Europa 21 - Archiwum :: Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran
_Loading


_LoadMsg1
_LoadMsg2
08-02-2012 - 07:54  
Europa 21 - Archiwum  
 
 

Archiwum wg daty


 < luty, 2012 > 
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829

Informacja

Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj

forum

OSTATNIE POSTY
wyświetl PostaBahaici w Iranie(0)
  kusztar
 dnia 23. Maj o godz. 14:54
wyświetl PostaUpadek Francji - czy...(3)
  1683
 dnia 28. Wrz o godz. 19:14

[Wejdź na Forum]

Online

Obecnie jest 12 gości i 0 użytkowników online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj

Trzecia śmierć Saddama

Autor: foxmulder Dodano: piątek, 12 stycznia 2007 - 11:07 764 raz(y) oglądano.
Wojna z terrorem




Dwa dramaty

Autor: Anonymous Dodano: środa, 10 stycznia 2007 - 07:34 1100 raz(y) oglądano.
Wydarzenia ze świata
W 1986 roku pracowałem jako inżynier mechanik w Algierii w mieśćie Annaba, dawna nazwa Hippona. Kiedyś z żoną postanowiliśmy zwiedzić piękną, nadal czynną bazylikę, w której na poczatku IV wieku nauczał biskup św. Augustyn.



Zderzenie cywilizacji na końcu historii - Ostatni ludzie to my

Autor: redakcja Dodano: wtorek, 09 stycznia 2007 - 03:12 1084 raz(y) oglądano.
Wydarzenia ze świata
Dziennik

Slavoj Zizek, ur. 1949, filozof, publicysta. W latach 80. należał do środowiska zajmującego się rewizją i uwspółcześnieniem marksizmu. W swoich poglądach inspiruje się głównie psychoanalizą Jacques'a Lacana. W Polsce opublikowano m.in. jego "Wzniosły obiekt ideologii" (2001). Wielokrotnie gościł na łamach "Europy" - ostatnio w nrze 36 z 9 września ub.r. zamieściliśmy jego tekst "Pięć lat wojny z terrorem".


Slavoj Zizek zastanawia się nad dzisiejszą kondycją ludzkości. Jego zdaniem mieszkańcy Zachodu przypominają Nietzscheańskich "ostatnich ludzi" - apatycznych, wyzutych z wszelkich autentycznych namiętności i pogrążających się w jałowym hedonizmie. Zachód ma obsesję na punkcie inności, którą jednak jest w stanie zaakceptować tylko pod warunkiem, że upodobni się ona jak najbardziej do niego samego. Frazesom o tolerancji towarzyszy zaostrzanie polityki imigracyjnej, a hasłom "otwartości na innego" - paniczny strach przed wybuchem prawdziwych namiętności. "Innego można tolerować, dopóki jego obecność nie jest nachalna, dopóki inny nie jest naprawdę inny. Tolerancja współwystępuje ze swoim przeciwieństwem: mój obowiązek bycia tolerancyjnym wobec innego w praktyce oznacza, że nie powinienem się do niego za bardzo zbliżać, ingerować w jego przestrzeń".

W opowieści hollywoodzkiej bogate tło historyczne to jedynie dodatek do tego, o czym naprawdę jest film - do podróży inicjacyjnej bohatera lub pary bohaterów. W "Czerwonych" rewolucja październikowa służy za tło dla pojednania kochanków w namiętnym akcie seksualnym. W "Dniu zagłady" gigantyczna fala, która zalewa całe wschodnie wybrzeże USA, jest tłem dla kazirodczego związku córki z ojcem; w "Wojnie światów" inwazja kosmitów daje Tomowi Cruise'owi szansę na odnalezienie się w roli ojca. W "Ludzkich dzieciach" Alfonsa Cuarona jest jednak inaczej - tutaj tło odgrywa główną rolę. W typowym hollywoodzkim filmie fantastycznonaukowym przyszły świat może być pełen nieznanych przedmiotów i wynalazków, ale nawet cyborgi zachowują się dokładnie tak samo jak my, a raczej jak nasi przodkowie w starych hollywoodzkich melodramatach i filmach akcji. W "Ludzkich dzieciach" nie ma nowych gadżetów, Londyn wygląda dokładnie tak samo jak teraz; Cuaron wydobył jedynie jego ukryty potencjał poetycki i społeczny - szarość i rozkład zaśmieconych przedmieść czy wszechobecność wideonadzoru. Film przypomina nam, że ze wszystkich dziwnych rzeczy, które umiemy sobie wyobrazić, najbardziej zwichrowana jest sama rzeczywistość. Hegel zauważył dawno temu, że portret jakiejś osoby jest do niej bardziej podobny niż ona sama. "Ludzkie dzieci" to film SF o naszej teraźniejszości.

Jest rok 2027, rodzaj ludzki stał się bezpłodny - najmłodszy mieszkaniec Ziemi, urodzony przed 18 laty, został właśnie zabity w Buenos Aires. W Wielkiej Brytanii od lat obowiązuje stan wyjątkowy, oddziały antyterrorystyczne ścigają nielegalnych imigrantów, władza państwowa zarządza kurczącą się ludnością, która wegetuje w warunkach jałowego hedonizmu. Czy te dwa elementy, hedonizm plus nowe formy społecznego apartheidu i kontroli opartej na strachu, nie stanowią cech definiujących dzisiejsze społeczeństwa? I w tym miejscu pojawia się przebłysk geniuszu Cuarona, który powiedział w jednym z wywiadów: "Wiele historii o przyszłości mówi o czymś podobnym do Wielkiego Brata, ale uważam, że jest to XX-wieczny pogląd na tyranię. Dzisiejsza tyrania stroi się w nowe przebrania. W XXI wieku tyrania określa się mianem >>demokracji<<". Dlatego władcy świata nie są Orwellowskimi "totalitarnymi" biurokratami w szarych mundurach, lecz światłymi, tryskającymi erudycją demokratycznymi administratorami, każdy ze swoim stylem życia. Kiedy bohater filmu odwiedza dawnego przyjaciela, teraz wysokiego urzędnika państwowego, aby załatwić specjalne zezwolenie dla uchodźcy, wchodzimy do mieszkania, które przypomina loft bogatej homoseksualnej pary z Manhattanu. Ubrany w swobodny sposób urzędnik siedzi za stołem ze swoim kalekim partnerem.

"Ludzkie dzieci" z pewnością nie są filmem o bezpłodności jako problemie biologicznym. Bezpłodność, o jakiej mówi Cuaron, została już dawno zdiagnozowana przez Friedricha Nietzschego, który zauważył, że cywilizacja zachodnia ciąży w stronę "ostatniego człowieka", apatycznej istoty bez większych pasji i zaangażowań: ostatni człowiek nie umie stawiać sobie wielkich celów, jest zmęczony życiem, boi się ryzyka, pragnie tylko wygody i bezpieczeństwa będącego funkcją powszechnej tolerancji. "Nieco trucizny kiedy niekiedy. Od czasu do czasu trochę trucizny: to darzy słodkimi snami. A w końcu dużo trucizny, aby mile zemrzeć umrzeć. (...) Ma się swą przyjemnostkę na dzień i swą przyjemnostkę na czas nocy; lecz zdrowie ceni się nade wszystko. (...) >>Myśmy szczęście wynaleźli<<, mówią ostatni ludzie i mrużą oczy" (przeł. St. Wyrzykowski).

Ostatni Człowiek nie chce, by mu przeszkadzać w snuciu marzeń i dlatego kluczowym słowem w jego mentalnym wszechświecie jest "molestowanie". Na swoim najbardziej podstawowym poziomie termin ten oznacza brutalne fakty gwałtu, pobicia i innych form społecznej przemocy, które oczywiście należy z całą bezwzględnością potępić. W ogólnym uzusie sens tego słowa niepostrzeżenie przesuwa się jednak w stronę potępienia wszelkiej nadmiernej bliskości innego człowieka, z jego pragnieniami, lękami i przyjemnościami.

Tolerancyjną postawę wobec innych, której domaga się dzisiejszy liberalizm, określają dwa wątki: z jednej strony szacunek dla inności i otwartość na nią, z drugiej obsesyjny strach przed molestowaniem. Innego można tolerować, dopóki jego obecność nie jest nachalna, dopóki inny nie jest naprawdę inny. Tolerancja współwystępuje ze swoim przeciwieństwem: mój obowiązek bycia tolerancyjnym wobec innego w praktyce oznacza, że nie powinienem się do niego za bardzo zbliżać, ingerować w jego przestrzeń. Innymi słowy, muszę uszanować jego nietolerancję dla mojej nadmiernej bliskości. Prawo do niebycia molestowanym, tj. do trzymania się na bezpieczną odległość od innych, powoli staje się podstawowym prawem człowieka w naszych społeczeństwach.

reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Mariusz Affek: Problem mniejszości muzułmańskiej na przykładzie Francji i Niemiec

Autor: redakcja Dodano: piątek, 05 stycznia 2007 - 17:01 2343 raz(y) oglądano.
Islam na świecie
Mariusz Affek, konserwatyzm.pl:

Problem mniejszości muzułmańskiej na przykładzie Francji i Niemiec


Zgodnie z opinią zmarłej niedawno Oriany Fallaci, stanowią „państwo w państwie” i spowodują, że już niebawem nasz kontynent stanie się „Eurabią”. O kim mowa? Oczywiście o mniejszości muzułmańskiej w licznych krajach Europy Zachodniej, która staje się coraz bardziej realnym zagrożeniem dla rodowitych Europejczyków, a co dobitnie pokazały chociażby walki uliczne we Francji z jesieni 2005 r.

I jeżeli nawet pewne środowiska islamskie nie są niebezpieczne, to i tak budzą odrazę, lęk czy po prostu zwykłą rezerwę, a zamykając się we własnym kręgu kulturowym powodują, że nie są też podatne na prawie żadne procesy asymilacyjne.

Na ponad 450 mln mieszkańców obecnej Unii Europejskiej aż 15 mln stanowią muzułmanie, co daje ponad 3% ogółu ludności, przy czym szczególnie wysoki odsetek muzułmanów występuje we Francji, gdzie wśród blisko 60 mln obywateli żyje sobie aż 6-milionowa społeczność imigrantów islamskich oraz ich dzieci urodzonych już i wychowanych w tym europejskim kraju. Oficjalnie nikt takich statystyk tam nie prowadzi, ale wiadomo, że główna fala wspomnianych przybyszów pojawiła się w latach 60-tych i 70-tych XX w., kiedy to nad Sekwaną, Loarą i Rodanem wystąpił „boom” gospodarczy, a owi imigranci z byłych kolonii francuskich w Afryce (głównie z Maroka i z Algierii) potraktowali ten fakt jako jedyną w swoim rodzaju szansę na podniesienie własnego poziomu życia. Tymczasem napływ tej ludności okazał się tak wielki, że rynek francuski nie był w stanie dać wszystkim chętnym mieszkanie i zatrudnienie, w rezultacie czego kłopotliwych przybyszów lokowano pospiesznie w betonowych blokowiskach budowanych specjalnie dla nich na przedmieściach wielkich miast. Powstawały tzw. dzielnice „bez duszy” (jak się wyrażał o nich jeszcze w 1990 r. socjalistyczny prezydent Francois Mitterand), tworzone początkowo wokół podupadających fabryk wykorzystujących tanią siłę roboczą, ale z czasem—gdy takie fabryki bankrutowały—to mieszkającej tamże ludności pozostawała już tylko frustracja i zasiłki dla bezrobotnych. Dzieci i wnuki imigrantów otrzymywały wprawdzie francuskie obywatelstwo, lecz co z tego, skoro były zdane wyłącznie na szare życie w szarych blokowiskach, w szarym pejzażu i na przymusową edukację w marnych szkołach, nie dających żadnych perspektyw na przyszłość? Dodajmy przy okazji, że ów kraj „praw człowieka” dawał do niedawna swoje obywatelstwo wszystkim, którzy sobie tego zażyczyli—i to jedynie pod warunkiem, że uznają się oni za Francuzów, wypierając się własnego pochodzenia. Nie przeszkadzało to jednak wcale (i nadal nie przeszkadza) ludności napływowej i jej potomstwu w kultywowaniu wyłącznie własnych tradycji kulturowo-religijnych oraz w jawnym jej odcinaniu się od wszelkich związków z nową ojczyzną. W rezultacie Francja doczekała się najpierw wielkiej fali przestępczości na przedmieściach, potem głośnych zamieszek ulicznych, a obecnie—działalności niejakiego Fara Kemi Seby. Jego organizacja o nazwie „Plemię Ka” została już wprawdzie zdelegalizowana przez władze francuskie, ale nadal rozrasta się liczebnie w szarych blokowiskach wśród ludności murzyńskiej, a przywódca udzielił nawet wywiadu polskiemu Radiu RMF FM, gdzie stwierdził wprost, że naczelnym celem organizacji jest…ograbianie białej ludności Francji w akcie zemsty za lata francuskiej kolonizacji kontynentu afrykańskiego. Program „Plemienia Ka” zawiera także stwierdzenia o rzekomej wyższości…rasy czarnej nad białą oraz zapowiedź wprowadzenia islamu we Francji jako religii powszechnie obowiązującej.

Te groźnie wyglądające wydarzenia i obietnice zmuszają polityków francuskich do rozpaczliwego szukania nowych rozwiązań—zwłaszcza przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi, jednak powoduje to także znaczny wzrost notowań Frontu Narodowego i jego przywódcy Jeana Marii Le Pena. Chce on bowiem zamknąć swój kraj przed następnymi imigrantami i znacznie uprościć procedury umożliwiające wydalanie z Francji szczególnie niebezpiecznych przedstawicieli ludności kolorowej (nawet, jeżeli mają oni francuskie obywatelstwo), ale mimo to Le Pen nadal może liczyć na poparcie niewielkiego tylko ułamka spośród ogólnej liczby merów francuskich miast, a to od nich będzie zależeć formalne zgłoszenie danego kandydata do wyborów prezydenckich. Do takiego stanu rzeczy poważnie przyczynia się wzmożona aktywność ministra spraw wewnętrznych Francji i prawdopodobnego kandydata rządzącej centroprawicy na prezydenta—Nicolasa Sarkozy’ego, który otwarcie wzywa tych imigrantów i tych ich potomków, którym przeszkadza prawo francuskie i zwyczaje panujące w Europie, aby opuścili Francję i powrócili do swoich pierwotnych ojczyzn. Przygotowywane są też regulacje prawne ułatwiające deportację, co oznacza pewną konkurencję dla postulatów zgłaszanych przez Front Narodowy i przez inne partie o charakterze konserwatywno-narodowym.

Wszystkie te zabiegi mogą jednak spełznąć na niczym, jeżeli wybory wygrają socjaliści, którzy odznaczają się symptomatyczną „wrażliwością społeczną” nakazującą rozbudowywać ustawodawstwo socjalne i w ten sposób „opiekować się” najbiedniejszymi warstwami ludności—oczywiście kosztem bogatszych podatników wypracowujących w pocie czoła dochód narodowy. Wtedy taka „opieka” zaowocuje dalszym wzrostem przestępczości i następnymi burdami ulicznymi, ale przecież „prawa człowieka” (także tego z imigracji) to rzecz święta dla polityków takiej orientacji. Widocznie się uważa, że wielu młodym Arabom czy Murzynom uda się powtórzyć sukces życiowy Zinedina Zidana, który poprzez własne zamiłowanie do piłki nożnej dorobił się fortuny i zapewnił dostatni byt swoim dzieciom. Tacy politycy zapominają jednak, że do zrobienia kariery potrzebne są jeszcze dobre szkoły, a nie tylko same zdolności przyniesione w genach (i nie wszystkim zresztą dane).

Wcale nie lepsza sytuacja panuje w Niemczech, gdzie również żyje wielka społeczność muzułmańska—w tym przypadku przeważnie pochodzenia tureckiego lub kurdyjskiego, ale też i bośniackiego. Wystarczy tylko spojrzeć na sznur samochodów z niemiecką rejestracją, z których wysiadają gromady Turków i Kurdów na turecko-bułgarskim przejściu granicznym w Adrianopolu (Edirne), aby odwiedzać w wakacje swoje rodziny pozostawione w Turcji i przekazywać im przy tej okazji pieniądze zarabiane w Niemczech.

W kraju położonym pomiędzy Odrą a Renem wszyscy muzułmanie liczą sobie ok. 3,5 mln ludności, ale to i tak daje 4% na ogólną liczbę mieszkańców Niemiec i—co więcej—czyni islam drugą religią w tym państwie, zaraz po chrześcijaństwie (podzielonym przecież tutaj od czasów reformacji i często nie mówiącym jednym głosem w wielu sprawach). Na szczęście nie doszło tam jeszcze do tak poważnych wystąpień ulicznych, jak we Francji, tylko dlatego, że został rozbudowany przesadnie przez rządzących socjaldemokratów system opieki społecznej, a także dlatego, że środowisko islamskie w Niemczech jest znacznie zróżnicowane pod względem etnicznym, a każda taka grupa etniczna (Turcy, Kurdowie, przybysze z Bośni, Arabowie itp.) posiada własne problemy. Ponadto nastroje wśród samych Turków pracujących i mieszkających w Niemczech próbuje łagodzić organizacja DITIP wspierana przez rząd turecki, a która głosi hasła państwa laickiego—takiego samego, jakim jest obecna Republika Turecka (przynajmniej oficjalnie, w świetle konstytucji). Wszystko to ma na celu oddalenie niebezpieczeństwa radykalizmu islamskiego na terenie Niemiec, jednak na niewiele to się zdaje, skoro właśnie w meczecie w Hamburgu zwerbowano arabskich pilotów, którzy 11 września 2001 r. dokonali zamachów w Nowym Jorku przy pomocy samolotów pasażerskich.

Ponadto szkoły podstawowe w dużych miastach niemieckich są opanowane głównie przez tureckich nastolatków i są siedliskiem gangów oraz miejscem wielu przestępczych porachunków. W samym tylko Stuttgarcie (gdzie Turcy stanowią aż 12% mieszkańców) tureccy młodociani byli w ostatnim roku sprawcami 44,3% wszystkich popełnionych tam przestępstw! Młodzi Turcy atakują często dzieci imigrantów z chrześcijańskich państw Europy Wschodniej (zwłaszcza Niemców rosyjskich) i zazdroszczą im obywatelstwa niemieckiego, które to zostało nadane ich rodzicom czy dziadkom, jeżeli tylko zdołali przedtem udowodnić swoje niemieckie pochodzenie. Cóż z tego, że tacy tureccy bandyci biegle posługują się językiem swojej drugiej ojczyzny, skoro nie mają szans na otrzymanie tamtejszego obywatelstwa? To rodzi zrozumiałe scysje i konflikty pomiędzy uczniami. Do dalszych konfliktów dochodzi w szkołach średnich i na uczelniach niemieckich, gdzie potomkowie tureckich przybyszów stanowią już jednak znikomy ułamek procenta uczących się czy studiujących.

Od początku roku 2006 niektóre landy niemieckie wprowadzają specjalne testy dla tych muzułmanów, którzy starają się o obywatelstwo. Jako pierwsza pomysł ten zaczęła realizować Badenia-Wirtembergia, gdzie testowanym zadawano pytania dotyczące ich stosunku do terroryzmu, do poszczególnych członków rodziny (zwłaszcza córek), do bigamii czy do homoseksualizmu. Przypuszcza się jednak, iż wspomniana ankieta nie może dostarczyć prawdziwych odpowiedzi, albowiem inne badania wykazały, że aż 21% mieszkających w Niemczech muzułmanów nie akceptuje konstytucji RFN z powodu jej niezgodności z prawem koranicznym! W takim stanowisku jest więc ukryta faktyczna pogarda dla niemieckiego porządku prawnego oraz dla zwyczajów europejskich—całkowicie przecież obcych dla przybyszów z państw, gdzie islam dominuje. Między Odrą a Renem narasta też coraz bardziej problem kobiet traktowanych tutaj—zgodnie ze słowami Koranu—jako „istoty podrzędne”. Muzułmanki bowiem aż nazbyt często doświadczają brutalnej przemocy ze strony swojego męskiego partnera, co wynika z islamskiego systemu patriarchalnego w rodzinie, ale z drugiej strony nie mogą też liczyć na praktycznie żadną pomoc ze strony rodzimego społeczeństwa niemieckiego. Stoi ono bowiem z dala od wszelkiego mieszania się w wewnętrzne sprawy innych kultur czy religii, aby tylko nie budzić podejrzeń o rasizm czy o sprzyjanie faszyzmowi. Ta polityczna „poprawność” większości Niemców prowadzi do jeszcze większego zamykania się środowisk islamskich żyjących w ich kraju oraz do stosowania w tych kręgach obcego Europie prawa religijno-zwyczajowego, które sprzyja wielu rodzinnym tragediom.

Wymienione powyżej zjawiska są zresztą charakterystyczne nie tylko dla Niemiec czy Francji, lecz i dla tych wszystkich krajów Europy Zachodniej, gdzie żyje mniejszość muzułmańska. Ze względu na jej dalszą migrację i na wielką rozrodczość może się ona jednak wkrótce stać większością na naszym kontynencie, ale wtedy będzie już za późno na ratowanie europejskiej cywilizacji…

Mariusz Affek





Strona gotowa do druku

Wiadomości Maj 2005: XXI wiek wiekiem islamu, twierdzi szyicki duchowny. Magazyn Chrześcijański CEL, Jesień 2006

Autor: redakcja Dodano: środa, 03 stycznia 2007 - 00:19 1224 raz(y) oglądano.
Wiadomości z Polski i świata
Tekst pochodzi z Magazynu Chrześcijańskiego CEL -> Dowiedz się więcej

XXI wiek wiekiem islamu ...
Z szejkiem Ryszardem Ahmedem Rusnakiem, przewodniczącym Najwyższej Rady Islamskiego Zgromadzenia Ahl-Ul-Bayt , naczelnym imamem Polski, rozmawia Jacek Słaby.

Jacek Słaby:Jaka jest rzeczywista polityka i podejście islamu do innych religii? W Koranie czytamy, że chrześcijaniei Żydzi są tzw. ludami księgi, jak te słowa przekładają się na praktykę?

Ryszard Ahmed Rusnak: Islam jako religia nawołuje do czynów prawych, powstrzymuje zaś człowieka od czynów niegodnych, zakłócających spokojne życie innych ludzi. Nauczanie islamu ma zawsze w perspektywie pomyślność ludzi. Ich prawa należy szanować, uznając, że wszyscy są równi wobec Boga. Słowo boże bowiem głosi: „Zaprawdę Bóg nakazuje sprawiedliwość i dobroczynność” (Sura XVI:90). – Obowiązkiem muzułmanina jest więc czynienie dobra połączone z całkowitym poddaniem się Bogu.

J.S.: Obecnie na Bliskim Wschodzie znów zaognia się konflikt między Izraelem a światem arabskim. Jak Pan, imamie, uważa, czy Polska, a szerzej – Europa – powinna się obawiać tylko nielicznych ekstremistów, czy też ten problem jest znacznie szerszy?
R.A.R.: Polska, podobnie jak cała Europa, powinna obawiać się ekstremistów, ponieważ i ich determinacja, i środki, którymi dysponują, stale rosną. Musimy także pamiętać, że te problemy (m.in. zamachy terrorystyczne) stwarzają właśnie ekstremiści, a nie islam. Należy wyraźnie oddzielić nauczanie islamu od teorii głoszonych przez różne radykalne organizacje.

J.S.: Wiele obietnic pokoju na Bliskim Wschodzie okazywało się pustymi słowami. Na ile można wierzyć zapewnieniom przywódców politycznych i religijnych świata islamu o ich pokojowych zamiarach?
R.A.R.: Nie bez winy są tu media, które przedstawiają wypaczony obraz świata muzułmańskiego. Nagłaśniane są wypowiedzi nietolerancyjnych fundamentalistów o totalitarnych zapędach. Pamiętajmy, że prawdziwy islam to nie fundamentalizm, który staje się nową totalitarną ideologią polityczną. Należy też zwrócić uwagę na fakt, iż działania organizacji ekstremistycznych odrzuca zdecydowana większość wspólnoty muzułmańskiej, o czym można się przekonać, słuchając wygłaszanych przez duchownych i przywódców świata muzułmańskiego oświadczeń potępiających terroryzm jako metodę rozstrzygania sporów. Ich słowa giną jednak w gąszczu informacji przekazywanych przez media.
Fiasko działań pokojowych na Bliskim Wschodzie nie wynika tylko ze złej woli przywódców muzułmańskich, ale z bardziej złożonych problemów politycznych i ekonomicznych tego regionu. Chociaż coraz częściej możemy usłyszeć, że wojna z terroryzmem to również wojna z islamem. Takie myślenie może zaprowadzić nas wszystkich na krawędź katastrofy. Zwróćmy uwagę, że w zamachach dokonywanych przez ekstremistów giną ludzie różnych wyznań, w tym niemało samych muzułmanów.

J.S.: Czy przyczyną ekstremizmu islamskiego jest ciężka sytuacja materialna i brak perspektyw, czy też możemy mówić o jakiejś innej przyczynie?
R.A.R.: Zasadniczym problemem radykalizacji działań i postaw ekstremistów jest neokolonialna polityka USA i jej stronnicze popieranie polityki Izraela, który od dialogu i kompromisu woli siłę militarną jako środek do realizacji własnych celów, zupełnie nie licząc się z opinią międzynarodową. Stanowi to doskonałą pożywkę dla wszelkiego rodzaju ekstremistów. Samej frustracji muzułmanów, jak niektórzy eksperci wyrokują, nie można uznać za główny powód rozkwitu ekstremizmu religijnego. Problem jest bardziej złożony. Niemały wpływ na postawy różnych ugrupowań muzułmańskich, lub raczej odwołujących się w swojej ideologii do islamu, ma sytuacja polityczno-społeczna i ekonomiczna w krajach muzułmańskich i sprawowane tam formy rządów (przeważnie autorytarne).

J.S.: Często można się spotkać ze stwierdzeniem,że islam jest religią agresji, co Pan sądzi o takich opiniach?
R.A.R.: Termin „islam” oznacza m.in. „pokój”, a więc w samej swojej nazwie i doktrynie ta religia propaguje pokój i pokojowe współżycie między ludźmi.
Problemem są jednak wiarygodne interpretacje przepisów religijnych, bowiem nie ma w tej chwili kompetentnych przywódców, którzy by mogli reprezentować islam jako całość [w islamie nie ma odpowiednika instytucjonalnego Kościoła, który by odpowiadał za oficjalną interpretację doktryn religijnych, przyp. red.]. Wykorzystują to organizacje radykalne, dowolnie interpretujące jego zasady. Ekstremizm muzułmański jest przyczyną wielu napięć także wewnątrz świata islamu. Nie przejawia się tylko w stosunkach z przedstawicielami innych religii, których czasem uważa za wrogów. Pojęcie to – zależnie od sytuacji – rozszerza się także na współwyznawców, czasem nie dość „islamskich” jak na ich gust.

J.S.: Jak według Pana i Islamskiego ZgromadzeniaAhl-Ul-Bayt powinna wyglądać polityka Unii Europejskiej wobec świata islamu?
R.A.R.: Tolerancja i pokojowe współistnienie muzułmanów i Europejczyków wymagają zwiększonych wysiłków we wzajemnym zrozumieniu i poszanowaniu odmiennych poglądów. Musimy też bardziej skupić się na tym, co nas łączy, a nie dzieli. Osobiście wierzę, że muzułmanie i chrześcijanie mogą żyć w pokoju. Zresztą, nie ma innej możliwości niż pójście tą drogą. XXI wiek niewątpliwie będzie wiekiem islamu, gdzie wyznanie to stanie się dominującą religią na świecie. Także Polska pod koniec tego wieku będzie krajem prawie muzułmańskim. Niekoniecznie w sensie liczby wyznawców, ale w sensie znaczenia i wpływów islamu na życie Polaków. Jego dynamiczny rozwój w Europie zdaje się potwierdzać te prognozy. Polityka UE wobec świata islamu powinna być nacechowana pragmatyzmem, szacunkiem dla odmiennych wartości oraz otwarta na wszechstronną współpracę. Polska stanie za kilkadziesiąt lat przed takimi problemami, jakie dziś sobie zgotuje.

J.S.: Czym należy tłumaczyć rosnącą popularność islamu wśród społeczeństw zachodniej Europy? Czy w Polsce zainteresowanie islamem wzrosło równie gwałtownie jak we Francji czy Wielkiej Brytanii?
R.A.R.: Islam w Europie systematycznie zwiększa swoje wpływy i znaczenie. Jest religią niezwykle dynamiczną, przyciąga więc coraz większą liczbę, głównie młodych, rdzennych Europejczyków. Ma im wiele do zaoferowania. Przede wszystkim odpowiedź na wiele różnych pytań o charakterze egzystencjalnym, duchowym i społecznym. Czasem zainteresowanie islamem wśród młodych ludzi wynika z pewnego rodzaju mody, chęci wyróżnienia się w środowisku, i nie staje się trwałym elementem ich życia. Również w Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, wielu ludzi przyjmuje islam, powiększając szeregi naszej wspólnoty. To oni, obywatele RP, powinni nieść sztandar islamu ku przyszłości, a nie imigranci, którzy coraz liczniej do nas przybywają i nie potrafią się odnaleźć w polskiej rzeczywistości. Muszą to zrozumieć także nasze władze państwowe i wspierać te działania poprzez szczery dialog i współpracę z przywódcami mniejszości muzułmańskiej. Na razie nikomu na tym nie zależy i to jest bardzo niepokojące.




Strona gotowa do druku

Oblicza islamu - Magazyn Chrześcijański CEL, Zima 2006

Autor: redakcja Dodano: środa, 03 stycznia 2007 - 00:07 1051 raz(y) oglądano.
Islam a chrześcijaństwo
europa, izrael, polityka, turcjaOblicza islamu. Tekst pochodzi z Magazynu Chrześcijańskiego CEL -> Dowiedz się więcej Janusz Szarzec
Oblicza islamu

Pewnie sporym zaskoczeniem dla przeważającej liczby muzułmanów byłaby wiadomość, że nie tylko Biblia, ale i Koran potwierdza prawo Żydów do ich ziemi.

Współczesny konflikt na Bliskim Wschodzie między światem arabskim a państwem Izrael przyjęło się rozpatrywać wielopłaszczyznowo, a jego przyczyn doszukiwać się zarówno w wielkiej polityce, skomplikowanej historii, losie mniejszości etnicznych, jak i sporach terytorialnych. Rządy państw, międzynarodowe organizacje oraz komentatorzy sceny politycznej co rusz prezentują kolejne pomysły na zaprowadzenie pokoju i stabilizację w tym zapalnym regionie świata. Jednak wygląda na to, że niezliczone próby pokojowych mediacji, pielgrzymki zachodnich dyplomacji do bliskowschodnich stolic w poszukiwaniu choćby doraźnych rozwiązań, wreszcie miliardy „zainwestowane” w poprawę warunków życia ludności Autonomii Palestyńskiej w niczym nie zmieniają sytuacji. Nie widać końca spirali agresji, przeciwnie – należy się raczej spodziewać, i to bardziej ze strony arabskiej, inicjowania kolejnych działań zaczepnych. Nic w tym dziwnego, wszak konflikt bliskowschodni nie da się ograniczyć tylko do jego wątków etnicznych i terytorialnych. Choć to teza wysoce niepopularna i dla wielu nie do zaakceptowania, to jednak musimy zrozumieć, że za odwieczną niechęcią muzułmańskich sąsiadów do Żydów i Izraela kryje się także inny oczywisty powód – religia islamu ze swoimi wiekowymi uprzedzeniami i chroniczną nietolerancją innowierczych wyznań.
Dla każdego, nawet postronnego obserwatora aktualnych wydarzeń, staje się oczywiste, że demon antysemityzmu przybiera ostatnio szczególnie często jedno oblicze – islamskie. Przykro to stwierdzić, lecz panuje on zwłaszcza tam, gdzie mieszkają większe populacje ludności muzułmańskiej – od Bliskiego Wschodu przez Europę Zachodnią, nawet po Stany Zjednoczone. Antyżydowskie i antyizraelskie wystąpienia w wydaniu muzułmańskim nie ograniczają się – jak chcieliby to postrzegać znawcy tematu – do kilku ekstremistycznych organizacji i ich niepoczytalnych liderów. Przeciwnie, mamy raczej do czynienia z dalece zaawansowanym etapem propagandy nienawiści rasowej i religijnej. Otwarcie posługują się nią przywódcy państwowi, największe partie polityczne, najbardziej wpływowe środki masowego przekazu i czołowi intelektualiści.
Na oczach świata zakłamuje się historię, między innymi podważając fakt zagłady Żydów podczas II wojny światowej, cytuje się wyjątki z „Mein Kampf” Hitlera, nawołuje do śmiertelnej walki z Żydami i zniszczenia państwa Izrael. Co ciekawe, islamscy przywódcy duchowi czynią tak, powołując się na rzekomo obowiązujące zasady prawa religijnego, według którego Żydzi są odwiecznymi wrogami Allaha, a ich zabijanie jest jego wolą. W większości meczetów na Bliskim Wschodzie (zwłaszcza w Autonomii Palestyńskiej) w środkach masowego przekazu, w edukacji dzieci od najmłodszych lat przypomina się, że Żydzi są wrogami Allaha, islam znajduje się w stanie religijnej wojny z Izraelem (dżihadu), wszystkie porozumienia z Izraelczykami są tymczasowe, a ostatecznym celem muzułmanów jest zniszczenie Izraela i zajęcie całej Palestyny z Jerozolimą jako stolicą włącznie. I wszystko to w imię religii. Niczego nie zmienia tu fakt, że głosi się te hasła głównie po arabsku, zwracając się do religijnych współwyznawców, podczas gdy w języku angielskim (zarezerwowanym dla opinii publicznej Zachodu) pobudki religijne są przemilczane. W takich okolicznościach, nawet jeśli zdecydowana większość muzułmanów chciałaby – jak my wszyscy – żyć w pokoju, to w najlepszym wypadku będzie i tak żywiła w stosunku do Żydów co najmniej bierną niechęć.
A co do islamskich fundamentalistów, których wpływ na współwyznawców, jak się słyszy, podobno jest marginalny, to rzeczywistość, niestety, wygląda inaczej. Zdominowali oni większość organizacji muzułmańskich na świecie do tego stopnia, że umiarkowane głosy praktycznie pozostają niewysłuchane. To właśnie oni kontrolują organizacje młodzieżowe i studenckie, komitety i stowarzyszenia muzułmańskie, meczety, gazety etc. Ich hegemonia w świecie islamu bierze się między innymi stąd, że takie kraje jak Iran, Syria, Arabia Saudyjska i Libia bezpośrednio lub prywatnymi kanałami zasilają finansowo w zasadzie tylko te najbardziej agresywne w retoryce organizacje. Skoro motyw religijny tak często pojawia się w wypowiedziach nie tylko ekstremistów, lecz i bardziej umiarkowanych przywódców muzułmańskich, to dobrze byłoby poznać bliżej genezę islamu i jego rzeczywisty stosunek do pozostałych religii.
Mahomet, zanim obwołał się największym prorokiem jedynego boga Allaha, utrzymywał kontakty zarówno z Żydami, jak i chrześcijanami. To ważne o tyle, że później w swoich wypowiedziach jednych i drugich często klasyfikował razem jako „ludzi księgi” (to znaczy Starego i Nowego Testamentu), którzy mieli być w podobny sposób traktowani przez wyznawców islamu. Boga – Allaha, prorok co prawda utożsamiał z Bogiem Żydów i chrześcijan, z tą wszakże różnicą, że to jego – Mahometa – objawienie miało przewyższać te poprzednie i być ostateczne. Prawdziwy pokój w rozumieniu islamu miał nastąpić dopiero wówczas, gdy wszyscy ludzie zaakceptują objawienie Allaha i poddadzą się jego woli (arabskie słowo muslim oznacza „całkowicie poddany Bogu” – Allahowi).
Główne założenia religii islamu znajdują swoje źródło w jego świętej księdze – Koranie, spisanym już po śmierci proroka Mahometa. Lecz tak jak w początkowej fazie kształtowania się tej religii istniało kilka wersji Koranu, tak do dziś nie ma jednej, ostatecznej wykładni jego treści. Stąd tyle miejsca na dowolność w interpretacjach, co skrzętnie wykorzystują różne skrajne ugrupowania islamskie w zależności od potrzeby chwili.
Sam Koran pełen jest sprzeczności. Z jednej strony treści anielskich objawień proroka nawiązują wyraźnie do dobrze znanych historii i postaci Starego i Nowego Testamentu. Jest to w pełni zrozumiałe i mogło być podyktowane chęcią uwiarygodnienia tekstów Koranu przez odwołanie do Pisma Świętego. Wszak wówczas (w VII wieku) było ono podstawą wyznania wiary ludności zamieszkującej obszary byłego zachodniego Cesarstwa Rzymskiego oraz Bizancjum. Zgodnie z tradycją islamu Koran jest potwierdzeniem Starego i Nowego Testamentu, lecz Mahomet uznawał Torę i Ewangelie tylko o tyle, o ile zgadzały się z jego objawieniem. Koran zawiera także nauczanie w zasadniczy sposób rozbieżne z biblijnym, a w wielu przypadkach całkowicie z nim sprzeczne. Trudno, żeby było inaczej, jeśli z drugiej strony istniała konieczność wykazania odrębności nowej religii i uzasadnienia celowości jej istnienia. I tak np. pojawiają się w surach Koranu obok siebie nawzajem wykluczające się twierdzenia. Obok tez, iż nie ma przymusu w religii, znajdują się nawoływania do zabijania „ludzi księgi” (Żydów i chrześcijan), jeśli ci nie poddadzą się woli Allaha (Sura II). Raz nawołuje się do zachowania pokoju z innowiercami (Sura XXIX), innym razem każe się zwalczać „imamów niewierności” (Sura IX) i nie zawierać przymierzy z Żydami i chrześcijanami (Sura V). Zresztą zgodnie z obowiązującą tradycją bóg i jego Posłaniec (czyt. prorok Mahomet) są wolni od zobowiązań, zwłaszcza czynionych wobec niewiernych, a doktryna muzułmańska dopuszcza możliwość znoszenia lub uchylania jednego wersetu Koranu przez inny, późniejszy (jeśli akurat występuje taka potrzeba). Co do Żydów, z jednej strony są przedstawieni jako szczególny, wyniesiony przez Boga naród, a z drugiej jako przeklęci przez Allaha przestępcy. Chrześcijanie natomiast „nie idą za prawdą”, a dogmat o boskości Chrystusa jest bluźnierstwem dla wyznawcy islamu. I choć każda Sura zaczyna się od inwokacji do Allaha jako miłosiernego i litościwego, to w trakcie dalszej lektury okazuje się, że jest taki tylko w stosunku do tych, którzy mu się podporządkowują.
Nie istnieje możliwość konwersji z islamu na inną religię. Bardzo łatwo można zostać muzułmaninem, ale już próba odejścia wiąże się z tragicznymi konsekwencjami, włącznie z zagrożeniem życia. To swoisty bilet w jedną stronę, o czym świat ostatnio mógł się przekonać na przykładzie pewnego Pakistańczyka, który przeszedł z islamu na chrześcijaństwo. Od kary śmierci uratowały go dopiero interwencje dyplomatyczne prowadzone na najwyższym szczeblu. A i tak uznano go za niepoczytalnego.
Na przestrzeni dziejów islam okazał się swoistą kontrreligią, nastawioną na ekspansję, której ostrze wymierzone było w istniejący porządek. Ze względu na taki charakter i naturę nowej religii, muzułmanie od pierwszych lat jej istnienia uznawali za swój święty obowiązek podporządkować cały świat nauce islamu – nawet drogą przemocy, przez świętą wojnę – dżihad. Koncepcja globalnego dżihadu zasadniczo nie zmieniła się od czasów proroka Mahometa, który osobiście prowadził wiele zaczepnych kampanii militarnych. Ogólnie rzecz biorąc, dzieli ona cały świat na dwa obozy: „ziemię islamu” (Dar Al-Islam, gdzie panuje islamskie prawo) oraz „ziemię wojny/miecza” (Dar Al-Harb), czyli terytoria zamieszkiwane przez niewiernych (nie muzułmanów), które mieczem właśnie, jeśli nie po dobroci, powinny ostatecznie poddać się pod dominację islamu. Współcześni fundamentaliści – fanatycy rozkrzewiania rewolucji islamskiej na świecie – w prostej linii pozostają kontynuatorami tamtej idei. Do tego stopnia przeniknęła ona myślenie wielu Arabów, zwłaszcza szyitów i tych z Palestyny, że w pełni uznają oni terroryzm i akty przemocy za naturalny sposób uprawiania polityki. Podczas gdy jedni używają fizycznej przemocy, by „podbić nowe terytoria”, inni, dzięki niewyczerpanym zasobom finansowym, budowaniu tysięcy meczetów, dynamicznemu propagowaniu kultury i religii islamu, snują plany „pokojowego” podboju Europy w XXI wieku.
Jeśli zaś jakieś ziemie kiedykolwiek dostały się pod panowanie religii proroka, a później zostały utracone na rzecz innowierców, stanowi to śmiertelną zniewagę, upokorzenie dla islamu. Wówczas jedynym sposobem na „odzyskanie twarzy” jest ponowny podbój. Stąd między innymi tak zażarty spór o maleńki półpustynny skrawek ziemi na Bliskim Wschodzie, zamieszkały obecnie przez Żydów, najbardziej znienawidzoną przez muzułman nację. Dlatego na przykład na propagandowych plakatach islamistów w Egipcie, Jordanii, Syrii i Libanie ów maleńki Izrael przedstawiany jest niczym sztylet wbity w żywe ciało otaczających go krajów muzułmańskich. Oczywiste jest, że muzułmanie nigdy w pełni nie zaakceptują istnienia żydowskiej ojczyzny w Palestynie i że chodzi im o odzyskanie całego terytorium współczesnego Izraela i wyparcie stamtąd Żydów. Oto główny powód zaciekłego sprzeciwu krajów arabskich wobec powstania państwa Izrael i masowego powrotu Żydów do ziemi ich ojców.
To nie muzułmanie, a Żydzi od wieków się o nią modlili, o niej zawsze marzyli, ku niej prowadziła ich tęsknota. Do niej wracali z Egiptu, Babilonu czy też ostatnio, w XX wieku, ze wszystkich ziem, do których wcześniej byli rozproszeni. Gdy ziemia ta znajdowała się pod okupacją Rzymu, Bizancjum i najdłużej tam panującego islamu, ucierpiała najbardziej na skutek gospodarki rabunkowej ówczesnych właścicieli. XIX-wieczni pielgrzymi odwiedzający Ziemię Świętą uznawali ją raczej za przeklęte przez Boga, zdewastowane pustkowie.
Sytuacja diametralnie się zmieniła, gdy zaczęli tam napływać pierwsi żydowscy osadnicy. Wykupywali oni ziemię z rąk niezainteresowanych nią Arabów i na nowo ją uprawiali. Dziś – zgodnie ze słowem proroczym – pustynia znowu zaczyna kwitnąć, dzięki jej prawowitym gospodarzom. Nawiasem mówiąc, pewnie sporym zaskoczeniem dla przeważającej liczby muzułmanów byłaby wiadomość, iż sam Koran potwierdza prawo Żydów do ich ziemi (SuraV,20-21; SuraXVII,104 itp.).
Podsumowując – nie da się pojąć w całej złożoności konfliktu wokół Palestyny bez podstawowej historycznej i biblijnej wiedzy, że Żydzi to naród księgi – Biblii, a ziemia izraelska to ich biblijne dziedzictwo – ziemia obiecana. Tak długo jak islam pozostanie nietolerancyjny i nie zechce zaakceptować żadnej innej grupy religijnej na zasadach pełnej równości, trwały pokój na Bliskim Wschodzie nie będzie możliwy.




Strona gotowa do druku

Zawłaszczona Autonomia - Magazyn Chrześcijański CEL, Zima 2006

Autor: redakcja Dodano: środa, 03 stycznia 2007 - 00:02 660 raz(y) oglądano.
Przyjaciele z Izraela
europa, izrael, polityka, turcjaZawłaszczona Autonomia. Tekst pochodzi z Magazynu Chrześcijańskiego CEL -> Dowiedz się więcej

Kiedy świat jest skoncentrowany na przebiegu konfliktu bliskowschodniego, a ludzie obserwują potyczki izraelskich żołnierzy z ich palestyńskimi i libańskimi przeciwnikami, dramat innej grupy pozostaje niezauważony.

Od 1994 r., kiedy na mocy porozumień z Oslo zarządzanie Strefą Gazy i Zachodnim Brzegiem powierzono Autonomii Palestyńskiej, stopniowo pogarsza się sytuacja palestyńskich mniejszości. Kościoły (nieprawosławne), które normalnie funkcjonowały pod zarządem izraelskiej okupacji, teraz przechodzą do podziemia, a ich członkowie spotykają się w tajemnicy. Chrześcijanie są wrzucani do więzień pod byle pretekstem – zwykle jest to „współpraca z Izraelem”, nawet jeśli podejrzany w życiu nie rozmawiał z agentem Mossadu. Stosowane jest domniemanie winy – to osoba aresztowana musi udowadniać, że nigdy nie przekazywała tajnych informacji. Na ulicach bojówki – głównie Fatah – zaprowadziły rządy terroru i bezprawia, w których liczy się tylko brutalna siła.
O swoim życiu pod rządami Autonomii Palestyńskiej opowiadał 31 października w Tel Awiwie brat „Smiley” – prawdziwego imienia i nazwiska nie chciał wyjawić, gdyż, jak sam powiedział, Fatah ścigałby i jego, i jego rodzinę.

P.S.: W jakiej społeczności się wychowałeś?
Smiley: Urodziłem się i wychowałem w tradycyjnej, dość ubogiej rodzinie muzułmańskiej na Zachodnim Brzegu – w społeczności, gdzie poważaniem cieszyli się fanatycy. Dlatego wstąpiłem nawet do organizacji Fatah. Ludzie szanują cię, jeśli wykażesz się agresją wobec Izraelczyków, a nawet wobec innych Palestyńczyków. Byłem zwykłym szeregowcem, nigdy nie awansowałem, a z organizacji wycofałem się, zanim zostałem chrześcijaninem. Nie wytrzymywałem tej atmosfery, ciągłego stanu gotowości, wykorzystywania przez dowództwo, nie miałem chwili spokoju. Fatah chciał, abym bez ustanku rekrutował ludzi. W czasie pierwszej intifady zaproponowano mi kierowanie grupą ludzi, ale to nie było dla mnie. Opuszczenie Fatahu było trudne, musiałem się wykazać silną wolą i zapłacić wysoką cenę za swą decyzję.
P.S.: W jaki sposób można narazić się organizacji?
S.: Na wiele sposobów – na przykład, kiedy jakiemuś członkowi Fatahu spodoba się jakaś kobieta, a ona nie zgodzi się pójść z nim do łóżka lub np. wyjść za niego, to wtedy jej ojciec, brat lub mąż w odwecie może zostać porwany i uwięziony. Wiem o przypadkach gwałtów na Palestynkach dokonanych przez osoby związane z władzami Autonomii. Dla osoby z zachodniego kręgu cywilizacyjnego może się to wydawać nieprawdopodobne, ale przysięgam, że to prawda. Jeśli ktoś nawet pracuje dla Autonomii jako żołnierz czy policjant, a ma piękną córkę, siostrę czy nawet żonę, jego przełożony może zwrócić na nią uwagę. Jeśli kobieta nie spełni zachcianek przełożonego, to jej krewny może nigdy nie awansować lub nie dostać podwyżki.
P.S.: Więc to taki sposób na karierę?
S.: Powtarzam, ludziom z Zachodu wydaje się to nieprawdopodobne. Dziennikarze przyjeżdżają z kamerami i pytają Palestyńczyków, czy mają jakieś problemy. Przed kamerami Palestyńczycy powiedzą, że wszystko idzie jak najlepiej, a jeżeli coś jest nie tak, to jest to wina Izraelczyków. Ale jeśli pójdzie się z nimi do domu, wyłączy kamery, zdobędzie ich zaufanie, to wtedy usłyszy się inną historię – potwierdzą to, co mówię. Znałem kiedyś bardzo ładną i inteligentną dziewczynę, która miała to nieszczęście, że spodobała się członkowi Fatah. Mężczyzna oficjalnie zwrócił się do jej rodziny z prośbą o rękę. Ale dziewczyna odmówiła – jaką przyszłość zapewniłby jej prymitywny fanatyk, który tylko wymachiwał kałasznikowem? Następnego tygodnia ów mężczyzna zjawił się z grupą ludzi – byli zamaskowani – porwali ją, zgwałcili i porzucili. Na sam koniec dziewczyna została jeszcze oskarżona o współpracę z Izraelem. Więc kiedy nazywam niektórych członków Fatahu gangsterami, gwałcicielami i złodziejami, to wiem, o czym mówię.
P.S.: Czy to dlatego Fatah przegrał ostatnie wybory?
S.: Palestyńczycy mieli naprawdę dość takich rządów. Ludzie z Fatah mówią, że chcą pomóc Palestyńczykom, ale tylko dodają cierpień naszemu narodowi. Nie potrafią przewodzić – chcą tylko kontrolować ludzi, używając pieniędzy organizacji humanitarnych i rządów państw zachodnich. Wielu Palestyńczyków przed rządami Fatah ucieka do Izraela. We wcześniejszych wyborach tak naprawdę nie było żadnego wyboru: wszyscy kandydaci byli powiązani z organizacją. Na kogokolwiek się głosowało, głos zawsze szedł na Fatah. Jednak w ostatnich pojawiła się prawdziwa konkurencja w postaci Hamasu. Palestyńczycy powiedzieli dotychczasowym władzom w Autonomii Palestyńskiej: dość! Ludzie z Hamasu są na pewno uczciwsi: nie kradną, nie gwałcą, robią to, co obiecywali. Fatah nie potrafił rządzić. Swoją drogą, to tak naprawdę potrzebne jest stworzenie normalnej partii normalnych ludzi.
P.S.: W jaki sposób Palestyńczycy przyjmują fakt, że członkowie ich rodzin giną w atakach samobójczych?
S.: Rodzice dzieci nie mają wielkiego wyboru – muszą się z tym nie tylko pogodzić, ale i klaskać w dłonie i śpiewać z radości, gdy napatoczy się jakiś reporter. Przed kamerami będą rozdawać cukierki, ale kiedy rozmawia się z nimi na osobności, oczywistym jest, że są pogrążeni w żalu. Jeśli jednak pokażą prawdziwe uczucia, rząd nie zapewni pomocy reszcie ich rodziny, a inne dzieci też trzeba wykarmić. Terroryści do zamachów używają dzieci, ponieważ żołnierze izraelscy nie mogą zabić dziecka-zamachowca – gdyby zostało złapane, a atak samobójczy się nie udał. Dziecka nie można też wsadzić do więzienia, nawet gdy będzie miało broń. Ukaranie go byłoby nielegalne.

P.S.: W jaki sposób znalazłeś się w więzieniu?
S. Przez mój dom przewijało się wiele osób. Ludzie z Autonomii Palestyńskiej w jakiś sposób doszli do wniosku, że to mogą być... szpiedzy z Mossadu i CIA. Kilka razy na przesłuchaniach mówiono mi: „Dlaczego kontaktujesz się z tymi wszystkimi agentami?”. Odpowiadałem, że przecież nie znam żadnych tajemnic, ale tłumaczenia nie pomagały. Władze zdecydowały, że poślą mnie do więzienia i szukały byle jakiego pretekstu, bym się tam znalazł. W końcu mnie porwano.

P.S.: Jak traktowano cię w więzieniu?
S.: Siedem miesięcy spędziłem w izolatce, w podziemiach, w ciemnościach. Torturowano mnie – wieszano za ręce, podtapiano głowę w klozecie, przez dwa tygodnie nie pozwalano mi spać. Oskarżano mnie o współpracę z Izraelem. Ten zarzut jest najczęściej używany przez władze Autonomii najłatwiej się go formułuje, najtrudniej się przed nim obronić.

P.S.: W jaki sposób zostałeś uwolniony?
S.: Izraelczycy nie wiedzieli, że w tym budynku i jego podziemiach jest więzienie. Autonomia Palestyńska chciała, żeby Izrael rzucił tam bombę, zabił nas wszystkich i się skompromitował – z nas zrobiono by męczenników. Później powiedziano by naszym rodzinom: „To Izrael ich zabił”.
Kiedy Izraelczycy najechali na miasto, strażnicy więzienni zostawili nas samych sobie. Udało nam się wydostać z budynku, przeszliśmy przez płot i natknęliśmy się na patrol izraelskich żołnierzy. Części z nas udało się wytłumaczyć, że jesteśmy więźniami. Byłem tak szczęśliwy, że miałem ochotę podejść do czołgu i go ucałować. To był cud – chodziłem na wolności, a jeszcze kilka dni wcześniej Fatah planował nas zabić. Chciałbym tutaj dodać ważną rzecz – nikt nie opiekuje się prześladowanymi przez własny rząd Palestyńczykami. Jeśli jesteś w więzieniu, a twoja rodzina jest w stanie zapłacić za prawnika – to masz szczęście, w przeciwnym wypadku po prostu nikt nie będzie się starał o twoje wyjście na wolność. W więzieniu wszystko trzeba było sobie kupować. Trzeba pamiętać, że wielu Palestyńczyków jest zależnych od rządu i jeżeli nie współpracują z Autonomią Palestyńską, nie mają co liczyć na jakąkolwiek pomoc. Muszą tak się zachowywać, jak im władza zagra. A jeśli nie – to na pomoc można czekać aż do powtórnego przyjścia Jezusa. Dlatego sądzę, że musimy stworzyć organizację, która będzie pomagała zwykłym Palestyńczykom poza kanałami rządowymi.

P.S.: Czy stworzenie takiej organizacji jest możliwe?
S.: To trudne, ale możliwe. Jeśli ludzie mieliby wybór – albo zwrócą się do organizacji, która przez udzielanie pomocy będzie chciała ich kontrolować, albo do ludzi, którzy po prostu chcą im pomóc, to szliby do tych drugich. Ja sam pomagam, ile mogę – ale niestety, nie mogę za wiele.




Strona gotowa do druku

Islamska republika hipokryzji

Autor: redakcja Dodano: poniedziałek, 01 stycznia 2007 - 14:40 1003 raz(y) oglądano.
Islam i demokracja
W centrum Kazwinu, w najmodniejszej knajpce w tym prowincjonalnym irańskim mieście, o ósmej wieczorem jesteśmy jedyną mieszaną parą. Przy pozostałych stolikach siedzą trójki młodych ludzi. On, ona i siostra. Albo ona, on i kuzyn. Dziewczęta sączą bananowy koktajl, chłopcy coca-colę. W stylizowanym na meksykańską tawernę wnętrzu rozlega się najnowszy przebój mieszkającego w Szwecji irańskiego emigranta Aresza - "Dustet doram", czyli "Kocham cię".

Swobodna atmosfera kazwińskiej pizzerii Kaktus nie wskazuje na to, że jesteśmy w kraju, gdzie ścisłe przepisy określają nie tylko, co ludzie mogą jeść i pić, w co się ubierać, ale także, jak i w czyim towarzystwie podróżować, bawić się i chodzić na spacer. Gdzie państwo mówi, kogo lubić, a kogo nienawidzić, zagląda do szafy i do sypialni.

Irańczykom nie wolno: jeść wieprzowiny, pić alkoholu, spotykać się z niespokrewnionymi osobami płci przeciwnej, tańczyć, oglądać zagranicznej telewizji. Gdy ma się pecha i jest się nie tylko Irańczykiem, ale i kobietą, lista zakazów wydłuża się. Nie wolno nieprzyzwoitym strojem lub zachowaniem odciągać myśli mężczyzn od Boga.

Cenzura do oficjalnej dystrybucji dopuściła film, w którym główna bohaterka chodzi po domu szczelnie zakryta, łącznie z chustką na włosach, nawet w poranek po nocy poślubnej, podczas gdy jej mąż, na oczach widzów - i "widzek", bo do kina na szczęście kobiety mogą chodzić - półnagi pluska się pod prysznicem. Władze muszą mieć bardzo niskie zdanie o morale męskiej części populacji, skoro uznały, że przyczyną zgorszenia może być widok włosów czy łydki obcej kobiety albo niebezpieczna bliskość jej ciała na sąsiednim siedzeniu w autobusie miejskim. Kobiety zostały uznane za zdecydowanie bardziej odporne na wdzięki płci przeciwnej. Albo też ich skupienie się na sprawach ostatecznych nie jest tak istotne dla rządzących krajem mułłów.

Mój makijaż mówi o mnie

Wydaje się, że życie wśród tylu zakazów byłoby niemożliwe albo nieznośne. Wielu Irańczyków też doszło do takiego wniosku, i to bardzo szybko. Zanim na dobre zdążyli zastosować się do wszystkich reguł wprowadzonych po rewolucji islamskiej 1979 r., już kombinowali, jak by je zacząć łamać. W ciągu niespełna 30 lat życia w teokracji stali się mistrzami w przestrzeganiu litery zakazów przy jednoczesnej pogardzie dla ich ducha.

Randki zakazane? Proszę bardzo - sztuka randkowania z przyzwoitką kwitnie w najlepsze. To samo dotyczy hidżabu, czyli zasad ubierania się, jak pobożnym muzułmankom przystało. Jego najbardziej ortodoksyjną wersją jest czador - kawał materiału szczelnie okrywający całe ciało. Bardziej wyzwolone kobiety wolą nosić manto - płaszcz i chustkę na głowie. Z każdym rokiem trwania Islamskiej Republiki manta się kurczą. Dziś, szczególnie wieczorami na ulicach większych miast, przypominają czasem obcisłą marynarkę sięgającą najwyżej do pół uda. Można skracać nogawki spodni, dopasowywać manta i zsuwać chustki na tył głowy, lecz znacznie łatwiej skupić się na samej twarzy. Dlatego chyba nigdzie nie widziałam tylu tak wyzywająco umalowanych kobiet jak w Iranie.

Ferdausa, trzydziestokilkuletnia matka trzech prawie pełnoletnich córek, którą poznaliśmy na wycieczce w ruinach zamku Asasynów pod Kazwinem, tłumaczy mi: - Gdybym mogła inaczej zamanifestować swą kobiecość, nie malowałabym się tak mocno. Wy, Europejki, możecie się fajnie ubrać, nam zostaje tylko wyzywający makijaż.

Na dachach roi się od anten satelitarnych, wódka jest znacznie tańsza niż w Polsce i choć pić alkohol wolno tylko mniejszościom religijnym: zoroastrianom i Ormianom, wcale nie tak trudno ją kupić. A muzyka puszczana w autobusach, taksówkach i sklepach w niczym nie przypomina religijnych hymnów.

Wszystko w myśl zasady: im kto bogatszy i bardziej wpływowy, tym więcej mu wolno. Przeżarty korupcją reżim dawno stracił ideologiczne dziewictwo. Za pieniądze można uniknąć kar i zapewnić sobie nietykalność. Tylko zwykli ludzie boją się tajniaków z policji obyczajowej, którzy patrolują ulice miast, pilnując, by chusty nie zsuwały się z głów.

reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Dzieci niechciane

Autor: Anonymous Dodano: niedziela, 31 grudnia 2006 - 17:16 1086 raz(y) oglądano.
Dzieci w islamie
W latach 1986-1990 pracowałem w Algierii. W dni wolne od pracy (czwartki lub piatki) pisałem listy do mojej żony. Zachowało sie ich ok.150 szt. Z tych listów, po 9 wrzesnia 2001 powstała moja książka "Muzułmanie , islam i ja. Wspomniemnia kooperanta z Algierii". Ksiązka jest w druku.



Muzułmańska chusta uwiera Europę

Autor: redakcja Dodano: poniedziałek, 25 grudnia 2006 - 14:44 979 raz(y) oglądano.
Daniel Pipes
Rząd holenderski chce wprowadzić zakaz noszenia strojów, które zakrywają twarz. W ślady Holandii mogą wkrótce pójść kolejne kraje Europy, którym coraz bardziej przeszkadzają okryte chustami muzułmanki

30 listopada 2006 r. Muzułmanki protestujące przed haskim parlamentem przeciw zakazowi noszenia chustHolandia może być pierwszym krajem w Europie, w którym w urzędach, szkołach, autobusach czy na ulicy muzułmanki nie będą mogły chodzić z zasłoniętą twarzą. Decyzję musi jeszcze zatwierdzić wyłoniony właśnie nowy parlament, ale zakaz ma duże szanse, bo holenderska lewica niewiele różni się od prawicy w kwestii integracji imigrantów.

Holandia, Włochy, Szwecja...

To, że Holandia, niegdyś najbardziej tolerancyjna i przyjmująca najwięcej imigrantów w Europie, chce jako pierwsza całkowicie zakazać burek (szata szczelnie okrywająca całe ciało z niewielkim otworem na oczy) i nikabów (chusta okrywająca część tułowia i twarz, też z otworem na oczy), nie jest zaskoczeniem. Od zabójstwa w 2004 r. przez muzułmańskiego fanatyka reżysera Theo van Gogha sondaże pokazują, że Holendrzy tolerujący narkotyki, eutanazję czy małżeństwa homoseksualne mają dość tolerowania odmienności imigrantów. Prawicowy rząd stworzył najostrzejsze prawo imigracyjne w Europie z testami na "holenderskość" dla przybyszów czy surowymi warunkami przyznawania azylu.

Zaskoczeniem są za to najnowsze pomysły zakazu chust w Szwecji i we Włoszech. Włoska lewica zawsze była wyjątkowo tolerancyjna dla muzułmanów i popierała wiele postulatów organizacji islamskich dotyczących uznania np. muzułmańskich świąt. Zakazu burek i nikabów nie ważyła się wprowadzić rządząca przez ostatnie pięć lat prawica Silvia Berlusconiego, choć w koalicji była ksenofobiczna Liga Północna ze słynnym ministrem Roberto Calderolim. Polityk-skandalista na okrągło ubliżał muzułmanom, chciał zakazać wznoszenia meczetów i wzywał Benedykta XVI do ogłoszenia świętej wojny przeciw wyznawcom Allaha.

W tym czasie lewica Romano Prodiego postulowała wręcz, by dać muzułmańskim imigrantom, którzy nie są nawet obywatelami Włoch, pełne prawa wyborcze i do władz lokalnych, i do parlamentu. Dziś o tych pomysłach nie słychać, za to wicepremier Francesco Rutelli z umiarkowanie lewicowej partii o przyjemnej nazwie Stokrotka ogłosił na początku listopada pomysł nowego prawa, które wyraźnie zakaże zasłaniania twarzy w miejscu publicznym.

Rewolucyjne zmiany w traktowaniu muzułmanów szykują się też w tolerancyjnej i postępowej Szwecji. Tam gwiazdą nowego, prawicowego rządu staje się minister ds. integracji Nyamko Sabuni, 37-letnia czarnoskóra piękność. Choć jest muzułmanką, chce zakazać burek, wprowadzić w szkołach obowiązek sprawdzania, czy muzułmańskie uczennice nie zostały aby obrzezane, karać za aranżowanie małżeństw, zabrać dotacje szkołom religijnym i przyjmować do Szwecji tylko imigrantów, którzy najpierw nauczą się szwedzkiego i znajdą pracę.

Takich poglądów nie wyrażał do tej pory w Szwecji nikt. - Szwedzi są spokojnym narodem, zawsze staramy się być grzeczni, by nikogo nie urazić - mówił mi niedawno znajomy szwedzki dziennikarz, gdy pytałem go o reakcję jego rodaków na to, co dzieje się na przedmieściach Malmö czy Sztokholmu. W tych imigranckich enklawach rządzą gangi muzułmanów, wielu mieszkańców nie zna szwedzkiego, autobusy zawiesiły kursy z obawy o bezpieczeństwo kierowców, a karetki pogotowia przyjeżdżają tylko pod eskortą policji.

Europa brunatnieje Dyskusję o chustach ożywiły w Europie dwa miesiące temu słowa Jacka Strawa, czołowego polityka brytyjskiej Partii Pracy, dawniej szefa MSZ, a dziś przewodniczącego Izby Gmin. Straw zwierzył się w artykule napisanym dla lokalnej gazety, że prosi przychodzące do jego biura poselskiego muzułmanki o odkrywanie twarzy.

reszta artykułu



Strona gotowa do druku

<   1234567891011121314151617181920212223242526272829303132334353637383   >

Możesz pobierać nasze niusy, używając pliku backend.php.