Europa 21 - Archiwum :: Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran
_Loading


_LoadMsg1
_LoadMsg2
08-02-2012 - 07:38  
Europa 21 - Archiwum  
 
 

Archiwum wg daty


 < luty, 2012 > 
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829

Informacja

Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj

forum

OSTATNIE POSTY
wyświetl PostaBahaici w Iranie(0)
  kusztar
 dnia 23. Maj o godz. 14:54
wyświetl PostaUpadek Francji - czy...(3)
  1683
 dnia 28. Wrz o godz. 19:14

[Wejdź na Forum]

Online

Obecnie jest 9 gości i 0 użytkowników online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj

Spisek białych fartuchów - Amerykański trop

Autor: Magellan Dodano: piątek, 20 lipca 2007 - 17:43 956 raz(y) oglądano.
Terroryzm i konflikty na świecie
Nieudane zamachy w Glasgow i Londynie mogły być częścią większego planu al Kaidy zaatakowania USA i Wielkiej Brytanii - wynika ze śledztwa w obu krajach.

Amerykański trop "spisku białych fartuchów", jak określa się na Wyspach nieudane zamachy planowane przez grupę muzułmańskich lekarzy imigrantów, prowadzi do 300-tysięcznego Toledo w stanie Ohio. Miejscowe media podają, że niecały tydzień po wydarzeniach w Londynie i Glasgow funkcjonariusze FBI przesłuchali muzułmańskiego lekarza, który niedawno przyjechał do Toledo z Wielkiej Brytanii. Dziennikarze ustalili też, że śledztwo FBI koncentruje się na większej grupie lekarzy pochodzących z krajów muzułmańskich i przebywających od pewnego czasu w rejonie Toledo.

Wszyscy mają być powiązani z miejscowym meczetem, a FBI odnalazła e-mail z ostrzeżeniem, jaki krążył wśród lokalnej społeczności muzułmańskiej tuż po przesłuchaniu lekarza. Anonimowy autor listu radzi w nim muzułmańskim lekarzom, by "byli gotowi, jak zapuka do nich FBI", i odpowiadali na pytania tylko w obecności adwokata.

Cień podejrzenia padający na lekarzy z Toledo jest tym mocniejszy, że miasto już wcześniej było określane jako siedlisko islamskich radykałów. Przeciwko działającej tu muzułmańskiej fundacji charytatywnej było prowadzone dochodzenie za finansowanie terroryzmu, a amerykańskie służby cały czas podejrzewają, że dobroczynna działalność fundacji z Toledo jest tylko przykrywką dla transferu pieniędzy między komórkami terrorystów.

Tajemnice komputera irhabiego

O tym, że spisek obejmował oba kraje, są też coraz bardziej przekonani Brytyjczycy. Tamtejsze służby sięgnęły ponownie po materiały z komputera Yousefa Tsoulego, 22-latka aresztowanego dwa lata temu za terroryzm. W terrorystycznym światku Tsouli znany był jako "irhabi007" (irhabi to po arabsku terrorysta). Zasłynął jako twórca pierwszej wirtualnej komórki terrorystycznej obejmującej kilka krajów, od Kanady po Bangladesz.

Brytyjczycy odkryli teraz, że na zapisie jednego z czatów, jaki zachował się na komputerze Tsoulego, była mowa o lekarzach planujących zamachy. Niektórzy z uczestników czatu chwalili się, że tworzą grupę lekarzy mających dokonać ataków terrorystycznych w USA za pomocą samochodów-pułapek.

A właśnie taki był plan lekarzy w Wielkiej Brytanii - policja londyńska znalazła w nocy z 28 na 29 czerwca na jednej z ulic dwa samochody wypełnione butlami z gazem, benzyną i gwoździami. Dzień później w szkockim Glasgow dwaj mężczyźni próbowali wjechać samochodem wypełnionym benzyną w drzwi lotniska.

Jeśli amerykański wątek śledztwa się potwierdzi, będzie to już drugi w ciągu roku odkryty spisek al Kaidy obejmujący łącznie USA i Wielką Brytanię. W sierpniu 2006 r. udaremnione zostały zamachy na dziesięć samolotów lecących z Wysp do Stanów.

Sygnał dla Europy?

Atakując oba kraje naraz, Osama ben Laden chce najpewniej wysłać Europie sygnał, że kraj wspierający USA w wojnie z terroryzmem będzie potraktowany przez al Kaidę tak jak USA. To potwierdzałoby strategię, jaką szef al Kaidy prowadzi wobec Zachodu od zamachów 11 września.




Obrzezanie dziewczynek po polsku

Autor: Anonymous Dodano: środa, 18 lipca 2007 - 12:19 3705 raz(y) oglądano.
Islam w Polsce
Lekarz pediatra, Przewodniczący Rady Naczelnej Ligi Muzułmańskiej w RP, w artykule z roku 2005 “Obrzezanie w prawie muzułmańskim”, nadużywa wyników badań na temat obrzezania chłopców.

Często pojawiają się informacje na temat problemów z integracją muzułmanów na Zachodzie. Ostatnio głośno było np. o brytyjskich lekarzach. Rzadko kiedy pojawiają się tematy z polskiego podwórka i można by myśleć, że z racji niewielkiej populacji muzułmanów w Polsce, integracja przebiega bez problemu.

Samir Ismail rozważa tytułową kwestię w czasopiśmie As-Salam numer 2 z roku 2005 w artykule „Obrzezanie w prawie muzułmańskim” .

"Generalnie rzecz biorąc obrzezywanie dziewczynek nie ma związku z religią, a wiąże się ze zwyczajami, które istnieją od tysięcy lat."

Teza ta jest poparta cytatami ze Starego Testamentu oraz badaniami archeologów, które przedstawiają podobne praktyki datowane dużo przed powstaniem islamu. Obrzezanie więc nie ma swojego źródła w kulturze islamu. Problem obrzezania nie dotyczy jednak tylko chłopców, u których zalecane jest ze względów zdrowotnych w krajach o ciepłym klimacie. Obrzezanie dotyczy również dziewczynek w kulturach bliskowschodnich i afrykańskich. W Egipcie za czasu faraonów praktykowano najsurowsze formy obrzezania, włącznie z usunięciem łechtaczki i warg sromowych.

W tradycji muzułmańskiej, jak przedstawia autor artykułu, chodzi o obrzezanie znane jako al-chafd, czyli symboliczne odcięcie żołędzia łechtaczki bez okaleczania. Samir Ismail opisuje tu „tradycję muzułmańską”, mimo że wcześniej powiedział, że „obrzezywanie dziewczynek nie ma związku z religią”. Oddzielanie „tradycji” od „religii” wydaje się sprzeczne z całościowym traktowaniem życia człowieka przez islam. Jak twierdzi orientalista prof. Danecki, w książce „Podstawowe informacje o islamie”, w islamie „nawet kopanie piłki i jedzenie szparagów jest tak samo religijne jak odmawianie modlitwy.” W prawie islamskim, według opinii prawników, na których powołuje się autor, obrzezanie zaliczane jest raz do obowiązków (szejk Ateiah Saqer, były przewodniczący Komitetu Fatw Uniwersytetu Al-Alzhar w Egipcie), raz do czynów zalecanych(dr. Yousof Al-Quardawi, cieszący się dużym autorytetem wśród europejskich muzułmanów), a czasami do czynów nie wskazanych (szejk Mahmod Szaltut). Część z nich opiera się na hadisie 41:5251 ze zbioru Abu Dawub’a, w którym prorok dopuszcza obrzezania i doradza sposób jego wykonania:

"Kobieta zwykła wykonywać obrzezanie. Prorok (pokój z nim) powiedział jej: Nie tnij zbyt drastycznie ponieważ jest to lepsze dla kobiety i bardziej pożądane dla jej męża.

Jakkolwiek zbiór tych hadisów nie należy do powszechnie uznawanych w świecie muzułmańskim, to biorąc pod uwagę różne opinie przytoczone w artykule, nie można chyba negować związku pomiędzy islamem, a praktyką obrzezywania dziewczynek."

Samir Ismail nie przedstawiał tych poglądów jedynie jako muzułmanin, wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Studentów Muzułmańskich w RP (obecnie Przewodniczący Rady Naczelnej Ligi Muzułmańskiej w RP). Podparł się również autorytetem wykonywanego przez niego zawodu lekarza pediatry. W samym artykule również dokonał miejmy nadzieję błędu lub przeoczenia, powołując się na magazyn Pediatrics:

"Statystyki podają, że 60 do 80 procent amerykańskich dzieci jest obrzezana. Prowadzone tam od kilkudziesięciu lat badania naukowe, potwierdziły, ze są one mniej narażone na zakażenie dróg moczowych, natomiast dzieci nieobrzezane zapadają na tą przypadłość blisko 39 razy częściej.

W magazynie Pediatrics z roku 2000, według wyników badania, które obejmowało ok. 50000 dzieci, wykazano, że u dzieci nieobrzezanych w pierwszym roku życia wystąpiło 86 procent zakażeń, a koszt ich leczenia wyniósł 10 razy więcej niż leczenie dzieci obrzezanych."

Po sprawdzeniu numerów Pediatrics z roku 2000:

Newborn Circumcision Decreases Incidence and Costs of Urinary Tract Infections During the First Year of Life
Obrzezanie noworodków zmniejsza wypadki i koszt leczenia zapalenia dróg moczowych, podczas pierwszego roku życia.
The Highly Protective Effect of Newborn Circumcision Against Invasive Penile Cancer
Bardzo skuteczny efekt ochronny obrzezania noworodków, przed złośliwym rakiem penisa.
New Policy on Circumcision---Cause for Concern
Nowa polityka dotycząca obrzezania --- powód do niepokoju

okazuje się, że żaden z nich nie mówi o obrzezaniu dzieci, natomiast wszystkie prezentowane badania dotyczą chłopców i nie występują tam porównania dziewczynek obrzezanych i nieobrzezanych. Nadużyciem jest używanie wyników tych badań jako argumentu zastosowanego do całej populacji dzieci włącznie z kobietami. Również statystki mówiące o 60-80% obrzezanych dzieci nie dotyczą dziewczynek a wyłącznie chłopców. W jednym z wymienionych wyżej artykułów taka liczba sięga blisko 65%. Mimo najlepszych chęci przedstawienia islamu w pozytywnym świetle, propagowanie fałszywych informacji na temat zdrowia przez lekarza pediatrii zdaje się nie licować z etyką lekarską.



Strona gotowa do druku

Do zobaczenia w Hamasie

Autor: redakcja Dodano: środa, 18 lipca 2007 - 08:44 890 raz(y) oglądano.
Konflikt izraelski
To nie rakiety i gotowi na wszystko bojownicy, ale propagandowa telewizja Hamasu i indoktrynacja dzieci gwarantują, że za kilka lat palestyńscy islamiści będą jeszcze silniejsi niż dziś.

Choć telewizja Hamasu nadaje już od prawie roku, świat usłyszał o niej dopiero na wiosnę za sprawą osławionego Farfura - hamasowskiej Myszki Miki. W programie "Pionierzy jutra" Farfur razem z dziewczynką Sarą objaśniali kilkuletnim dzieciom palestyńskim układ sił na świecie i Bliskim Wschodzie.

- Musicie wiedzieć, drogie dzieci, że kiedyś muzułmanie byli wielcy, a nasza kultura rozkwitała - mówiła Sara.

- My, pionierzy jutra, przywrócimy chwałę islamu! Wyzwolimy jerozolimski meczet al Aksa, wyzwolimy Irak, wyzwolimy wszystkie kraje muzułmańskie spod jarzma zabójców! - wtórował jej Farfur. - Tak, dziś dzieci żyją pod syjonistyczną okupacją, ale będą się jej opierać do samego końca. Zwyciężymy, panie Bush! Zwyciężymy, panie Szaron!

W ostatnim odcinku "Pionierów jutra" pod koniec czerwca Farfur został męczennikiem. Umierający dziadek przekazał mu dokumenty świadczące, że Tel Awiw został skradziony Arabom przez Żydów. Kiedy Farfur dostał się do izraelskiej niewoli, nie chciał oddać tych dokumentów ani pod groźbą, ani kuszony obietnicami wielkich pieniędzy. Izraelski oprawca zakatował bohaterską myszkę na śmierć.

Ważniejsi od rakiet

- Mamy wszystko: programy dla dzieci, poradniki dla gospodyń domowych, koncert życzeń dla Palestyńczyków w izraelskich więzieniach, czytanie Koranu, relacje z ataków rakietowych na Izrael - mówi mi 27-letni kierownik produkcji Muhammad Said, jeden z najstarszych pracowników telewizji al Aksa. - Nie małpujemy innych arabskich kanałów - al Dżaziry czy al Arabii. Chcemy być od nich lepsi, oryginalniejsi, ważniejsi.

Za pieniądze, które wydano na siedzibę stacji, można by pewnie kupić i odpalić w kierunku Izraela tysiące rakiet. Są tu marmury, nowoczesne dźwiękoszczelne studia i klimatyzacja. Po korytarzach biegają dziesiątki młodych, dynamicznych i wściekle ambitnych chłopaków, którzy byliby zapewne świetnymi bojownikami, ale tutaj są znacznie groźniejsi. To dzięki ich pracy, a nie dzięki rakietom prognozy dla Hamasu na najbliższe lata wydają się znakomite.

- Dopiero w czerwcu, kiedy nasi bojownicy walczyli z palestyńską policją na ulicach Gazy, zrozumiałem, jaką potęgą są media - mówi Said. - Pokazaliśmy dwa komisariaty łatwo zdobyte przez naszych bojowników. W szeregach naszych wrogów, liczniejszych i lepiej uzbrojonych, wybuchła panika. Pałac prezydencki oddali zupełnie bez walki.

Jednak w największym stopniu morale wroga osłabił inny materiał, który do dziś wywołuje w Gazie przerażenie. Telewizja na żywo pokazała, jak 14 czerwca bojownicy bestialsko zamordowali Samiha Madhuna, przywódcę bojówek wiernych prezydentowi.

Madhun znany był z tego, że w przeszłości torturował schwytanych przez siebie hamasowców. Kiedy szala zwycięstwa w wojnie w Gazie zaczęła się przechylać na stronę Hamasu, chciał uciec do Egiptu. Podczas pościgu został postrzelony w nogę. Bojownicy otoczyli leżącego na ziemi i wpakowali weń kilkanaście kul, po czym tak długo kopali jego ciało, aż przekształciło się w bezkształtną masę.

Od tamtej pory nikt w Gazie nie śmie wystąpić przeciw bojownikom Hamasu, a przywódcy islamistów mogą przechwalać się, że zaprowadzili tu ład i porządek, co nie udało się ich poprzednikom przez ostatnie 12 lat.

Ale krwawy materiał o Madhunie wywołuje kontrowersje nawet wśród pracowników telewizji. - Nie widzę w nim nic złego, tak giną zdrajcy i my to pokazaliśmy - mówi mi 24-letni Said Raduan, dyrektor programów lokalnych.

- To był straszny grzech, nie tylko transmisja egzekucji, ale nawet sama egzekucja - mówi reporter stacji, który nie chce podać imienia. - Islam zabrania dobijania rannych, nawet jeśli są złymi ludźmi!


reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Lewacki dżihad Gazety Wyborczej

Autor: redakcja Dodano: wtorek, 17 lipca 2007 - 09:12 1159 raz(y) oglądano.
Użyteczni idioci - zachodni lewacy
Zauważyliśmy że GW określa ostatnio wszystko co się jej nie podoba jako "dźihad". Dziennikarze GW powinni może jednak zmienić terminologię - nam jedyny jihad przypominają właśnie poglądy prezentowane na Czerskiej - tzn w redakcji Gazety. Redakcja portalu uważa że w ciągu najbliższych 5 lat Gazeta Wyborcza ma ogromne szanse doszlusować do miana polskiego odpowiednika Le Monde bądź też innych ewidentnie prolewackich gazet Europy Zachodniej. Sam artykuł jest prawdopodobnie w dużej mierze jakimś nieudolnym tłumaczeniem (używane słowo "liberałowie" na okreslenie amerykańskiej lewicy) - szczególnie zadziwia obrona najgorszego prezydenta USA Jimmego Cartera, ktory może kandydować do miana największych błaznów ostatnich lat



Teledżihad Billa O'Reilly'ego
Artur Domosławski GAZETA WYBORCZA

Pleni się zepsucie, wszędzie pedofile i zboczeńcy. Upada ostatnia ostoja - tradycyjna rodzina. Gdzie się podziała stara dobra Ameryka? - pyta Bill O'Reilly, najsłynniejszy showman Ameryki, bicz na liberałów, wykształciuchów, leni i obcych.

Codziennie wieczorem w porze najwyższej oglądalności Bill O'Reilly pojawia się na ekranie stacji Fox News. Jego show "O'Reilly Factor" zaczyna się niewinnie. O'Reilly czyta wiadomości. Po kilku informacyjnych zdaniach pierwsza krew - O'Reilly komentuje przeczytaną informację.

Wiadomość: "Były prezydent Carter skrytykował dziś bliskowschodnią politykę prezydenta Busha". O'Reilly komentuje: - Carter powinien był się zamknąć. Na ekranie pojawia się ramka: "Jimmy Carter & Irak", niżej słowa: "Carter powinien był prywatnie udzielić Bushowi rady, a publicznie się zamknąć. Ma jednak wielkie ego i uwielbia blichtr".

Następna wiadomość: "Plebiscyt w San Francisco. Mieszkańcy miasta sprzeciwili się prowadzeniu rekrutacji do wojska w szkołach publicznych". O'Reilly komentuje: - Gdybym był prezydentem, poszedłbym na główny plac miasta i powiedział: "Słuchajcie obywatele San Francisco! Skoro chcecie być osobnym państwem, proszę bardzo. Ale jeśli zaatakuje was al Kaida, nie zamierzamy nic zrobić. Powiemy tylko: popatrzcie terroryści, cała Ameryka jest poza waszym zasięgiem, z wyjątkiem San Francisco. Chcecie wysadzić Coit Tower? Śmiało, naprzód".

O'Reilly czyta dalej, a widzowie dzwonią i wysyłają e-maile. O'Reilly komentuje opinie widzów. Kłóci się z nimi. Rozkwita, szczególnie gdy może kogoś - najlepiej jakiegoś jajogłowego liberała - wyśmiać i roznieść na strzępy. Standardowy argument: - Sorry, ale powtarza pan/pani brednie lewackich świrów!

Wreszcie - wywiad z gościem. Tematy wszelkie: terroryzm, pedofilia, zbrodnie i gwałty, islam, Hollywood Pojawiają się ludzie z pierwszych stron gazet, mniej znani i nieznani, prawicowi i liberalni, ale i tak gwiazdą jest zawsze O'Reilly. Ktoś porównał jego pojedynki w studiu do burdy w saloonie. Lepsze jest jednak inne porównanie - do zabawy drapieżnego kota ze swoją ofiarą.

Najpierw serdeczne powitanie. O'Reilly prowadzi gościa na niewidzialnej smyczy, kusi i nęci, żeby padło coś, w co da się postrzelać. Niech ktoś zasugeruje, że Ameryka nie całkiem wypleniła rasizm, a usłyszy, że czarni piją, ćpają i uprawiają za dużo seksu. Studiować w szkołach fragmenty Koranu, żeby rozumieć świat islamu? To jakby w czasie II wojny światowej kazać dzieciom w Polsce studiować "Mein Kampf".

Gdyby O'Reilly w trakcie debaty przegrywał, zawsze ma asa w rękawie: - OK, nie podoba ci się ten kraj? Wskakuj do autobusu i jazda do Meksyku!

Dziennikarstwo to show

W połowie lat 90. większość Amerykanów uważała, że media w USA mają liberalny przechył. Założona przez Ruperta Murdocha (niedawno zainwestował w polską TV Puls) stacja Fox News miała być przeciwwagą - mówić w imieniu i dla konserwatywnej widowni. Jak głośne morderstwo, to oskarżyć liberałów o łagodne traktowanie przestępców. Jak brutalny gwałt, to winić liberalne przyzwolenie na pornografię itd.



Dr Mariusz Affek - Proislamski dekalog premiera Zapatero

Autor: Marcus_Crassus Dodano: wtorek, 17 lipca 2007 - 00:00 1069 raz(y) oglądano.
Użyteczni idioci - zachodni lewacy
Mariusz Affek

W obliczu zbliżającego się nieuchronnie końca kadencji obecnego socjalistycznego rządu i parlamentu hiszpańskiego amerykańska grupa badawcza Strategic Studies Group pokusiła się ostatnio o przedstawienie analizy ideologicznych „korzeni” i założeń ideowych premiera Jose Luisa Zapatero.

Na początku przypomniała okoliczności dojścia do władzy tejże ekipy, kiedy to wyborcy hiszpańscy przerazili się zamachów bombowych dokonanych w marcu 2004 r. w Madrycie przez islamskich bandytów, w rezultacie czego masowo zagłosowali za socjalistami i komunistami oferującymi wycofanie wojsk hiszpańskich z Iraku, a tym samym wyjście naprzeciw żądaniom zamachowców.

Potem nastąpiły dalsze ustępstwa wobec terrorystów i to nie tylko tych islamskich. Wymienić tu należy rozpoczęcie rozmów z baskijskimi terrorystami, ale bez wymagania złożenia przez nich broni, a przede wszystkim ogłoszenie - wspólnie z islamskim premierem Turcji Recepem Erdoganem - tzw. Sojuszu Cywilizacji, który to miałby zinstytucjonalizować prowadzenie pokojowego dialogu pomiędzy cywilizacją zachodnią a tą reprezentowaną przez wyznawców wiary proroka Mahometa. Ideę tę Zapatero powtórzył zresztą już we wrześniu 2004 r. na posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ i od tamtej pory stara się konsekwentnie ją realizować.

U podstaw ideowych takiego „Sojuszu Cywilizacji” leży jednak nie jakaś zgodna, harmonijna współpraca pomiędzy różnymi narodami oparta na wzajemnym poszanowaniu i uznaniu tradycyjnych wartości konstytuujących te narody, lecz - wręcz przeciwnie - ideologia zaczerpnięta z „dzieł” Lenina, a opierająca się na przekonaniu, że to państwa zachodnie (ze Stanami Zjednoczonymi włącznie) pełnią rolę agresora i uprawiają korupcję na wielką skalę, a zatem są przyczyną wszelkich wojen na świecie, które to w ten sposób nabierają charakteru imperialistycznego i neokolonialnego.

Także historia ludzkości jawi się tutaj jako ciągła walka pomiędzy bogatymi a biednymi klasami społecznymi, pomiędzy krajami rozwiniętymi a ubogimi oraz pomiędzy dominującą cywilizacją zachodnią a cywilizacjami jej podporządkowanymi. W rozumowaniu Zapatero terroryzm jest więc konsekwencją propagowania niesprawiedliwego porządku liberalno-kapitalistycznego, a problem zamachów terrorystycznych zniknie sam, jeżeli tylko przestanie się promować zasady „wolnego rynku” w gospodarce i wprowadzi się pełną demokrację gwarantowaną przez „pluralistyczne konstytucje”, a nie przez Amerykanów. W takich poglądach znajdziemy więc i wpływy progresywizmu - znanego jeszcze w XIX w. z pism takich socjalistów utopijnych, jak: de Saint-Simon, Fourier czy Owen, a gdzie właśnie opisywana jest wspaniała, świetlana przyszłość, o ile wcześniej ludzkość postara się o rozwiązanie swoich problemów w całkowicie demokratyczny i pokojowy sposób.

Prezentowanie tak bardzo pacyfistycznych i antyzachodnich przekonań spowodowało nie tylko wycofanie wojsk hiszpańskich z Iraku, lecz i przyjęcie przez rząd w Madrycie całkiem nowego kursu transatlantyckiego - opierającego się teraz już nie na sojuszu z USA (choć Hiszpania nadal pozostaje członkiem NATO), ale na zbliżeniu się do tych państw Ameryki Łacińskiej, gdzie panuje jeszcze komunizm (Kuba) lub gdzie próbuje się wprowadzić na wskroś socjalistyczne rozwiązania społeczno-gospodarcze (Wenezuela).

Z drugiej strony w samej Hiszpanii rządząca lewica wykazuje coraz większe pobłażanie dla miejscowych muzułmanów - właśnie w imię owego „Sojuszu Cywilizacji” oraz w imię źle pojmowanego respektu dla islamu. Wspomniany respekt jest tutaj rozumiany jako strach przed dalszymi zamachami terrorystycznymi i jako chęć do dokonywania daleko idących ustępstw - nawet kosztem rodowitych Hiszpanów i samego chrześcijaństwa.

I chociaż obecnie aż trzech na czterech Hiszpanów domaga się zwiększenia środków na walkę z islamskim terroryzmem, a co czwarty wyborca hiszpański odmówiłby imigrantom z krajów arabskich prawa głosu w wyborach do Kortezów, to jednak nie robi to już żadnego wrażenia na rządzących socjalistach i komunistach.

Co więcej: obradująca w dniach 18-19 czerwca br. międzynarodowa konferencja islamska w Kordobie odważyła się „wypełnić treścią” „Sojusz Cywilizacji” ogłoszony niegdyś przez premiera Zapatero i stwierdziła, że w ten sposób ułożyła…”dekalog”! Zawiódłby się jednak ten, kto by tam szukał jakichś zasad moralnych na wzór praw Mojżesza. Powstał bowiem z tego wszystkiego zbiór żądań politycznych wysuniętych przez zebranych na konferencji islamskich aktywistów pod adresem rządu Zapatero, choć ten ostatni jest tutaj traktowany bardzo życzliwie—wręcz jako „mąż opatrznościowy” wyznawców Allaha.

Czego zatem domagają się ci ostatni w ramach owej „życzliwości”? Przede wszystkim nadania obywatelstwa hiszpańskiego potomkom Maurów wypędzonych z Płw. Iberyjskiego w 1610 r, a także stworzenia - na wzór wiedeńskiego Centrum im. Wiesenthala - międzynarodowego ośrodka tropiącego wszelkie przejawy…islamofobii! Tak więc np. protest katolików przeciwko stawianiu meczetu pod ich oknami mógłby być zakwalifikowany przez taki ośrodek jako przejaw nienawiści wobec islamu, za co groziłyby bliżej jeszcze nieznane konsekwencje - prawdopodobnie połączone z długotrwałą odsiadką w więzieniu, a może i z wysoką grzywną rozumianą jako rekompensata za zakłócanie porządku społecznego…

Innym żądaniem islamistów - powtarzanym zresztą od dawna - jest zwrot katedry kordobańskiej, która została konsekrowana w murach dawnego meczetu (największego w średniowiecznej Europie) zaraz po odzyskaniu Kordoby przez katolików w czasie „reconquisty”. Tylko dzięki bohaterskiej, nieustępliwej postawie miejscowego biskupa oraz Stolicy Apostolskiej nie udało się muzułmanom do tej pory przejąć tej świątyni i wydaje się, że chwilowo niewierni pogodzili się z istniejącym stanem rzeczy, skoro Stowarzyszenie Muzułmanów z Kordoby szuka już terenów pod budowę repliki słynnego meczetu będącego obecnie katedrą, ale też i pod powstanie wielkiego ośrodka nauczania i szerzenia islamu.

Ma to być jednak zarazem element większego, niezwykle groźnego dla chrześcijaństwa projektu stworzenia z Kordoby „drugiej Mekki” dla wszystkich europejskich wyznawców Allaha. Wizja powstania takiego „sanktuarium” nie jest bynajmniej aż tak odległa i nierealna, skoro sprzyjają jej obecne hiszpańskie władze, a Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt obiecały sfinansowanie całej inwestycji - nie mówiąc już o darczyńcach z Maroka czy z Syrii.

Cały kompleks nosiłby nazwę „Medinat Assalam”, co w językach europejskich znaczy „Miasto Pokoju”, lecz w rzeczywistości stanowiłby symbol ponownej hegemonii islamu na Zachodzie—podobnie jak w Średniowieczu, gdy większa część Płw. Iberyjskiego znajdowała się pod panowaniem Maurów. A zagrożenie byłoby wielkie i wielka byłaby siła oddziaływania takiego centrum i ośrodka kultu - zważywszy, że powstałoby ono na olbrzymim obszarze ponad 11 tys. metrów kw. i „obsługiwałoby” nie tylko liczącą sobie już 4,5 tys. osób społeczność muzułmańską Kordoby czy 1,5 mln imigrantów islamskich zamieszkujących samą Hiszpanię, ale i tych wszystkich Arabów, Kurdów, Turków czy innych muzułmanów, którzy za miejsce zamieszkania obrali sobie Europę. Po co byłoby im wyruszać z pielgrzymką do odległej Mekki, skoro mogliby ją odbyć zamiennie do pobliskiej Kordoby?

W dodatku wspomniane plany dziwnie łączą się z niedawnymi żądaniami „Al-Kaidy”, aby odebrać z rąk Hiszpanów Andaluzję (po arabsku: „al-Andalus”) czyli południową część Płw. Iberyjskiego, a która w Średniowieczu wchodziła w skład Emiratu Kordobańskiego i gdzie przez kilka stuleci kwitła kultura arabska, zanim ten teren udało się przywrócić chrześcijaństwu. W przypadku niespełnienia tych oczekiwań osoba numer dwa w „Al-Kaidzie” - Ajman Zawahiri - grozi atakami na hiszpańskie placówki i obiekty turystyczne położone za granicą, a zwłaszcza na żołnierzy hiszpańskich stacjonujących jeszcze w Afganistanie.

I zapewne terrorysta ten dopnie swego, bo przecież Zapatero jest nader życzliwy dla muzułmanów…Nie tylko oferuje im „Sojusz Cywilizacji”, ale jeszcze pozwala na wybudowanie 11 wielkich meczetów na terenie Hiszpanii (jedynie budowa takiego obiektu w Sewilli została na razie wstrzymana na skutek protestu miejscowych mieszkańców, ale jej odblokowanie jest tylko kwestią czasu).

Rozumiemy teraz jednak już lepiej, dlaczego to lewica hiszpańska tak bardzo nienawidzi chrześcijaństwa i dlaczego jej rząd sprzeciwia się wszelkim wzmiankom o Bogu i o naszej religii w tekście Eurokonstytucji.




Strona gotowa do druku

Hubert Kozieł: Krwawy Meczet

Autor: foxmulder Dodano: poniedziałek, 16 lipca 2007 - 09:43 959 raz(y) oglądano.
Militaria i wojskowość
Ostatnie wydarzenia w Pakistanie to symptom postępującej od wielu lat talibanizacji kraju. Odbywała się ona często za przyzwoleniem oficjalnych rządów tego kraju i z pomocą tajnego– wywiadu ISI.

Kandahar w sercu kraju

Władza generała Perveza Musharaffa wydaje się równie krucha jak rządy szacha nad Iranem w drugiej połowie lat 70. Ma on przeciwko sobie opozycję: fundamentalistyczną, umiarkowanie islamską, liberalną, lewicową, mniejszości etniczne. Do tego dochodzą zarzuty ze strony Afganistanu i pomruki niezadowolenia amerykańskiej administracji. Jedynym oparciem dla pakistańskiego prezydenta jest wojsko, a przede wszystkim pakistańskie wojskowe służby informacyjne (ISI). Sojusz z nimi to igranie z ogniem. Wielu oficerów ISI mniej lub bardziej jawnie wspiera fundamentalistów. Nic dziwnego, że do funkcjonariuszy tej służby przylgnęło określenie ,,talibowie w garniturach”.

Aresztowany przed szturmem Czerwonego Meczetu brat przywódcy fanatyków ze świątyni, mułła Abdullah Aziz Ghazi był związany z ISI. Dla tej agencji pracowali także jego dwaj synowie. Sam Aziz Ghazi cieszył się niesłychanym pobłażaniem, ze względu na swą znajomość z dyktatorem gen. Zia ul-Haqiem. Bez żadnego problemu mógł gromadzić w swojej medresie prawdziwy arsenał złożony z karabinów maszynowych i granatników. Gdy jego brat został złapany z karabinem snajperskim w bagażniku i oskarżony o terroryzm, sprawie ,,ukręcił łeb” syn zmarłego dyktatora, minister ds. religii Mohammed Ijaz ul-Haq. W ten sposób pozwolono, by w pobliżu zachodnich ambasad, ministerstw i (o ironio losu!) siedziby ISI, powstała twierdza agresywnych fundamentalistów islamskich.

Od stycznia tego roku uczniowie medresy przy Czerwonym Meczecie wymuszali na ulicach Islamabadu szariat. Bili niedostatecznie zakryte kobiety, palili sklepy, w których sprzedawano zakazane przez ich wizję szariatu towary. Otwarcie wzywali do obalenia ,,bezbożnego rządu” i wprowadzenia szariatu. Miarka się przebrała, gdy ugryźli dłoń, która ich karmiła. Uczniowie medresy zaatakowali policyjny posterunek, a gdy policjanci dokonali odwetu, fanatycy spalili samochody należące do ministerstwa ochrony środowiska. W efekcie doszło do oblężenia i krwawego szturmu zbuntowanego meczetu. Po dwóch dniach walk o każde pomieszczenie, władze zamówiły u miejscowych przedsiębiorców pogrzebowych 400 całunów żałobnych.
Ale to dopiero początek. W Rawalpindi na lotnisku wojskowym doszło do ostrzelania z wielkokalibrowych kaemów prezydenckiego samolotu. W całym kraju zbierały się grupki fanatyków chcących iść na odsiecz meczetowi. Do pomszczenia ,,bluźnierstwa” wezwał Ayman al-Zawahiri.

Korzenie zła

Flirt z fundamentalistami zaczął generał Zia ul-Haq. Odbyło się to w ramach operacji specjalnych związanych z wojną w Afganistanie. Pakistańczycy doprowadzili do przejęcia kontroli nad ruchem mudżahedinów z rąk tradycjonalistycznych, afgańskich przywódców przez wyszkolonych w przygranicznych medresach przedstawicieli umiarkowanych fundamentalistów: Masuda, Hekmatiara, Ijaza Szacha. Pakistańczycy, wspierając afgański ruch oporu, promowali w jego łonie fundamentalistyczne ugrupowania. W ten sposób Gulbudin Hekmatyar dostawał połowę broni z dostaw CIA przeznaczonych dla mudżahedinów, mimo że jego udział w walkach z Sowietami nie był imponujący. Według , „The Wall Street Journal” Hekmatyar był ściśle powiązany z ISI oraz z Osamą bin Ladenem. Razem mieli organizować narkotykowe operacje.
Narkotykowy biznes był jedną z głównych działalności ISI. W połowie lat 80. wewnątrz wywiadu pakistańskiego utworzono nawet specjalną komórkę zajmującą się handlem nimi. Ta polityka zaczęła przynosić efekty w postaci masowego uzależnienia sowieckich żołnierzy. Wymieniali oni czasem swoją broń na opium. Narkotyki dały ISI ogromną władzę. Wspomogły też gospodarkę Pakistanu, choć zaczęły zasilać i islamskich fundamentalistów. Rocznie bin Laden i ISI zbierali 100 mln dolarów „podatku narkotykowego” od pomniejszych handlarzy.

Choć premier Benazir Bhutto ostrzegała prezydenta Busha, że „stworzono potwora”, sama była odpowiedzialna za tę sytuację. To za jej rządów ISI stworzyły ruch talibów. Celem tej operacji było ustanowienie zależnego od Pakistanu rządu w Kabulu, który zapewni ponadto bezpieczeństwo na drogach (szlak transportowy z Kwety do Turkmenistanu miał strategiczne znaczenie) i umożliwi budowę energetycznego mostu między Pakistanem a Azją Środkową. Przy okazji na terenach kontrolowanych przez talibów i sprzymierzonego z nimi przez jakiś czas Hekmatiara powstawały obozy szkoleniowe dla terrorystów. Dużą część wyszkolonej w ten sposób kadry zasilała kontrolowane przez ISI kaszmirskie organizacje terrorystyczne.
ISI nie opuszczało talibów, niezależnie od przeciwności losu. W sierpniu 1998 r. wkroczyli oni do Mazar-i-Szarif – twierdzy komendanta Dostuma. Jeden z oficerów ISI stwierdził wówczas z radością: ,,Moi chłopcy i ja wkraczamy do Mazar-i-Szarif”. Agenci ISI zginęli w trakcie amerykańskich nalotów na Afganistan w 1998 r. W czasie amerykańskiej inwazji w 2001 r. w sztabie talibów przebywało 5 oficerow ISI. Gdy zabito komendanta Masuda, dowództwo Sojuszu Północnego ogłosiło, że zbrodni dokonała al-Kaida i ISI. W trakcie oblężenia Kunduzu w listopadzie 2001 r. pakistański rząd wymógł na Amerykanach zawieszenie broni, które miało umożliwić ewakuację z terenu walk pakistańskich obywateli. W efekcie z 8000 oblężonych ewakuowano drogą powietrzną 5000 z nich. Na pokłady samolotów transportowych dostało się w ten sposób wielu bojowników al-Kaidy i talibów. Część z nich szybko dołączyła do kaszmirskich terrorystów.

Rząd Afganistanu oskarża ISI o nieustanne wspieranie talibów. Według afgańskich oficjeli, mułła Omar ma rzekomo mieszkać w bezpiecznym domu pakistańskich służb wywiadowczych w Kwecie. Talibowie posiadają bazy na pasztuńskim pograniczu. Tam też ma rzekomo przebywać Osama bin Laden. Rząd w Islamabadzie argumentuje, że nie posiada nad tymi terenami realnej władzy. Dzierżą ją tam lokalni plemienni watażkowie, radykalni duchowni i bandyci – jest to efekt uboczny afgańskiej polityki ISI. Musharraf był zmuszony zawrzeć z pakistańskimi talibami z pogranicza rozejm, który de facto oddał im te tereny pod ich wyłączną władzę.

Z drugiej strony Musharaff jest pod stałą presją USA, które oczekują od niego większego zaangażowania w wojnę przeciwko terroryzmowi. Gdy w celach politycznych każe on ISI poświęcić na sojuszniczym ołtarzu kilku terrorystów, wywołuje to niezadowolenie zarówno wśród mas ludowych Pakistanu jak i wśród rządzących ,,umiarkowanych” partii islamskich i zapewne również wśród wielu oficerów służb wywiadowczych. Polityka ,,Panu Bushowi świeczkę a talibom ogarek” ma swoje naturalne ograniczenia w postaci psychologii tłumów – czego mieliśmy próbkę przy okazji rewolty w Czerwonym Meczecie.

Nuklearny dżin

Indie, mimo że stale są ofiarą przygotowywanych przez ISI krwawych zamachów terrorystycznych, wstrzymują się z odwetem. Władze w Dehli nie obawiają się bowiem Musharaffa i ISI. Ogarnia ich przerażenie na myśl, że wojskowy reżim w Pakistanie mógłby upaść. Doprowadziłoby to bowiem do anarchii i idącej za tym rewolucji islamskiej. Arsenał jądrowy Pakistanu wpadłby w ręce nieobliczalnych fanatyków.

Na wypadek takiego scenariusza od 2001r. siły specjalne USA i Izraela wspólnie przygotowują strategię siłowego przejęcia pakistańskich głowic nuklearnych. Prawdopodobnie podobną akcję chciałyby wówczas przeprowadzić Indie, Rosja i Chiny.

Niepokój ekspertów budzi brak systemów zabezpieczeń przed przejęciem pakistańskich głowic przez groźne organizacje. Tym bardziej, że fundamentaliści są zaangażowani również w nuklearne programy armii tego kraju. Świadczy o tym m.in. historia Randy'ego Glassa. Handlował on bronią a przy okazji był informatorem FBI. W lipcu 1999 roku w Nowym Jorku jadł kolację z agentem ISI Rajaa Gullumem Abbasem. Omawiali sprawę dostaw Stingerów dla Osamy bin Ladena. Z okien restauracji roztaczał się piękny widok na WTC. W pewnej chwili Abbas wskazał na nie i powiedział: ,,Te wieże idą w dół!”. Miesiąc później doszło do kolejnego spotkania. Tym razem na parkingu w Palm Beach na Florydzie. Glass zaprezentował Abbasowi i jego koledze Mohamedowi Malikowi Stingera. Bardzo im się on spodobał. Mówili o dostawie całej partii dla bin Ladena. Pytali też Randyego, czy mógłby im załatwić ciężką wodę i materiały do produkcji brudnej bomby. Dodali, że mogą sprowadzić do USA pakistańskiego fizyka jądrowego. Glass powiadomił FBI. Malika aresztowano, a Abbas zdołał uciec. Szukają go w Pakistanie, ale dosyć słabo , gdyż reporterzy MSNBC zdołali się z nim bez problemów skontaktować telefonicznie. Wiele wskazuje na to, że wspomnianym fizykiem jądrowym mógł być dr Abdul Qadeer Khan – winny sprzedaży nuklearnej technologii do Iranu i Korei Północnej. Zabity przez Khalida Szejka Mohammeda amerykański dziennikarz Daniel Pearl, przed śmiercią badał sprawę związków między al-Kaidą a pakistańskim programem nuklearnym.

Rewolucja

Czym skończy się prowadzona przez Musharaffa polityka zaspokajania jednocześnie USA i terrorystów? Rewolucją islamską? Wiele będzie zależało od tego, jaki wybór podejmie ISI. W każdym bądź razie, Zachód powinien przywiązywać większą wagę do tego, co się dzieje w Pakistanie. Konsekwencje rewolucji islamskiej w tym kraju mogą być o wiele groźniejsze od przejęcia władzy przez Chomeiniego w Iranie.

Hubert Kozieł
Polskie Radio



Strona gotowa do druku

Kryzys fatwy

Autor: jarekw Dodano: sobota, 14 lipca 2007 - 17:34 1066 raz(y) oglądano.
Islam na świecie
Dla wielu muzułmanów fatwy, czyli rozporządzenia religijne wyjaśniające wątpliwości teologiczne, są pomostem między odwiecznymi zasadami wiary i współczesnym życiem. W Egipcie co miesiąc wydaje się tysiące fatw. Niektóre z nich, jak, na przykład, fatwa dotycząca karmienia piersią dorosłych mężczyzn, budzą wiele kontrowersji.

W Egipcie uwagę szerokiej opinii przykuły ostatnio dwie fatwy, stanowiące dla wielu muzułmanów źródło zażenowania. Pierwszą z nich była fatwa dotycząca karmienia piersią dorosłych mężczyzn. W jej myśl, islamski zakaz przebywania nieosłoniętej kobiety i nieżonatego mężczyzny w jednym pomieszczeniu może zostać zniesiony w miejscach pracy, jeśli kobieta pięciokrotnie nakarmi mężczyznę piersią, ustanawiając tym samym więzy rodzinne.

Innym kontrowersyjnym rozporządzeniem była fatwa dotycząca moczu proroka. Zgodnie z nią, picie moczu Mahometa może być źródłem błogosławieństwa.

Fatwy te, mimo iż zostały wydane przez największe autorytety religijne w kraju, a przy ich ogłaszaniu, jak zwykle w takim przypadku, kierowano się naukami Koranu i słowami proroka Mahometa, wywołały burzę.

"Byliśmy wściekli, kiedy dowiedzieliśmy się o duńskich karykaturach Mahometa. Jednak te dwie fatwy przynoszą większą szkodę zarówno religii islamskiej, jak i samemu prorokowi" - napisał w dzienniku "Al Masry Al Yom" Galal Amin, profesor ekonomii na Amerykańskim Uniwersytecie w Kairze.

Kryzys islamu

Spór dotyczący kontrowersyjnych fatw zbiegł się w czasie z debatą na temat kryzysu w islamie. Zdaniem przywódców religijnych i politycznych kryzys ten jest wywołany faktem, iż ogłasza się zbyt dużo fatw, oraz że wiele z nich opiera się raczej na ideologii niż naukach religijnych. Również powołani przez rząd specjaliści od zasad islamu orzekli, iż łatwość, z jaką ogłasza się fatwy oraz ich szeroka dostępność doprowadziły do szerzenia się ekstremizmu i nietolerancji.

Spór wokół fatw raz jeszcze wyciągnął na światło dzienne główny problem, przed jakim stoi społeczność muzułmańska - jak dostosować wiarę do wymogów współczesności.

Więcej



Strona gotowa do druku

Duńska muzułmanka - czerwono - zielony sojusz CD

Autor: redakcja Dodano: czwartek, 12 lipca 2007 - 12:03 1210 raz(y) oglądano.
Kobieta w islamie
Niektórzy uważają ją za polityczną prowokatorkę i agentkę islamskiego fundamentalizmu

W kraju, który rozpętał rysunkową wojnę pomiędzy islamem a Zachodem, kobieta ta znalazła się na linii frontu i szykuje się do poważnej walki. Jest bowiem dla Danii problemem, bo uosabia reakcyjny ucisk kobiet i nieliberalny program religijny.

Asmaa Abdol-Hamid, 25-letnia pracownica opieki społecznej, studentka i radna określa siebie jako feministkę, demokratkę i socjalistkę. Ma przyjaciół gejów, sprzeciwia się karze śmierci, popiera prawo do aborcji i zupełnie nie obchodzi jej, co dzieje się w sypialniach innych ludzi. Mówiąc krótko, tolerancyjna Skandynawka i Europejka.

Ale jest także Palestynką i pobożną muzułmanką, nosi chustę, z powodów religijnych nie podaje ręki mężczyznom i ma szansę stać się pierwszą wyznawczynią islamu, która znajdzie się w duńskim parlamencie, Folketingu.

Dla skrajnej prawicy jest polityczną prowokatorką, agentką islamskiego fundamentalizmu pragnącą przeniknąć do siedziby duńskiej demokracji. Dla wielu przedstawicieli lewicy Abdol-Hamid jest też postacią problematyczną, uosabiającą swoim ubiorem reakcyjny ucisk kobiet i nieliberalny program religijny, na który nie powinno być miejsca w jej lewicowym, "czerwono-zielonym" sojuszu socjalistów i ekologów.



Zakazana miłość

Autor: redakcja Dodano: czwartek, 12 lipca 2007 - 12:00 1017 raz(y) oglądano.
Kobieta w islamie
Rebin i Khaleda nie przypuszczali, że miłość zmusi ich do życia w ukryciu
Koran mówi, że muzułmańska dziewczyna może poślubić każdego mężczyznę, pod warunkiem, że on także jest muzułmaninem. Księga stwierdza też jasno, że kobieta ma prawo odmówić związania się z człowiekiem, którego nie chce za męża. Ale nie wszyscy to respektują.


Na pierwszy rzut oka londyńskie mieszkanie Rebina i Khaledy wygląda jak zwyczajny dom nowożeńców. Przy drzwiach wejściowych ustawione w szeregu buty, a na lodówce pełno malutkich magnesów w kształcie serca oraz prywatnych zapisków. Jednak dla tej pary dwudziestopięciolatków ich małe, ciasne mieszkanko jest jedynym miejscem, gdzie czują się bezpiecznie. Dwa lata temu musieli uciekać, gdy uzbrojeni w karabiny krewni Khaledy zagrozili, że ich zabiją.



Iran i Europa są wrogami Ameryki - Noam Chomsky

Autor: Marcus_Crassus Dodano: środa, 11 lipca 2007 - 16:16 1218 raz(y) oglądano.
Użyteczni idioci - zachodni lewacy
Noam Chomsky jest nazywany "najsłynniejszym intelektualistą świata" - i już sama liczba wymienień w Google'ach - ponad 1,5 miliona przekonuje, że nie ma w tym żadnej przesady.

Znana anegdota mówi, że po tym, jak Hugo Chavez ogłosił w ONZ, że uwielbia "Hegemony or survival", a książka Chomsky'ego znalazła się na szczycie listy bestsellerów, do Wenezueli zaczęli pielgrzymować lewicowi intelektualiści, błagając, by porównano ich z Chomskym. Terminy wywiadów z nim są zarezerwowane na kilka miesięcy z góry. Nie dostaje się nawet dodatkowej minuty - gdy czas mija, asystent stanowczo wyprasza. Kiedy kończyłem z nim rozmawiać, do pokoju siłą wtargnęła zdesperowana ekipa japońskiej telewizji, błagając o choćby kilka słów potępiających politykę Busha.

Łatwo oczywiście wykpić fenomen Chomsky'ego. Jest genialnym lingwistą i równie podejrzanym myślicielem. W końcu mylił się zasadniczo tyle razy, poczynając od pochwały ludobójczego reżimu Pol Pota. Napisano niezliczoną liczbę tekstów wyliczających jego niezliczone potknięcia. W Ameryce, gdzie intelektualistów skutecznie oduczono pouczania innych, zachowuje się niczym karykatura intelektualisty francuskiego - poucza nieustannie, nie zważa na fakty albo przykrawa je do własnych potrzeb. Na wszystko ma jedno i to samo wytłumaczenie: zawsze winna jest Ameryka. I to właśnie decyduje o jego gigantycznym sukcesie. Do niedawna sądziliśmy, że politycy powinni być racjonalni, podczas gdy ich prawdziwym przeznaczeniem jest wyrażanie zbiorowych emocji. Nie ma sensu podobnego błędu powtarzać w odniesieniu do intelektualistów, a zwłaszcza Noama Chomsky'ego. Nikt przez tak długie lata, z tak wielką konsekwencją, przesadą graniczącą z szaleństwem nie wyraża zbiorowych emocji wobec największej siły naszych czasów - Ameryki.


rozmowę prowadzi Maciej Nowicki

Czy Stany Zjednoczone zaatakują Iran? Neokonserwatyści przekonują prezydenta Busha, że jest to rozwiązanie konieczne....

Atak na Iran wydaje się czymś absolutnie nieprawdopodobnym. Cały świat jest przerażony taką możliwością. I ma ku temu bardzo ważny powód. Inwazja na Irak wydawała się dziecinnie prosta do zrealizowania, a przerodziła się w gigantyczną klęskę - siła światowego terroryzmu wzrosła siedmiokrotnie. Proszę tylko pomyśleć, do czego doprowadziłby atak na Iran. Przecież to byłaby operacja na znacznie większą skalę. Oczywiście Ameryka jest w stanie zmieść znaczną część Iranu z powierzchni ziemi. Trzeba się jednak zastanowić, co będzie potem. Konsekwencje dla całej reszty świata byłyby katastrofalne - najprawdopodobniej doszłoby do III wojny światowej. Nic więc dziwnego, że nawet Pentagon odradza atak. Myślę, że administracja Busha - która wszystko utrzymuje w tajemnicy, ponieważ boi się Amerykanów - mogłaby zdecydować się na zaatakowanie Iranu tylko w jednym przypadku: gdyby popadła w całkowitą desperację. A jeżeli kandydat Demokratów zacznie zdobywać przewagę przed wyborami prezydenckimi w roku 2008, Bush popadnie w całkowitą desperację. Taka jest zresztą logika jego panowania - zaczynał jako prezydent całkowicie irracjonalny, podejmujący niezrozumiałe decyzje, kończy jako prezydent zdesperowany.

Tak więc, mimo wszystko, atak jest możliwy?

Tak. Zresztą trzeba sobie zdać sprawę, że wszystkie amerykańskie groźby wobec Iranu są zbrodnią. Groźba wytoczenia wojny niezależnemu państwu jest poważnym pogwałceniem prawa międzynarodowego, choć nikt - ani w Ameryce, ani w Europie - zdaje się tego nie dostrzegać...

Wojną groził przede wszystkim Ahmadineżad - trudno zapomnieć jego słowa o zmieceniu Izraela z powierzchni ziemi...

Izrael jest niewielkim państwem, które ma siły powietrzne silniejsze od wszystkich państw w armii NATO, pomijając Stany Zjednoczone. Amerykańscy wojskowi udzielają temu państwu rad, w jaki sposób mogłoby bezpiecznie zbombardować Iran, ponosząc przy tym bardzo ograniczone straty. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby irańscy generałowie zaczęli udzielać rad, w jaki sposób można bezpiecznie zbombardować Izrael... Jest pan Polakiem, porozmawiajmy więc także o tarczy antyrakietowej. Dlaczego Stany Zjednoczone w ogóle zdecydowały się na zbudowanie takiej tarczy w Polsce. Czy pana zdaniem Amerykanie naprawdę myślą, że Iran odpali swoje rakiety w kierunku Warszawy? Przecież to nie ma żadnego sensu...

Prawda jest taka, że Irańczycy nie mają żadnych rakiet, które mogłyby dolecieć do Polski...

Nie na tym polega problem. Przecież nawet gdyby Irańczycy mieli 5 tysięcy rakiet, które doleciałyby do Polski, to i tak by ich nie użyli. Nie mają najmniejszego zamiaru atakować Europy. To byłoby z ich strony samobójstwo. Wystarczy im jeden wróg - Stany Zjednoczone. To jest oczywiste. Problem jest zupełnie inny - i wszyscy o tym wiedzą: tarcza antyrakietowa stanowi w rzeczywistości broń ofensywną, a nie defensywną. Tarcza antyrakietowa nie jest w stanie powstrzymać pierwszego ataku. To powie panu każdy specjalista: amerykański, brytyjski czy chiński. Natomiast kraj, który chce zaatakować jakiś kraj jako pierwszy, musi mieć taką tarczę na wypadek, gdyby kraj zaatakowany - w tym wypadku Iran - zdecydował się na atak odwetowy. Chodzi jedynie o to, że jeśli Ameryka zaatakuje Iran, ten odpowie - i stąd te rakiety. Tak więc Polska, pozwalając na zainstalowanie tarczy antyrakietowej na swym terytorium, uczestniczy de facto w wojnie przeciw Iranowi. Której nikt na świecie - pomijając Izrael - nie chce.

Jednak strach przed Iranem nie jest czystym wymysłem. Przecież nie tylko Bush i jego akolici boją się Ahmadineżada. Budzi on strach także w Europie. A irański program nuklearny sprawia, że podobne ambicje coraz silniej przejawiają także inne państwa regionu: Turcja, Egipt, Arabia Saudyjska. Irańczycy nie przestają powtarzać, że tylko bomba atomowa gwarantuje prawdziwą niezależność. A ten przekaz świetnie dociera do innych...

Pan twierdzi, że ludzie boją się Iranu. Ale gdy przyjrzymy się badaniom opinii publicznej, doskonale widać, że krajem, którego ludzie boją się najbardziej na świecie, są Stany Zjednoczone, a nie Iran. Nie neguję faktu, że Ahmadineżad jest straszny. Jednocześnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Zachód uwielbia Ahmadineżada: każda jego szalona wypowiedź - często "podrasowana" wątpliwym tłumaczeniem - natychmiast pojawia się na pierwszych stronach gazet i w dziennikach telewizyjnych.

Trudno się temu dziwić - w końcu Ahmadineżad jest przezydentem Iranu...

Prasa uwielbia, gdy on mówi, że Izrael nie powinien istnieć, natomiast nawet nie zająknie się, gdy ajatollah Chamenei, który odpowiada za politykę zagraniczną, oświadcza, że Iran jest za normalizacją stosunków z Tel Awiwem i równoległym istnieniem dwóch państw: Izraela i Palestyny, rozwiązaniem blokowanym od 30 lat przez Stany Zjednoczone i Izrael. Ahmadineżad jest tak kochany przez Zachód, ponieważ jego słowa sprawiają, że dotychczasowa polityka nieustannych sankcji, której skutkiem jest cierpienie irańskiego ludu, znajduje racjonalne wytłumaczenie. To dlatego trzeba demonizować irańskich przywódców. Tymczasem irańscy dysydenci, Akbar Gandżi czy Szirin Ebadi, którzy są bardzo dzielnymi ludźmi, gorzko komentują amerykańskie groźby, ponieważ doskonale rozumieją to, czego rzekomo nie rozumie Waszyngton - że te groźby są wielkim darem dla twardogłowych, że to uniemożliwia jakiekolwiek wysiłki na rzecz reform i demokratyzacji. Kiedy w roku 2003 George W. Bush wygłosił swą mowę o osi zła Teheran-Bagdad-Phenian, dla irańskich liderów stanowiło to sygnał, że należy torturować i mordować członków opozycji...

Tylko że tak to już jest z sankcjami - są z reguły dyskusyjne, mają jednocześnie złe i dobre skutki. W pewnych przypadkach przynoszą demokratyczne zmiany, w innych sprawiają, że reżim staje się jeszcze gorszy...

Myli się pan, sądząc, że administracja Busha w ogóle się nad tym zastanawia. Demokracja w Iranie to nie jest ich problem. Ich interesuje tylko jedno: zemsta i narzucenie swojej władzy. W roku 1953 Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zlikwidowały rządy parlamentarne w Iranie za pomocą wojskowego zamachu stanu. Narzuciły szacha, który rządził opierając się na przemocy i torturach przez pół wieku. Irańczycy pozbyli się go - i to jest w oczach Amerykanów wielka zbrodnia. W czasie rewolucji przetrzymywali 5 amerykańskich dyplomatów - to także jest wielka zbrodnia. Choć gdy Izraelczycy przetrzymywali połowę palestyńskiego rządu, nikt nie miał zamiaru ich karać. Zbrodnia ma miejsce tylko wtedy, gdy jesteśmy nieposłuszni Ameryce. Za czasów Cartera Amerykanie próbowali zorganizować zamach wojskowy w Iranie. Za czasów Reagana wsparli iracką agresję na Iran, w czasie której zginęły setki tysięcy Irańczyków, a kraj został zniszczony. W latach 90. Amerykanie nałożyli sankcje, co jest zupełnie niepotrzebnym torturowaniem irańskiego ludu. Krótko mówiąc, od roku 1953 obsesją Ameryki było nieustanne karanie Iranu. Irańczycy muszą zapłacić cenę za wyzwanie, jakie rzucili - nie poddali się amerykańskiej supremacji, a państwa, które tak postępują, nie są tolerowane. Doktryna Ameryki zakłada, że ma ona prawo rządzić światem siłą, a każdy, kto stanowi jakiekolwiek wyzwanie dla jej dominacji (także wymyślone lub rozdęte do granic absurdu), może zostać zniszczony, zanim stanie się prawdziwym zagrożeniem. Na dodatek Stany Zjednoczone utrzymują, że to one stanowią prawo - że np. nielegalne bombardowanie Serbii, oparte na wątpliwych przesłankach, zmieniło naturę prawa, ponieważ prawo jest żywą doktryną, poddawaną nieustannym zmianom przez międzynarodową praktykę. Tylko Ameryka może zmienić naturę prawa - nikt poza nią.

reszta artykułu

Notatka: Komentarz:

Odpowiedzi Chomsky'ego były znakomite. Tak znakomite, ze nie podlegajace zadnej krytyce. I tak Chomsky stwierdził, ze Japonia, Korea i Chiny są bogate w surowce naturalne. W tym miejscu wszyscy na sali wybuchneli salwami smiechu ale szybko zreflektowali sie, ze w obecności papieża radykalnej lewicy nie wypada. Nastepnie Chomsky stwierdził, ze sama groźba uzycia siły przeciwko Iranowi jest zbrodnią ("Zresztą trzeba sobie zdać sprawę, że wszystkie amerykańskie groźby wobec Iranu są zbrodnią.) Natomiast groźby Iranu pod adresem Izraela zbrodnia nie są.

I dlatego pan Chomsky traktowany jest pooważnie jedynie wśród radykalnej lewicy i młodzieży akademickiej. Pozostali patrza na niego i z usmiechem i z litością.

O fragmencie : Plan Marshalla jest dziś przedstawiany jako akt niebywałej wprost
dobroczynności. To wielkie kłamstwo. Stanowił on w rzeczywistości wielką operację przestawienia Europy z gospodarki opartej na węglu - którego Europa miała pod dostatkiem - na gospodarkę opartą na ropie naftowej, której Europejczykom brakuje - lepiej nawet nie wspominać. Lepiej to pozostawić psychiatrom.

Ot - i lewicowy guru..


Strona gotowa do druku

<   1234567891011121314151617181920212223334353637383   >

Możesz pobierać nasze niusy, używając pliku backend.php.