Europa 21 - Archiwum :: Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran
_Loading


_LoadMsg1
_LoadMsg2
08-02-2012 - 08:11  
Europa 21 - Archiwum  
 
 

Archiwum wg daty


 < luty, 2012 > 
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829

Informacja

Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj

forum

OSTATNIE POSTY
wyświetl PostaBahaici w Iranie(0)
  kusztar
 dnia 23. Maj o godz. 14:54
wyświetl PostaUpadek Francji - czy...(3)
  1683
 dnia 28. Wrz o godz. 19:14

[Wejdź na Forum]

Online

Obecnie jest 10 gości i 0 użytkowników online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj

Wojny nie będzie

Autor: shapur Dodano: niedziela, 28 stycznia 2007 - 10:38 893 raz(y) oglądano.
Islam na świecie
W świetle tego co od miesiąca dzieje się w Iranie uderzenie na Iran w tej chwili byłoby równie głupie jak idiotyczne rady zawarte w raporcie Bakera. Appeasement połączony z uwiarygodnianiem reżimu ajatollahów, a w szczególności rządu szalonego Ahmedineżada, był przejawem totalnego niezrozumienia sytuacji w Iranie i celów realizowanych przez Iran w Iraku. Ale atak na Iran przyniósłby skutek odwrotny od zamierzonego, o czym zresztą wielokrotnie pisałem. Nie oznacza to że należałoby publicznie wykluczać tan ruch. Im większy kij wisi nad ajatollahami tym słabsza będzie pozycja Ahmedinezada i większe prawdopodobieństwo rychłych zmian w kierownictwie i polityce zagranicznej Iranu.
Obecna sytuacja
Mimo znacznego złagodzenia tekstu rezolucji nakładającej sankcje na Iran, publicznie wyrażanych wątpliwości wielu dyplomatów USA co do tego czy w takim brzmieniu sankcje przyniosą skutek, wreszcie buńczucznych deklaracji Ahmedineżada, że rezolucja jest bezwartościowym świstkiem papieru, wszystko wskazuje na to że tak nie jest. Wszystko wskazuje na to że irańskie kierownictwo tj. nie rząd lecz wierchuszka ajatollahów, bardzo obawiała się uchwalenia sankcji i nie bardzo w to wierzyła. Jeszcze w połowie ub. r. Irańczycy przygotowali raport, z którego wynikało że ewentualne sankcje będą miały tragiczny skutki dla reżimu, że nastąpi poważne pogorszenie się i tak złej sytuacji ekonomicznej Iranu i że grozi to poważnymi niepokojami społecznymi, które nawet mogą doprowadzić do upadku reżimu. To nie sankcje ale groźby Iranu wstrzymania eksportu ropy okazały się pustymi słowami. Dla Iranu wstrzymanie eksportu ropy byłoby samobójstwem. Ale nawet bez tego miesiąc po wprowadzeniu sankcji zarówno społeczeństwo jak i elity odczuły ten fakt bardzo boleśnie. Podwyżki cen chleba i innych podstawowych produktów spożywczych uderza w masy, ograniczenia w handlu uderza w interesy zarówno ajatollahów, takich osób jak Rafsandżani ale też w interesy wpływowego i konserwatywnego Bazaru, który odegrał poważną rolę w obaleniu szacha. Wszystko dlatego że partnerem gospodarczym Iranu jest przede wszystkim Europa, a nie Chiny czy Rosja, a już na pewno nie Wenezuela, Boliwia czy Kuba. Poza tym paradoksalnie to Iran może mieć przez sankcje problemy z zaopatrzeniem w paliwa bo nie posiadając infrastruktury przetwórczej importuje 60 % swojego zużycia benzyny. Co więcej bez zachodnich inwestycji w przemysł wydobywczy za kilkanaście lat Iran nie będzie miał czego eksportować, bo nie będzie zdolny do wydobycia swoich ogromnych złóż ropy.
Strach ajatollahów
Dla różnych grup w Iranie obecna sytuacja i ewentualny kierunek jej rozwoju oznacza co innego. Znaczna część społeczeństwa, która uwierzyła 1,5 roku temu Ahmedineżadowi że będzie lepiej znalazła się w gorszej sytuacji materialnej. Warto pamiętać, że wbrew propagandzie to nie kwestie religijne ale społeczno-ekonomiczne doprowadziły w 1979 r. do rewolucji. Ajatollahowie mają tego świadomość. Mają świadomość, że niebezpieczna gra Ahmedineżada niesie za sobą ryzyko wybuchu społecznego i utraty przez nich władzy. Mają oczywiście również świadomość zagrożeń dla ich własnych interesów. Ale jest coś jeszcze. Kler zaczął bać się przewrotu ze strony Ahmedineżada.
Wiele bowiem wskazuje na to, że Ahmedineżad i jego duchowy mentor – ajatollah Mesbah Yazdi – taki przewrót planowali. Decydujące znaczenie miały tu grudniowe wybory do Zgromadzenia Ekspertów, które ma prawo wyboru i usunięcia Najwyższego Przywódcy. Plan był taki żeby zastąpić Chameneiego Yazdim i zrealizować szalony plan tej grupy psychopatów oczekujących nadejścia Mahdiego. Zlikwidować wszelkie świeckie organa władzy państwowej, zmienić konstytucję i dążyć do zbrojnej konfrontacji z Zachodem. Usunięcie Chameneiego mogłoby zresztą nie być potrzebne bo prawdopodobnie znajduje się on w fazie terminalnej raka. To jeszcze bardziej zwiększało znaczenie grudniowych wyborów.
Przed wyborami Ahmedineżad nasilił swoje ataki na Rafsandżaniego. Posłuszna mu prasa (Ahmedineżad przez pierwszy rok swojej władzy wyeliminował wszelkie resztki niezależności mediów) niemalże otwarcie oskarżała Rafsandżaniego o korupcję. Ale wybory okazały się sromotną porażką Ahmedineżada i to zarówno jeżeli chodzi o Zgromadzenie Ekspertów jak i samorządy lokalne. Wybory do Zgromadzenia Ekspertów wygrali zdecydowanie konserwatywni pragmatycy związani z Rafsandżanim i Chameneim, zdecydowani ratować republikę islamską przed upadkiem grożącym jej zarówno ze strony psychopatycznych radykałów jak i niezadowolonego, żądającego wolności społeczeństwa. Groźba przewrotu pałacowego została oddalona, a fakt utraty przez Ahmedinezada poparcia społecznego (zdobytego wcześniej podstępem) – potwierdzony. Jednocześnie nadszedł cios – rezolucja została uchwalona. Aż strach pomyśleć co by się stało gdyby zamiast tego administracja Busha posłuchała rad Bakera et consortes i zrobiła Ahmedineżadowi prezent w postaci uwiarygodnienia jego polityki. Psychopata pokazałby swoim wrogom wewnętrznym że jego retoryka jest skuteczna.
Rozwój sytuacji
A tak okazało się że nie tylko nie jest skuteczna ale jest skrajnie nieodpowiedzialna i prowadząca do katastrofy. I to nie jest moje zdanie, to nie zdanie neokonserwatywnych wrogów reżimu irańskiego, to nawet nie zdanie emigracji irańskiej czy prześladowanych dysydentów. To zdanie mediów związanych z ajatollahem Chameneim, to zdanie ultrakonserwatywnego dziennika Keyhan. Bezpośrednio po wyborach i uchwaleniu sankcji doszło do bezprecedensowego ataku mediów na Ahmedineżada. Taka krytyka jeszcze parę miesięcy temu powodowała zamykanie gazet i wsadzanie do więzień dziennikarzy. Teraz dokonują tego media pod kontrolą Chameneiego. I nie jest to jakaś łagodna krytyka. Ahmedineżad został poddany druzgocącej krytyce za wszystko: za niebezpieczną retorykę w sprawach nuklearnych, drażnienie USA, za organizowanie niepotrzebnych hucp w postaci konferencji w sprawie holokaustu, za niezrealizowanie obietnic wyborczych poprawy sytuacji życiowej Irańczyków, za lekceważenie debaty budżetowej, za bezsensowne wycieczki do Ameryki Płd. i organizowanie sojuszy z mało istotnymi z perspektywy irańskiej partnerami takimi jak Chavez. Podkreślam to nie moja opinia, tylko opinia mediów związanych z Chameneim, mediów związanych z Rafsandżanim, mediów związanych z Chatamim. Wprost Ahmedinezada skrytykował wielki ajatollah Montezeri, publiczna telewizja zorganizował debatę czy program nuklearny jest w ogóle potrzebny Iranowi, a na jednym z uniwersytetów w czasie wizyty Ahmedineżada studenci zorganizowali demonstrację w czasie której wznoszono okrzyki „śmierć dyktatorowi” i palono jego portrety, doszło tez do gwałtownych starć z Basijem. I to obecności Ahmedinejada! Słowem, twarda postawa wobec Iranu przynosi efekty.
Krytyka Ahmedinezada to nie wszystko. Iran już zaczął gorączkowo szukać pośrednika który mógłby doprowadzić do jakiegoś porozumienia. Po nieudanych rozmowach w Kuwejcie Irańczycy zwrócili się o pomoc do Saudyjczyków. Warto podkreślić, iż świat arbski a Saudowie w szczególności są bardzo niezadowoleni z tego co robi Ahmedineżad. Są niezadowoleni z mieszania się Iranu w sprawy arabskie w Iraku i Libanie oraz z możliwości zdobycia broni nuklearnej przez Iran. Po opublikowaniu raportu Bakera Saudowie wysłali wysokiej rangi dyplomatów bliskich tronowi by zablokować perspektywę bezpośrednich negocjacji amerykańsko-irańskich. W takiej sytuacji Saudowie na pewno zrobią (zreszta już robią) wszystko by narastająca sytuacja konfrontacji z Iranem nie spowodowała wstrząsu na rynku ropy naftowej.
Obecnie przedstawione przez Iran propozycje porozumienia sa nie do przyjęcia ale z dnia na dzień stanowisko Teheranu, mimo nieustannych prowokacji Ahmedinezada których należy się spodziewać, będzie coraz bardziej miękkie. Na pewno trzeba jednak pamiętać, że deal z Iranem należy traktować jako rozwiązanie tymczasowe i jakiekolwiek gwarancje bezpieczeństwa dla Iranu sa wykluczone. Wręcz przeciwnie, trzeba wreszcie zintensyfikować wsparcie dla irańskiej opozycji by wykorzystać sytuację. Iran jest gotowy na zmianą władzy.
Póki co jednak szykuje się inna zmiana władzy. Jest wielce prawdopodobne że jeżeli nawet Chamenei nie umrze w tym roku to ustąpi ze względu na stan zdrowia. Wcześniej jednak może dojść do impeachmentu, nieszczęśliwego wypadku lub jakiejkolwiek innej formy odsunięcia Ahmedinezada od władzy. Już się szykuje impeachment 4 jego ministrów. Ahmedineżada najprawdopodobniej zastąpi Rafsandżani. Taka czystka może być konieczna, gdyż mimo że konserwatyści-pragmatycy mają większość w Zgromadzeniu Ekspertów to w przypadku śmierci Chameneiego mogłoby dojść do chaosu. Za Ahmedineżadem stoją bowiem paramilitarne oddziały Basiju, a także znaczna część armii. Do otwartej siłowej konfrontacji przeciw Najwyższemu Przywódcy nie dojdzie ale w przypadku jego śmierci Ahmedineżad i Yazdi mogą próbować siłą wpłynąć na wybór nowego Najwyższego Przywódcy. A to mogłoby być iskrą która spowodowałaby pożar niszczący całą islamska republikę. Bo jak pokazuje przykład choćby Rumunii takie sytuacje lubią się wymykać spod kontroli.
Dla Ahmedineżada ostatnią szansą jest jakikolwiek militarny atak na Iran. Taki atak nie zmieni władzy w Iranie, nawet wątpliwe jest czy zniszczy wszystkie instalacje nuklearne ale na pewno spowodujewzmocnienie pozycji Ahmedineżada. W irańskiej telewizji non stop będą pokazywane zniszczone domy i płaczące matki, a każdy kto zakwestionuje twardy kurs Ahmedineżada będzie uznany za zdrajcę i szpiega USA i Izraela. Dlatego teraz w polityce w stosunku do Iranu potrzebne są 4 rzeczy: cierpliwość, konsekwencja, solidarność społeczności międzynarodowej, a przynajmniej UE i USA oraz wsparcie irańskiej opozycji.




Strona gotowa do druku

Nowy Babilon i Sistanistan

Autor: foxmulder Dodano: czwartek, 25 stycznia 2007 - 14:49 837 raz(y) oglądano.
Wojna z terrorem




Amerykańska misja

Autor: Karol_Młot Dodano: środa, 24 stycznia 2007 - 18:35 765 raz(y) oglądano.
Wydarzenia ze świata
Dość tej demokratyzacji.Rozmowa z Francisem Fukuyamą
Amerykanie są znużeni naprawianiem świata i coraz więcej z nich życzyłoby sobie powrotu do tradycyjnego izolacjonizmu – zauważa słynny politolog Francis Fukuyama. W tej sytuacji ekipa Busha jest bardziej osamotniona niż kiedykolwiek. Problem w tym, że wojowniczy prezydent nie wyciąga wniosków i uparł się, by działać na przekór wszystkim.
Le Monde: Czy "nowa strategia" prezydenta Busha dla Iraku jest rzeczywiście nowa, czy to tylko stare metody podane w nowym opakowaniu?
Francis Fukuyama: To stara strategia zastosowana w nowych okolicznościach i dlatego nie może zadziałać. Polityka zaproponowana przez Biały Dom opiera się na przekonaniu, iż mamy w Bagdadzie pewien rodzaj demokratycznego rządu, wznoszącego się ponad religijne podziały i atakowanego przez różne religijne siły. Dlatego taki rząd należy wesprzeć militarnie. Tymczasem jest to błędne rozumowanie, gdyż rząd Malikiego jest stroną w religijnym konflikcie i reprezentuje jedną z grup walczących o władzę.Ukrytym celem planu George’a Busha jest rozprawienie się z klanem Muchtady Al-Sadra. Problem w tym, że ci ludzie to być może najsilniejsza grupa w całym Iraku. Trudno jest mieć przeciwko sobie tak dużą część społeczeństwa. reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Bliski Wschód i prostytucja - zakupy za seks w Iranie

Autor: redakcja Dodano: wtorek, 23 stycznia 2007 - 13:48 1594 raz(y) oglądano.
Wydarzenia ze świata
Transakcje między prostytutkami a właścicielami butików polegające na wymianie "ubrania za seks" mogą poważnie zwiększyć liczbę zachorowań na AIDS w Iranie.


Właściciel eleganckiego butiku oferującego szeroki wybór spódniczek mini i skąpych bluzeczek jest zbyt zajęty obsługą klientek, żeby wysłuchiwać kazania na temat wirusa HIV powodującego AIDS. - Nic mi o tym nie wiadomo. Możemy porozmawiać, jak skończę - odpowiada wolontariuszowi zajmującemu się edukacją zdrowotną.

Ochotnik, Amir Fattahi, wcale nie wygląda na zaskoczonego. Doświadczenie mówi mu, że nie jest świadkiem zwyczajnej transakcji. Domyśla się, że cztery młode kobiety próbujące dobić targu ze sprzedawcą są prostytutkami, które oferują mu usługi seksualne w zamian za tanie lub nawet darmowe ubrania. Transakcje takie stają się coraz bardziej popularne w teherańskich sklepach z modną odzieżą.

Pracownicy organizacji zajmujących się edukacją zdrowotną twierdzą, że praktyki tego rodzaju niweczą wysiłki na rzecz zwalczania AIDS w Iranie, gdzie wirus HIV jest coraz częściej przenoszony drogą płciową. Zgadzają się z urzędnikami służby zdrowia, że panujące dotąd surowe zasady dotyczące życia intymnego uległy w ostatnich czasach rozluźnieniu w raczej młodym społeczeństwie irańskim. Podjęto co prawda oficjalne działania mające na celu zapobieganie szerzeniu się choroby, ale pozostają one w tyle za polityką państw zachodnich w tej dziedzinie.

Specjaliści uważają, że walkę z AIDS utrudnia brak dokładnych danych na temat rozmiarów choroby w Iranie. Mimo że najnowsze źródła oficjalne podają liczbę 13 704 zarejestrowanych przypadków zakażenia wirusem HIV, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i irańskie ministerstwo zdrowia szacują, że w rzeczywistości wielkość ta może mieścić się między 70 tys. a 120 tys. zarażonych osób. Eksperci twierdzą, że wielu młodych ludzi nawet nie próbuje poddać się testom na obecność wirusa we krwi, czy to z powodu nieświadomości, czy ze strachu przed rodzicami.

Oferta nie do odrzucenia

W zamożnej dzielnicy Tajrish na północy Teheranu znajduje się centrum handlowe Qaem, którego dwa piętra zajmuje modna odzież damska. Niektórzy sprzedawcy mający tam sklepy przyznają, że otrzymywali propozycje zapłaty seksem za ubrania. Dwudziestotrzyletni Arash mówi, że kobiety proponowały mu to jakieś 40 czy 50 razy. - Myślę, że około 50 proc. właścicieli sklepów przyjmuje takie oferty - dodaje.

Jego rówieśnik, Ahmed Reza, przyznaje, że zgadzał się na tego typu transakcje. - Siedziałem sobie przed sklepem, kiedy podeszły do mnie dwie kobiety mówiąc, że chcą poprzymierzać płaszcze - opowiada. - Poprosiły o zniżkę, więc zaproponowałem im standardowy upust. Odparły, że nie mogą zapłacić takiej sumy, ale jeżeli dam im jeszcze większą zniżkę i swój numer telefonu komórkowego, to odwdzięczą mi się w inny, bardzo przyjemny sposób. No to dałem im większy upust i wziąłem ich numery komórek.


reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Miasteczko Sedrata w Algierii - fragment książki Muzułmanie, islam i ja. Wspomnienia kooperanta z Algierii

Autor: Anonymous Dodano: niedziela, 21 stycznia 2007 - 07:07 1103 raz(y) oglądano.
Islam na świecie
Dwadzieścia lat temu, jako inżynier mechanik pracowałem przez kilka lat w Algierii.
Co tydzień pisałem obszerny list do mojej żony. Zachowało się tych listów 150 sztuk.
Po 11 września 2001 postanowiłem te listy opublikować. Tak powstała książka „Muzułmanie, islam i ja. Wspomnienia kooperanta z Algierii”. Powinna niebawem ukazać się w sprzedaży.. Przesyłam jeden z mych listów.








Zbieranie burzy

Autor: foxmulder Dodano: piątek, 19 stycznia 2007 - 14:01 827 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Zbieranie burzy
Tygodnik "Wprost", Nr 1256 (14 stycznia 2007)

Nie każdy muzułmanin jest terrorystą, ale terroryzm jest w większości islamistyczny





Hubert Kozieł: Syriana. Wszystkie drogi wiodą do Damaszku...

Autor: redakcja Dodano: czwartek, 18 stycznia 2007 - 19:33 1757 raz(y) oglądano.
Wojna z terrorem
Większość Syryjczyków postrzega obszar obejmujący dzisiejszą Syrię, Jordanię, Liban, Izrael i Autonomię Palestyńską jako teren historycznej Wielkiej Syrii. Pokrywał się on częściowo z dawnym tureckim podziałem administracyjnym i był zamieszkiwany przez spokrewnione kulturowo grupy etniczne i wyznaniowe. W 1916 roku został on podzielony układem Sykes-Picott na francuską i brytyjską strefę wpływów. Syryjskie dzieci do dzisiaj uczą się w szkołach przeklinać to porozumienie.

Syrią rządzi od 1964 roku partia Baath - socjalistyczne ugrupowanie, cechujące się panarabskim nacjonalizmem i dążnością do modernizacji kraju. W związku z tym głównym motywem syryjskiej polityki zagranicznej jest dążenie do przewodzenia światu arabskiemu – zazwyczaj w walce z Izraelem. Sytuację zaostrza fakt skoncentrowania najważniejszych urzędów w państwie (z drobnymi wyjątkami) w rękach mniejszości wyznaniowej alawitów, którzy są uznawani przez sunnicką większość za heretyków.
W związku z tym rządzący ,,twardą ręką" reżim potrzebował legitymizacji, która w jego przypadku mogła nastąpić tylko poprzez zwycięskie powstrzymywanie Izraela i Zachodu.

Wpływ na politykę regionalną od wojny Yom Kippur do 1990 roku

W październiku 1973 roku syryjska armia odniosła klęskę podczas nieudanej próby odzyskania Wzgórz Golan. Prezydent Hafez al-Asad za niepowodzenie obwiniał Egipt. Egipski prezydent Sadat traktował bowiem wojnę z Izraelem jako możliwość zmuszenia państwa żydowskiego do negocjacji pokojowych. Kazał więc swoim sztabowcom przygotować dwa zestawy planów wojennych. Fałszywy wariant przedstawiony Sowietom i Syryjczykom przewidywał pełną ofensywę do Negewu. Wariant prawdziwy - tylko zdobycie przyczółków na Synaju. Asad sugerując się fałszywymi planami był pewny powodzenia ataku swej armii na Golan i gdy ta została zmasakrowana, uznał Sadata za zdrajcę sprawy arabskiej. Jego wrażenie się pogłębiło, gdy Sadat zaproponował Izraelowi pokój.
Syria stanęła wtedy na czele ,,frontu odmowy" izolującego Egipt ze wspólnoty arabskiej za jego ,,zdradę". Asad nie chciał dwustronnych porozumień pokojowych, lecz regionalnej konferencji, na której kształt mógłby mieć wpływ. Trójstronne porozumienie z Camp David interpretował jako eliminację wroga przez Izrael. Uznał, że od tej pory Izrael skupi się w większym stopniu na Syrii.

Porozumienie o rozejmie na Wzgórzach Golan z maja 1974 roku wyznaczyło nowy etap w polityce syryjskiej. Od tej pory Asad obawiał się prowadzenia bezpośredniej wojny z Izraelem. Zaczął ją więc prowadzić przez pośredników. Były nimi palestyńskie organizacje terrorystyczne mające swe bazy w Libanie. Libańczycy byli wówczas podzieleni względem stosunku do Palestyńczyków. Chrześcijańska prawica uważała, że tworzą oni państwo w państwie i są niebezpiecznymi komunistycznymi wywrotowcami. Słusznie wskazywała, że palestyńscy terroryści prowokują swoimi działaniami odwet Izraela, narażając tym samym egzystencję Libanu. Lewica sympatyzowała natomiast z działaniami OWP. Przywódca Druzów Kamal Junblatt zamierzał obalić wszelkie reguły rządzące demokratycznym Libanem, po to by zdobyć pełną władzę nad krajem. Do tego celu potrzebni mu byli Palestyńczycy Arafata. W czasie, gdy w Libanie tworzyły się partyjne milicje, a państwo traciło kontrolę nad działaniami Palestyńczyków, Syria eskalowała konflikt wspierając jego lewicowo-palestyńską stronę i stosując groźby wobec libańskiego rządu, gdy ten chciał normalizacji. Granicę przekraczały oddziały armii syryjskiej zakamuflowane jako palestyńscy fedaini.

Gdy w kwietniu 1975 roku sytuacja wymknęła się z pod kontroli i Liban pogrążył się w wojnie domowej, Asad nie bardzo wiedział jak dalej rozegrać sytuację. Gdyby w Libanie wygrała lewica i Palestyńczycy, Izrael zaatakowałby ten kraj i zainstalował swe wojska u wrót Damaszku. Gdyby wygrali maronici, staliby się sojusznikami Izraela. Rozwiązanie przyniósł mu Henry Kissinger, radząc mu interwencję po stronie chrześcijan. Zdołał on nawet przekonać premiera Icchaka Rabina, by Izrael nie atakował wojsk syryjskich w Libanie, chyba że znajdą się one na południu tego kraju. Syria zdołała tak rozegrać sytuację w Lidze Arabskiej, by zyskać dla swych wojsk mandat operację pokojową Ligi w Libanie. Do interwencji Syryjczyków zaprosił prezydent Libanu Sulejman Franjiyeh – od lat prosyryjski i związany biznesowo z rodziną Asada. Kiedy syryjskie wojska wkraczały do Bejrutu jedynymi nieprzekonanymi pozostawali Junbaltt i Palestyńczycy. Wówczas ich pozycje zaatakowały oddziały syryjskie skutecznie łamiąc wszelki opór. Junblatt chciał pełnej władzy nad Libanem dla siebie a nie dla Syrii. W marcu 1977 roku został więc zastrzelony na syryjskim posterunku drogowym. Atak Syrii na OWP spowodował gwałtowną reakcję Moskwy i świata arabskiego. Syria wyszła z izolacji dopiero, gdy stanęła na czele kampanii potępiającej Camp David. Maronici zacieśnili więzi z Izraelem w jeszcze większym stopniu, a prezydent Franjiyeh został uznany za zdrajcę. Asad wszedł w pułapkę zastawioną przez Kissingera.

Syria mimo chwilowego konfliktu z Palestyńczykami zostawiła bazy terrorystów w Libanie. Gdy w 1978 roku przywódca szyitów imam Musa Sadr wystosował protest przeciwko palestyńskiej i syryjskiej obecności, wywiad syryjski załatwił mu „zaginięcie” podczas pobytu w Libii. Na jego miejsce, na czele ruchu Amal umieszczono marionetkę Damaszku Nabiha Berrriego.
W tym czasie zaczął powstawać konsensus chrześcijan i umiarkowanych muzułmanów w sprawie opuszczenia kraju przez Syryjczyków. Prezydent i premier wystosowali rezolucję wzywającą Syrię do opuszczenia Libanu do sierpnia 1982 roku. Sprzyjała temu postawa rządu Menachema Begina, który dążył do stabilizacji otoczenia strategicznego Izraela. Jako jeden ze środków koniecznych do tego uznawał on doprowadzenie do pokoju z Libanem. Wspierał on maronicką milicję Lebanese Forces i w 1978 roku po zajęciu części południowego Libanu stworzył na tym terenie sprzymierzoną Armię Południowego Libanu (SLA) majora Saada Hadada. Od roku 1981 rząd Begina dążył do pełnej inwazji Libanu szukając jedynie sposobnej okazji.

Sposobnością tą był zamach na ambasadora izraelskiego w Londynie Shlomo Argova dokonany przez organizację Abu Nidala. Izraelskie lotnictwo zbombardowało w odwecie kwaterę OWP w Bejrucie, a gdy Palestyńczycy w odpowiedzi ostrzelali katiuszami północny Izrael, Begin uznał to za casus belli. Niektórzy podejrzewają, że izraelską inwazję na Liban sprowokował Saddam Husajn. Abu Nidal pracował wtedy dla wywiadu irackiego. Irakiem i Syrią rządziły wrogie sobie frakcje partii Baath, a Damaszek był wówczas w dodatku sprzymierzony z Teheranem. Bagdad wspierał wobec tego antyasadowskich terrorystów z Bractwa Muzułmańskiego i wszelkich innych wywrotowców chcących obalić syryjski reżim.

Rozpoczęta w czerwcu 1982 roku operacja „Pokój dla Galilei” doprowadziła szybko do zniszczenia sił OWP w południowym Libanie, oblężenia Bejrutu i następnie wynegocjowanej przez USA ewakuacji sił palestyńskich. Zadano również poważne straty wojskom syryjskim w dolinie Beekaa i zniszczono jedną trzecią lotnictwa tego kraju. Nowym prezydentem Libanu został przywódca maronickiej milicji Bashir Gemayel. Jednakże we wrześniu 1982 roku Gemayel zginął w eksplozji bomby podłożonej przez syryjski wywiad. Falangiści dowodzeni przez agenta Damaszku Eli Hobeikę dokonali w odwecie masakry Palestyńczyków w obozach Sabra i Shatila, która spowodowała w dużej mierze rezygnację Begina z funkcji premiera i stopniowy odwrót sił izraelskich. Ochroniarz Hobeiki Robert Hatem twierdzi, że rozkaz dokonania masakry przyszedł z Damaszku. Miała ona za zadanie zniszczeni wizerunku Izraela w oczach światowej opinii publicznej i złamanie kariery dowodzącego inwazją na Liban ministra obrony Ariela Sharona.

Syria powróciła do swojej taktyki walki z Izraelem przez pośredników. Zamachy terrorystyczne przyspieszały izraelski odwrót. Zgodnie z libańsko-izraelskim traktatem pokojowym z Kiryat Shemona - Marjiyun armia izraelska stopniowo wycofała się do 1985 roku do Strefy Bezpieczeństwa w południowym Libanie. Dalszemu odwrotowi zapobiegło wymuszenie przez Syrii na rządzie w Bejrucie zerwania traktatu i uniemożliwienie zajęcia pozycji na południowej granicy przez armię libańską.

Miejsce OWP w prowadzeniu z terytorium Libanu wojny przeciwko Izraelowi przejął Hezbollah: organizacja będąca wspólnym przedsięwzięciem wywiadów syryjskiego i irańskiego. Syria jednocześnie wspierając organizację dokonującą porwań zakładników i antyzachodnich aktów terrorystycznych odgrywała rolę czynnika zdolnego zapanować nad nimi. Zdarzało się, że kontrolowana przez syryjski wywiad milicja Amal dokonywała militarnej presji na Hezbollah, by ukazać ,,rozbieżność stanowisk" Damaszku i Teheranu. Zachód zdawał się nie zwracać uwagi na to, że infrastruktura terrorystów znajdowała się zwykle niepokojąco blisko stanowisk syryjskiej armii.
Syria wsparła również wszelkimi możliwymi środkami antyarafatowską rebelię Alego Musy wewnątrz OWP. Doprowadziła ona do palestyńskiej wojny domowej i krwawego oblężenia Trypolisu. Później Asad starał się za pomocą rozłamowców z Fatahu i antyjordańskiej kampanii terrorystycznej zasabotować plan pokojowy króla Husajna.

Jednocześnie Syria stale zwiększała swoje wpływy w Libanie eliminując niewygodnych polityków takich jak premier Rashid Karami czy prezydent-elekt Rene Mouawad. W 1988 roku poprzez wmieszanie się do wyborów prezydenckich wywołała kryzys konstytucyjny i sprowokowała rebelię gen. Michele'a Aouna. Zdołała stłumić ten ostatni punkt oporu w 1990 roku uzyskując pozwolenie na tą akcję od Waszyngtonu. Było to związane z poparciem Syrii dla koalicji antysaddamowskiej i planami madryckiej konferencji pokojowej.

Syria a negocjacje z Izraelem

Asad przystąpił latem 1991 roku do procesu pokojowego pragnąc raczej wkupić się w łaski USA niż po to, by zakończyć konflikt z Izraelem. Co więcej: zawsze w miarę postępu negocjacji Hezbollah i radykalne grupy palestyńskie związane z Damaszkiem intensyfikowały terrorystyczną kampanię. Statystyki Hezbollahu mówią o 292 ,,operacjach" w latach 1989-91 i 465 w latach 1992-94. Zaliczają się do nich min. zamachy bombowe na izraelskie ambasady w Buenos Aires w 1992 roku i w Londynie w 1994 roku. Izraelski odwet był zawsze uzasadnieniem odchodzenia od rozmów pokojowych.

W sierpniu 1992 roku rząd Icchaka Rabina zaakceptował zastosowanie rezolucji NZ 242 do Wzgórz Golan i wyraził gotowość prowadzenia o nie negocjacji. Syria postawiła jednakże zaporowe warunki odmawiając min. podpisania traktatu pokojowego z Izraelem i żądając natychmiastowego odwrotu z Golanu. Gdy prezydent Clinton wysłał do Damaszku w marcu 1993 roku zastępcę Sekretarza Stanu Edwarda Djerejiana z propozycją stworzenia tajnego, bezpośredniego kanału negocjacyjnego z Izraelem, Asad odrzucił propozycję, ponieważ pozbawiłaby go spektaklu w postaci ciągłych wizyt przedstawicieli jedynego supermocarstwa i co za tym idzie - zmniejszyłaby jego prestiż w regionie.
W sierpniu 1993 roku Rabin wystosował do Asada propozycję normalizacji stosunków i podpisania traktatu pokojowego. Gotów był przy tym do szerokich koncesji wobec Syrii. I znowu odpowiedź była negatywna.

Asad po spotkaniu z Clintonem w październiku 1994 roku stwierdził: „Nie musimy w jakikolwiek sposób udowadniać naszej woli pokoju, poza tym że mówimy o nim. Każdy, kto nam nie wierzy, ten nie chce pokoju”. W międzyczasie syryjskie media potępiły porozumienie z Oslo i powrót Arafata do Strefy Gazy uznając je za przejaw „zaprzedania się”. Ataki Hezbollahu nasiliły się do tego stopnia, że rząd Rabina odpowiedział w lipcu 1992 roku operacją ,,Odpowiedzialność" (ostrzałem baz Hezbollahu w całym Libanie).
Komplikacją w negocjacjach było to, że prowadzono je poprzez dwa konkurencyjne kanały: amerykański i francuski. W efekcie obie strony przeszkadzały sobie nawzajem. Tak więc, gdy Peres 10 września 1992 roku zgodził się w Paryżu w rozmowie z Mitterandem na odwrót z Golanu, został po powrocie do Izraela „powitany” na płycie lotniska Ben Guriona przez Rabina. Premier nakrzyczał na nielojalnego ministra nazywając przy tym Francuzów „największymi skur..., którzy nas zawsze oszukają”. Wyścig o usunięcie Izraela z Golanu trwał jednak nadal. 12 listopada 1993 roku gdy Peres odbywał rozmowy w Paryżu, w Waszyngtonie o tym samym rozmawiali Rabin i Ariel Sharon. Syria przedstawiła zaporowy warunek zrzeczenia się przez Izrael broni jądrowej jako wstępu do rozmów.

W grudniu do Damaszku przybywa Warren Christopher. Rozmawia z wicepremierem Habibim i z jednym z liderów Hamasu Ibrahimem Rushą. Syryjczycy twierdzą, że Francja przedstawiła lepszą ofertę i grożą obaleniem rządów OWP przez Hamas. Chcą też, by Peres zastąpił Rabina. Christopher przekazuje groźby Clintonowi i w styczniu 1994 roku dochodzi do spotkania amerykańskiego prezydenta z Asadem. Przestraszony spiskiem przeciwko niemu Arafat udaje się do Genewy, ale władze szwajcarskie odmawiają mu wizy. Clinton obiecuje Asadowi pełny odwrót z Golanu. Rabin jest wściekły i zapowiada narodowe referendum w tej sprawie.

W lipcu 1994 roku bomba Hezbollahu niszczy siedzibę Argentyńsko-Izraelskiego Stowarzyszenia Gospodarczego w Buenos Aires zabijając ponad 100 ludzi i raniąc 230. Argentyńska prasa szybko ustala, że Syria współfinansowała zamach. Następuje również seria zamachów na transport publiczny w Izraelu dokonana przez Hamas. Gdy 17 października autobus eksploduje w Tel Avivie zabijając 23 ludzi, radio w Damaszku podaje szczegóły zamachu jeszcze zanim izraelska policja zdoła zbadać miejsce przestępstwa. To tylko zaostrza stanowisko Rabina. 20 listopada 1995 roku pytany podczas sesji ONZ o „odwrót do brzegów jeziora Kinneret” odpowiada, że to był z jego strony tylko sarkazm. Podczas przemówienia na forum Zgromadzenia Ogólnego twierdzi, że głównym problemem w procesie pokojowym nie jest stanowisko Izraela, ale „arabski upór”. Co prawda na krótko przedtem zdołano „podnieść rangę” izraelsko-syryjskich negocjacji i przenieść rozmowy na kwestie wojskowe, lecz były to de facto zabiegi kosmetyczne.

Po śmierci Rabina nowy premier Shimon Peres podchodzi bardzo optymistycznie do rozmów z Syrią. Mówi o bardzo poważnej szansie pokoju w roku 1996. Po pogrzebie Rabina książę Karol i Christopher aranżują rozmowę telefoniczną Peresa z Asadem. Syryjski prezydent znowu kluczy. Jednakże pod wpływem „siły wyższej” w postaci presji USA postanawia po raz kolejny „podnieść rangę rozmów”. Tym razem jak stwierdził Dennis Ross „przez 6 dni uczyniono więcej niż przez 6 lat”. Negocjacje odbywały się w bardziej nieformalnej atmosferze w Wye Plantation. W trakcie ich trwania izraelski generał Uzi Dayan zwrócił nieopatrznie uwagę na dużą koncentrację syryjskich wojsk w pobliżu Wzgórz Golan, na przedmieściach Damaszku. Wywołało to wściekłą reakcję syryjskich wojskowych. Po opanowaniu tego kryzysu doszło do kolejnej fali zamachów terrorystycznych w Izraelu i Strefie Bezpieczeństwa. Peres w obliczu zbliżających się wyborów odpowiedział operacją wojskową „Grona Gniewu” skierowaną przeciwko Hezbollahowi. Skończyła się ona w wyniku pomyłkowego ostrzału obozu dla uchodźców w Qanie, który spowodował śmierć 100 dzieci. W wyniku tej PR-owskiej katastrofy Peres stracił arabskie głosy i przegrał wybory. Asad triumfował wskazując na „barbarzyństwo Izraela”. Nowym premierem Izraela został nastawiony sceptycznie do zamiarów Syrii Benjamin Netanyahu. Negocjacje izraelsko-syryjskie znacznie zwolniły tempo.

Obie strony powróciły do stołu rozmów w grudniu 1999 roku po zwycięstwie wyborczym Ehuda Baraka. Choć Izraelczycy byli bardzo optymistyczni wobec syryjskiego stanowiska, Asad zerwał negocjacje, po tym jak w lutym 2000 roku izraelskie lotnictwo dokonało ataków odwetowych przeciwko Hezbollahowi w Libanie. Sytuację próbował ratować Clinton spotykając się z Asadem w Genewie 26 maja 2000 roku, ale syryjski prezydent miał mu już tylko do powiedzenia tylko tyle, że kiedyś łowił ryby w jeziorze Genezaret i chciałby to znowu robić. Wybuch Intifady i lawina innych wydarzeń na Bliskim Wschodzie przerwały wkrótce ostatecznie farsę syryjsko-izraelskich negocjacji.

Syria, Hezbollah i okupacja Libanu

Gdy w kwietniu 1998 roku rząd Netanyahu zgłosił gotowość do wycofania się z południowego Libanu, syryjski minister spraw zagranicznych Faruk al-Shar zadeklarował, że izraelski odwrót „jest czymś gorszym od kontynuacji okupacji... która jest bardziej honorowym wyjściem od tego co Izraelczycy proponują”. Porozumienie z Taef kończące wojnę domową w Libanie przewidywało rozbrojenie wszystkich milicji. Pod naciskiem Syrii nie wyegzekwowano jego zapisów wobec ugrupowań palestyńskich i Hezbollahu. Pretekstem było to, że Hezbollah „prowadzi walkę o wyzwolenie południowego Libanu”. Gdy 24 maja 2000 roku Izrael wycofał się ze Strefy Bezpieczeństwa, Hezbollah zadeklarował, że będzie prowadził walkę o „wyzwolenie” Farm Sheba – skrawka spornego terenu pomiędzy Izraelem, Libanem i Syrią. Na wypadek izraelskiego odwrotu z tego rejonu zaczęły się poszukiwania nowych spornych fragmentów terytoriów.

Premier Icchak Rabin gotów był podpisać traktat pokojowy z Libanem, pod warunkiem objęcia przez armię libańską pozycji na granicy z Izraelem. Po odwrocie ze Strefy Bezpieczeństwa kontrolę nad tymi terenami objął Hezbollah intensyfikując graniczne potyczki, akty terrorystyczne i porwania (dwóch izraelskich saperów w październiku 2000 roku, biznesmena Elkhanan Tennenbauma). W społeczeństwie libańskim wytworzył się szeroki konsensus chrześcijan muzułmanów i druzów przeciwko działalności tej organizacji terrorystycznej. Słusznie się obawiano, że sprowokuje ona nową wojnę z Izraelem. 87-letni chrześcijański deputowany Albert Mukhayber stwierdził w libańskim parlamencie: „Jeżeli Arabowie boją się wojen na własnym terytorium, mówimy im głośno i wyraźnie: Liban płacił już pogłówne arabsko-izraelskiego konfliktu już zbyt długo, dość znaczy dość!”

Zazwyczaj „dla dobra procesu pokojowego” na Zachodzie przedstawia się Hezbollah co najwyżej jako wyłączne przedsięwzięcie Iranu. Tak naprawdę jest on efektem sojuszu syryjsko-libańskiego. Po „wyzwoleniu” Strefy Bezpieczeństwa przywódca grupy szejk Nasrallah podziękował Asadowi nazywając go „wielkim przywódcą” i dodając: „Zwycięstwo było owocem twoich rąk, owocem twej myśli i produktem twej szkoły zmagań i prowadzenia wojny”. Zarówno Hefez jak i Bashar Asad zawsze zapewniali dyplomatyczne wsparcie dla Hezbollahu. Gdyby chcieli mogliby zniszczyć tą organizację w kilka dni, czy to za pomocą 14 000 syryjskich żołnierzy stacjonujących w Libanie do 2005 roku, czy też nakazując swemu wywiadowi zlikwidowanie przywódców tak jak to było z Amalem.

Zeszłoroczna wojna Izraela z Hezbollahem pokazała w sposób wyraźny zależność Nasrallaha od Syrii. Damaszek umożliwił wtedy swobodny przerzut irańskich rakiet na terytorium Libanu i inne operacje wsparcia logistycznego dla terrorystów. Pod koniec lipca odbyła się nawet w syryjskiej stolicy tajna rada wojenna z udziałem: Nasrallaha, Asada, przywódcy Hamasu Khaleda Mashaala i irańskiego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Ali Larijaniego.

Hezbollah jako legalnie działająca partia polityczna wraz z Amalem i od 2006 roku zwolennikami gen. Aouna odgrywa ważną rolę w kontroli libańskiego systemu politycznego przez Syrię. W 2001 roku jeden z przywódców szyitów Kamil al-Asad oskarżył przywódców dwóch pierwszych partii o pracę dla syryjskiego wywiadu. Rok wcześniej maronicki arcybiskup Sfeir stwierdził, że wszystkie wybory od 1992 roku były zmanipulowane, Syria mianuje nawet libańskich sędziów, prowadzi wojnę ekonomiczną przeciwko Libanowi i zabija lub aresztuje wszystkich, którym się to nie podoba. Sytuacja ta łamie w sposób oczywisty Pakt Narodowy – niepisaną umowę z 1943 roku stanowiącą podstawę libańskiej demokracji. Jednym z jej głównych punktów było stwierdzenie, że Libanem nie może rządzić ani Francja, ani Syria. Musi on również prowadzić neutralną politykę zagraniczną.

W styczniu 2005 roku ONZ uznała, że sporne Farmy Sheba należą do Syrii. Maronicki arcybiskup Sfeir, przywódca Druzów Waleed Junblatt i były premier Rafik Harriri wystąpili wówczas z inicjatywą podpisania traktatu pokojowego z Izraelem – wszak ostatnia przeszkoda prawna do jego zawarcia zniknęła. Gdy prezydent Bashaar Asad odkrył ten plan wpadł we wściekłość. W efekcie 14 lutego 2005 roku premier Harriri wyleciał w powietrze wraz z całym swoim konwojem w wyniku eksplozji przydrożnej bomby. Wkrótce później pod wpływem masowych demonstracji Libańczyków i ogromnej presji społeczności międzynarodowej Syria została zmuszona do wycofania swych wojsk z Libanu. Raport oenzetowskiego śledczego Mehlisa jasno wskazywał na udział wywiadu syryjskiego w zamachu. Były syryjski wiceprezydent Khaddam zeznał, że był świadkiem jak Asad groził Harririemu śmiercią. Gdy śledztwo zaczęło się przybliżać do Damaszku, generał Ghazi Kanaan, pełniący od lat 70-tych funkcję szefa syryjskich tajnych służb w Libanie, „popełnił samobójstwo” strzałem w głowę. Libanu nie uratowało to jednak od serii morderstw dokonanych na antysyrysjkich politykach takich jak Jubran Tueni czy Pierre Gemayel. Owoce ,,cedrowej rewolucji” w dużej mierze zmarnowała parlamentarna zdrada gen. Aouna, który zrobił karierę na sprzeciwie wobec Syrii, by stać się w roku 2006 jej sojusznikiem.

Syria a międzynarodowy terroryzm

25 czerwca 1996 roku w ataku na koszary armii amerykańskiej w Khobar w Arabii Saudyjskiej zginęło 19 Amerykanów a ponad setka odniosła rany. Modus operandi zamachowców był ten sam co podczas zamachu na koszary marines w Bejrucie w 1983 roku. Saudyjskie władze szybko ustaliły, że za tą zbrodnią stali szyiccy dysydenci mający powiązania z Hezbollahem i wywiadem irańskim. Ciężarówka użyta w zamach przybyła z Libanu.

Główną figurą w ataku był Jafar Shuwaykhat, saudyjski szyita, który często przez Damaszek udawał się do doliny Beekaa. Został on aresztowany w Damaszku na prośbę saudyjskich służb bezpieczeństwa. Jednakże, gdy chciały go one przesłuchać, dowiedziały się od Syryjczyków, że popełnił samobójstwo w więzieniu a jego ciało szybko zakopano. Saudowie zażądali wyjaśnień, ale ich nie dostali. Gdy amerykański ambasador w Damaszku Christopher Ross spytał o to syryjskie władze, te udzieliły mu gniewnej odpowiedzi oskarżając USA o chęć wykorzystania tej afery w celu zmuszenia Syrii do koncesji wobec Izraela.

Sprawą symptomatyczną jest tutaj to, że zarówno w zamach w Khobar jak i w ataki rakietowe i porwania, które doprowadziły do wojny 2006 roku był zaangażowany Imad Fayez Mugniyeh – irański agent, który stał za zamachami bombowymi na amerykańskie i francuskie koszary oraz ambasady w Bejrucie w latach 80-tych, za porwania zachodnich zakładników i izraelskich saperów na Farmach Sheba. Za jego głowę wyznaczono tą samą nagrodę co za bin Ladena – 25 milionów dolarów. I co ważniejsze, Mugniyeh blisko współpracował z bin Ladenem w trakcie jego sudańskich lat. Takich ludzi syryjskie władze nie uważają za terrorystów...

Zarówno raport biura detektywistycznego Interfor napisany dla linii Pan Am, jak również niektórzy autorzy twierdzą, że Syria wspólnie z Iranem i palestyńskim PFLP-GC Ahmeda Jibrila były odpowiedzialne za zamach bombowy na lot nr 103 nad miejscowością Lockerbie. Iran chciał się zemścić za omyłkowe zestrzelenie swojego samolotu pasażerskiego przez amerykański okręt w Zatoce Perskiej. Motywem był również pobyt na pokładzie lotu nr 103, amerykańskich agentów zajmujących się sprawą zakładników w Bejrucie. Na lot ten spóźnił się też ambasador USA w Libanie John McCarthy. Syria miała być usunięta z kręgu podejrzanych w związku z wojną iracką i procesem pokojowym.

Nie ulega wątpliwości, że od 1982 roku w kontrolowanej przez syryjskie wojska dolinie Beekaa odbywało przeszkolenie wielu członków najróżniejszych organizacji terrorystycznych – od Japońskiej Armii Czerwonej po oramiańską grupę Asala. W Damaszku znajduje się też komitet polityczny Hamasu z Khalem Mashaalem na czele i siedziby innych palestyńskich organizacji sprzeciwiających się procesowi pokojowemu. Władze syryjskie nie darzyły jednak nigdy sympatią Arafata. Minister obrony gen. Mustafa Tlass nazwał go nawet w 2000 roku publicznie „synem 10000 psów i 10 000 k....”. W tym wszystkim nie chodzi jak widać o wsparcie „sprawy palestyńskiej”, lecz jedynie o prowadzenie wojny przeciwko Izraelowi przez pośredników. Wszak Hafez Asad powiedział kiedyś Arafatowi, że „Palestyna to część południowej Syrii”.

Po zamachach z 11 września 2001 roku Syryjczycy zdołali udzielić jednak Amerykanom pomocy wywiadowczej, którą agenci CIA określili jako „dużą”. Dotyczyła ona członków Bractwa Muzułmańskiego będących terrorystami z Al-Qaedy. Współpraca ta została zerwana przez USA w roku 2003. Syria chętnie udzielała informacji o Bractwie, gdyż stanowi ono od lat 60-tych najgroźniejszą siłę walczącą przeciwko partii Baath i wywołało w 1982 roku krwawo stłumione powstanie w mieście Hama. Władze USA traktują je obecnie jako możliwego partnera w przypadku zmiany reżimy w Damaszku.

Tymczasem rząd syryjski miał również bardzo dużo do ukrycia przed Amerykanami. Jak ujawniło jordańskie dochodzenie w sprawie zabójstwa dyplomaty USA Lawrence'a Foleya w Ammanie w 2002 roku, zbrodnia ta została dokonana przez grupę Abu Musaba al-Zarqawiego z syryjską pomocą. Zamach był koordynowany z Damaszku a syryjski wywiad dostarczył broni użytej do zabójstwa. Sędzia Baltazar Garzon, odpowiedzialny za rozbicie hiszpańskiej komórki Al-Qaedy w roku 2001 odkrył korespondencję szefa komórki z syryjskim wywiadem wojskowym. Niemieccy śledczy powiązali natomiast kontrolowaną przez syryjskie służby firmę Tradex z hamburską komórką Al-Qaedy. Tą samą z której wywodzili się sprawcy zamachów z 11 września...

Mimo tego prezydent Bashar Asad w trakcie wywiadu z kuwejcką gazetą Al-Anba w 2003 roku stwierdził, że nie wierzy w istnienie Al-Qaedy. A minister Mustafa Tlass w październiku 2001 roku podczas spotkania z brytyjską delegacją powiedział, że zamachy z 11 września 2001 roku były efektem „żydowskiego spisku” i że Mosad ostrzegł tysiące Żydów, by nie przychodzili do pracy w WTC...

Syria a stabilizacja Iraku

Postępowanie Syrii ma też bezpośredni wpływ na kłopoty ze stabilizacją Iraku. Wspomniałem już w tym eseju o pomocy jakiej Damaszek udzielił Zarqawiemu przy okazji zabójstwa Lawrence'a Foleya. 29 lipca 2003 roku gen. Richard Myers stwierdził, że większość obcych bojowników przedostaje się do Iraku poprzez granicę z Syrią. Co najmniej 80 ze złapanych terrorystów spędziło jakiś czas w obozach szkoleniowych w Syrii. Podczas spotkania pomiędzy generał Ricardo Sanchezem a dowódcą syryjskiej gwardii narodowej generałem Maherem Asadem na posterunku graniczny Al-Kaim, Sanchez przedstawił swojemu rozmówcy syryjskie paszporty znalezione przy zabitych i aresztowanych bojownikach. Ponadto powiedział, że wielu z nich się przyznało do odbycia szkolenia w obozach prowadzonych przez służby specjalne tego kraju.

21 sierpnia 2003 roku izraelski ambasador przy ONZ ogłosił, że ciężarówka użyta przez Zarqawiego do wysadzenia placówki ONZ w Bagdadzie pochodziła z Syrii. We wrześniu Paul Bremer podał dane, z których wynika, że na 248 złapanych obcych bojowników 123 było Syryjczykami. Ponadto większość z nich dostała się do Iraku przez Syrię. Jeden z nich zeznał, że dostał od instruktorów z Damaszku karabin maszynowy, granatnik i 10 granatów.

Włoska służba wywiadowcza DIGOS zdołała skutecznie zinfiltrować jedną z komórek organizacji Ansar al-Islam – dosyć blisko powiązanej z Zarqawim i stanowiącej jednej z głównych kanałów przerzutowych terrorystów i pieniędzy do Iraku. Zdołano nagrać rozmowę telefoniczną jednego z przywódców grupy, w której chwali się on swoimi kontaktami z syryjskim ministrem obrony gen. Mustafą Tlassem. Nazwał on syryjski rząd „prawdziwymi bohaterami” i opowiedział jak władze w Damszku skontaktowały go z przedstawicielami Hamasu i Islamskiego Jihadu.

Mimo tych wszystkich danych, niektórzy jak np. panel ekspertów Bakera-Hamiltona uważają do dzisiaj, że Syria może odegrać pozytywną rolę w Iraku. Prawda jest taka, że Bagdad i Damaszek rywalizują ze sobą od dziesiątków lat. Silny Irak jest sprzeczny z syryjską racją stanu. Tym bardziej Irak demokratyczny. Skoro Syria niszczyła wszelkimi środkami demokratyczny Liban, który nie stanowił dla niej żadnego militarnego zagrożenia, to nietrudno zgadnąć, że będzie się starała zdestabilizować swego wschodniego sąsiada. Ważnym czynnikiem jest tutaj także wspólnota interesów z Iranem.

Czy zaatakowano niewłaściwy kraj?

Przedstawione powyżej fakty świadczą, że Syria stanowiła i stanowi największe zagrożenie dla bliskowschodniego procesu pokojowego. Destabilizowała ona przez lata Liban, Izrael i palestyńskie organizacje. Obecnie stara się ona kreować chaos w Iraku i w Jordanii. Jej nieprzerwane, trwające od dziesięcioleci związki z międzynarodowym terroryzmem są duże większe niż związki z terrorystami reżimu Saddama Husajna. Jest ona sprzymierzona z jednym z głównych sponsorów terroryzmu, rządzonym przez ,,apokaliptycznych szyitów” Iranem. Bez rozwiązania problemu Syrii nie ma mowy o pokoju na Bliskim Wschodzie.


Materiały wykorzystane przy powstawaniu artykułu:

Jean Charles Brisard, „Zarqawi”, Cambridge 2005
Barry Chamish, ,,Secrets of the Golan Heights”, www.rense.com
www.debka.com
Robert „Cobra” Hatem ,,From Israel to Damascus”, http://www.aceviper.net/members/cobra/intro.html
Hubert Kozieł, „Co upiecze Baker?”, psz.pl
Danuta Madeyska, „Liban”, Warszawa 2003
Patric Seale, „Asad of Syria: the struggle for the Middle East”, Berkeley-Los Angeles 1989

Notatka: Europa XXI/ portal spraw zagranicznych

Strona gotowa do druku

Fanatycy i ameba

Autor: wampirski Dodano: poniedziałek, 15 stycznia 2007 - 12:26 953 raz(y) oglądano.
Islam na świecie
Myśl wyrachowana: Jedni chcą ludziom zabić Boga, inni chcą Bogu zabić ludzi




Nie taki Islam straszny, jak Go malują - czyli poprawność polityczna mimo wszystko.

Autor: wampirski Dodano: sobota, 13 stycznia 2007 - 21:02 1039 raz(y) oglądano.
Islam na świecie
Kilka lat temu, podczas 4 miesięcznego pobytu we Włoszech, na Sycylii, miałem okazję zetknąć się z mieszkańcami Maroka. Jednym z nich był Rashid, na pierwszy rzut oka człowiek bardzo miły i sympatyczny, nie mający nic wspólnego z medialnym wizerunkiem na wpół szalonego, islamskiego fundamentalisty, z jakim niejednokrotnie możemy spotkać się w Polsce i Europie. Pewnego wrześniowego dnia przeżyłem swego rodzaju szok, gdy z ust Rashida padły słowa; „Mam dziś święto”, okazało się, że „świętem” była dla niego rocznica zamachu na Światowe Centrum Handlu w Nowym Jorku.





Wiadomości: Szkocja walczy z terroryzmem

Autor: Anonymous Dodano: piątek, 12 stycznia 2007 - 21:02 749 raz(y) oglądano.
Wydarzenia ze świata
Po dwóch godzinach lotu rejsem W6 415 z Warszawy ukazuje się bajkowa kraina – Szkocja. Z Morza Północnego wyrasta pofałdowany teren, który urzeka wyjątkową zielenią. Po piętnastu minutach od przelotu nad Edynburgiem lądujemy w Prestwick koło Glasgow, tuż przy Oceanie Atlantyckim. Z wysokości lotu wydawałoby się, że niezwykła tradycja Szkocji pozostanie nienaruszona wobec jakichkolwiek procesów i wpływów. Okazuje się jednak, że islamscy radykałowie zapuścili w niej korzenie i zagrażają tradycyjnej ludności tej historycznej krainy.




<   12345678910111213141516171819202122232425262728293031324252627282   >

Możesz pobierać nasze niusy, używając pliku backend.php.