do zrobienia, gdyż po rozpoczęciu nie będziesz mógł skończyć.

Abdul Quddus wyjaśnia jak propagandziści islamu kłamią przedstawiając pokojowy obraz islamu po to, by skłonić nieświadomych ludzi Zachodu do wpadnięcia w [ich] pułapkę, a następnie powoli piorą im mózgi i wbijają do głowy nienawiść do wszystkich ludzi, a w szczególności do Żydów. Mówi on o podwójnych standardach i hipokryzji prawie wszystkich muzułmanów, włączając w to tzw. umiarkowanych muzułmanów, którzy z jednej strony cieszą się za każdym razem, gdy zabity zostaje Żyd lub Amerykanin, a z drugiej strony, pomimo obejrzenia filmu wideo, na którym przedstawieni są dżihadyści chełpiący się wydarzeniami z 11 września, bezwstydnie zaprzeczają temu, że była to robota muzułmanów i oskarżają o nią Żydów. Wyjaśnia też jak po przejściu na islam wyprano mu mózg do tego stopnia, że zaczął zastanawiać się nad dołączeniem się do dżihadu, by zabijać niewinnych ludzi i stać się „męczennikiem”.

To świadectwo powinno otworzyć oczy każdemu rozważającemu przejście na islam. Każdy kto chce spojrzeć na islam od środka musi to przeczytać. Jeśli masz w domu nastolatki/ów, poproś je/ich o przeczytanie tego tekstu. To świadectwo może uratować ich życie. Proszę, przekazujcie to świadectwo dalej.

Tak jak zawsze twierdziłem, islam zostanie zburzony piórami byłych muzułmanów.

Ali Sina

Rzuciłem islam

16 03 2007

Droga przez islam

Świadectwo dawnego konwertyty na islam

Autor: Abdul-Quddus

[Tekst ostateczny: 03/16/07]


Często się mnie pytają, czemu człowiek Zachodu - pomimo posiadania informacji świadczących zarówno na korzyść islamu jak i przeciw niemu - może przyjąć religię której nienawidzi? Choć w dzieciństwie moje otoczenie stanowili wierzący w Boga, ja sam byłem w istocie agnostykiem. Myślałem jednak, że – jeśli Stwórca faktycznie istnieje – potrzebne są bezstronne badania tego kim On jest i czego On ode mnie chce. Poniższy tekst jest wiarygodną relacją opisującą moją drogę przez islam.
Wychowali mnie niepraktykujący chrześcijanie, którzy wyemigrowali do Kanady z anonimowego kraju w poblizu Karaibów. Na samym początku nasza rodzina uczestniczyła od czasu do czasu w niedzielnych nabożeństwach kościelnych. Później jednak moja matka zdała sobie sprawę, że brak zainteresowania ze strony jej męża i buntownicze zachowanie syna w czasie kazań przedstawiały sobą niezaprzeczalną demonstrację braku wiary. Biorąc pod uwagę, że w domu było więcej tylko nominalnie wierzących ludzi, wizyty naszej rodziny jako całości w kościele powoli zanikały, aż wreszcie gwałtownie się skończyły.

Dla mojego umysłu nastolatka, bóg wiary judeo-chrześcijańskiej zadziwiał mnie. Przeklinałem też Biblijnego Boga, który – choć podobno kiedyś był zangażowany w ludzkie sprawy – teraz trwał bezczynnie w czasie całej tej niesprawiedliwości i cierpienia, które widziałem szerzące się na świecie. Jednakże, po takiej bluźnierczej wypowiedzi, natychmiast karciłem sam siebie. Aby zwalczyć mój agnostycyzm w wieku 12 lat rodzice moi zezwolili publicznej szkole na to by nauczał mnie chrześcijański pastor. W eksperymencie, który dziś w publicznej szkole byłby prawdopodobnie niedopuszczalny, paru innych rodziców wyraziło swą zgodę, a nam dzieciom dano w bibliotece czerwoną książkę zatytułowaną „Nowy Testament”. Wkrótce znęcałem się nad tą książką przy pomocy moich nożyczek oraz używając czarnego markera do wpisywania tam różnych nieprzyzwoitości. Bez wskazówek czy edukacji pozostawiono mnie zdezorientowanego w kwestii Boga, a w każdym razie w kwestii jego judeo-chrześcijańskiej interpretacji.




<   12345678910111213141516171819202122232425262728384858687888   >

Możesz pobierać nasze niusy, używając pliku backend.php.