|
08-02-2012 - 07:53
|
||||||
![]() |
||||||
Menu główneInformacja
Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj
forum
Online
Obecnie jest 12 gości i 0 użytkowników online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj |
Mit o islamskim wkładzie do cywilizacjiAutor: NeWave Dodano: czwartek, 09 listopada 2006 - 00:26
2914 raz(y) oglądano.
Mit o islamskim wkładzie do cywilizacji
Dr Alamgir Hussain (pochodzący z Bangladeszu ateista, były muzułmanin) (pisuje dla islam-watch) 11 kwietnia 2005 Wstęp Począwszy od chwili tragicznych wydarzeń 11 września 2001 roku, kiedy to 19 muzułmańskich terrorystów samobójców rozbiło samoloty o wieże World Trade Centre w Nowym Jorku oraz Kwaterę Główną Pentagonu, zabijając przy tym ponad 3000 niewinnych ludzi, religię islamu zaczęto poddawać głębokim analizom. Opublikowano szereg książek, w których krytycznie przeanalizowano doktrynę islamu, a w drukowanych mediach oraz w internecie codziennie ukazuje sie mnóstwo artykułów i opracowań krytykujących islam. Dla muzułmanów stanowi to novum. W samej rzeczy, pomimo faktu, że islam jest w oczywisty sposób religią pełną obskurantyzmu, przez długi okres czasu udawało mu się unikać należnej mu porcji krytyki. Przykładowo: w bibliotekach i środkach masowego przekazu już od dawna można znaleźć setki książek i opracowań krytycznych w stosunku do chrześcijaństwa, czy hinduizmu, podczas gdy prawie że nie ma takich materiałów dotyczących islamu, jako, że te parę tytułów, które zostały opublikowane zostały zakazane. W istocie, wszelka próba krytykowania islamu była uciszana poprzez “łajdacką sprawiedliwość” islamu, znaną pod nazwą „fatwa”, tak jak to przydarzyło się Salmanowi Rushdie, autorowi “Szatańskich Wersetów”. W rękach krytyków islamu tragiczne wydarzenia 11 września (2001) zadziałały jednak jak katalizator, który ich krytycznemu stosunkowi do islamu nadał nową siłę. Do krytyków tych należą umiarkowani muzułmanie, byli muzułmanie oraz niewierni – nie-muzułmanie. W miarę jak islam jest coraz częściej przedstawiany jako pełna obskurantyzmu i przemocy religia, która promuje okrucieństwo, zbrojną agresję, łamanie praw człowieka, oraz przeszkadza w postępie i modernizacji, apologeci islamu –nazywani “umiarkowanymi muzułmanami” – próbują desperacko bronić islamu jako religii pokoju, postępu i współczesności. W swojej desperacji ci muzułmańscy apologeci często wygłaszają niewiarygodne wprost twierdzenia wskazujące na wkład islamu do cywilizacji jako na dowód postępowości ich religii. I tak np. pochodzaca z Bangladeszu muzułmańska apologetka, profesor college’u w Nowym Jorku, wygłosiła na internetowym forum nastepującą opinię: "Porównywanie politycznej ideologii bangladeskiej partii Jamaat-e-Islami z islamem jest wielką obrazą dla tej wielkiej religii, której wkład stanowi lwią część dorobku naszej cywilizacji." [http://groups.yahoo.com/group/banglarnari/message/1259]. Jej twierdzenie jakoby islam wyprodukował lwią część dorobku naszej cywilizacji nie zostało poparte żadnym dowodem, ani przykładem. Kiedy poproszono ją o dowód uzasadniający jej twierdzenie, odpowiedzią była cisza. Niniejsze opracowanie stanowi krytyczną analizę wkładu islamu do cywilizacji światowej. Z powodu złożoności całego problemu i aby umożliwić porównanie omówione zostaną również dość starannie wkłady innych religii, a mianowicie chrześcijaństwa i judaizmu. Cały artykuł: 'Mit o islamskim wkładzie do cywilizacji' (42081 B więcej)
Demokracja i wolnosc a Arabowie i muzułmanieAutor: shapur Dodano: wtorek, 07 listopada 2006 - 15:46
1376 raz(y) oglądano.
Często można spotkać się z opinią, iż demokracja to ustrój „Zachodu” a narzucanie innym krajom demokracji to westernizacja, nie liczenie się z odmiennością kulturowa, wreszcie amerykański imperializm. Tymczasem patrząc na ostatnie ratingi państw Freedom House dot. wolności na świecie widać, że problem z demokracją mają pewne wyspy totalitaryzmu i jeden krąg kulturowy – państwa islamskie a w szczególności arabskie. Gwoli wyjaśnienia – FH ocenia osobno wolności polityczne i swobody obywatelskie dając pkty od 1 do 7 gdzie 1 to całkowicie wolny a 7 całkowicie zniewolony; państwa ze średnią 1-2,5 oceniane sa jako wolne; 3-5 jako częściowo wolne i 5,5 – 7 jako zniewolone.
Podzielmy świat na następujące grupy państw aby przyrzec się przez ten pryzmat wolności na świecie: Europa i Ameryka Płn. bez krajów latynoamerykańskich ale razem z 3 państwami kaukaskimi, natomiast bez Turcji (uważam że Gruzji i Armenii bliżej do Europy niż Turcji, ale w takim układzie niejako z musu musiałem uwzględnić też Azerbejdżan); Australia i Oceania; Ameryka Łacińska bez Karaibów; Karaiby; kraje arabskie; Afryka subsaharyjska i Azja. A potem zobaczmy jak to wygląda przez pryzmat następujących organizacji międzynarodowych: CARICOM; Organizacja Państw Konferencji Islamskiej; Liga Arabska; Rada Praw Człowieka ONZ. Europa i Ameryka Płn. oraz Kaukaz 39 państw jest uważanych za wolne, przy czym żadne z nich nie jest państwem zdominowanym lub nawet ze znaczącą mniejszością muzułmańska. 6 państw europejskich jest częściowo wolnych, w tym Albania, Macedonia i Bośnia (czyli państwa ze znaczącą liczbą muzułmanów) i 3 zniewolone (Białoruś, Rosja i Azerbejdżan). Najgorszą ocenę (6,5) ma Białoruś. A zatem 81,25 % to państwa wolne; 12,5 % częściowo wolna a 6,25 % zniewolone. Australia i Oceania 10 państw wolnych, 4 częściowo wolne (wszystko małe wyspy Oceanii) – najniższa ocena Tonga (4); brak w tej liczbie państw muzułmańskich. 71,5 % wolne i 28,5 % częściowo wolne. Ameryka Łacińska bez Karaibów 10 państw wolnych i 9 częściowo wolnych, brak państw islamskich, najniższa ocena – Gwatemala i Wenezuela (4) - a więc lider antyamerykanizmu i przyjaciel islamistów; a więc 52,6 % wolnych i 47, 4 częściowo wolnych Karaiby 12 państw wolnych i zaledwie 2 zniewolone: Haiti (6,5) oraz Kuba (7) a więc 85,7 % wolnych i 14,3 % zniewolonych. Kraje arabskie: 0 (czyt. Zero) państw wolnych; 7 państw częściowo wolnych (plus Autonomia Palestyńska) i 11 zniewolonych. Aż 4 państwa mają ocenę 7 – Libia, Sudan, Syria i Arabia Saudyjska. Ogółem państw zniewolonych jest 45 na świecie a więc kraje arabskie to ¼ z nich; krajów o ratingu 7 jest 6 z czego 4 to państwa arabskie (pozostałe to Birma i Kuba). Najwyższą spośród państw arabskich ocenę (4,5) dostały 4 państwa: Jordania, Maroko, Kuwejt i Liban. A więc 61 % to państwa zniewolone z czego ponad 1/5 to najgorsze tyranie, 39 % to państwa częściowo wolne i 0 % to państwa wolne. To jedyna grupa o takich proporcjach. Afryka subsaharyjska 10 państw wolnych (z czego 2 zdominowane przez muzułmanów – Mali (2) i Senegal (2,5)); 22 częściowo wolne (w tej liczbie 9 państw z większością lub ze znaczną liczbą muzułmanów) oraz 13 państw zniewolonych z czego 5 państw muzułmańskich lub z dużą mniejszością muzułmańską. Najwyższą ocenę (1) ma Zielony Przylądek, a najniższą (5,5) – Togo, Rwanda i Angola oraz Somalia i Erytrea (2 ostatnie z dużą liczbą lub większością muzułmańską). A zatem 22,22 % to państwa wolne, a 48,88 % to państwa częściowo wolne, tylko 28,9 % tzn. nawet nie 1/3. Jeżeli odliczyć państwa muzułmańskie i o znacznej liczbie muzułmanów to proporcje byłyby korzystniejsze – odpowiednio: 34,5 %/44,8 %/20,7 %. Azja 7 państw jest wolnych (z czego 1 muzułmańskie tj. Indonezja (2,5)), a 10 częściowo wolnych (z tego 5 muzułmańskich), wreszcie 16 zniewolonych z tego 8 muzułmańskich. Czyli wolnych i częściowo wolnych jest więcej niż zniewolonych, jeżeli natomiast odejmiemy państwa muzułmańskie to znów proporcje są lepsze. Najlepszą ocenę (1) ma Tajwan a najgorszą (7) Birma. CARICOM Organizacja państw karaibskich zrzesza 14 suwerennych państw jako pełnych członków, spośród których 12 to państwa wolne (5 ma najwyższą ocenę), 1 jest częściowo wolne i jedno zniewolone (Haiti). Organizacja Państw Konferencji Islamskiej 5 jest wolnych tj. Mali, Senegal, Benin, Indonezja i Surinam, przy czym 2 z tych państw mają tylko niezbyt wielką mniejszość muzułmańską (Benin i Surinam) a najlepszą ocenę mają Mali i Surinam i jest to 2. 25 państw to państwa częściowo wolne, a 26 (a więc najwięcej) – zniewolone (aż 6 państw – a więc więcej niż państw wolnych – ma ocenę 7). Mimo to warto podkreślić, że tu chociaż są państwa wolne, brak natomiast takich wśród państw arabskich. Liga Arabska 12 państw zniewolonych i 9 (plus Autonomia Palestyńska) częściowo wolnych. Wnioski nasuwają się same. P.S. W Radzie Praw Człowieka ONZ na 47 członków 25 to państwa wolne z czego jednak 16 to państwa Europy, Ameryki Płn. Płd. lub Karaibów. Zniewolonych jest 9 (z czego 3 arabskie), częściowo wolnych jest 13. Duchy mułły Omara - Polacy w AfganistanieAutor: Anonymous Dodano: wtorek, 07 listopada 2006 - 11:43
1053 raz(y) oglądano.
<big>Duchy mułły Omara</big>
Tygodnik "Wprost", Nr 1247 (05 listopada 2006) Niedostępne góry, zamachowcy samobójcy i zdalnie sterowane bomby - to wszystko czeka Polaków w Afganistanie Grzegorz Sadowski z Brukseli, Kabulu i bazy NATO w Dolinie Panczsziru Cały artykuł: 'Duchy mułły Omara - Polacy w Afganistanie' (10098 B więcej)
Platformy walki z islamizmem - chrześcijaństwo, liberalizm, rasizm.Autor: shapur Dodano: czwartek, 02 listopada 2006 - 10:16
1706 raz(y) oglądano.
Wielkim problemem, wręcz garbem ruchu obrony Europy przed zagrożeniami ze strony islamu, są różnej maści rasiści. Środowiska lewicowo-pacyfistyczne i orientalistyczno-arabistyczne, które realizując misję V kolumny islamu w Europie, próbują rehabilitować skompromitowaną politykę multi-kulti, otwartej imigracji i apeasementu wobec islamistów poprzez kompromitowanie swoich adwersarzy przypinaniem łatki rasistów. Temu służyć miało i de facto służy całkowicie puste i nic nieznaczące określenie „islamofobia”, które jest po prostu inwektywa służącą do deprecjonowania i stygmatyzowania adwersarzy przez osoby nie mające pojęcia o islamie, ale zabierające się do walki z „przesadami o islamie”. Niestety – rasiści, którzy nie są wytworem fantazji lewicy, lecz nieliczna ale głośną grupa psychopatów, przypinając się do ruchu obrony Europy przed zagrożeniami ze strony islamu, są de facto sojusznikami tropicieli islamofobii. Lewicowi sojusznicy islamistów z lubością powołują się na cytaty typu „Arab to brudas”, napaści na imigrantów dokonywane przez skinów czy nazistowskie sympatie działaczy niektórych skrajnie prawicowych ugrupowań antyimigracyjnych by odwracać kota do góry ogonem i udowadniać, że problemem w Europie jest nie islam ale islamofobia, która jest synonimem rasizmu. Rasizm jest jednak problemem, nie tyle realnym problemem Europy, gdyż to zjawisko marginalne, lecz realnym problemem tych, którzy walczą z fundamentalizmem islamskim. Dlatego w interesie tego ruchu obrony cywilizacji europejskiej przed islamem jest zwalczanie wszelkich form rasizmu.
To co nazwałem „ruchem obrony Europy przed zagrożeniem islamskim” nie jest oczywiście jakimś sformalizowanym ruchem, jednym nurtem opartym na jakieś wspólnocie ideologicznej. Faktycznie są trzy płaszczyzny, na których ta reakcja jest oparta: chrześcijańska, liberalna i rasistowska. Zrozumienie różnic i podobieństw w podejściach tych płaszczyzn pozwoli na wyeliminowanie trzeciej i sojusz dwóch pierwszych, co jest konieczne dla skuteczności tych działań. Liberalna i chrześcijańska wizja Europy i koncepcja wolności różnią się ale nie w takim stopniu jak różni się cywilizacja europejska od cywilizacji opartej na prawie szariatu. Niestety, często można się spotkać z tendencjami wśród polityków czy publicystów chrześcijańskiej prawicy czy wreszcie wśród dostojników Kościoła Katolickiego do niezrozumiałego poszukiwania wspólnoty wartości chrześcijaństwa i islamu oraz sprowadzaniem problemów z islamem do problemów swobód religijnych chrześcijan w państwach muzułmańskich. Taką postawę niedawno zaprezentowano w programie Jana Pospieszalskiego w TVP, gdzie padły stwierdzenia, iż islam i chrześcijaństwo bronią tych samych wartości i drobną różnicą są inne metody obrony tych wartości. Chłosta za picie alkoholu, kamienowanie za sex pozamałżeński czy wieszanie na dźwigach budowlanych nastoletnich homoseksualistów to coś co dla p. Pospieszalskiego jest poza sferą zainteresowania, to coś co jest zupełnie nieistotne, to coś co jest drobną różnica metodologiczną w obronie wspólnych wartości chrześcijańsko-islamskich. Taka percepcja jest nie do zaakceptowania. Nurt chrześcijański często podkreśla, iż atrakcyjność islamu (jeżeli chodzi o konwersje), radykalizm środowisk islamistycznych i słabość Europy w przeciwstawianiu się zagrożeniom islamistycznym wynika z kryzysu wartości i odejścia Europy od chrześcijańskich korzeni. To prawda, lecz tylko częściowa. Protagoniści takiego poglądu czasem dodają też, iż jedyną szansą przetrwania cywilizacji europejskiej jest jej rechrystianzacja. Niektórzy jednak idą dalej i kreślą dość szokującą wizję tejże rechrystianizacji. O ile bowiem rechrystianizacja Europy ma polegać na szerzeniu wartości pozytywnych, pogłębianiu religijności, promowaniu obrony godności jednostki ludzkiej i jej wolności to taka idea jest z gruntu słuszna. Gdy jednak głos zabierają paleokonserwatyści, dla których pierwszym krokiem rechrystianizacji powinno być odrzucenie wszystkiego co wiąże się z demokracją liberalną i spuścizna filozoficzną Oświecenia to taki pogląd staje się groźny i faktycznie jest propozycją zastąpienia jednego systemu religijno-normatywnego innym niewiele się od niego różniącym (i nie będącym „chrześcijaństwem” lecz co najwyżej „chrześcijanizmem” lub „chrześcijaństwem politycznym”). Demokracja liberalna nie jest sprzeczna z chrześcijaństwem i to jej należy bronić a nie ją niszczyć, odrzucenie demokracji liberalnej powoduje, iż cała walka z islamizmem traci swój wolnościowy sens. Oczywiście zrozumieć to powinni również liberałowie, którzy z równą wściekłością często atakują chrześcijaństwo, z szydzenia z religii tworzą wartość samą w sobie i zwalczają jakiekolwiek odniesienie do chrześcijańskich korzeni Europy. Reakcje na wykład Benedykta XVI w Ratyzbonie z jednej strony i na karykatury Mahometa z drugiej odzwierciedlają tą bezsensowną oziębłość o ile nie wrogość obu grup i destrukcyjną niezdolność do obrony wspólnych wartości. Problemem z jakim mieliśmy do czynienia przy okazji publikacji karykatur nie była kwestia prawa do szydzenia z religii. Co prawda niektóre środowiska lewicowe uzurpują sobie takie prawo, a środowiska muzułmańskie i niektóre prawicowo-chrześcijańskie próbowały sprowadzić ten problem do szydzenia z religii, lecz nie o to w tym wszystkim chodziło. Nawet jeżeli karykatury te otarły się o szydzenie z jakiejkolwiek z religii, co moim zdaniem jest niedopuszczalne, to reakcja środowisk muzułmańskich była znacznie bardziej niedopuszczalna. To tak jak z ową cudzołożnicą, której ukamienowanie dla p. Pospieszalskiego nie jest problemem godnym uwagi. Nie wszystko co jest złe zasługuje na reakcję która jest znacznie gorsza. A może by tak dziecko które ukradnie cukierka wbijać na pal? Wszak kradzież cukierka też nie jest dobra. Niestety wiele środowisk chrześcijańskich nie zauważyło tu obrony wolności słowa i godności człowieka, lecz wpadło w paranoję obrony religii przed wyszydzaniem. Przeprosiny polskich władz czy wypowiedzi Marka Jurka w tej sprawie były skandaliczne i katastrofalne. Z drugiej strony wiele środowisk liberalnych nie wsparło papieża po jego wypowiedziach w Ratyzbonie uznając to za przejaw „wojującego chrześcijaństwa”, gwoli uczciwości warto jednak podkreślić, iż reakcje muzułmańskie w tym zakresie oburzyły wiele osób bez względu na ich światopogląd, czego nie można było powiedzieć przy okazji obrony duńskiej gazety, od której generalnie obóz prawicy chrześcijańskiej się odciął. Europoseł PiS vs antyeuropejskie brednie Wojciecha SadurskiegoAutor: redakcja Dodano: poniedziałek, 30 października 2006 - 01:00
1279 raz(y) oglądano.
Co począć z islamskimi fanatykamiKonrad Szymański Muzułmańscy radykałowie nie zamierzają prowadzić żadnego dialogu z Europą. Dlatego naszą odpowiedzią na islamizm musi być umocnienie chrześcijańskich korzeni Starego Kontynentu. Polemika z tekstem Wojciecha Sadurskiego "Benedykt XVI przeprasza, krzyżowcy idą na wojnę", "Gazeta" 16 października Po wystąpieniu Benedykta XVI w Ratyzbonie świat muzułmański ogarnęła histeria, która była elementem wojny psychologicznej, jaką radykalni muzułmanie prowadzą przeciw Zachodowi. Mieszkańcy Zachodu odetchnęli jednak z ulgą, gdy papież przyjął ambasadorów krajów muzułmańskich w Castel Gandolfo i wypowiedział niemal sakramentalne słowo "dialog". Uff, papież jednak nie chce prowadzić nas na wojnę, na której niechybnie byśmy zginęli. Wielu komentatorów - wśród których znalazł się też prof. Wojciech Sadurski - podkreśla, że Benedykt XVI "przeprosił" muzułmanów i wycofał się ze swej "gafy", która jednak zepchnęła jego pontyfikat na tory zgoła odmienne od tych, po których kroczył jego poprzednik Jan Paweł II. Otóż żadnej papieskiej gafy nie było. Było natomiast celowe nadużycie cytatu przez radykalnych islamistów. Wbrew opinii prof. Sadurskiego papież w swoim wykładzie ratyzbońskim dystansował się od tonu cytowanej wypowiedzi bizantyjskiego cesarza Manuela II. Mówił, że cesarz "zwraca się w sposób zaskakująco szorstki do swojego współrozmówcy". Po zakończeniu cytatu raz jeszcze zwrócił uwagę na "tak mocne słowa". Nie było też żadnych papieskich "przeprosin". Było jedynie ubolewanie dotyczące sposobu odczytania wypowiedzianych słów. Tekst wykładu jest aktualnie opatrzony autorskimi przypisami i łatwo to sprawdzić. Przy cytacie z Manuela II czytamy: "Cytat ten w świecie muzułmańskim przyjęty został, niestety, jako wyraz mojego osobistego stanowiska, budząc tym samym zrozumiałe oburzenie. Spodziewam się, że czytelnik mego tekstu zdoła natychmiast zrozumieć, że zdanie to nie wyraża mojej osobistej oceny Koranu, który darzę szacunkiem należnym świętej księdze wielkiej religii. Cytując tekst cesarza Manuela II, chciałem jedynie uwypuklić istotną relację między wiarą a rozumem. W tym punkcie zgadzam się z Manuelem II, nie podzielając jednak jego krytyki". Nie to jednak jest najważniejsze w artykule prof. Sadurskiego. Autor chce nam wmówić, że mimo narastającej konfrontacji ze strony radykalnego islamu relacje pomiędzy Zachodem a islamem wciąż można opisywać magicznym słowem "dialog". Tymczasem słowo to od dawna już nie opisuje całości owych relacji. Bynajmniej nie z naszej winy. Gdzie tu miejsce na dialog? Dialog ze światem islamu jest potrzebny, ale możliwości jego prowadzenia są bardzo ograniczone. Ci bowiem muzułmanie, którzy przystępują do dialogu, nie reprezentują całego, niezwykle zróżnicowanego islamu. Natomiast ci, którzy niedawno podgrzewali nastroje na ulicach arabskich miast, z pewnością nie czują się reprezentowani przy stole rozmów i nie chcą żadnego dialogu. Ocenia się, że ok. 15 proc. muzułmanów sympatyzuje z radykalnym, terrorystycznym nurtem tej religii. Sądzę, że wpływy oświeconych i liberalnych muzułmanów są dużo mniejsze. Tak zatem przygniatająca większość świata islamu toleruje dziś radykalizm i przyzwala na niego. "Łagodny islam" istnieje jedynie w naiwnych złudzeniach Zachodu. Łatwiej bowiem usłyszeć o nim w telewizji, niż zobaczyć go na własne oczy. O potencjale umiarkowanego islamu wiele mówią reakcje przedstawicieli Turcji na wykład papieża. Premier Recep Erdogan zażądał odwołania wypowiedzi. Ali Bardakoglu, szef urzędu ds. wyznań, zarzucił papieżowi arogancję, wrogość wobec islamu i nienawiść. Wielki mufty Turcji wezwał do aresztowania papieża w trakcie jego pielgrzymki do Turcji. Turcja, nasz domniemany pomost do świata islamu - co z uporem powtarzają zwolennicy wejścia tego kraju do Unii Europejskiej - jest podobno rządzona przez liderów modernizacji w świecie islamu. Mimo to, zamiast powstrzymywać, kokietuje ona skrajne odłamy opinii muzułmańskiej. Pierwszym zadaniem "łagodnego islamu" powinno być rugowanie z własnej wspólnoty odłamów radykalnych i czysto zbrodniczych, zagrażających reputacji tej religii. Niewiele o tym słychać. Dużo częściej natomiast można usłyszeć długą listę uzasadnień i usprawiedliwień dla działalności zbrodniarzy powołujących się na islam. I tak śmierci tysięcy cywili w Europie i USA winni są bogaci Europejczycy, imperialna Ameryka, napięcia Północ - Południe, Izrael - ale nigdy fanatyczni zamachowcy. Tych ostatnich nie można zbyt pochopnie oskarżać, lecz trzeba "zważyć ich racje". W tej aberracji przoduje laicka i liberalna lewica, która - mam wrażenie - żywi instynktowną sympatię do wszystkiego, co jest opozycyjne wobec chrześcijaństwa i Zachodu. „Jeśli chodzi o światową opinię publiczną - pisał francuski filozof André Glucksmann po 11 września - to była jak zwykle podzielona i bez znużenia wyrażała uczucia co najmniej mieszane. Dobra połowa mieszkańców ziemi przyjęła bez zastrzeżeń ideę immanentnej sprawiedliwości, oświadczając, że ofiara jest winna nieszczęść, które na nią spadły. Nienawiść i zazdrość przesądziły. Swoją »arogancją «, »bogactwem « i rzekomą »wszechpotęgą « Amerykanie posiali wiatr i teraz zbierają burzę. Zaproszono »biednych « całej planety do kontemplowania nieszczęścia »bogatych «. Bankierom z Zatoki Perskiej przypisano troskę o los uciskanych, ben Ladenowi - wysoko wzniesiony sztandar wydziedziczonych” („Dostojewski na Manhattanie”). Absurdalne żądanie przeprosin od Benedykta XVI za wypowiedź w Ratyzbonie nie miało żadnego związku z tym, co papież powiedział. Było jedynie kolejnym, wcale nieostatnim pretekstem do podgrzania nastrojów w świecie islamu. Jest to część strategii agresorów, kryminalistów i podpalaczy, którzy prezentują się w todze skrzywdzonych ofiar. Inną jej częścią jest ahistoryczne porównywanie działań terrorystów do wypraw krzyżowych. Wszyscy jakby zapominają, że krzyżowcy prowadzili regularną, zgodną z ówczesnymi zasadami wojnę. Można różnie oceniać jej motywy, ale nie można jej przypisać moralnego przyzwolenia na skrytobójstwo, które od XI wieku jest domeną islamskiej tradycji assasynów - matki wszystkich terroryzmów. Inna odpowiedź Trzeba zawsze szukać zrozumienia i tłumaczyć swoje racje. Ale trzeba też pamiętać, że radykalny islam żadnego dialogu i porozumienia nigdy nie chciał. Trzeba zatem jednocześnie szukać innej odpowiedzi na tę drugą, brzydką, ale nie mniej prawdziwą twarz islamu. W krótkoterminowej perspektywie trzeba przywrócić poczucie solidarności Zachodu. Jego brak ułatwia rozgrywanie naszych wzajemnych sporów, jak to miało miejsce w 2004 r. podczas haniebnych wyborów w Hiszpanii, wygranych przez al Kaidę. Po ostatnim kryzysie większość przywódców Zachodu milczała, udając, że to nie ich problem - w obronie papieża odezwała się tylko kanclerz Angela Merkel. Miłym zaskoczeniem był głos szefa Komisji Europejskiej José Manuela Barrosa, który to słusznie wytknął. W średniej perspektywie Europa musi przemyśleć swoją politykę imigracyjną, azylową i humanitarną. Dziś 70 proc. imigracji do Europy stanowią muzułmanie. Coraz większa ich część wspiera islamski radykalizm w wersji dużo ostrzejszej niż w ich rodzinnej Algierii czy Syrii. We Francji i w Niemczech żądają, by wyłączyć ich wspólnoty spod części obowiązującego w tych krajach prawa rodzinnego i karnego. W islamie upatrują lekarstwa na problemy związane z bezrobociem. Sytuacji nie poprawia prawo humanitarne, które uniemożliwia państwom europejskim deportowanie kogokolwiek do kraju, gdzie grozi kara śmierci, tortury czy nieludzkie traktowanie. Pomijam tu fakt, że to ostatnie pojęcie jest niezwykle pojemne i że często chodzi o ludzi, którzy są szczerymi zwolennikami nieludzkiego traktowania. Najważniejszym problemem jest to, że z ochrony przed deportacją korzystają osoby, na których w krajach ich pochodzenia ciążą poważne zarzuty prokuratorskie lub wyroki, lub też takie, które są uznawane za niebezpieczne przez nasze wywiady. Nie możemy zakładać, że procesy tych osób każdorazowo były sfingowane. Europa powinna więc albo zrezygnować z kategorycznego zakazu odsyłania, albo stworzyć takie ramy współpracy prawnej z krajami islamskimi, które pozwolą osadzać te osoby w naszych więzieniach. W przeciwnym razie Europa stanie się humanitarnym rajem dla najgorszym kryminalistów. Tak powinna wyglądać nasza oferta dla tej części islamu, która dialogu nie chce. Takie właśnie było tło programu działań nadzwyczajnych prowadzonych przez CIA m.in. w Europie w ramach walki z terroryzmem. Jednak to w najdalszym planie, wykraczającym daleko poza politykę, leży odpowiedź na coraz częściej pojawiające się pytanie: czy Europa przetrwa tę konfrontację? Umocnienie republiki Islamiści mają pełne prawo wcielać w życie swe przekonania, także w Europie. Jednak sfera publiczna nie może być zorganizowana na dwa różne sposoby równocześnie. Muzułmanie, nie uznając podziału na sferę publiczną i prywatną, nie akceptują lojalności wobec państw nieislamskich, które udzieliły im azylu, ani też obowiązku przestrzegania prawa obowiązującego w tych państwach. Nie uznają też granic religii, która ich zdaniem powinna przenikać wszystkie sfery, włącznie z państwową, podporządkowując je woli imamów (nauczycieli). Tu tkwi różnica, która w zasadniczy sposób dzieli islam od cywilizacji zachodniej. Jeśli zatem chcemy, by wspaniała Europa trwała dalej, to czas najwyższy na jej umocnienie. Nie umocni jej liberalna krytyka sugerująca, że wystarczy usunąć ze sfery publicznej odniesienia chrześcijańskie, by stała się ona dostatecznie pojemna dla nas i dla islamistów. Wręcz przeciwnie - republikański, demokratyczny, a także liberalny etos Europy nie przetrwa bez wzmocnienia przedpolitycznej tożsamości naszego kontynentu, którą wyraża tradycja chrześcijańska. Zachód musi odpowiedzieć sobie nie tylko na pytanie, czego nie chce, ale także na pytanie: kim jest i kim chce być w warstwie kulturowej i cywilizacyjnej. Z powodu chorobliwych uprzedzeń wobec chrześcijaństwa brakuje nam silnej tożsamości i dlatego jesteśmy bezradni. Kaganiec tolerancji i wielokulturowości, dławiący dyskurs wspólnotowy na prawicy, dziś stał się wyjątkowo groźny - uniemożliwia bowiem dyskusję na temat islamu w Europie. Lewicy - wiemy to dobrze w Polsce - wszystko kojarzy się z rasizmem, ksenofobią, wojną religijną itp. Upominanie się o prawa chrześcijan w świecie islamu, nawet przebrane w modny kostium obrony praw mniejszości, jest uważane za temat gorący i niebezpieczny. To dlatego w Europie nie sporządza się raportu o wolności religijnej na wzór tego, jaki corocznie przygotowuje się w USA. Absurdalny opór wobec uznania tradycji chrześcijańskiej w projekcie traktatu konstytucyjnego, igranie z prawami tradycyjnej rodziny, a dziś milczenie przywódców europejskich po agresji na Benedykta XVI nie wróży niczego dobrego. Brytyjski filozof Roger Scruton tak kończył swą książkę "Zachód i cała reszta": "Działania przeciwko fanatykowi religijnemu wymagają jednak dysponowania wiarygodną alternatywą dla absolutów, którymi mami on swoich zwolenników. Musimy nie tylko w coś wierzyć, ale również pomyśleć, jak zastosować nasze przekonania w praktyce". *Konrad Szymański - dolnośląski poseł PiS do Parlamentu Europejskiego, członek komisji spraw zagranicznych Opublikowano za zgodą autora Notatka: Europa XXI poleca i zaprasza do odwiedzin witryny internetowej pana Konrada Szymańskiego - Ci którzy oddali swój głos na niego nie muszą się wstydzić. Brawo panie Konradzie - na takich przedstawicieli Polski w Europarlamencie liczymy.
http://www.konradszymanski.pl/ Iran - co dalej z reżimem w Teheranie.Autor: redakcja Dodano: niedziela, 29 października 2006 - 11:37
1623 raz(y) oglądano.
Artur Domosławski: Czy islam jest dziś zdominowany przez politycznych radykałów i religijnych fundamentalistów? Abbas Milani: Jesteśmy świadkami dwóch kolidujących ze sobą zjawisk. Z jednej strony - renesansu islamu, który jest czymś w rodzaju wewnątrzislamskiej reformacji, z drugiej - kontrreformacji. Świat Zachodu dostrzega tylko to drugie zjawisko - narastający fundamentalizm, bo on jest agresywny i politycznie niebezpieczny. Tymczasem nie mniej ważne są ruchy reformistyczne próbujące godzić islam z nowoczesnością. Oba zjawiska mają to samo źródło - kryzys islamu, może największy w jego historii. Świat islamski zdaje sobie sprawę, że musi pogodzić się z nowoczesnością albo znaleźć projekt alternatywny. Fundamentaliści twierdzą: "Nie mamy nic wspólnego z nowoczesnością, odrzućmy ją, wróćmy do szariatu". Po drugiej stronie są ludzie o różnych biografiach i nastawieniach politycznych, od liberałów po socjalistów, którzy mówią: "Jeśli mamy przetrwać jako społeczeństwa, jeśli islam ma przetrwać, musimy znaleźć sposób na pogodzenie religii z nowoczesnością". Niestety, po tej stronie nie ma sił społecznych zjednoczonych tak, jak zjednoczeni są fundamentaliści. Nieszczęściem reformatorów jest doświadczenie historyczne świata islamu. W minionym stuleciu kraje islamskie próbowały rozmaitych projektów ustrojowych - różnego typu socjalizmów, faszyzmów, nacjonalizmów - i wszystkie poniosły porażkę. Nie próbowały jeszcze demokracji - z wyjątkiem Turcji - ale nawet tam demokracja wciąż pozostaje w cieniu wojskowego autorytaryzmu. Na ruinach tych porażek wyrósł islamski fundamentalizm. A nie na ruinach autorytarnych prób modernizacji z poparciem Zachodu? - Bez wątpienia jednym z głównych źródeł odrodzenia się fundamentalizmu jest klęska autorytarnego modelu modernizacji w stylu zachodnim. Najlepszym tego przykładem był Iran pod rządami szacha i Egipt pod rządami Anwara Sadata. Szach nie był w stanie zrozumieć, że jeśli chce się modernizować społeczeństwo, trzeba też modernizować struktury polityczne, że demokracja jest nierozerwalną częścią tego procesu. Iran jest kluczowy dla zrozumienia, skąd się wzięło odrodzenie współczesnego fundamentalizmu. W jednym z nagrań Osama ben Laden mówi, że wszedł do polityki po tym, jak zobaczył upadek szacha. Jeśli można było obalić szacha, to można obalić każdego. Rewolucja irańska była wzorem dla ben Ladena? Mimo że zrobili ją szyici, których ben Laden - wahabicki sunnita - uważa za odszczepieńców? - To paradoks, ale właśnie tak. Drugim źródłem odrodzenia fundamentalizmu była inwazja ZSRR na Afganistan. Dziś wiemy z dokumentów Biura Politycznego KC KPZR, że ta inwazja była ściśle związana z rewolucją w Iranie. Moskwa obawiała się, że skoro po rewolucji Chomeiniego Amerykanie stracili swą bazę w Iranie, to będą jej szukać w innym miejscu. Jedynym takim miejscem był Afganistan. Inwazję radziecką trzeba więc widzieć jako ruch uprzedzający. Dżihadyści narodzili się właśnie tam - jako obrońcy Afganistanu przed radzieckim najazdem. Dlaczego zaatakowali Amerykę 11 września 2001 r.? Czy z powodu tego, czym Ameryka jest - jak twierdzi prezydent Bush? Czy raczej za to, co Ameryka robi - jak sądzą krytycy amerykańskiej hegemonii? - Z obu powodów, choć położył bym akcent na polityce. Opozycja wobec Zachodu w świecie islamskim niejedno ma imię. Istnieją uprawnione urazy i pretensje za czasy kolonializmu - w Egipcie do Brytyjczyków, w Algierii do Francuzów, w Iranie do Rosjan i Amerykanów. Dopiero na tym tle można zrozumieć niechęć do świeckiej demokracji. Zdaniem wielu fundamentalistów świecka demokracja została zaprojektowana po to, żeby zniszczyć islam. Doskonale to widać w pismach Chomeiniego. To stanowisko pozbawione podstaw, szkodliwe i antydemokratyczne, ale nie wzięło się znikąd. Czy porównania radykalnego islamu politycznego do totalitarnych ideologii XX wieku - nazizmu i komunizmu - mają sens? - To kompletne niezrozumienie historii! Bolszewicy - pomimo wszystkiego, co stało się później - w 1917 r. znajdowali się po właściwie stronie dziejów. W owym czasie nieśli ideę demokracji, a nie gułagu. Ideę chleba i wolności dla wszystkich, samostanowienia narodów. Domagali się równości, której pragnęły miliony ludzi w Europie. Po rewolucji bolszewickiej wybuchły inne - w Niemczech, na Węgrzech, zaczęły rodzić się ruchy rewolucyjne we Francji, Włoszech. Nawet w USA był to okres największej popularności idei socjalistycznych w całej historii tego kraju. Czy islamski fundamentalizm ma dziś podobne poparcie na świecie? Fundamentaliści wygrywają, bo Zachód nie zdołał wymyślić takiej polityki, która umacniałaby umiarkowane i reformistyczne ruchy wewnątrz islamu. Przykładów porażek Zachodu mamy aż nadto - Afganistan, Irak, niekończąca się walka Palestyńczyków o własne państwo. Wszystkie te wydarzenia sprawiły, że fundamentaliści zdominowali dyskurs w świecie islamskim, sama "narracja" wydarzeń im sprzyja. Większość ludzi w społeczeństwach islamu chce żyć zgodnie z religią, a zarazem akceptuje zdobycze nowoczesności. Ci ludzie nie mają jednak głosu, bo im go odbierają rządy autorytarne, popierane niestety przez USA. Gdyby mieli głos, okazałoby się, że fundamentaliści nie są wcale ruchem wschodzącego, lecz gasnącego, przegranego islamu. I oni świetnie o tym wiedzą. Słowem, fundamentaliści urośli w siłę, bo w czasach zimnej wojny autorytarne reżimy w krajach islamu walczyły przede wszystkim z komunistami, a nie zauważały zagrożenia z ich strony? - Jestem absolutnie przekonany, że tak. Szach Iranu uważał, że największym zagrożeniem dla jego władzy są rodzimi komuniści i liberalni demokraci. Dlatego zaczął traktować islamskich fundamentalistów jak sojuszników. W latach 1970-75 w Iranie zbudowano więcej meczetów niż kiedykolwiek. Jeszcze na półtora roku przed rewolucją Chomeiniego, gdy siedziałem w więzieniu razem z mułłami, którzy chwilę później zrobili rewolucję, tajna policja szacha Savak złożyła im ofertę: "Wypuścimy was, pod warunkiem że będziecie atakować lewicę tak samo ostro jak nas". Szach ciągle wierzył, że kler może być jego sojusznikiem! Gdy w 1980 r. umierał na wygnaniu, wciąż wierzył, że rewolucję tak naprawdę zrobili komuniści. Oczywiście nienawidził Chomeiniego, każdego człowieka z nim związanego od razu kazał aresztować. Ale większość kleru działała bez przeszkód - legalnie organizowała swoje kadry, prowadziła licea, w których uczono teologii. Cztery piąte dzisiejszej elity władzy w Iranie to absolwenci tych szkół. Podobnie działo się w Egipcie, choć tam fundamentaliści nie doszli do władzy. Gamal Abdel Naser [prezydent w latach 1956-70] uważał, że Bracia Muzułmańscy [egipski ruch islamistyczny] są jego sojusznikami. Dopiero gdy otwarcie zwrócili się przeciw niemu, zaczął ich zamykać do więzień. Po śmierci Nasera władzę obejmuje Sadat - i zaczyna od wizyty w meczecie. Szuka oparcia w radykałach islamskich, gdyż planuje zwrot polityczny przeciw ZSRR. Jednak to właśnie islamski fanatyk zabije go w 1981 r. Nie inaczej było w Arabii Saudyjskiej, gdzie od połowy lat 70. reżim budował meczety i dawał pieniądze na szkoły teologiczne, które stały się wylęgarniami najbardziej reakcyjnego wahabickiego fundamentalizmu. Zachód przymykał na to oko, bo ropa Saudów była zbyt cenna. Fundamentaliści dostali wolną rękę, mogli robić, co chcieli. I czym się zajęli? Eksportem islamskiej rewolucji. A dziś wszyscy obudzili się przerażeni, że wykarmili bestię. reszta artykułu Terroryzm islamski a demokracjaAutor: redakcja Dodano: środa, 25 października 2006 - 10:11
1460 raz(y) oglądano.
Grzegorz Lindenberg
Terroryzm islamski a demokracja „Elementem naszej strategii wojny z terroryzmem jest pozbawienie go przyszłych rekrutów poprzez zastąpienie na Bliskim Wschodzie nienawiści i urazy nadzieją i demokracją” mówił niedawno prezydent Bush. Przekonanie, że demokracja jest kluczem w walce z terroryzmem jest podzielane nawet przez jego przeciwników. Timothy Garton Ash pisał: „Działanie na rzecz modernizacji, liberalizacji i w końcu demokratyzacji na szeroko rozumianym Bliskim Wschodzie to jedyny długofalowy i dający pewność sposób na osuszenie bagien, w których lęgną się terrorystyczne moskity”. W demokratycznych wyborach w Autonomii Palestyńskiej wygrał 25 stycznia Hamas, ugrupowanie terrorystyczne dążące do zniszczenia Izraela i wprowadzenia w Palestynie państwa islamskiego. Terroryzm islamski nie bierze się z braku demokracji lecz ze zderzenia dwóch sprzecznych sposobów widzenia świata: współczesnego, zachodniego, kładącego nacisk na indywidualizm i wolność oraz tradycyjnego, islamskiego, kładącego nacisk na wszechobecną religię i ograniczenie swobody jednostki. Dodane do tego obecne możliwości techniczne i finansowe (dochody z ropy naftowej) całkowicie wystarczają, aby parę tysięcy ludzi na świecie, popieranych przez miliony współwyznawców, starało się zniszczyć to, co nam, ludziom Zachodu, akurat podoba się najbardziej. Kompletnie nie zdajemy sobie sprawy, w jak innym świecie żyją ludzie w krajach arabskich – czego uczą się w szkole, słuchają na piątkowych kazaniach, dowiadują się z mediów, w co wierzą ich elity. Kilka tylko przykładów: - Wg saudyjskiego ministerstwa oświaty: „Celem edukacji jest prawidłowe i kompletne rozumienie Islamu, wcielanie w życie i rozpowszechnianie wiary muzułmańskiej; przekazanie uczniowi islamskich nauk i wartości”; - Redaktor głównego rządowego tygodnika egipskiego Al Ahram, Ibrahim Nafi, wrzesień 2004: „Codziennie niemal dowiadujemy się o nowych aktach kampanii nienawiści do muzułmanów na Zachodzie. Przywódcy zachodniej opinii publicznej posunęli się do zachęcania do eksterminacji muzułmanów i zrzucenia bomb wodorowych na Mekkę”; - Były dziekan wydziału nauk humanistycznych uniwersytetu w Kairze, Mustafa Shak, czerwiec 2004 w saudyjskiej telewizji religijnej Iqra TV: „Do dzisiaj nie wiemy, kto zaatakował USA 11 września. Dlaczego przypisuje się to ben Ladenowi, skoro nie udowodniono, że był zaangażowany w tę operację? A była ona w 100% amerykańska i nie ma tu miejsca, żeby mówić szerzej, ale dowodem na to, że była to operacja żydowska, jest to, że pięciu Żydów wspięło się na wysoki budynek i filmowało jeszcze przed atakiem pierwszego samolotu. Wywołali zamieszanie na ulicy, przyjechała policja i przesłuchiwała ich przez tydzień. Donosił o tym „Records”, jedna z rzetelnych gazet amerykańskich”. Oprócz wszystkiego innego, gazety „Records” w USA nie ma... - Egipski profesor historii, Zaynab Abd Al-Aziz, w saudyjskiej Iqra TV, maj 2005: ”Decyzje II Soboru Watykańskiego w 1965 były trzy: rozgrzeszyć Żydów za krew Chrystusa, zlikwidować w latach osiemdziesiątych lewicę światową i zlikwidować islam, aby na początku trzeciego tysiąclecia cały świat był chrześcijański. Ponieważ to trzecie zadanie się nie udało, Światowa Rada Kościołów w styczniu 2001 przydzieliła je Stanom Zjednoczonym. One sfabrykowały przedstawienie 11 września, wysadzając trzy (sic!) wieżowce w powietrze. Zrobili to, aby zdobyć pretekst do walki z islamem”; - Palestyński duchowny w piątkowym kazaniu, transmitowanym przez telewizję Autonomii Palestyńskiej, maj 2005: ”Rządziliśmy już światem i nadejdzie dzień, kiedy znowu będziemy władać światem – będziemy rządzić Ameryką, Brytanią, całym światem. Z wyjątkiem Żydów. Od Żydów świat będzie uwolniony. Kamienie i drzewa będą chciały, żeby muzułmanie wykończyli każdego Żyda”. Islamscy terroryści nie walczą niestety o większą swobodę wypowiedzi i możliwość wprowadzenia wolnych wyborów w krajach dotychczas autorytarnych. Demokracja, tak jak my ją rozumiemy, jest dla islamistów z islamem całkowicie sprzeczna, więcej, jest ich wrogiem śmiertelnym. Islamiści dążą do wprowadzenie prawa wynikającego z Koranu (szariatu) jako podstawowego w państwie a zarazem nadzorowania instytucji państwowych i przepisów prawnych przez autorytetety religijne. Ideałem takiego państwa był Afganistan talibów. Terroryści islamscy są islamistami, starającymi się dzięki przemocy –szczególnie wobec cywilów – o osiągnięcie tych celów. Chociaż terrorystów islamskich na świecie liczyć można w tysiące, to islamistów w miliony. Al Zarqawi, przywódca irackich terrorystów, obcinający głowy zakładnikom i reprezentujący w tym kraju Al Qaedę, który mimo swojego okrucieństwa i fanatyzmu nie jest wcale prostakiem i idiotą, napisał dłuższy tekst, w którym bardzo jasno wyłożył, dlaczego islamiści przeciwni są demokracji (i dlaczego nie będą uważać wybranego w Iraku rządu za prawomocny): 1. W demokracji prawodawcą jest człowiek, a nie Allah – i to jest podstawowe źródło herezji i błędu, bo „Allahowi odebrane są dwie podstawowe prerogatywy: rządzenie i prawodawstwo”; 2. Demokracja opiera się na wolności wyznania i religii, a przecież islam dla apostatów (odstępców od wiary) przewiduje karę śmierci a nie swobodę wyboru religii; 3. W demokracji suwerenem i arbitrem w sporze rządzącego i rządzonych jest lud, a w islamie Allah . W demokracji istnieje wolność słowa, nawet jeśli obraża to Allaha i prawa religijne; 4. Demokracja zakłada oddzielenie religii i państwa, polityki i życia, a islam mówi o ich ścisłym połączeniu, 5. Demokracja zakłada swobodę stowarzyszeń a więc także tworzenia stowarzyszeń (partii) heretyckich. Sama zgoda na istnienie takich stowarzyszeń jest już heretycka (czyli partie islamskie nie mogą zgodzić się na powstawanie partii nieislamskich); 6. Demokracja może opierać się na fałszywej i heretyckiej opinii większości, a prawda – na której trzeba się opierać - jest w Koranie, nawet jeśli uznaje ją mniejszość. Duchowy nauczyciel Zarqawiego, palestyński imam Issam Muhammad Taher Al-Burqawi (al Maqdisi), świeżo aresztowany w Jordanii, pisał w książce „Demokracja to religia” : „Demokracja poniża Allaha Wszechmogącego, przypisując innym bóstwom równorzędność z Allahem, władcą nieba i ziemi, i zaprzecza islamowi i religii proroków. Demokracja jest złowrogim owocem i nieprawą córą sekularyzmu, bo sekularyzm to heretycka szkoła myślenia, która usiłuje oddzielić religię od życia lub od państwa i prawa. Demokracja nie uwzględnia nieomylnego prawodawstwa Allaha, jeśli nie jest ono zgodne z konstytucją i życzeniami ludzi.” Podobnie wypowiadają się inne duchowe autorytety islamistów - w ogóle trudno znaleźć w islamie jakiekolwiek autorytety religijne przychylne demokracji, chyba że rozumianej jako „demokracja islamska”. Al Qaradawi, jeden z najważniejszych obecnie islamskich duchownych, religijny przywódca Bractwa Muzułmańskiego i gwiazda kanału satelitarnego Al Jazzeera twierdzi, że namiestnikiem Allaha jest nieusuwalny władca a „istotą demokracji są Szura (rada religijna) i obowiązek rozprzestrzeniania cnót i eliminacji występku”. Demokracja zachodnia jak każda innowacja nieuwzględniona w Koranie jest „odchyleniem z drogi prawdy”. Qaradawi dopuszcza wybory, ale ograniczone do partii islamskich, po wprowadzeniu prawa religijnego (szariatu). Islamiści mogą oczywiście wykorzystywać wybory do zdobycia władzy i praktycznej likwidacji demokracji, zgodnie z zasadą „jeden człowiek, jeden głos, jeden raz.” Wszystkie ruchy totalitarne tak robią: Hitler i komuniści czescy w 1948 też demokratycznie objęli pełnię władzy. Mamy też przykład kraju z „islamską demokracją” –Iranu – który stał się spponsorem międzynarodowego terroryzmu. Podobnie może być z Autonomią Palestyńską po zwycięstwie Hamasu Dla islamistów liberalna demokracja nie jest rozwiązaniem problemów, przed jakimi stoją muzułmanie. Przeciwnie, demokracja doprowadza wg nich do pogłębienia tych problemów przez odejście od ortodoksyjnego przestrzegania praw islamu. Można zaryzykować hipotezę, że im bardziej efektywny i popularny byłby system demokratyczny, tym bardziej zaciekle by go islamscy terroryści zwalczali, bo oddalałby skuteczniej społeczeństwo od ideału islamskiego. Na pewno wprowadzenie większej wolności politycznej w demokratyzujących się krajach arabskich zmieniłoby dyskurs publiczny i mogłoby złagodzić nastroje antyzachodnie i islamistyczne. Dzisiaj antyamerykanizm, antysemityzm, wrogość do Zachodu i fundamentalizm religijny są w tych krajach tolerowanym przez władze głównym sposobem wyrażania niezadowolenia społecznego i pośredniej krytyki zaprzyjaźnionych z Zachodem reżimów. Gdyby ludzie mogli mówić o wszystkim, to nie musieliby ograniczać swojej krytyki do polityki USA. Przypuszczalnie demokracja odebrałaby terroryzmowi część zwolenników - chociaż jej niepowodzenia przysporzyłyby im nowych. Kraje arabskie mają najwyższy na świecie przyrost demograficzny; do roku 2025 nastąpi niemal podwojenie ich liczby ludności a połowa mieszkańców nie ma jeszcze skończonych 20 lat. Tam, gdzie ogromne grupy młodych mężczyzn są bezrobotne i słabo wykształcone (a edukacja w wielu krajach arabskich polega głównie na pamięciowym opanowywaniu Koranu) często dochodzi do radykalnych ruchów społecznych. Nawet ogromny wzrost inwestycji i głębokie reformy gospodarcze w krajach arabskich (jedno i drugie bardzo mało prawdopodobne) nie rozwiązałyby szybko problemu gigantycznego bezrobocia. A gdyby jeszcze na rynek pracy weszły kobiety...Islamiści zyskaliby dzięki niepowodzeniom demokracji ogromne poparcie dla swojego postulatu przekształcenia kraju w dyktaturę islamską - skoro wszystko, w tym demokracja, zawodzi, to tylko powrót do islamu może pomóc. Czy hipotetyczne demokracje arabskie poradziłyby sobie z terroryzmem bez drastycznych metod? Państwa demokratyczne mają ogromne problemy ze zwalczaniem terroryzmu opartego na nacjonalistycznym lub religijnym gruncie – przykładami są ETA w Hiszpanii i IRA w Wielkiej Brytanii. A walczą z nim demokracje stabilne, zamożne, o sprawnej administracji, policji i wojsku. To, że demokratyzacja nie usunie źródeł terroryzmu islamskiego widać też po licznych zamachach bombowych w krajach mniej czy bardziej demokratycznych – od Indonezji, przez Bangladesz, Hiszpanię do Wielkiej Brytanii. Zauważmy też, że ów terroryzm nie pochodzi z zewnątrz. Czy terroryści z Londynu byli świeżo przybyłymi imigrantami, odsuniętymi na margines i skazanymi na nędzną wegetację wśród dobrobytu? Nie, to byli obywatele brytyjscy od urodzenia mieszkający w tym kraju, wzorze demokracji. Londyn pokazał, że terroryści islamscy mogą wywodzić się z rodzin dobrze zintegrowanych, żyjących w dobrobycie i sami mogą być ludźmi pozornie świetnie zintegrowanymi. Wolność słowa, zgromadzeń i wyborów nie wystarczyła, żeby swoje pretensje, jakiekolwiek one były, wyrażali w sposób przez demokrację akceptowany. Ich celem jest krwawe wyrażenie nienawiści do współczesnego Zachodu a do tego mechanizmy demokratyczne są nieprzydatne. Demokracja jest z pewnością systemem lepszym od istniejących w krajach arabskich autokracji, lecz nie jest „lekiem na całe zło” terroryzmu. Więc co mogłoby naprawdę skutecznie przeciwdziałać terroryzmowi? Trzy są rzeczy konieczne i wszystkie muszą zaistnieć. Po pierwsze, niska cena ropy naftowej – będzie wówczas mniej pieniędzy na terrorystów a więcej konieczności wprowadzenia reform w krajach arabskich. Niska cena spowodowana nie nakazami administracyjnymi, ale istnieniem alternatywncyh źródeł energii – od ogniw paliwowych po energię jądrową. Po drugie – demokracje zachodnie zdecydować się na odpowiednie środki obronne. Dla Zachodu wrogiem prawdziwie niebezpiecznym nie jest terroryzm w ogóle lecz terroryzm islamski, mający szerokie społeczne poparcie wśród wspólnot muzułmańskich na Zachodzie i w krajach islamskich. Nie mam wrażenia, że społeczeństwa Zachodu naprawdę prowadzą wojnę i używają w niej wszelkich środków, aby ją wygrać. Jeśli dopiero po śmierci kilkudziesięciu osób w zamachach w Londynie władze Wielkiej Brytanii wydalają szejka Bakriego, który żyjąc z zasiłków opieki społecznej (pobrał przez 20 lat jakieś 250 000 funtów) co tydzień wzywał do nienawisci wobec Zachodu i morderstw? Jeśli z pełną swobodą działają internetowe serwisy organizacji terrorystycznych, dla których jest to podstawy sposób szerzenia propagandy? Podobnie bez przeszkód nadają telewizje propagujące terroryzm, takie jak Al Jazzeera. Czy wykorzystywane są wszystkie skuteczne sposoby odstraszania terrorystów? Skoro nie boją się śmierci ani zwykłego więzienia, to może będą bali się przymusowych robót w chlewni... Po trzecie – zmiany w samym islamie. Żadne indywidualne ani instytucjonalne autorytety duchowe świata muzułmańskiego nie określiły ben Ladena jako zbrodniarza zasługującego na śmierć. Za to z powszechnym ich poparciem spotkała się fatwa Chomeiniego, nakazująca zabić pisarza, który w swej książce obraził podobno proroka Mahometa. Dopóki w islamie nie nastąpi – mało niestety prawdopodobne - taka oto zmiana, że to terroryści a nie pisarze są uznawani za zasługujących na śmierć, dopóty będą terroryści islamscy. Zgadzam się zdecydowanie z Walterem Laqueurem, że terroryzmu islamskiego nie da się zlikwidować raz na zawsze. Ale z pewnością trzeba zaostrzyć metody walki z nim i zanim terroryści lub kraje ich wspierające zaczną dysponować bronią masowego rażenia. Potem będzie za późno Uparte zaprzeczanie statusowi Dhimmi - Faith FreedomAutor: Anonymous Dodano: niedziela, 22 października 2006 - 14:52
1039 raz(y) oglądano.
Zaprzeczanie statusowi poddaństwa Dhimmi
(Autor: Cinnamon Stillwell – Faith Freedom International) Tłumaczenie: Naniwa-ronin (Thomas Justin Kaze) Od wielu lat populacja muzułmanów w Europie wzrasta, na co rządy jakoś nie zwracają szczególnej uwagi – ale Amerykanie zauważają, że muzułmanie usiłują narzucać swoje wierzenia niemuzułmańskiej większości krajów, w których raczą mieszkać. Zalecam przeczytanie wspaniałej analizy Stillwella, jednego z czołowych kontrybutorów strony FSM (nie znam – nie sprawdziłem; przyp. tłum.), dotyczącej rosnącego problemu wewnątrz naszych Zachodnich granic. October 17, 2006 Kiedy Bat Ye’or, autorka „Eurabii”poruszyła temat ‘dhimmi’ w 1983 roku, dotnkęła gorącego tematu i włożyła przysłowiowy kij w mrowisko. Arabskie słowo ‘dhimmi’, nadawane przez arabsko-muzułmańskich najeźdźców podbitej autochtonnej ludności, zgadzającej się na „traktat pokojowy” z muzułmańską dominacją, jest w istocie upokarzającym stanem posłuszeństwa i poddaństwa. Przez dokonywanie „zmian” w stylu życia społeczeństw Zachodu i dostosowywaniu ich do niedemokratycznych i gnębicielskich tradycji islamskich, niemuzułmanie kompromitują swoje odwieczne prawa, w zamian przyjmując poddańcze stanowisko. Ludzie Zachodu zostali tak dobrze zaznajomieni z muzułmańskimi sposobami zastraszania i przemocy, że gotowi są już poddać się bez walki. Jak pisałem w mojej ostatniej odezwie, auto-cenzura jest jedną z naszych ulubionych samobójczych metod. Od czasów tzw „afery Ruszdi’ego” w 1989 roku, ludność Zachodu zrozumiała, że wywalczona z wielkim trudem przez wiele lat wolność słowa znalazła się w stanie zagrożenia. W dzisiejszych czasach nawet określenie „dhimmi” uznawane jest przez strażników poprawności politycznej za „metodę głoszenia nienawiści” – a oni właśnie okazują w tym procesie symptomy poddaństwa typu „dhimmi”. Status ten jednak wykracza poza dziedzinę samo-cenzury i wciska się do wszystkich sfer naszego życia; żądania muzułmanów zamieszkujących kraje Zachodu w ciągu ostatnich lat znacznie wzrosły i wcale nie pomaga fakt, że organizacje typu (The) Council on American-Islamic Relations (CAIR) czy Muzułmańska Rada Wielkiej Brytanii gotowe są rzucić się ze wszelką pomocą w imię „tolerancji” i „różnorodności” – ta forma walki osiągnęła rozmiary nieomal wiecznego poddaństwa ze strony społeczeństwa zachodniego, co wydaje się wręcz ironiczne – przecież samo słowo „islam” oznacza poddanie. (A swoją drogą, nieco dziwacznie brzmi „Amerykańsko-Islamskie” – wreszcie Amerykanie to naród, a muzułmanie to zwykła kryminalna organizacja; czy określenie „Polsko-mafijny” nie brzmiałoby bzdurnie? – TJK) Muzułmańscy taksówkarze zwrócili (ostatnio) na siebie sporo uwagi; na międzynarodowym lotnisku Minneapolis-St. Paul, taksówkarze pochodzenia somalijskiego (a ten naród cieszy się moją szczególną „sympatią” – TJK) odmawiają usługi pasażerom wiozącym alkohol w torbach oznakowanych jako „wolne od cła”, a to z powodu koranicznych przepisów zabraniających kontaktu z alkoholem. Według obowiązującej procedury, odmowa usługi zakłada odesłanie ich na koniec kolejki – ale taksówkarze zaapelowali do Komisji Transportu Lotniczego o uczynienie wyjątku (wyjęcie ich spod prawa? – TJK). Ich petencja została odrzucona, podobnie jak inna propozycja oznakowania ich taksówek specjalnymi światłami – po społecznej reakcji. Ciekawe, jak zareagowaliby muzułmanie na ogłoszenie że taksówkarz bierze wszystkich pasażerów za wyjątkiem muzułmanów, bo... jest to wbrew jego religii. I do czego doprowadziłaby taka segregacja, kogo dany kierowca może zabrać, a kogo nie. Jeżeli już o to chodzi, taksówkarze w Stanach, Australii i Wielkiej Brytanii nie chcą też zabierać niewidomych pasażerów, którym towarzyszą tzw „widzące psy”, jakoże psy postrzegane są przez islam jako „nieczyste”; podobnie postępują niektórzy muzułmańscy właściciele sklepów. Klientom nie tylko odmawia się obsługi; często są oni również traktowani grubiańsko, a czasem wręcz brutalnie. Pociągnęło to za sobą grzywny w kilku przypadkach, a i procesy sądowe w niektórych – ale bezczelny proceder trwa. Szkoły państwowe stały się użytecznym narzędziem w procesie islamskiej indoktrynacji – szkoły średnie w stanach California i Oregon stosują tzw „kursy wdrażania” – aby nauczać studentów (uczniów) o islamskiej religii i kulturze (Od kiedy to barbarzyństwo ma prawo nazywania się kulturą? – TJK). Takie lekcje zawierają nadawanie uczniom islamskich imion, uczenie ich na pamięć islamskich „modlitw” i pięciu (chyba zapomnieli o dżihadzie – TJK) filarów islamu, zalecanie uczniom ubierania się w islamskie sz(m)aty, sporządzanie plakatów z koranicznymi hasłami (???), zabawy w „gry dżihadu” (szkoda że nie kursy pilotażu – TJK) oraz prezentowanie oczyszczonej i gloryfikowanej historii islamu. Co na to Ameryka? Pomimo oczywistego zagrożenia dla praw konstytucyjnych Stanów Zjednoczonych i krzyczących w twarz podwójnych standardów stosowanych wobec chrześcijaństwa, jak na razie lewicowy Sąd Apelacyjny Dziewiątego Okręgu miasta San Francisco poparł stanowisko szkół – zobaczymy, jakie będzie stanowisko Sądu Najwyższego, jeżeli zechce się on w to bagno w ogóle mieszać – choć nie nastąpi to szybko. Jako jeden z bardziej zabawnych (czyżby? – TJK) przypadków poddaństwa w Wielkiej (o, jakiej wielkiej! – TJK) Brytanii, firma ‘Burger King’ wycofała waflowy rożek do lodów, a to z powodu skargi brytyjskiego muzułmanina Raszada Akhtara, który twierdził że zarys linii na waflu przypomina arabskie słowo „Allah”. Zarys ów miał, jak twierdzi firma, symbolizować skręt porcji lodów, ale Akhtar – który zaanonsował swoją akcję jako „Mój Dżihad” – nazwał go świętokradztwem. Muzułmańska Rada Wielkiej (hmmm...) Brytanii poparła wniosek Akhtara, komentując „wrażliwą i szybką akcję powziętą przez firmę”, ale sam Akhtar nadal nawołuje do bojkotu ‘Burger King-a’.Ciekawe kiedy Akhtar – i podobnie uważający muzułmanie – poczują się usatysfakcjonowani. Nadając nowe znaczenie terminologii użytej najpierw przez Michelle Malkin „Religia Wiecznego Oburzenia” (The Religion of Perpetual Outrage), muzułmamie protestują obecnie przeciwko konstrukcji nowego budynku Apple Computer w centrum Manhattanu, który ma kształt sześcianu i nosi nazwę ‘Apple Mecca’ – furorę rozpoczęła wypowiedź na islamskiej stronie internetowej, a także wrażenie jakie wywołuje sześcienny, obecnie przezroczysty budynek, przypominający Ka’abę w Mekce – najpierw pokazany on został zakryty czarnymi zasłonami, kiedy znajdował się jeszcze w stanie konstrukcji. Wsponienie o „ Barach dla Geniuszy”, które zamiast alkoholu oferowały komputerowe porady technologiczne, również bardzo podnieciło muzułmanów. Wydaje się, że konstrukcja budynków w kształcie sześcianu i niewinne nazywanie ich „mekką” przejdzie do historii. Ostatnie „oburzenie” brytyjskich muzułmanów skierowane było przeciwko decyzji zorganizowania londyńskiej Olimpiady 2012 roku w okresie Ramadanu – gniewne protesty już się rozpoczęły. Jeżeli obecny rozwój wydarzeń może posłużyć jako wskaźnik, to wszelkie daty z pewnością ulegną zmianom – aby tylko uspokoić rozwścieczone tłumy. Rzeczniczka organizacji Olimpiady Joanna Manning-Cooper obiecała „współpracę z Muzułmańską Radą Wielkiej Brytanii w celu znalezienia sposobu uszanowania Ramadanu”. Znalezienie, czy choćby szukanie takiego sposobu, bez wątpienia poświadczy o przyznaniu się do zejścia całego społeczeństwa do poddańczego stanu „dhimmi”. Nawet zmarli nie unikną tego losu: zarząd nowego brytyjskiego cmentarza w Nottingham ma obrócić wszystkie nagrobki w stronę Mekki, zgodnie z muzułmańską tradycją – bez względu na religię nieboszczyków. Decyzję taką podjął Steve Dowling, dyrektor środowiska i ochrony społecznej Rady Miejskiej Nottingham, po konsultacji z Komitetem Konsultacyjnym Cmentarzy Wielowyznaniowych. Pomimo protestów Kościoła i nawet niektórych lokalnych muzułmanów, plan ma być zrealizowany, aby – jak powiada Dowling – zapewnić cmentarzowi estetyczny wygląd; fakt lekceważenia przy tym religijnych przekonań niemuzułmanów w ogóle nie ma znaczenia. Wśród brytyjskich polityków, że wspomnę tylko o przewodniczącym Izby Gmin Jack’u Straw i (nawet) merze Londynu „Czerwonym Kenie” Livingstone, wzrasta opozycja wobec noszenia przez kobiety muzułmańskie tzw „niqabów” – pełnych zasłon twarzy ze szparą na oczy; ostatnio muzułmańska asystentka szkolna Aisza Azmi została zwolniona z pracy za odmowę zdjęcia takiej zasłony podczas udzielania lekcji. Według tradycji islamskiej (?), ukrywanie twarzy przed małymi dziećmi nie jest wymagane, a Aisza twierdzi że nosiła zasłonę jedynie, kiedy znajdowała się w towarzystwie nauczycieli płci przeciwnej i złożyła apelację o ponowne przyjęcie jej do pracy, a grupy muzułmańskie oczywiście poppierają ją protestami. Bez względu na ostateczny wynik tej sprawy, można oczekiwać że debata na temat zasłon będzie ciągnąć się jeszcze przez całe lata. Debata trwa także w Stanach Zjednoczonych, gdzie przez cały kraj przetoczyła się ostatnio fala incydentów dotyczących żądań muzułmanek, aby dostosować system i prawa do ich religijnych przekonań. W stanie Michigan (jednym z największych skupisk muzułmanów w Ameryce – TJK), klub sportowy „Fitness USA” zmuszony został do postawienia ściany działowej na koedukacyjnej sali gimnastycznej do ćwiczeń aerobics, aby sekcja przeznaczona wyłącznie dla kobiet nie była widoczna dla mężczyzn. (Dlaczego bogata Arabia Saudyjska nie zafunduje muzułmanom osobnego ośrodka – nie wiem, ale chyba chodzi tu właśnie o zademonstrowanie światu, że żądania muzułmanów muszą być zawsze spełniane – TJK). Szkoła muzułmańska w stanie Illinois zezwala swoim uczennicom na grę w koszykówkę z niemuzułmankami jedynie pod warunkiem, że mężczyźni i nastoletni chłopcy nie będą obecni na sali podczas gry, a w stanie Washington, na jednym z publicznych basenów, wyznaczone zostały godziny pływania wyłącznie dla kobiet – wstępu zakazano w tych godzinach wszystkim mężczyznom, nawet ratownikom. Ale takie naginanie się do tradycji muzułmańskich, znanych z ucisku kobiet, nie pomaga nikomu – a najmniej tym, którzy się takich zmian domagają. Wspomniane przykłady to tylko czubek góry lodowej, kiedy chodzi o wkradające się poddaństwo „dhimmi”, ogarniające cały świat Zachodu. Wojna z terrorymem jest tylko częścią wielkiego zderzenia cywilizacji, które przepowiedział kiedyś Samuel P. Huntington – a nas interesować powinna nie tylko militarna strona tego konfliktu. Istotnie, można śmiało powiedzieć że taktyki niemilitarne, takie jak demografia, infiltracja instytucji i postępująca erozja podstawowych zasad i wartości Zachodu stanowią dużo większe zagrożenie na dłuższą metę. Pomimo pozytywnych sygnałów dochodzących z Wielkiej Brytanii i innych części Europy, zwycięstwo nie będzie jasne i oczywiste, dopóki cały Zachód nie zdobędzie się na odwagę aby jasno określić wszystkie fronty tej bitwy – a zwycięstwo Zachodu będzie również zwycięstwem tych jednostek żyjących w świecie muzułmańskim, które pragną iść do przodu, a nie cofać się w rozwoju. Ta mania zaprzeczania życia w stanie poddaństwa „dhimmi” na Zachodzie musi się skończyć, albo w stan ten wępchnięci zostaniemy wszyscy. Unijna Zdrada - Kodeks Eurabii III Faith FreedomAutor: Anonymous Dodano: niedziela, 22 października 2006 - 14:52
1242 raz(y) oglądano.
III Czesc "Eurabia Code" Fjordmana - tlumaczenie Naniwa-ronin (TJK)
Cały artykuł: 'Unijna Zdrada - Kodeks Eurabii III Faith Freedom' (28171 B więcej)
Robert Redeker - artykuł który wstrząsnął FrancjąAutor: redakcja Dodano: sobota, 21 października 2006 - 19:19
1644 raz(y) oglądano.
W nawiązaniu do:
Francuski filozof ukrywa się przed islamistami - we własnym kraju! Wtorkowe wydanie francuskiego dziennika Le Figaro skonfiskowano w Tunezji W Polsce tłumaczenie artykułu Roberta Redekera opublikowała Gazeta Wyborcza - redakcja GW daje sobie prawo zmienienia tytulu a oryginalny tytul zostal dokladnie przetlumaczony na : Zastraszany przez islamistów, co ma robić wolny świat ? (informacja dla czytelników Europa XXI od tłumaczy) - GW opublikowała artykuł pod tytułem "Nie dajmy się zastraszyć islamskim fundamentalistom" Zastraszany przez islamistów, co ma robić wolny świat ? Reakcje na rozważania Benedykta XVI o islamie i przemocy są częścią kampanii prowadzonej przez tenże islam w celu unicestwienia najcenniejszej wartości Zachodu nieobecnej w żadnym kraju muzułmańskim - wolności myśli i słowa. Islam ten usiłuje narzucić swoje reguły Europie. Postuluje, by baseny w niektórych godzinach otwarte były wyłącznie dla kobiet, domaga się zakazu karykaturowania religii islamskiej, żąda uwzględnienia muzułmańskich zaleceń dietetycznych w stołówkach publicznych, walczy o chusty w szkołach, oskarża niezależnie myślących ludzi o islamofobię. Jak wytłumaczyć tegoroczny zakaz noszenia stringów na paryskich plażach nad Sekwaną? Dziwi oficjalny argument, czyli ryzyko "zakłócenia porządku publicznego". Czyżby bandy sfrustrowanej młodzieży mogły na widok tak wyeksponowanego piękna zareagować agresją? Czy raczej bano się demonstracji islamistów, jakichś "brygad obrony cnoty" wokół plaż? Tymczasem zgoda, by muzułmanki mogły nosić chusty na ulicy, i negatywne reakcje, jakie to przyzwolenie na jawny ucisk kobiet wywołuje, znacznie bardziej mogą "zakłócić porządek publiczny". Można zatem przypuszczać, że zakaz noszenia stringów to efekt "islamizacji" umysłów we Francji, mniej lub bardziej świadome poddanie się islamskiemu dyktatowi. Albo co najmniej rezultat zwodniczej muzułmańskiej presji na umysły. Islamizacja umysłów spowodowała, że przeciwnicy paryskiego uroczystego otwarcia Dziedzińca Jana Pawla II wcale nie protestują przeciwko budowaniu kolejnych meczetów. Islam próbuje zmusić Europę, by ugięła się przed jego wizją człowieka. I znów, jak za komunizmu, Zachód znajduje się pod ideologicznym nadzorem. Islam, podobnie jak niegdyś komunizm, przedstawia się jako ideologiczna alternatywa dla Zachodu. Tak samo uderza w czułą strunę, by zawładnąć umysłami. Podaje się za reprezentanta biednych i poniżonych, co legitymizuje go w oczach wrażliwych na krzywdę ludzką mieszkańców Zachodu. Wczoraj rzekomy głos uciśnionych wołał z Moskwy, dziś ma nadejść z Mekki! Znów niektórzy intelektualiści chylą czoło przed Koranem, jak niegdyś robili to przed Kremlem. Rzucają klątwy za "islamofobię", tak jak kiedyś potępiali za antykomunizm. Właściwa Zachodowi wrażliwość na drugiego człowieka jest zeświecczonym przesłaniem chrześcijaństwa, które nakazywało potrzeby bliźniego przedkładać nad własne. Człowiek Zachodu, spadkobierca chrześcijaństwa, odkrywa swą duszę. Podejmuje tym samym ryzyko, że zostanie uznany za słabeusza. Identycznie jak komunizm, islam traktuje hojność, otwartość umysłu, tolerancję, łagodność, wolność obyczajów, wyzwolenie kobiet i wartości demokratyczne jak przejaw dekadencji. Cnoty Zachodu islam uważa za przejawy jego słabości. Za pośrednictwem naiwnych pięknoduchów chce nam narzucić reguły szariatu. Koran opowiada o bezprecedensowej przemocy. W Encyklopedii Universalis Maxime, Rodinson wyraża kilka oczywistych prawd, które we Francji stanowią tabu. Z jednej strony: "W Medynie Mahomet okazał się nadspodziewanie zdolnym przywódcą politycznym i wojskowym (...) posłużył się prywatną wojną powszechnie występującą w ówczesnej Arabii. (...) Wysłał małe grupy swych zwolenników do atakowania karawan mekkańskich, karząc w ten sposób niewiernych rodaków i zdobywając bogate łupy". Z drugiej strony: "Mahomet wykorzystał swój sukces do pozbycia się z Medyny, za pomocą masakry, ostatniego żydowskiego plemienia Kurajza, które oskarżał o nielojalność". Wreszcie "po śmierci Chadidży wziął za żonę wdowę, dobrą gospodynię Saudę, oraz młodziutką, zaledwie dziesięcioletnią Aiszę. Jego długo powstrzymywane skłonności erotyczne doprowadziły go do zawarcia dziesięciu małżeństw jednocześnie". Gloryfikacja przemocy. Z Koranu jawi się Mahomet jako bezlitosny dowódca, rabuś, morderca Żydów i poligamista. Kościół katolicki też nie jest bez winy. Jego historia roi się od niechlubnych epizodów, za które do dziś pokutuje. Inkwizycja, polowania na czarownice, egzekucje filozofów, niepoprawnie myślących epikurejczyków - Bruna i Vaniniego, a w XVIII wieku - rycerza de La Barre, za bezbożność, nie przynoszą mu chwały. Ale jedno odróżnia chrześcijaństwo od islamu - możliwość powrotu do wartości ewangelicznych i miłosiernej postaci Jezusa, które stanowią przeciwwagę dla późniejszych grzechów Kościoła. Żaden z błędów Kościoła nie wynika z tekstu Ewangelii. Jezus potępiał przemoc. Powrót do Niego jest lekarstwem na ekscesy instytucji kościelnej. Oddanie się Mahometowi, odwrotnie, wzmacnia nienawiść i przemoc. Jezus jest panem miłości, Mahomet - panem nienawiści. Coroczne kamienowanie Szatana w Mekce jest wyłącznie zabobonem. To nie tylko inscenizacja z udziałem histerycznego tłumu na pograniczu barbarzyństwa. Ma także znaczenie antropologiczne. Ten zalecany każdemu muzułmaninowi rytuał czyni z aktu przemocy święty obowiązek wierzącego. Kamienowanie, któremu co roku towarzyszy zadeptywanie na śmierć kilku, czasem nawet kilkuset wiernych, jest obrządkiem pielęgnującym archaiczną przemoc. Zamiast wyeliminować tę archaiczną przemoc, neutralizując ją - jak to uczyniły judaizm i chrześcijaństwo (judaizm u progu cywilizacji odrzucił ofiarę z ludzi; chrześcijaństwo zamieniło ją w sakrament komunii) - islam wije jej ciepłe gniazdo. Podczas gdy judaizm i chrześcijaństwo są religiami, których obrządki wyklinają przemoc i delegitymizują ją, islam jest religią, która poprzez swoje słowo objawione, a także za pośrednictwem niektórych rytuałów nawołuje do przemocy i nienawiści. Nienawiść i przemoc obecne są w księdze, na której wychowany jest każdy muzułmanin - w Koranie. Tak jak w czasach zimnej wojny, przemoc i zastraszanie używane są przez skłonną do dominacji ideologię. Posługuje się nimi islam, chcąc złapać Świat w żelaznym uścisku. W okrutny sposób doświadczył tego Benedykt XVI. Tak jak w tamtym czasach, należy nazywać Zachód "wolnym światem", porównując go tym razem do świata muzułmańskiego. I tak jak kiedyś, przeciwnicy tego "wolnego świata", fanatyczni "strażnicy Koranu", mnożą się na jego łonie. tłum. Irena Elster i Irena Bracławska Opublikowano za zgodą tłumaczy Notatka: Dopisek od redakcji Europa XXI - szkoda że publikację tego artykułu w GW nieco popsuł dość kuriozalny dodatek od redakcji GW
Zdecydowaliśmy się na publikację artykułu w imię obrony wolności słowa i solidarności z ofiarą gróźb, a nie ze względu na wyrażane w nim poglądy. Nigdy bowiem dotychczas Gazeta nie publikowała podobnych wyjaśnień - logiczne jest że tłumaczenia przedstawia się ze względu na chęć zapoznania czytelników z pewnymi faktami a nie ze względu na solidarność poglądów. Czy w związku z tym Gazeta planuje również podobne zastrzeżenia czynić pod wiadomościami o komunikatach Al-Kaidy? A jeśli ktoś bez takiego zastrzeżenia pomyśli że GW się z nimi solidaryzuje? |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran |