Europa 21 - Archiwum :: Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran
_Loading


_LoadMsg1
_LoadMsg2
08-02-2012 - 08:10  
Europa 21 - Archiwum  
 
 

Archiwum wg daty


 < luty, 2012 > 
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829

Informacja

Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj

forum

OSTATNIE POSTY
wyświetl PostaBahaici w Iranie(0)
  kusztar
 dnia 23. Maj o godz. 14:54
wyświetl PostaUpadek Francji - czy...(3)
  1683
 dnia 28. Wrz o godz. 19:14

[Wejdź na Forum]

Online

Obecnie jest 10 gości i 0 użytkowników online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj

**Europejscy barbarzyńcy** czyli jak brutalni najeźdźcy spokojnych Indian zniszczyli

Autor: redakcja Dodano: niedziela, 24 grudnia 2006 - 19:05 974 raz(y) oglądano.
Historia
Samobójstwo cywilizacji
Jedna z największych zagadek w historii ludzkości
Majowie zbudowali wielką cywilizację. Jak to możliwe, że nagle przestała ona istnieć?


WXIX wieku europejscy uczeni ze zdumieniem odkryli, że indiański lud Majów stworzył ponad tysiąc lat temu kulturę, która pod niektórymi względami przewyższała współczesną sobie cywilizację europejską. Kultura Majów przeżywała rozkwit od IV do IX wieku. Potem nadszedł tajemniczy kataklizm. Z czasem ta cywilizacja odrodziła się w zdegenerowanej formie, stopniowo zanikając. Dziś Majowie to zacofany lud żyjący w prymitywnych warunkach.

Grecy Ameryki

Majowie nie stworzyli państwa. Były to luźno powiązane ze sobą miasta, trochę przypominające starożytną Grecję. Dlatego uczeni nazywają czasem Majów Grekami Ameryki. Ich matematyka i astronomia stały na bardzo wysokim poziomie. Wcześniej niż Europejczycy znali liczbę zero, a ich kalendarz był dokładniejszy niż kalendarz gregoriański, wprowadzony w Europie w XVI wieku!

Budowali ogromne piramidy służące celom kultowym. Budowali też kamienne drogi, domy z podziemnymi piecami, łaźnie parowe. Pisali księgi, sporządzali mapy.

Jak dinozaury?

Uczonych od dawna intrygowała pewna prawidłowość. Wszystkie wielkie kultury Ameryki po okresie rozkwitu nagle znikały. Wielkie miasta ze wspaniałymi budowlami porzucano niemal z dnia na dzień. Do dziś uczeni odkrywają w dżungli takie porzucone miasta. Tak było z kulturą Olmeków, ten sam los spotkał Majów. Nagle upadły też dwa wielkie indiańskie imperia: Azteków w Meksyku i Inków w Peru. Długo sądzono, że stało się to za sprawą hiszpańskich konkwistadorów. Zapominano przy tym, że zdobywca Meksyku, Hernán Cortés, miał raptem 500 żołnierzy, a zdobywca Peru, Francisco Pizarro – zaledwie 180. Taką siłą nie da się podbić rozległego państwa liczącego kilka milionów mieszkańców.

Uczeni szukali przyczyn kataklizmów indiańskich kultur. Badano zmiany klimatu, szukano śladów wojen. Na próżno.

Bogowie żądają krwi

W cywilizacjach prekolumbijskich ogromną rolę odgrywała religia głosząca, że świat odradza się przez śmierć, a ludzkie ciało jest pokarmem bogów. Bogowie są wciąż głodni. Jeśli padają deszcze, trzeba ubłagać boga deszczu, który żywi się łzami dzieci. Wtedy składa się w ofierze dzieci. Z kolei bóg słońca, wycieńczony po nocnej wędrówce przez podziemia, łaknie krwi i serc mężnych wojowników.

Aztekowie, których religię znamy dziś najlepiej, składali rocznie w ofierze około 20 tysięcy ludzi. Nie było miesiąca bez krwawej ceremonii. Żeby wyłonić ofiary, organizowano tzw. wojny kwiatowe. Mieszkańcy umawiali się na bitwę na polu kwiatów. Pokonani wojownicy musieli poświęcić się dla dobra innych i zginąć podczas najbliższego obrzędu.


reszta artykułu




Strona gotowa do druku

Święto ofiarowania

Autor: Anonymous Dodano: czwartek, 21 grudnia 2006 - 20:50 1159 raz(y) oglądano.
Sprawy kultu
Opis święta ofiarowanie barana w liście z Algierii do mojej żony



Meczecik na prerii

Autor: foxmulder Dodano: niedziela, 17 grudnia 2006 - 14:34 921 raz(y) oglądano.
Islam i demokracja
Kanadyjska telewizja ma niebawem wyemitować sitcom zatytułowany "Meczecik na prerii". Serial w zabawny sposób ukazuje islam i muzułmanów. Czy wywoła on takie same reakcje w świecie islamskim, co publikacja karykatur Mahometa?




Guy Sorman- Niebezpieczne święta w Nowym Jorku

Autor: foxmulder Dodano: niedziela, 17 grudnia 2006 - 14:29 940 raz(y) oglądano.
Wojna z terrorem




Co upiecze Baker?

Autor: foxmulder Dodano: środa, 13 grudnia 2006 - 13:57 807 raz(y) oglądano.
Wojna z terrorem






Notatka: Tkst ukazał się też na portalu psz.pl

Islamska bomba atomowa

Autor: redakcja Dodano: wtorek, 12 grudnia 2006 - 20:29 1219 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Jeśli Iran zbuduje bombę jądrową, Arabia Saudyjska i Egipt nie zechcą pozostać w tyle. Czy ludzie, którzy dziś usprawiedliwiają zamachowców-samobójców poprą też samobójczy atak nuklearny?


Przez blisko pół wieku niepokoje o atomowy Bliski Wschód dotyczyły Izraela. Arabskim przywódcom nie podobało się, że Izrael jako jedyne państwo w regionie ma broń nuklearną. Wiedzieli jednak, że Izrael, który nigdy nie przyznał się do posiadania broni jądrowej, a użyje jej tylko w ostateczności. Dlatego podczas wojny Jom Kipur w październiku 1973 r. Egipt i Syria nie obawiały się zaatakować Izraela. "Nie użyjemy jako pierwsi w regionie broni jądrowej - przyznawali nieoficjalnie Izraelczycy - ani jako drudzy".

Dziś atomowy układ sił w regionie wygląda inaczej. Gdy w maju tego roku sekretarz generalny Ligi Arabskiej Amr Moussa apelował o "Bliski Wschód bez broni atomowej", nie myślał o Izraelu. Niepokoił go Iran, którego atomowe ambicje stawały się coraz realniejsze.

Antyizraelskie deklaracje prezydenta Mahmuda Ahmadineżada i poparcie Iranu dla Hezbollahu i Hamasu mogą sugerować, że kraje arabskie z zadowoleniem witają irański program nuklearny. Żądanie wymazania syjonistycznego reżimu z mapy świata to stały element retorycznego repertuaru arabskich nacjonalistów. Jednak interesy szyickiego i niearabskiego Iranu nie zawsze pokrywają się z arabskimi. Wejście Iranu do klubu atomowego oznacza co najmniej przegrupowanie sił w Zatoce Perskiej, a może nawet historyczną zmianę układu sił między od dawna zmarginalizowaną mniejszością szyicką a tradycyjnie dominującą większością sunnicką. Wielu sunnickich Arabów boi się, że nadchodzi czas szyitów. Większość szyicka w Iraku domaga się udziału w rządach, o czym nie zapomina szyicka większość w Bahrajnie ani pokaźne mniejszości w Libanie i Arabii Saudyjskiej. Król Jordanii Abdullah ostrzegł przed "szyickim półksiężycem" rozciągającym się od Iranu przez Irak po Liban.

Przywódcy sunnickich Arabów boją się też najwyraźniej, że Irańczycy mogą broni jądrowej naprawdę użyć. Atak nuklearny na Izrael ogarnie cały region. A to niejedyne niebezpieczeństwo - sunnici z Arabii Saudyjskiej boją się, że Iran może uderzyć i w nich. Rzucając wyzwanie USA i Izraelowi, Teheran zyskuje uznanie części sunnitów, jednak bywało, że sunniccy ekstremiści ekskomunikowali jako niewiernych wszystkich szyitów. W Iraku sunniccy bojownicy tropią i zabijają, jak popadnie, szyickich cywili. Szyickie milicje odpłacają im pięknym za nadobne - masakry sunnickich cywili nie należą do rzadkości.

Wzbogacenie tej wybuchowej mieszanki o element nuklearny wywoła wyścig zbrojeń. Jeśli Iran zbuduje bombę, sąsiedzi nie zechcą pozostać w tyle. Korea Północna dysponująca dziś własną bronią jądrową grozi jej rozpowszechnieniem. Na Bliskim Wschodzie znajdzie wielu chętnych nabywców. Księstewka mieszczące, jak Katar, ogromne bazy sił powietrznych USA mogą woleć amerykański parasol ochronny. Jednak Arabia Saudyjska, dla której Iran był zawsze groźnym konkurentem, nie zechce złożyć całego swego nuklearnego bezpieczeństwa w amerykańskie ręce. Kiedy Saudyjczycy wejdą do klubu, Egipt będzie potrzebował broni jądrowej, żeby nie wypaść z gry w regionalnym układzie sił. Rzeczywiście, w zeszłym miesiącu syn i przyszły następca prezydenta Mubaraka Gamal stwierdził publicznie, że Egipt musi zainicjować własny program jądrowy.

Samobójcy i odstraszanie

Perspektywa wielu bomb islamskich nasuwa pytanie o to, jaki muzułmanie - szyici czy sunnici - zrobią z nich użytek. W połowie lat 80., kiedy Pakistan miał się stać pierwszym muzułmańskim mocarstwem nuklearnym, nadal można było uniknąć niezręcznego pytania: czy jest w islamskiej doktrynie i praktyce coś takiego, co sprawia, że dostęp do nuklearnej technologii staje się szczególnie niepokojący? Większość obserwatorów zakładała, że kraje islamskie można zniechęcić do użycia broni jądrowej tak samo jak inne - grożąc zmasowanym odwetem.

Jednak w ostatnim dwudziestoleciu w świecie muzułmańskim nastąpiły głębokie przemiany sposobu pojmowania i stosowania przemocy, w szczególności pojawili się zamachowcy-samobójcy. Samobójcze zamachy nie mieściły się w islamskiej tradycji. Nie stosowano ich podczas zwycięskiego dżihadu Afgańczyków przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Wymyślili je sto lat temu europejscy anarchiści uwiecznieni przez Josepha Conrada w powieści "Tajny agent", jednak narzędziem nowoczesnego terroryzmu stały się dopiero w 1983 r., kiedy szyiccy bojownicy wysadzili w Libanie koszary amerykańskich marines.

Odtąd samobójcze zamachy upowszechniły się zadziwiająco szybko w muzułmańskim świecie. Retoryka męczeństwa i ofiary, nagrania wideo z wyznaniem wiary, technologiczne zabiegi zwiększające siłę rażenia - dziś są dobrze znane każdemu muzułmaninowi. Samobójcze zamachy najpierw wymierzone były przeciw amerykańskim żołnierzom, potem dotknęły Izraelczyków, w tym kobiety i dzieci. Z Libanu i Izraela metoda ta przywędrowała do Iraku, gdzie celem stały się meczety i sanktuaria, a zamierzonymi ofiarami iraccy szyici. Najnowszym poligonem jest Afganistan, gdzie zarówno sprawcami, jak i ofiarami są ortodoksyjni sunnici. Coraz częściej mamy do czynienia z walką muzułmanów przeciw muzułmanom. W ostatnich trzech latach w zamachach samobójczych zginęło, skromnie licząc, ponad trzy razy więcej Irakijczyków niż Izraelczyków przez ostatnie dziesięć lat. Zamach samobójczy stał się archetypem islamskiej przemocy przerażającej nie tylko Zachód, ale i samych muzułmanów.

Zamachy samobójcze mają dla kwestii nuklearnej znaczenie szczególne. Z definicji podważają teorię odstraszania. Ginąc, zamachowiec-samobójca przekazuje komunikat: "Nie powstrzymasz mnie, i tak pragnę umrzeć". Problem jest tym poważniejszy, że samobójca wysadzający się w powietrze na targowisku czy na pogrzebie w Iraku lub Afganistanie pragnie zabić niewinne przypadkowe osoby, w tym braci muzułmanów. Wedle obowiązującej wśród zamachowców ideologii są to mimowolni męczennicy, których śmierć nie jest przez to mniej chwalebna.

Dotąd uciekający się do samobójczych zamachów ograniczali straty cywilne do przypadkowych przechodniów. Jednak logikę poświęcenia innych muzułmanów wbrew ich woli można rozszerzyć na poziom kraju. Jeśli jakiś kraj muzułmański lub islamscy terroryści użyją broni jądrowej przeciw Izraelowi, USA lub innym celom na Zachodzie, jak Londyn czy Madryt, nieunikniony odwet kosztować będzie życie tysięcy, a może milionów muzułmanów. Zgodnie z samobójczą logiką zamachowiec uważać może, że zginą oni na chwałę Pana. Żadne państwo muzułmańskie nie głosi oficjalnie takich poglądów. Ale po 11 września nie możemy już uważać takiej możliwości za mrzonkę.



Reszta artykułu tutaj




Strona gotowa do druku

Krucha przyjaźń Turcji z Europą

Autor: redakcja Dodano: środa, 06 grudnia 2006 - 03:07 1275 raz(y) oglądano.
Członkostwo Turcji w UE
Wygląda na to, że dzisiejsze, mało entuzjastyczne partnerstwo między Turcją i Europą zmierza do nieprzyjemnego rozstania, skłaniając wielu Europejczyków i Amerykanów do zadawania niewygodnych pytań. Czy duży, świecki kraj zamieszkiwany w większości przez muzułmanów spojrzy wówczas na Wschód czy na Zachód?

Jeśli Unia Europejska odwróci się od Turcji, to Zachód będzie wielkim przegranym - ostrzega Mehmed Dulger z rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, przewodniczący komisji spraw zagranicznych w tureckim parlamencie. - Zachód straci ważny most łączący go ze światem islamu w chwili, gdy istnienie takiego mostu jest ważniejsze niż kiedykolwiek.

Poziom wzajemnej podejrzliwości dochodzi powoli do punktu krytycznego. W grudniu na europejskim szczycie przywódcy państw mogą zdecydować o zawieszeniu rozmów z Turcją na temat niektórych problemów, przy jednoczesnej kontynuacji rozmów w innych dziedzinach. Grupa nigdy nie podjęła takiej decyzji, gdy trwał proces rozszerzania Unii do obecnych 25 członków.

Tureccy analitycy polityczni mówią, że odtrącenie wzmocni antyeuropejskie nastroje i stworzy pole do działania dla nacjonalistów islamskich. Niektórzy z nich już dziś pytają czy ich kraj nie powinien powiedzieć "nie" Europie zanim ona powie "nie" Turcji.

- Do niedawna Turcja realizowała politykę proeuropejską, ponieważ opinia publiczna wierzyła, że leży to w narodowym interesie - mówi Soner Cagaptay, dyrektor tureckiego programu badawczego w Instytucie ds. Polityki Bliskowschodniej w Waszyngtonie. - Ponieważ jednak Unia Europejska ciągle podwyższa poprzeczkę dla Turcji, obywatele tureccy zaczynają kwestionować to uznane stwierdzenie.

Europa również zdradza oznaki irytacji. - Wyczerpuje się nasza cierpliwość dla Turcji - mówi Joost Lagendijk, członek holenderskiej Partii Zielonych i współprzewodniczący komisji ds. Turcji w Parlamencie Europejskim. Nie chodzi zresztą tylko o przeprowadzenie w Turcji reform dostosowujących ten kraj do norm europejskich, ale także o ostrożne podejście do przyjęcia ubogiego, w większości muzułmańskiego kraju zamieszkiwanego przez 70 milionów ludzi, którego zaledwie 3% powierzchni uznaje się za geograficzną część Europy.

Komisja Europejska gani Turcję za powolne tempo politycznych reform, opieszałość w otwieraniu portów dla greckojęzycznej części Cypru, a także sposób traktowania mniejszości oraz prawo ograniczające wolność słowa, zgodnie z którym "obraza tureckości" jest przestępstwem.

Olli Ren, fiński komisarz ds. rozszerzenia Unii Europejskiej z uznaniem przyjął sygnały płynące od premiera Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, który zapowiedział, że rozważy możliwość zreformowania tureckich zasad dotyczących wolności słowa. Urzędnicy europejscy uważają jednak, że nieprzejednanie Turcji w kwestii Cypru, który należy do Unii, nie pozostawia im do wyboru wiele, poza częściowym zawieszeniem wstępnych rozmów.

Nawet częściowe fiasko rozmów będzie miało daleko idące konsekwencje. Granicząca z Iranem, Irakiem i Syrią świecka Turcja jest mocnym symbolem współistnienia demokracji, kapitalizmu i islamu. W czasie, gdy Europa stara się zintegrować 12 milionów mieszkających w niej muzułmanów, odrzucenie Turcji da pożywkę tym muzułmanom, którzy twierdzą, że Zachód nigdy ich nie zaakceptuje.

Według niektórych analityków fala krytycznych ocen sprawi, że zniechęcona Turcja skieruje się w stronę Bliskiego Wschodu, Azji Środkowej i Afryki Północnej, które zastąpią jej Europę i Stany Zjednoczone. Z przeprowadzonego w czerwcu przez Pew Research Center sondażu wynika, że tureckie poparcie dla Stanów Zjednoczonych zmalało do 12% w porównaniu do 23% w ubiegłym roku. Poparcie dla Unii Europejskiej spadło do 35%, czyli o połowę w porównaniu z badaniami sprzed dwóch lat.


reszta artykułu




Strona gotowa do druku

Demokracja po turecku

Autor: redakcja Dodano: środa, 06 grudnia 2006 - 03:04 1885 raz(y) oglądano.
Członkostwo Turcji w UE
Nadzieje na wejście Turcji do Unii zaowocowały w tym kraju wieloma działaniami na rzecz demokratyzacji. Dziś jednak nadzieje te wydają się mało realne. Czy zatem Turcję czeka nacjonalizm i fundamentalizm religijny?
Wielkim paradoksem współczesnej Turcji jest to, że ugrupowaniem najbardziej proeuropejskim jest Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). To dzięki tej konserwatywnej partii o korzeniach islamskich Turcja posunęła się najdalej w swej historii na drodze ku demokracji. Czy jednak AKP przekształci się w muzułmańską chadecję, a Turcja stanie się państwem w pełni demokratycznym? Wydaje się to bardzo mało prawdopodobne bez perspektywy członkostwa tego kraju w Unii Europejskiej. To zaś stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Długa droga do demokracji

Po I wojnie światowej Kemal Atatürk zbudował współczesną Turcję na gruzach wieloetnicznego imperium osmańskiego, w którym podstawą identyfikacji dla większości mieszkańców był islam. Celem rewolucji zainicjowanej przez Kemala było stworzenie republiki świeckiej, na wzór krajów zachodnich. Religia i tradycja zostały zepchnięte do sfery prywatnej.

Gwarantem zdobyczy rewolucji stały się armia i wymiar sprawiedliwości. W efekcie Turcja kontynuowała autorytarne metody rządzenia z epoki Osmanów, choć Atatürk radykalnie zerwał z tradycją kalifatu. Po II wojnie światowej wprowadzono system demokratyczny, do dziś jednak Turcja nie jest krajem w pełni demokratycznym. System prawny narzuca zbyt wiele ograniczeń, a armia zachowuje wyjątkową pozycję i wciąż uważa pełną demokrację za zagrożenie dla kemalizmu.

Nie zmienia to faktu, że rewolucja Atatürka bardzo zmieniła Turcję, dzięki czemu różni się ona wyraźnie od państw muzułmańskich w basenie Morza Śródziemnego. Jest krajem demokratycznym (choć nierespektującym niektórych standardów), w którym obowiązuje rozdział religii od państwa, a pozycja kobiet jest wyraźnie lepsza. W świadomości społecznej istotną rolę odgrywa poczucie tożsamości narodowej. Transformacja Turcji nabrała olbrzymiego tempa w ostatnim ćwierćwieczu. Jeszcze na początku lat 70. większość Turków była analfabetami, a do połowy lat 80. mieszkała na wsi. Dziś blisko dwie trzecie żyje w miastach, zaś niemal 90 proc. umie czytać i pisać. Z drugiej strony Turcja wciąż jest krajem dużo biedniejszym i bardziej konserwatywnym niż państwa Europy Zachodniej.

Najważniejszymi przeciwnikami naśladowania Zachodu byli islamiści, którzy na początku lat 70. XX wieku stworzyli pierwsze ugrupowanie polityczne. Ich ideologią stała się koncepcja Milli Görü (Narodowego Spojrzenia), zakładającą wprowadzenia elementów szariatu do prawodawstwa i gospodarki oraz stworzenie unii państw muzułmańskich- antyzachodniej i antyizraelskiej.

W 1995 r. partia Refah (Dobrobyt) wygrała wybory, zdobywając ponad 20 proc. głosów. Jej lider Necmettin Erbakan został premierem. Rządził tylko kilka miesięcy, gdyż na początku 1997 r. armia zmusiła go do dymisji, a Refah został zdelegalizowany.

W 1999 r. partia Fazilet (Cnota) zdobyła 15 proc. głosów. W tym czasie w Fazilet trwał już otwarty konflikt między dwoma frakcjami - tradycjonalistami skupionymi wokół Erbakana i innowatorami, na których czele stanął Recep Tayyip Erdogan, bardzo popularny burmistrz Stambułu. W 1999 r. Erdogan trafił do więzienia za odczytanie dwa lata wcześniej fragmentu poematu ojca tureckiego nacjonalizmu Ziya Gokalpa: "Meczety są naszymi koszarami, kopuły naszymi hełmami, minarety naszymi bagnetami, wierni naszymi żołnierzami". Z czasem Erdogan zrezygnował z głoszenia haseł radykalnych i stanął na czele "innowatorów", którzy uważali, że partia powinna przyjąć bardziej umiarkowany program i otworzyć się na szerszy elektorat. W 1996 r. liczne demonstracje i protesty uświadomiły "innowatorom", że poparcie dla państwa laickiego nie ogranicza się tylko do wąskiej, wyalienowanej elity.

W 2001 r. Fazilet zostaje zdelegalizowany. Erbakan i Erdogan tworzą odrębne ugrupowania. Ten ostatni staje na czele AKP, która przyjęła ideologię Muhazakar Demokrasi (Konserwatywna Demokracja). Zakłada ona rezygnację z wprowadzenia szariatu na rzecz starań o poszerzenie zakresu wolności religijnej, opowiedzenie się za wolnym rynkiem, normalnymi relacjami z Izraelem, sojuszem z USA i członkostwem Turcji w UE, przy jednoczesnej poprawie stosunków ze światem islamu.

W listopadzie 2002 r. w wyborach parlamentarnych AKP zdobyła ponad jedną trzecią głosów (i niemal dwie trzecie miejsc w parlamencie). Dwa lata później w wyborach lokalnych głosuje na nią ponad 40 proc. wyborców. Sondaże wskazują, że wysokie poparcie dla AKP utrzymuje się nadal.

I z Europą, i przeciw Europie

Niemal wszyscy Turcy deklarują się jako muzułmanie - 65 proc. pości w okresie ramadanu, ponad 60 proc. Turczynek nosi chusty. Jednak mniej niż 10 proc. popiera wprowadzenie szariatu. Olbrzymia większość obywateli sprzeciwia się wprowadzeniu opartych na szariacie niekorzystnych dla kobiet praw rozwodowych i spadkowych, a także zakazowi sprzedaży alkoholu.

Ponad dwie trzecie Turków twierdzi, że państwo powinno karać za obrazę uczuć religijnych, ale tylko 45 proc. popiera obowiązkowe lekcje o religii w szkole. Zdaniem 45 proc. Turków kobieta muzułmanka powinna nosić chustę, jednak kobieta nienosząca chusty irytuje tylko 25 proc. obywateli, natomiast niemal 40 proc. Turków irytują kobiety w czarczafach (czarnych strojach).

Złożony konserwatyzm społeczeństwa tureckiego bardzo dobrze obrazuje ich stosunek do kobiet. Olbrzymia większość Turków popiera równość kobiet i mężczyzn wobec prawa, akceptuje kobiety na stanowiskach państwowych, jest gotowa opodatkować się na rzecz rozwoju edukacji dla nich oraz popiera wprowadzenie systemu kwot gwarantującego kobietom reprezentację polityczną. Z drugiej strony dwie trzecie Turków uważa, że jeśli kobieta nie może pogodzić pracy z obowiązkami domowymi, to powinna z niej zrezygnować. Większość sądzi, że kobiety są gorszymi politykami niż mężczyźni. Dziewictwo kobiety uważa się za świętość, a jednocześnie istnieje szerokie przyzwolenie dla przygód seksualnych nieżonatych młodzieńców. Spora mniejszość uważa, że w szkołach i zakładach pracy powinien obowiązywać rozdział płci, uznaje prawo męża do bicia żony oraz popiera kary więzienia i grzywny dla cudzołożników. Niemal 10 proc. twierdzi, że zdrada małżeńska powinna być karana śmiercią.

Podobne ambiwalencje towarzyszą Turkom w poglądach politycznych i cywilizacyjnych. Olbrzymia większość popiera system demokratyczny i prawa człowieka (wolne wybory, wolność słowa i zgromadzeń, zakaz stosowania tortur), ale jest przeciwna prawom kulturalnym dla mniejszości narodowych. Ponad połowa Turków uważa, że wojsko ma prawo krytykować politykę cywilów, jeśli jest ona szkodliwa.

Większość Turków popiera wejście Turcji do UE, a jednocześnie ponad połowa sądzi, że Unia dąży do podziału Turcji. Nawet w okresie najwyższego poparcia dla członkostwa w UE (trzy czwarte społeczeństwa) około 35 proc. Turków uważało, że głównymi partnerami Turcji powinny być kraje muzułmańskie, a jeszcze większa grupa twierdziła, że UE jest klubem chrześcijańskim, w którym nie ma miejsca dla Turcji.

Turcy uważają, że powinni korzystać z ekonomicznych i politycznych doświadczeń Zachodu. Różnie jednak oceniają oddziaływanie kultury zachodniej - prawie 40 proc. obywateli jest zdecydowanie przeciwnych takim wpływom.

Popularność AKP bierze się stąd, że jest to partia konserwatywna, trafiająca ze swym programem do głównego nurtu społeczeństwa, a jednocześnie ciesząca się pewną sympatią bardziej liberalnych wyborców.

AKP - partia wolności

AKP zdecydowanie zintensyfikowała starania Turcji o członkostwo w UE. W latach 2003-04 parlament przegłosował setki ustaw dostosowujących prawodawstwo tureckie do standardów unijnych. Reformy poszerzyły zakres wolności słowa, zgromadzeń, stowarzyszeń i wyznania, wyraźnie poprawiły pozycję prawną kobiety i zapewniły jej ochronę przed przemocą, przyznały prawa kulturalne ludności nietureckiej, wprowadziły zaostrzone kary za stosowanie tortur, ograniczyły kompetencje armii oraz wprowadziły pierwszeństwo prawa międzynarodowego nad krajowym.


reszta artykułu




Strona gotowa do druku

Nauka i filozofia islamska. Jaka? Islamska???

Autor: NeWave Dodano: wtorek, 05 grudnia 2006 - 16:51 1086 raz(y) oglądano.
Historia Islamu
„The American Thinker”
1 grudnia, 2006

Nauka i filozofia islamska. Jaka? Islamska???

Jonathan David Carson

Wiemy, że jesteśmy okłamywani. Czasami jednak nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo jesteśmy okłamywani.

Im bardziej ohydna wydaje się islamska teraźniejszość, tym bardziej opowiada się nam o chwale islamskiej przeszłości. A najbardziej chwalebną z wszelkich chwał islamu, najbardziej oświeconym z wszelkich jego oświeceń są “islamska nauka” i “islamska filozofia” z okresu „Złotego Wieku [islamu]”.

Cóż więc mówi islamskie prawo o tejże nauce i tejże filozofii? Według “Reliance of the Traveller: The Classic Manual of Islamic Sacred Law” [Oparcie dla podróżnika: klasyczny podręcznik świętego prawa islamu] autorstwa Ahmada ibn Naqiba al-Misriego (zm. 1368), stanowią one niezgodną z prawem, poważną obrazę islamu, formę apostazji. Apologeci islamu na Zachodzie chwalą się „islamską nauką” i „islamską filozofią”, które są przez ich wspólników w świecie islamu potępione.

“Reliance of the Traveller” podaje następujące rodzaje “niedozwolonej” wiedzy:

(1) czarnoksięstwo

(2) filozofia

(3) magia

(4) astrologia

(5) nauki materialistów

(6) oraz wszystko co sprzyja powstawaniu wątpliwości




Jak wygląda współczesny Iran?

Autor: redakcja Dodano: piątek, 01 grudnia 2006 - 03:28 1197 raz(y) oglądano.
Wydarzenia ze świata
Kobiety okutane w czarne czadory i odseparowane od mężczyzn, tłumy wykrzykujące śmierć Ameryce i wznoszące modły do Allacha. Czy tak wygląda współczesny Iran? Bynajmniej.

Do Iranu warto wybrać się autobusem ze Stambułu. Ponad 40 godzin jazdy do Teheranu, 3 tysiące kilometrów i pierwszy kontakt z Irańczykami, którzy stanowią większość pasażerów. Przekraczając granicę turecko-irańską w Bazargan – Dogubeyazyt znajdujemy się w otoczeniu surowego krajobrazu górskiego, w którym wyróżnia się ośnieżony szczyt biblijnej góry Ararat i towarzyszący jej czarny kształt małego Araratu. Mimo środku lata tu wysoko nad poziomem morza panuje chłód. Granica, brodaci strażnicy i pustkowie. Wreszcie druga strona – irański Azerbejdżan. I znów góry, góry, góry. Oraz trzy wielkie portrety: ajatollaha Alego Chamenei, ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego i ówczesnego prezydenta Iranu hodżatoleslama Mohamada Chatamiego.

„Dirty people” – mówi mi współpasażer, młody Irańczyk z Tebryzu. Dwudobowa podróż autobusem Stambuł-Teheran to ciekawe doświadczenie. Niemal wszyscy pasażerowie na tej trasie to Irańczycy, a pojedynczy turyści z Europy mogą być pewni, że w czasie całej podróży spotkają się z ogromną życzliwością, gościnnością i zainteresowaniem. W autobusie panuje wesoła, całkiem frywolna atmosfera. Nikt nie pyta czy siedząca koło mężczyzny kobieta jest jego krewną, ani też dlaczego nie zakrywa włosów hidżabem. Chusty na głowach kobiet pojawiają się dopiero po opuszczeniu ostatniego przystanku przed granicą. Nikt też nie wznosi modłów, ani w autobusie ani w czasie licznych przystanków po drodze. Podróżni wolą raczej spędzać ten czas gawędząc, pijąc herbatę, dzieląc się uwielbianymi przez Irańczyków słodyczami oraz … krytykując rządzący reżim ajatollahów. Napotkani Irańczycy różnią się poglądami politycznymi ale jedno ich łączy – artykułowana bez najmniejszych oporów, głośna i zdecydowana krytyka rządzącego reżimu, Najwyższego Przywódcy, braku swobód obyczajowych oraz wszechobecnej korupcji i pauperyzacji narodu. – Nic nam nie mogą zrobić, przecież oni wiedza co naród o nich myśli – mówi Ali, wracający z Turcji do rodzinnego Tebryzu. Rzeczywiście, rozmawiając z ludźmi w Iranie widać wyraźnie, że gdyby reżim chciał pozamykać wszystkich Irańczyków, którzy krytykują władze to niewielu pozostałoby na wolności. Zamykają więc i mordują tylko tych, którzy postulują zmiany ustrojowe i ujawniają zbrodnie władz.

Wódeczka pod Teheranem

Na północ od Teheranu rozciągają się malownicze pasma gór Alborzu. Właściwie to Teheran wznosi się na górskich zboczach, rozpościerając się na poziomie od 1200 do 1700 metrów nad poziomem morza i wspinając się coraz wyżej i wyżej w miarę tego jak mieszkańców zaczynało gwałtownie przybywać. Podczas gdy 100 lat temu w irańskiej stolicy mieszkało zaledwie 250 tysięcy osób to obecnie w całej aglomeracji teherańskiej mieszka już 14 milionów ludzi. I są to przeważnie młodzi ludzie. Dlatego miasto tętni życiem: w górach i w „podziemiu”.

Góry są ulubionym miejscem wypoczynku Teherańczyków. W weekendy (tzn. czwartkowe i piątkowe wieczory) ścieżki Darbandu i Welendżaku (skąd rusza kolejka linowa na górę Toczal), niegdysiejszych okolicznych wiosek wchłoniętych przez rozrastający się Teheran, wypełniają się biwakującymi teherańskimi rodzinami, straganami ze słodyczami i przede wszystkim młodymi Irańczykami, którzy w mieszanym płciowo gronie, tu w górach, czują się znacznie bardziej swobodnie. W góry nie zapuszczają się bowiem patrole Basidżu, paramilitarnej formacji ochotniczej, pilnującej między innymi „obyczajności” na irańskich plażach czy ulicach, a złożonej w większości z ubogich i niewykształconych przybyszów z prowincji, dla których taka służba jest szansą na dorobienie sobie zarówno oficjalnie (pensje finansują instytucje religijne) jak i nieoficjalnie tj. z łapówek ściąganych od bogatszej młodzieży irańskiej przyłapanej na piciu alkoholu, randkach itp.

W górach wiele można. W zatłoczonych okolicach Darbandu czy przy stacjach kolejki linowej islamskie zakazy są jeszcze przestrzegane, choć im wyżej, tym widać coraz swobodniejsze zachowania. W okolicy znajdują się też liczne knajpki, w których można odpocząć pijąc herbatę i paląc chaljun (fajkę wodną). Niektóre „ogródki” wznoszą się na skalnych stokach wysoko, na kilkunastu nawet poziomach, gdzie można się zaszyć i robić rzeczy nie koniecznie dozwolone przez islam.

Na przykład pić wódkę. Jest piątek, świąteczny dzień w islamie, gdy pobożny muzułmanin powinien modlić się w meczecie, na szlakach górskich prowadzących jeszcze wyżej można natknąć się na liczne pikniki, często suto zakrapiane alkoholem. Wraz ze znajomymi z bogatszego, inteligenckiego, północnego Teheranu postanawiamy pójść na jeden z okolicznych szczytów – Chin Kalagh.. Wracając napotykamy biwak sąsiadów naszych irańskich przyjaciół, którzy po krótkiej wymianie zdań na temat Grzegorza Laty czy Zbigniewa Bońka zapraszają nas do swojego grona. Nie ma krzty przesady w stwierdzeniu, że piłka nożna jest narodowym sportem Irańczyków. Piłkarze są idolami nie tylko młodzieży i nie tylko mężczyzn, choć kobiety mają zakaz wstępu na stadiony, a mecze stają się często okazją do antyrządowych wystąpień.

Reszta artykułu tutaj




Strona gotowa do druku

<   11112131415161718192021222324252627282930313233344454647484   >

Możesz pobierać nasze niusy, używając pliku backend.php.