Europa 21 - Archiwum :: Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran
_Loading


_LoadMsg1
_LoadMsg2
08-02-2012 - 07:40  
Europa 21 - Archiwum  
 
 

Archiwum wg daty


 < luty, 2012 > 
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829

Informacja

Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj

forum

OSTATNIE POSTY
wyświetl PostaBahaici w Iranie(0)
  kusztar
 dnia 23. Maj o godz. 14:54
wyświetl PostaUpadek Francji - czy...(3)
  1683
 dnia 28. Wrz o godz. 19:14

[Wejdź na Forum]

Online

Obecnie jest 9 gości i 0 użytkowników online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj

Jak wychowywano mnie dla jihadu

Autor: jarekw Dodano: niedziela, 17 czerwca 2007 - 18:33 1515 raz(y) oglądano.
Islam na świecie
Autor:Nonie Darwish
Tłumaczył: jarekw

Terroryzm wychodzący ze śwata muzułmanów nie zdarzył się przez zbieg okoliczności, jest to bezpośredni rezultat kultury która promuje islam, jihad i antysemityzm przez pokolenia.

Dorastałam w kontrolowanej przez Egipt Gazie, w latach 50 tych, w czasach prezydenta Nassera zaangażowanego w jednoczenie świata arabskiego i zniszczenie Izraela. Zmobilizował Arabów w Gazie do założenia ruchu Fedainów aby dokonywać skrytych ataków przez granicę w celu terroryzowania Izraela. Mój ojciec, który dowodził egipskim wojskiem w Gazie i na Synaju w tym czasie, został zabity w wyniku tych operacji. Został obwołany narodowym bohaterem, „Shahidem” czyli męczennikiem. Nasser przyrzekł, że cały Egipt weźmie odwet i nie zrobił wzmianki o dużej ilości śmiertelnych ofiar i strat materialnych zadanych Izraelowi.

W tamtych czasach Jihad oznaczał świętą wojnę i nie był jeszcze rozwinięty w obecną epidemię muzułmańskich zamachowców-samobójców. Powodem z którego jihad rozwinął się w epidemię zamachowców-samobójców jest upadek arabskiego systemu edukacji który opierał swój program nauczania na nienawiści, zemście i odwecie na nie-muzułmanach, zwłaszcza Żydach.

W szkołach podstawowych Gazy uczyłam się nienawiści, zemsty i odwetu. Pokój nigdy nie był wyborem i nigdy nie był wspominany jako zaleta tak długo jak Żydzi istnieją. Chwała bitwy była największym honorem. Straszyli nas Żydami i nauczali nas rozwiązywać spory poprzez przemoc. Nie pozwalano mi wziąść jakichkolwiek słodyczy od obcych ponieważ mógłby to być jakiś Żyd próbujący otruć mnie.
Dziewczęta płakały recytując codziennie poezję jihadystyczną i zobowiązywały się zakończyć swoje życia jako męczennice. Po kilkunastu pokoleniach wychowanych w takiej ostrej indoktrynacji, wielu arabskim dzieciom wyprano mózgi jak robotom aby uważały zamachowców-samobójców za kogoś kogo można podziwiać w nadziei pójścia do nieba. Ta bezprecedensowa i ekstremalna forma jihadu wyprodukowała obecną generację zamachowców-samobójców którzy zabijają nie-muzułmanów bez miłosierdzia.
Indoktrynacja była nie tylko w szkołach, lecz także w piosenkach, poezji, filamach, rysunkach satyrycznych i w każdym aspekcie życia. Boską misją każdej generacji było przejmowanie niekończącego się obowiązku jihadu.

Celem edukacji było wzbudzenie zaangażowania aby zniszczyć państwo Izrael, które stało się narodową obsesją Arabów. Arabowie przekonali siebie, że egzystencja Izraela daje im wolną rękę w czynieniu czegokolwiek i nic nie było bardziej święte. Końcowym rezultatem jest kultura – poza kontrolą, podsycana przez pieniądze z ropy naftowej i zanieczyszczająca świat terrorem.

Jako dziecko byłam zniechęcana do poddawania w wątpliwość nauczania nienawiści do Żydów i innych nie-muzułmanów; robienie tego była nieprzebaczalnym grzechem. Szybko nauczyłam się zatrzymywać moje opinie i pytania dla siebie. Trzeba nienawidzieć wrogów islamu aby być dobrym muzułmaninem.

Indoktrynacja muzułmańskich dzieci w kierunku nienawiści powszechnych wrogów była także używana jako narzędzie do podporządkowania. Jihad potrzebuje nienawiści do wroga, a nienawiść wychodzi ze strachu tak więc strach przed Żydami musiał być promowany stale przez niewiarygodne opowieści i kłamstwa. To nie było trudne ponieważ większość arabskich dzieci nigdy nie spotkała lub nie współdziałała z Żydami. Izolowanie i bojkotowanie Izraela było więc zasadnicze w promowaniu nienawiści.

Arabska kultura polega na strachu przed wspólnym wrogiem aby doprowadzić do zjednoczenia i jedności wśród jej członków w celu sformowania zgodnego frontu. Jest to niezbędne w kulturze opartej na ucisku, która pomija prawa osoby, prywatność i promuje śmierć dla chwały Boga. Jedność muzułmanów musi być utrzymywana i odżywiana ciągle kosztem propagandy nienawiści przeciwko Izraelowi i Zachodowi.

Nienawiść i przemoc jest także nauczana w meczetach. Muzułmański kler zawiódł sromotnie w uspokajaniu swojej społeczności. Zamiast być źródłem pociechy i mądrości, został źródłem ninawiści, wściekłości i działalności wywrotowej. Wlewa w wiernych szał gniewu i paranoi przeciwko Zachodowi i Izraelowi.

Pamiętam, jako młoda kobieta, odwiedzając chrześcijańską przyjaciółkę w Kairze podczas piątkowych modłów, i obie słyszałyśmy słowny atak na Chrześcijan i Żydów z głośników umieszczonych na zewnątrz meczetu. Słyszałyśmy: „Niech Bóg zniszczy niewiernych i Żydów, wrogów Boga. Nie mamy być ich przyjaciółmi lub podpisywać porozumienia z nimi.” Słyszałyśmy także wiernych odpowiadających „Amen”. Moja przyjaciółka wyglądała na przestraszoną a ja byłam zawstydzoną. To było gdy po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że coś było bardzo złe w sposobie w jaki moja religia była nauczana i praktykowana.

Końcowym rezultatem takiego systemu nauczania jest dysfunkcyjne społeczeństwo które eksportuje terroryzm w świat. Ten system rani arabskie dzieci i społeczeństwo ze środka bardziej niż oni sobie uświadamiają; to jest po prostu system które nie rozwiązę, lecz stworzy gorsze problemy i niezamierzone konsekwencje. Nauczanie nienawiści w nadziei zranienia wroga jest formą wykorzystwyania dzieci przeciwko zdrowemu wychowaniu muzułmańskich dzieci.

Obowiązkiem dobrego muzułmanina jest wyzwalać i podnosić współczucie, przebaczenie i tolerancję w islamie, nie tylko słownie lecz także poprzez czyny. Nauczanie arabskich dzieci pokoju, tolerancji i współczucia jest niezbędne aby doprowadzić do lepszego i lepiej prosperującego społeczeństwa i jest jedynym rozwiązaniem problemu islamskiego terroru. Jest to jedyna droga do zbudowania zaufania, szacunku i pokoju między narodami.




Strona gotowa do druku

Edukacja w Strefie Gazy

Autor: jarekw Dodano: sobota, 16 czerwca 2007 - 15:10 863 raz(y) oglądano.
Islam na świecie
Uczą ich by pogrzebać szanse na pokój

W kilku szkołach w Gazie, dzieci otrzymują edukację nienawiści.
Miasto Gaza – sześć dni w tygodniu, przedszkolanka Samira Ali El Hassain mówi swojej 30-sto osobowej klasie pięcioletnich chłopców i dziewczynek co sprawia, że świat obraca się.
„Tutaj widzicie jak jajko staje się kurczakiem ‘ mówi do uczniów. „Tutaj widzicie jak narysować okrąg”, znów mówi.
Następnie Hassain rozpoczyna quizy w klasie o poprzedniej, bardziej poważnej lekcji. „Kim są Żydzi?” pyta.
Dzieci znają odpowiedź na pamięć: „Wrogami!” odpowiadają zgodnie.
„A co powinniśmy im zrobić?” Hassain pyta głosem który jest tak niezobowiązujący jak wtedy gdy dyskutowała o kurczakach i jajkach.
„Zabić ich!” dzieci krzyczą.
Hassain pracuje w szkole prowadzonej przez Al-Mujamma Al-Islami (Stowarzyszenie Islamskie), islamskiej grupie charytatywnej utworzonej w 1973 roku przez szejak Ahmeda Yassina, twórcę i duchowego lidera grupy bojowników Hamas. Takie szkoły stanowią około 10 procent przedszkoli i są jedynymi takimi uczącymi w tak jadowity sposób.
Znaki, że wychwalają przemoc są dzisiaj znajdywane wszędzie na ulicach Gazy, stolicy palestyńskiej Strefy Gazy. Na ścianach, grafiti wzywa mieszkańców „zabij Żydów” i „umieraj jak shahid (męczennik)” – mężczyzni i kobiety którzy zgineli próbująć zabić Izraelczyków. Instrukcje jak zostać shahidem są namalowane sprayem, razem z fotografiami broni, wybuchających autobusów i portetami mężczyzn owiniętych materiałami wybuchowymi.
A jeśli to nie wystarcza do przekonania dzieci w Gazie – wiele z nich spędza swoje dni włócząc się po zakurzonych ulicach, bawiąc się na barykadach z worków z piaskiem, strzelając z zabawek-karabinów i obrzucając siebie kamieniami – nienawiść do Izraelczyków jest częścią ich przedszkolnego planu zajęć.

Ucząc urazy

“Mówię im, że są Palestyńczykami, że muszą bronić swojego kraju kiedy dorosną, że ten kraj należy do nich a nie do Żydów, naszych wrogów” mówi trzydziestopięcioletnia Hassain. „Każdego ranka pytam ich: „Czy widzieliście wiadomości? Czy kochacie wrogów którzy masakrują naród palestyński?Chcielibyście mieć pokój z nimi kiedy dorośniecie?”
Jej 24 letnia koleżanka, Istama Showish, przekazuje podobne przesłanie:
„Nauczamy ich, że Żydzi którzy żyją w Jerozolimie i Palestynie są okupantami, którzy zabrali nam nawet powietrze którym oddychamy” mówi.
Al-Mujamma Al-Islami wygrała walkę o serca wielu spośród biednych Palestyńczyków w Strefie Gazy poprzez przekazywanie żywności i ubrań oraz zakładanie szkół. Przedszkole gdzie Showish i Hassain nauczają kosztuje tylko 7$ dolarów miesięcznie, połowę kosztów typowej dziennej opieki.

Edukacja znaczy Pokój

Dzieście mil na północ od Gazy, Sundos Battah jest zbulwersowany takimi wydarzeniami. Jeden z 9000 izraelskich Arabów żyjących w regionie Gilboa obok Zachodniego Brzegu, widzi edukację jako pierwszoplanową siłę za pokojem.
Przez poprzednie dziewięć lat, Battah był zaangażowany w program spotkań żydowskich i palestyńskich dzieci w wieku od 11 do 17 lat trzy razy w roku. Battah ma nadzieję, że takie programy staną się podstawą pokojowej koegzystencji w tym rozdartym wojną kraju.
„Bawią się, malują, uprawiają sport” mówi Battah który koordynuje projekt po stronie palestyńskiej. „Jak tylko się spotykają, zapominają o sytuacji politycznej.”
Lecz Battah mówi, że izraelskie wtargnięcie na Zachodni Brzeg uczyniło jego pracę „bardzo trudną”.

„Musimy wyjaśnić naszym dzieciom, że przemoc którą widzą w telewizji w takim sensie który nie rujnuje ich budzących się relacji z dziećmi żydowskimi.” Mówi. „Nie wolno nam pozwolić zniżyć się do poziomu dzieci z Gazy.
Sigal Vaitsman, czternalstoletni uczeń żydowskiej szkoły średniej, który uczestniczy w projekcie, mówi: „Powinniśmy być bardziej dojrzali – wtedy możemy rozwiązać problemy przy stole, a nie bombardowaniami.

Nur Saleem, 17 lat, izraelski Arab z wioski Muquebe, zgadza się i mówi, że rola nauczycieli szkolnych jest kluczowa dla pokoju: „Jeśli nauczyciele głoszą nienawiść do Żydów lub nienawiść do Palestyńczyków, będziemy powtarzać rzeczy których nauczyliśmy się w szkole kiedy dorastaliśmy.”

Oswajanie ze śmiercią

Z powrotem w Gazie, jakkolwiek dzieci w klasie przedszkola Al-Mujamma Al-Islami zaczynają w następnym tygodniu nową grę, zwaną „pogrzeb męczennika.”.
„Jeden z nich udawać będzie męczennika, kiedy inni będą podnosić go i udawać, że go grzebią.” Mówi Showish. „Mówimy im, że szachidzi są bardzo dobrymi ludźmi, naszymi bohaterami. Mówimy im, że muszą dorosnąć i robić to samo”.

Khitam Ajrami, przyszła matka, mówi, że będzie mówić swojemu nienarodzonemu dziecku te same rzeczy.W chłodnym cieniu jej rozebranego domu w obozie uchodźców Jabaliya, milę na północ od Gazy, 20sto letnia Ajrami przemyśla słowa które będzie mówić dziecku które oczekuje urodzić za dwa miesiące. Ostatniego miesiąca, jej mąż, Najib, został zabity przez żołnierzy izraelskich kiedy próbował wysadzić się w powierze w żydowskim osiedlu.
„Powiem dziecku, że jego ojciec umarł jako męczennik,” mówi Ajrami, śmiejąc się nieśmiało spod jej zielono-żółtej chusty. „Nauczę go kochać nasz kraj, aby wiedział, że Żydzi okupują nasz kraje, że mamy racje a Żydzi nie. Nauczę dziecko nienawidzić Izrael.




Strona gotowa do druku

Wobec islamu I-III. Analiza problematyki.

Autor: redakcja Dodano: środa, 13 czerwca 2007 - 11:02 1043 raz(y) oglądano.
Islam a chrześcijaństwo
Dzięki uprzejmości księdza Adama Wąsa, znawcy islamu, oraz Radio Vaticana które wyraziło również zgodę na republikację, portal Europa XXI przedstawi dla czytelników cykl referatów autorstwa księdza Wąsa dotyczących islamu oraz stosunków islam - chrześcijaństwo

Poznanie jest warunkiem dialogu. Dlatego 23 września rozpoczynamy nowy cykl programów poświęconych islamowi. Ich autorem jest o. Adam Wąs SVD. Poniżej tekst pierwszej audycji, nawiązującej do wydarzeń po ratyzbońskim wykładzie Benedykta XVI.


Czy Ojciec Święty powinien przeprosić muzułmanów?

Dokładnie dwadzieścia lat po spektakularnym, dialogicznym spotkaniu przywódców religijnych, jakie miało miejsce w Asyżu, muzułmanie i chrześcijanie znowu oddalają się od siebie. Wyznawcy islamu gwałtownie zareagowali na fragment papieskiego wystąpienia, wygłoszonego na uniwersytecie w Ratyzbonie. 12 września Ojciec Święty Benedykt XVI przytoczył słowa cesarza Manuela II. W prowadzonej pod koniec XIV wieku dyspucie z perskim uczonym ówczesny władca bizantyjski stwierdził: "Wskaż mi więc, co Mahomet wymyślił nowego. Znajdziesz tylko złe i nieludzkie rzeczy, takie jak rozkaz szerzenia jego nauki za pomocą miecza".

Uczucia religijne współczesnych muzułmanów zostały urażone, ponieważ przedstawiono im wyrwany z kontekstu fragment papieskiego wykładu. Opiniotwórcza katarska stacja telewizyjna Al-Dżazira poinformowała świat muzułmański, że papież skrytykował islam i obraził Proroka. Sprowadzenie wystąpienia papieskiego wyłącznie do ataku na islam – w kontekście rzekomej analizy dżihadu – było jednak bardzo daleko idącym uproszczeniem.

Cała sytuacja przypomina wydarzenia sprzed kilku miesięcy, kiedy mieliśmy do czynienia z problemem, wywołanym opublikowaniem „karykatur proroka Mahometa”. Tym razem ofiarą karykaturalnego przestawienia padło wystąpienie papieża. Zaistniała sytuacja potwierdza istnienie niebezpieczeństw, wynikających z manipulowania tekstem, aby osiągnąć określony cel.

Przypomnijmy, że papież przemawiał do zachodnich intelektualistów, a nie do muzułmanów; zaś głównym tematem nie był islam, lecz racjonalność wiary oraz odrzucenie przemocy w propagowaniu przesłania religijnego. Ukształtowanemu w tradycji filozofii greckiej i kultury chrześcijańskiej papieżowi chodziło o wskazania miejsca racjonalnych rozważań w refleksji teologicznej. Natomiast muzułmański odbiorca, dla którego transcendentnego Boga nie da się ująć w żadnej kategorii, odrzuca taki sposób rozważań. Fundamentalizm islamski posłużył Ojcu Świętemu, jako egzemplifikacja jego krytycznych rozważań na temat ekstremizmu religijnego. Pamiętać należy, że przedmiotem krytyki Ojca Świętego w jego uniwersyteckim wykładzie był również, obecny zwłaszcza na Zachodzie, radykalny laicyzm. Benedykt XVI, wybitny teolog przełomu tysiącleci, inspiruje na początku XXI wieku do podjęcia rzetelnej dyskusji na temat istoty Boga i znaczenia religii we współczesnym świecie.

Podana przez media niepełna informacja wywołała fale protestów. Wobec medialnych akcji palenia watykańskich flag i kukieł z podobizną papieża, ataków na kościoły katolickie i śmierci zakonnicy w Somalii – rodzi się naturalne pytanie, czy wydarzenia te nie potwierdzają słuszności papieskich słów? Gwałtowne reakcje radykalnych muzułmanów zagłuszają jednak głos ich współwyznawców, którzy ośmielają się obiektywnie ocenić papieskie wystąpienie. Na przykład w oświadczeniu Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów czytamy, że "chrześcijanie są braćmi muzułmanów, co zaświadcza Koran i Sunna. Nie było intencją Benedykta XVI obrażanie islamu, muzułmanów i ich wartości, a na odwrót - wyciągnięcie ręki do dialogu i rozmowy".

Muzułmanie domagają się przeprosin. Stolica Apostolska wydała więc serię stosownych oświadczeń i komunikatów. Sam Ojciec Święty wyraził ubolewanie nad zaistniała sytuacją. Komunikat watykańskiego sekretarza stanu kardynała Tarcisio Bertone, oświadczenie dyrektor watykańskiego biura prasowego. O. Federico Lombardiego i wreszcie wyjaśnienia Benedykta XVI jednoznacznie precyzują intencje papieża i jego stanowisko wobec islamu. Ojciec Święty w imieniu Kościoła katolickiego wyraża szacunek wobec muzułmanów oraz potwierdza wolę kontynuowania dialogu z nimi. Zadeklarował to już na początku swego pontyfikatu, akcentując znaczenie dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego. W kontekście kontaktów chrześcijańsko-muzułmańskich potwierdzeniem słów papieża było spotkanie z przedstawicielami środowisk muzułmańskich w Kolonii 20 sierpnia 2005 roku. Ojciec Święty powiedział wtedy, że międzyreligijnego i międzykulturowego dialogu między chrześcijanami i muzułmanami nie wolno zredukować do decyzji i zaangażowania jednego sezonu. Dialog ten jest faktycznie życiową koniecznością, od której w dużej mierze zależy nasza przyszłość. Wydarzenia ostatnich dni potwierdzają słuszność papieskich słów.

Benedykt XVI przekonał się, jak trudny jest dialog z muzułmanami. Dlatego szczególne miejsce powinni w nim zając dobrzy doradcy i eksperci świata muzułmańskiego. W tym kontekście rodzą się następujące pytania: Czy słuszna była – przeprowadzona w ramach reformy kurii rzymskiej – fuzja powołanej przez Jana Pawła II Papieskiej Rady do Spraw Dialogu Międzyreligijnego z Papieską Radą do Spraw Kultury? Czy nie można było wykorzystać innego cytatu, który wskazywałby zagrożenia wypływające z manipulowania przesłaniem religijnym, a praktykowanym przez liczne środowiska muzułmańskie zarówno w przeszłości, jak i współcześnie? Nie należy przy tym zapominać, że to zagrożenie, określane najogólniej mianem fundamentalizm religijnego, obecne jest w każdej religii.

Wobec ataków na Benedykta XVI rodzą się także pytania skierowane do społeczności muzułmańskiej: Kto przeprosi papieża? Partnerem dysputy intelektualnej Manuala II był muzułmański uczony, a kto będzie partnerem Benedykta XVI? Ufajmy, że nie ulica sterowana decyzjami polityków.

W napiętej atmosferze ostatnich dni, aktualne stają się słowa innego wybitnego teologa i intelektualnego przyjaciela papieża, Hansa Künga, który wypracowując koncepcję „Weltethosu” stwierdził, że nie ma pokoju między narodami, jeśli nie ma pokoju między religiami. A pokoju między religiami nie da się osiągnąć bez dialogu między nimi. Tylko odważny, mądry i oparty na zasadzie wzajemności dialog może złagodzić negatywne skutki zaistniałej sytuacji.


Adam Wąs SVD
Pieniężno, 22.09.2006

Poznanie jest warunkiem dialogu. Poniżej zamieszczamy tekst drugiej audycji ks. Adama Wąsa SVD z cyklu poświęconego islamowi.

Dlaczego powinniśmy się zająć islamem? Czym jest islam?

„Sprawa ratyzbońska” zainspirowała do bardziej szczegółowego spojrzenia na islam. To jednak nie gwałtowne reakcje muzułmanów na wypowiedź Benedykta XVI z 12 września 2006 roku przyczyniły się do współczesnego wzrostu zainteresowania ich religią. Punktem zwrotnym w podjęciu problematyki islamskiej był barbarzyński atak na World Trade Center z 11 września 2001 roku. Obecne napięcie między chrześcijanami i muzułmanami wpisuje się w ciąg wydarzeń minionych lat.

Środki społecznego przekazu przyzwyczaiły nas do komentarzy, wywiadów i spekulacji na temat muzułmanów oraz ich świata i religii. W ciągu pięciu lat dowiedzieliśmy się o islamie więcej niż przez dziesięciolecia. Niefortunnie inspiracją podjęcia problematyki islamskiej stała się tragedia tysięcy ofiar w Ameryce. Siłą napędową dalszej refleksji były kolejne ataki terrorystyczne w Madrycie (11.03.2004) i Londynie (7.07.2005) oraz wojenne dramaty Palestyńczyków, Afgańczyków, Irakijczyków i Libańczyków. Terror, wojna i gwałtowność jakiejkolwiek reakcji nie sprzyjają obiektywizacji ocen. Posługując się dialektycznym paradygmatem: dobro – zło, czarny – biały, wróg – przyjaciel, bardzo łatwo ulec emocjonalnej próbie powierzchownej krytyki. W atmosferze konfliktu i napięć bardzo łatwo uznać, że to, co nie nasze, jest złe. Tego rodzaju przekonanie nabiera znaczenia, jeśli pada na grunt ignorancji, której pożywką są ukształtowane w przeszłości stereotypy. Rzeczywistość pokazuje, że po obu stronach funkcjonuje często ten sam mechanizm uogólnienia i demonizacji. Nie trudno w takim układzie wpaść w spiralę skrajnych ocen, według których – z jednej strony – Stany Zjednoczone, Europa, czyli tzw. chrześcijański Zachód, to uosobienie szatana, a z drugiej – świat islamu to nic innego jak tylko źródło terroru i barbarzyństwa.

Spotkanie Benedykta XVI z przedstawicielami świata islamskiego, do którego doszło w miniony poniedziałek 25 września w Castel Gandolfo, to kontynuacja dialogicznej drogi Kościoła katolickiego. Przyjęcie tego zaproszenia przez dwudziestu dwóch dyplomatów i przedstawicieli Ligi Muzułmańskiej potwierdza zgodność przekonania, że nie konfrontacja, ale dialog mają kształtować wzajemne relacje między chrześcijanami i muzułmanami. Niech serdeczny uścisk dłoni i krótka rozmowa Benedykta VI z uczestnikami spotkania staną się symbolem chrześcijańsko-muzułmańskich kontaktów na wszystkich płaszczyznach, a nie tylko na najwyższym szczeblu.

Dla chrześcijanina inspiracją do podjęcia refleksji nad islamem nie mogą być wyłącznie sytuacje trudne, w których dochodzi do napięć i konfrontacji. Droga dialogu, na którą wprowadził nas, katolików, Sobór Watykański II, zobowiązuje do podjęcia wysiłku, który pomoże przezwyciężyć wiele nieporozumień, uproszczeń i wybiórczy, wręcz karykaturalny, sposób postrzegania drugiej strony. Krocząc tą drogą, musimy poznać „partnera dialogu”. I nie chodzi tu wyłącznie o trudny dialog teologiczny, lecz przede wszystkim o dialog życia. Muzułmanie są w wielu miejscach na świecie sąsiadami i współpracownikami chrześcijan. Wyznawcy obu religii spotykają się także na płaszczyźnie koleżeńskiej i przyjacielskiej. Do poznania prawdy o „partnerze dialogu” zachęca nas przede wszystkim dekalog. Ósme przykazanie mówi, żeby nie dawać fałszywego świadectwa o bliźnim. Jako ludzie wierzący jesteśmy zobligowani do odkrywania prawdziwego obrazu muzułmanina; obrazu, w którym on sam mógłby siebie rozpoznać. Naturalnie, to samo dotyczy obrazu chrześcijanina w oczach muzułmanów. Obiektywna informacja o świecie islamu oraz głębsze zrozumienie funkcjonujących w nim mechanizmów powinny okazać się bardzo pomocne.

Nasze sobotnie rozważania w cyklicznym programie „Wobec islamu” podzieliliśmy na trzy części. W pierwszej przyjrzymy się współczesnym obliczom islamu. Przedmiotem drugiej części będą podstawowe wiadomości o islamie niezbędne w zrozumieniu złożoności tej religii. Ostatnią część stanowić będą rozważania na temat bezpośrednich relacji chrześcijan z muzułmanami.

Zanim podejmiemy rozwinięcie zagadnień poszczególnych części, spróbujmy odpowiedzieć na podstawowe pytania: Czym jest islam? i Kim jest muzułmanin?

Zdefiniowanie islamu nie jest łatwe. Według zachodnich kryteriów „islam to zarówno wiara religijna, jak i ideologia polityczna oraz oznaka tożsamości indywidualnej i grupowej.” Posługując się definicją polskiego orientalisty Józefa Bielawskiego, powiemy, że islam to religia i państwo jednocześnie, prawo i ideologia obejmująca całość życia jednostkowego i społecznego jego wyznawców. Inaczej mówiąc, islam jest religią, która zajmuje się w równej mierze życiem człowieka na tym świecie, jak i jego życiem ostatecznym, a więc prawdami wiecznymi, eschatologią, jak również państwem, rodziną, małżeństwem itp. Islam jest równocześnie religią, kulturą i cywilizacją, a także ściśle zorganizowaną wspólnotą społeczno-polityczną.

Arabski termin islām pochodzi od czwartej formy czasownika o rdzeniu slm: aslāma, "być posłusznym." i oznacza "posłuszeństwo (Bogu)"; muslim – po polsku muzułmanin – jest jego imiesłowem czynnym i oznacza "(tego), kto jest posłuszny (Bogu)". Nie należy muzułmanów nazywać mahometanami lub wyznawcami Mahometa, gdyż oznaczałoby to, że oddają oni cześć Mahometowi, a nie Bogu. Etymologicznie islam jest blisko związany ze słowem salām, czyli pokój.

Islam, liczący dziś ponad miliard dwieście tysięcy wyznawców, jest drugą, co do liczby wiernych, religią na świecie. Mimo że świat islamski, w pełnym tego słowa znaczeniu, rozciąga się od Afryki północnej po południowo-wschodnią Azję, muzułmanie obecni są na wszystkich kontynentach. Zdecydowana ich większość zamieszkuje kraje azjatyckie i afrykańskie. Do najliczniejszych krajów islamskich należą: Indonezja, Bangladesz, Pakistan i Nigeria. Społeczność islamska podkreśla swoją obecność także w Europie i USA, które uchodziły za typowo chrześcijańskie. W Europie muzułmanie stanowią drugą, a w USA trzecią wspólnotę religijną.

Muzułmanie pojmują swoją religię jako kontynuację tradycji, której początek dał Abraham, nazywany w języku arabskim Ibrahimem. Los synów wspólnego – trzem religiom monoteistycznym – ojca wiary wyznaczył granice pomiędzy ich potomkami i wierzeniami, które przyjęli. Żydzi i chrześcijanie są duchowymi spadkobiercami zrodzonego przez Sarę Izaaka. Muzułmanie natomiast jako ojca narodu arabskiego wskazują Ismaela, pierworodnego syna Abrahama, pochodzącego z jego związku z egipską niewolnicą Hagar. Islamska tradycja podaje, że Abraham, za namową Sary, zabrał Hagar i jej syna w okolice Mekki, gdzie zostawił ich na łasce losu.

Według muzułmanów uznanie islamu za najmłodszą z religii monoteistycznych jest błędem. Ich zdaniem, islam jest religią najstarszą, oryginalną, będącą od początku w zamierzeniach Boga. Dlatego też, z islamskiego punktu widzenia, muzułmaninem był już Adam. Islam jest więc tu pełnią objawienia Bożego poprzedzonego przez Abrahama, Mojżesza i Jezusa.

W islamie częściej mówi się o ortopraksji niż ortodoksji, ponieważ dla przeciętnego muzułmanina praktyki religijne są ważniejsze od ustaleń dogmatycznych. W efekcie to prawo, a nie teologia jest ważniejszą sferą w islamie, ponieważ prawo wskazuje sposób należytego postępowania i wyboru „właściwej drogi” prowadzącej do realizacji Bożej woli.

Islam od samego początku stanowił wyzwanie dla rzeczywistości, z którą wchodził w kontakt. Najpierw zostało ono postawione jedynie wobec starego porządku, istniejącego w Arabii, dziś natomiast ta sytuacja dotyczy całego współczesnego świata.



Adam Wąs SVD
Pieniężno, 28 września 2006 r.


Tradycyjny islam a świat współczesny.
Dlaczego islam odrzuca sekularyzację?

Żyjącemu na początku XXI wieku niemuzałmaninowi trudno wyobrazić sobie pogodzenie tradycyjnego islamu ze współczesnością. Podstawą takiego przekonania jest między innymi brak w islamie oddzielenia sfery religijnej od politycznej (na wzór chrześcijańskiego rozdziału Kościoła od państwa) oraz odrzucenie pozytywnie pojętych mechanizmów sekularyzacji.

Połączenie religii i polityki jest dla wielu muzułmanów rzeczą oczywistą i wynika z definicji islamu. Powiedzieliśmy wcześniej, że islam obejmuje wszystkie dziedziny ludzkiego życia. Legitymizację takiego ujęcia daje Koran i tradycja. Dopełnieniem jest model wspólnoty muzułmańskiej z pierwszych wieków islamu oraz prawo muzułmańskie.

Muzułmanie są przekonani, że religii nie da oddzielić się od polityki, ponieważ ich wiara oznacza wypełnianie woli Bożej zarówno w życiu prywatnym, jak i publicznym. Tradycyjny islam pragnie zagwarantować muzułmaninowi nie tylko przynależność do wspólnoty religijnej, lecz dąży do „ułatwienia mu bycia nim” w strukturach państwa.

W Koranie znajduje się wiele fragmentów, które potwierdzają ścisły związek religii i polityki. Zgodnie z przesłaniem tekstów koranicznych, Bóg oddał ludziom ziemię w panowanie (S. 2,30; 6,165), człowieka zaś uczynił swoim namiestnikiem. Muzułmanie pojmują swoją misję w świecie jako ci, którzy reprezentują Boga i realizują jego nakaz tworzenia sprawiedliwego społeczeństwa na ziemi. W surze 3. czytamy: „Wy jesteście najlepszym narodem, jaki został utworzony dla ludzi: wy nakazujcie to, co jest uznane, a zakazujecie tego, co jest naganne; i wierzcie w Boga.” Ze względu na ten szczególny rodzaj wybraństwa muzułmanie czują się powołani do bycia wzorem dla innych społeczności.

Zadaniem władzy politycznej idealnego państwa islamskiego jest realizacja koranicznego przesłania, a jej celem – wprowadzanie boskiego porządku na ziemi. Decydującą rolę w tym procesie odgrywa prawo. Dlatego też formę islamskiego państwa trafniej określić jako nomokracja niż – jak to często słyszymy – teokracja. Państwo islamskie powinno gwarantować swoim obywatelom bezpieczeństwo i taki porządek, aby muzułmanie bez przeszkód wypełniali swoje obowiązki oraz mogli czynić dobro i unikać zła. W głoszonym przez „tradycyjny islam” państwie powinna obowiązywać harmonia między kalifem, a więc najwyższym zwierzchnikiem religijnym a zarazem władcą politycznym, ulemami, czyli uczonymi muzułmańskimi z zakresu nauk prawnych i teologicznych, oraz kadimi, czyli sędziami muzułmańskimi.

Wśród muzułmanów panuje przekonanie, że ten, kształtujący państwo islamskie, harmonijny model współpracy istniał we wczesnej wspólnocie muzułmańskiej i należy do niego powrócić. Do tego utopijnego modelu odwołują się wszystkie ruchy fundamentalistyczne, starając się urzeczywistnić go wszelkimi możliwymi sposobami.

Jednak współcześnie trudno o jasno sprecyzowany muzułmański model państwowości łączący sferę polityczną z religijną. Świat islamu jest także pod tym względem zróżnicowany w zależności od państwa i regionu. Pewna jego część opowiada się za stworzeniem państwa zgodnie ze wszystkimi wymogami szarijatu, tj. prawa muzułmańskiego. Jednak także wśród zwolenników tej formy państwowości nie ma zgody na jej jednolity model. Istnieją znaczne różnice między konserwatywną monarchią w Arabii Saudyjskiej a rządzonym przez muzułmańskich duchownych Iranem. Do tej grupy zaliczyć należy także nie tak odległe w historii próby wprowadzenia państwa islamskiego przez militarne rządy w Sudanie czy panowanie Talibów w Afganistanie. W innych krajach muzułmańskich islamski charakter ich państwa wyraża się w uznaniu islamu jako oficjalnej religii i zagwarantowaniu muzułmanom najwyższych urzędów. Kolejna grupa państw opowiada się za demokratyzacją polityki, uznając radykalne wprowadzanie szariatu za niezgodne z duchem islamu. Przykładem mogą być Tunezja, Jordania czy Indonezja.

Niezależnie od zróżnicowania modelu państwowości islamskiej, istnieją jednak wspólne przyczyny, które sprawiają, że współcześni muzułmanie z sympatią łączą religię z polityką, odrzucając nawet najmniejsze znamiona sekularyzacji.

Po pierwsze, ogromne znaczenie odegrały tu wydarzenia z XIX wieku, kiedy większość państw muzułmańskich znajdowała się w stanie kryzysu, co sprawiło, że łatwo padły łupem europejskich podbojów. Klęskę społeczeństwa muzułmańskiego wobec chrześcijańskiej Europy odebrano w świecie islamskim jako konsekwencję nie tyle kryzysu politycznego, co religijnego i kulturowego. Po drugie, w XX wieku muzułmanie doświadczyli fali niepowodzeń w tworzeniu współczesnych państw po okresie kolonizacji. Ogromne oczekiwania nie zostały spełnione. Modernizacja i demokratyzacja zamiast doprowadzić do podniesienia standardu życia szerokich mas społecznych, przyniosła załamanie się tradycyjnych wartości. Wielu muzułmanów obwinia za ten stan zachodnie modele polityczne i gospodarcze. Trzecim elementem scalającym współcześnie religię i politykę w perspektywie muzułmańskiej jest przekonanie, że aktualne problemy muzułmanów są konsekwencją zejścia z właściwej drogi, wyznaczonej przez Koran i tradycję. Przyszłe sukcesy społeczeństwa muzułmańskiego uzależnione są od powrotu na drogę, na której polityka będzie inspirowana religią.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że świat islamu odrzuca sekularyzację. Do tego dochodzą niewiedza o historii tego pojęcia wśród wielu muzułmanów oraz jego utożsamianie z sekularyzmem. Pojmowana jako przeciwstawienie religii sekularyzacja staje się również synonimem bezbożności. Próby wprowadzenia do świata muzułmańskiego zsekularyzowanych elementów były zawsze odbierane przez przedstawicieli „tradycyjnego islamu” jako zamach na zasady i wartości islamskie. Sekularyzacja wpisuje się – ich zdaniem – w zachodnią strategię, zmierzającą do zmarginalizowania ich religii i osłabienie świata islamskiego. Problem usunięcia symboli religijnych z życia publicznego Francji, co dla muzułmanów oznacza przede wszystkim zakaz noszenia chust na głowie, utwierdził w świadomości wyznawców islamu obraz państwa zsekularyzowanego, wrogo nastawionego do ludzi wierzących.

Niesprawiedliwym byłoby jednak pominięcie istniejącej mniejszości muzułmańskiej, która opowiada się za rozdziałem religii od państwa, według której procesy sekularyzacyjne mają wzmocnić współczesne społeczeństwo islamskie. Taką postawę reprezentują – oprócz mniejszości muzułmańskich na Bliskim Wschodzie – przede wszystkim muzułmanie żyjący w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Adam Wąs SVD



CDN...



Strona gotowa do druku

Islamiści przed sądem

Autor: redakcja Dodano: wtorek, 12 czerwca 2007 - 13:17 752 raz(y) oglądano.
Daniel Pipes
Islamiści przed sądem
autor: Daniel Pipes
New York Sun
5 czerwiec 2007
http://pl.danielpipes.org/article/4631

Oryginał angielski: Islamists in the Courtroom
Tłumaczył David Dastych



Decyzja powzięta w ubiegłym tygodniu przez Islamic Society of Boston (Islamskie Stowarzyszenie Bostonu - ISB), aby wycofać pozew przeciwko 17 oskarżonym, w tym przeciwko ekspertowi w dziedzinie anty-terroryzmu Stevenowi Emersonowi, daje powody by zająć się prawnymi ambicjami radykalnych islamistów.

Do procesu doszło z tego powodu, że 22 listopada 2002 roku - niedługo po położeniu kamienia węgielnego pod wart 22 miliony dolarów budynek Islamskiego Centrum ISB - media i wiele organizacji nie nastawionych na zysk zaczęło zadawać pytania o trzy główne sprawy: dlaczego ISB zapłaciło miastu Boston mniej niż połowę wycenionej wartości działki pod budowę; dlaczego zatrudniony przez urząd miasta pracownik, który jest także członkiem zarządu ISB, zbierał pieniądze na Centrum pod szyldem bostońskich podatników, podróżując po Bliskim Wschodzie; i jakie są powiązania ISB z radykalnym islamem?

Pod fali krytycznych publikacji i wypowiedzi, w maju 2005 roku ISB zwróciło się przeciw krytykom, oskarżając ich przed sądem o naruszenie dobrego imienia Stowarzyszenia i spiskowanie w celu naruszenia praw obywatelskich jego członków przez podejmowanie „zorganizowanych i skoordynowanych wysiłków w celu pozbawienia strony skarżącej…jej podstawowych praw do wolnego stowarzyszania się i swobodnego praktykowania religii”.

Proces sądowy w tej sprawie nękał bostończyków przez dwa długie lata, szczególnie szkodząc stosunkom żydowsko-muzułmańskim. Ale też pozwolił odkryć, że choć oskarżeni zajmowali się rutynowym zbieraniem informacji i angażowali się w polityczne spory, nie mieli nic do ukrycia, podczas gdy rozprawy obnażyły przykłady ekstremizmu i oszustwa po stronie skarżących. Przekonani o tym, że sami mają słabe strony, 29 maja br. przedstawiciele ISB wycofali swe oskarżenie, jak również wiele zażaleń na rzekome „fałszywe oświadczenia” – nie uzyskawszy ani centa odszkodowania.

Dlaczego ten spór ma znaczenie nie tylko dla stron procesu?

Ruch islamistyczny ma jakby dwa skrzydła: jedno posługujące się przemocą, a drugie zgodne z prawem. Oba skrzydła działają osobno, lecz często wzajemnie wspierają się. Rzeczywista koordynacja między nimi wyszła na jaw w sierpniu 2006 roku w Wielkiej Brytanii, kiedy islamistyczny establishment w tym kraju wykorzystał spisek na lotnisku Heathrow, którego celem było zniszczenie samolotów pasażerskich nad Atlantykiem, jako okazję do wywarcia nacisku na rząd Blaira, aby ten zmienił swą politykę.

Podobne podejście tłumi otwartą dyskusję na temat proroka Mahometa, Koranu, islamu i muzułmanów. Gwałtowne zamieszki, które pochłonęły setki ofiar śmiertelnych, wybuchały przeciwko Szatańskim wersetom, duńskim karykaturom i papieżowi Benedyktowi, tworząc klimat zastraszenia, który służy takim procesom sądowym jak ten, wytoczony przez ISB. Jak odnotował pan Emerson, któremu Muslim Public Affairs Council (Muzułmańska Rada ds. Publicznych) ostatnio groziła procesem za jego rzekomo fałszywe oświadczenia: - Podejmowanie działań prawnych stało się głównym orężem radykalnych organizacji islamistów, które dążą do zastraszenia i uciszenia swych krytyków.

Takie pozwy sądowe, jak zainicjowany przez ISB, są często zaborcze, wysuwane bez poważnej rachuby na zwycięstwo, lecz podejmowane w celu doprowadzenia do bankructwa, zdezorientowania, zastraszenia i zdemoralizowania pozwanych. Oskarżyciele mniej liczą na zwycięstwo, a bardziej na zmęczenie pozywanych przed sąd badaczy i analityków, którzy – nawet jeśli wygrają proces – zapłacą wysoką cenę straconego czasu i pieniędzy. Oto dwa przykłady:

Khalid bin Mahfouz przeciwko Racheli Ehrenfeld: pani Ehrenfeld napisała, że Bin Mahfouz miał powiązania finansowe z al-Kaidą i Hamasem. Pozwał ją w styczniu 2004 roku przed przychylny mu brytyjski sąd. Wygrał przez wyrok zaoczny, uzyskując 30 000 funtów odszkodowania i przeprosiny.

Iqbal Unus przeciwko Ricie Katz: jego dom został przeszukany w trakcie operacji amerykańskich władz pod kryptonimem Green Quest. Unus pozwał panią Katz, która jest ekspertem ds. anty-terroryzmu nie zatrudnionym przez rząd USA, oskarżając ją w marcu 2004 roku o to, że była odpowiedzialna za najazd na jego dom. Pan Unus przegrał proces i musiał zapłacić koszta sądowe za panią Katz.

Council on American-Islamic Relations (Rada Stosunków Amerykańsko-Islamskich - CAIR) rozpoczęła serię takich pozwów w roku 2003 i zapowiedziała ambitny program zbierania pieniędzy na procesy. Lecz po załamaniu się trzech procesów, a w szczególności po fiasku procesu przeciwko Andrew Whiteheadowi z Anti-CAIR, w kwietniu 2006 roku Rada szybko doszła do wniosku, że nie tędy droga. Sfrustrowany stawaniem przed sądem jeden z członków kierownictwa CAIR pocieszał się, że „edukacja jest lepsza niż litygacja”.

Pomimo porażek, islamiści dalej mają nadzieję – jak odnotował Douglas Farah – że procesy sądowe spowodują iż badacze i analitycy „zmęczą się z powodu kosztów i kłopotu i po prostu zamkną buzię”. Miesiąc temu organizacja KinderUSA pozwała do sądu Matthewa Levitta – specjalistę od wykrywania sposobów finansowania terroryzmu – oraz dwie organizacje za stwierdzenie, że KinderUSA przekazuje fundusze Hamasowi. Trzeba przyjąć, że islamiści planują dla swych krytyków dalsze przykre doświadczenia w sądach.

To skłania mnie do następującej zapowiedzi: The Middle East Forum zakłada „Projekt prawny”, który ma chronić badaczy i analityków, zajmujących się walką z terrorem i islamizmem. Ich bardzo istotna praca nie może hamowana przez zastraszanie w sądach. W przypadku wytoczenia im sprawy sądowej, powinni być „uzbrojeni” w wystarczające fundusze i najlepszych obrońców sądowych.

Prospekt na www.MEForum.org/legal-project.php przedstawia najważniejsze założenia Projektu. Aby dołączyć się do naszych wysiłków, prosimy o kontakt z Forum pod adresem: LegalProject@MEForum.org.





Strona gotowa do druku

Kulturowe wojny

Autor: Marcus_Crassus Dodano: piątek, 08 czerwca 2007 - 14:59 1128 raz(y) oglądano.
Europa i islam

Islam, choć niejednorodny, zestawiony z właściwą Europie rozmaitością postaw filozoficznych i światopoglądowych sprawia wrażenie niemal kulturowego monolitu. O trzech jego głównych nurtach – sunnizmie, szyizmie i harydżyzmie – przeciętny Europejczyk wie niewiele. Zapewne słyszał o dziewięćdziesięciu mekkańskich i dwudziestu czterech medyńskich surach Koranu, ziemskiej wersji Księgi Matki – źródle islamskiej wiary (iman) i prawa (szariat); wątpliwe zaś, by świadom był, iż tym źródłem jest także islamska tradycja religijna, Sunna, będąca zbiorem hadis – opowieści o czynach i wypowiedziach Mahometa; nie podejrzewa przypuszczalnie, że jest nim również kijas – wnioskowanie przez analogię, gdy ani Koran, ani Sunna nie wystarczą, by rozwiać wątpliwości; i że uznaje się za owo źródło także idżmę – jednomyślne ustalenie poczynione przez grupę muzułmańskich prawników lub religijną wspólnotę islamską (ummah). Ta wiedza nie jest potrzebna Europejczykowi w zmaganiach z codziennością. Nie należy też do sfery jego zainteresowań, ku której zwyczajowo zwraca się w chwilach poświęconych mniej praktycznym sprawom. To oczywiste – jest mu cywilizacyjnie obca. Istnieje jednak podejrzenie, że niebawem stanie się znacząca. Islam stanął u progu Europy. Powiada się, że ów próg przekroczył. W okolicznościach, które – wobec liberalnej postawy Starego Kontynentu – przypominają nieco scenę, gdy naprzeciw zdeterminowanego wojownika staje gentleman chroniony pancerzem dobrych manier, a jedyną zaczepną bronią jaką posiada, jest ostrze jego ironii. Islam jest agresywny. Islam stał się modny.


W jednym ze swych artykułów Gilles Kepel – jeden z największych zachodnich znawców współczesnej historii świata muzułmańskiego – zwraca uwagę na dynamikę relacji między pojęciami dar el islam i dar el suhl[1]. Klasyczne prawo islamskie wprowadziło dychotomię – podział na dar el islam, „ziemię islamu”, i dar el kufr, „kraj niewiernych”. Dar el kufr posiada swój synonim – dar el harb, „kraj wojny”, odsłaniający fundamentalną cechę charakterologiczną religii – znaczenie w islamskiej tradycji imperatywu świętego zmagania (dżihad), przyjmującego często postać walki zbrojnej (kital). Podział na dar el islam i dar el kufr zniknąć może jedynie wtedy, gdy cały świat przyjmie status dar el islam. Trudno oczekiwać, by tak wyrazista granica nie pękła pod naporem życia. Oto więc dar el kufr przyjąć może także stan dar el ahd, „kraju pokoju”, oznaczającego jednak wyłącznie stadium przejściowego rozejmu. Pod pewnymi wszak warunkami dopuszcza się istnienie oddzielnego stanu średniego – dar el suhl, terytorium ugody między muzułmanami a światem bezbożnym. Prefiguracją dar el suhl było swoiste odróżnienie wyznawców innych religii monoteistycznych – żydów, chrześcijan i mandejczyków, zwanych ahl al kitaab, „ludźmi Księgi”, akceptowanych przez świat islamu pod warunkiem płacenia trybutu (dżizja) – od pogan (muszrikun), którym pozostawiono wybór nawrócenia lub śmierci. Ponadto, co ciekawe, w ogólności, muzułmański świat nie neguje tradycji monoteistycznej (tauhid), wymaga natomiast uznania judaizmu i chrześcijaństwa za stany przejściowe – dziś już unieważnione – w drodze do trzeciej, ostatecznej religii objawionej – islamu. Widzi więc rzecz w osobliwie heglowskiej optyce.
Dar el suhl to w islamskim świecie kategoria przyporządkowana także Europie. Jednak istotniejsza jest konstatacja Kepela ukazująca relację, w jaką dar el suhl wchodzi na gruncie europejskim z dar el islam. Zapatrzeni w osuwający się berliński mur, nie dostrzegliśmy innych faktów o równie doniosłej symbolicznej wadze[2]. Oto 14 lutego 1989 roku ajatollah Chomeini nakłada na pisarza Salmana Rushdiego fatwę. Kluczem do zrozumienia powagi zdarzenia jest wiedza, iż fatwa obowiązywać może jedynie na terytorium, na którym jej autor sprawuje polityczną władzę, Rushdi zaś w momencie jej wydania był obywatelem brytyjskim, zamieszkałym na terenie Wielkiej Brytanii... W tym samym roku Związek Organizacji Islamskich we Francji zmienia swą nazwę na Związek Organizacji Islamskich Francji twierdząc, iż wzrost liczby obywateli francuskich wyznania muzułmańskiego sprawia, że ci ostatni nie powinni dłużej traktować swego miejsca zamieszkania, jako terenu emigracji – ziemia francuska staje się ich muzułmańską ojczyzną, dar el islam. Ta zmiana pociąga za sobą łańcuch konsekwencji, z których najbardziej brzemienna polega na przywróceniu obowiązku przestrzegania przez wiernych pełnego prawa muzułmańskiego, szariatu, uprzednio częściowo złagodzonego, skutkiem postrzegania francuskiej ziemi w kategoriach dar el suhl. Niebawem dochodzi do pierwszego sporu, dotyczącego noszenia chust w szkole...

Europa wierna jest swym tradycjom – ludzkie postawy zmieniają się wolniej, niż skutki ludzkich dokonań. Także tradycji nowożytnego sceptycyzmu, który, jeśli wprost nie oznacza duchowej słabości, to bywa jej katalizatorem. Filozoficzny czy potoczny – sceptycyzm sprzyja nadwerężaniu fundamentów psychiki. Nie zawsze wprawdzie w stylu bohaterów Houellebcq’a – jednak zabierając się za demontaż sensu, trzeba przygotować się na to, że wysiłek się powiedzie. Ceną trafnej spekulacji bywa wewnętrzne rozchwianie. Czy osłabiona tym sposobem zachodnia postawa zdoła oprzeć się muzułmańskiej determinacji?
Spór tolerancyjnego dziedzictwa Europy z islamskim projektem zdaje się rozgrywać głównie na planie motywacji. To ona więc – pochodna wewnętrznej siły oponentów – przesądzić może o ostatecznej postaci równania opisującego warunki stabilności w regionie.
Istnieje coś na kształt rodzajowej różnicy obu motywacji (i być może tkwi w tym stwierdzeniu nieśmiała sugestia). Jeśli bowiem jedna płynie ze swoistego odczucia wygody – wyniku przebycia długiego etapu mozolnej i ciernistej drogi nowożytnego postępu, to druga odnajduje swe źródło w fundamentalnym poczuciu krzywdy, pojętej jako brak udziału w jakości życia przypisanej zachodniemu światu. Intuicja pozwala uchwycić jakąś „substancjalność” pobudek pierwszego rodzaju, przeczuć jakąś ich psychologiczną samoistność, i ująć „atrybutywność” pobudek drugiego rodzaju w tym sensie, w jakim nie mogą one egzystować samodzielnie. Psychiczny stan zadowolenia może istnieć tak, by – na swój sposób – jego istnienie od niczego innego nie zależało; psychiczne poczucie krzywdy bez podstawy porównawczej nie odnajduje racji bytu. I jakkolwiek eufemistycznie na rzecz nie spojrzeć – zbyt daleko jeszcze sięgają cienie kolonialnych epok. Jeśli z odrzuceniem tezy o „braku winy” zachodniego świata godzi się nasza refleksja, z jaką skłonnością musi ten koncept pielęgnować muzułmańska emocja?

Islam wstrzelił się w paradygmat konfliktu biedy z zamożnością. Na swój sposób genialnie – zastępując narrację nierówności narracją religijną; jednym zabiegiem pobudzając głębokie pokłady duchowej energii muzułmańskiej wspólnoty. By jednak zrozumieć ten fenomen, trzeba dostrzec głębię „charakterologicznego” podobieństwa łączącego tę religię z tym, co nazwalibyśmy „historyczną okolicznością”, za sprawą której tak różne światy stanęły naprzeciw siebie. Trzeba więc dostrzec, jak doskonale islam „odzwierciedla” w sobie ów cywilizacyjny konflikt, jak skutecznie go w sobie „modeluje”, pielęgnując ów fundamentalny antagonizm – dogłębną psychologiczną sprzeczność między naturalną dla większości ludzi potrzebą pokoju, a – tworzącym pierwotne środowisko nielicznych – imperatywem ekspansji (wojny); sprzeczność, którą tak łatwo odnaleźć w tekście Koranu, nawet w obrębie pojedynczego wersetu (aja): „Przepisana wam jest walka, chociaż jest wam nienawistna” (Koran, sura II, al – Baqarah [Krowa], 216).
Islam odnalazł więc „rytm wspólny” – zestroił się z duchem historycznego czasu w tym sensie, w jakim społeczne dramaty zdołały „wcielić się” w wewnętrzne napięcia religii. I stworzył paradoks – emocjonalnej siły reprezentującej „ontyczną” słabość. Karmiąc się gwałtownym uczuciem i niczego w istocie nie oferując. Będąc rozbudzeniem, które żywi się własnym istnieniem. Ujęty kontekstem innych zjawisk byłby więc antytezą buddyzmu – religii spokoju i synergicznych energii spajających wewnętrzne elementy całości (choć wielu buddystów nie posłużyłoby się tutaj pojęciem religii).
Osobliwie rzecz zestawił niemiecki filozof Peter Sloterdijk[3], dostrzegając w islamie (a dokładniej w jego politycznym przejawie) trzy cechy predestynujące go do roli następcy komunizmu, kolejnej wersji – by posłużyć się określeniem Sloterdijka –banku światowego gniewu: porywającą dynamikę misyjną, porażająco prosty obraz świata i gotowy do zagospodarowania „nadmiar witalności rosnącej nieustannie ogromnej fali bezrobotnych młodych mężczyzn, którzy swoją beznadziejną wściekłość mogą wyładować jedynie poprzez udział w pierwszym lepszym programie propagującym agresję”[4]. Komunizm – czy raczej jego karykaturalne wynaturzenie – upadł, ideał szybko sięgnął bruku, lecz stare problemy pozostały. Zmienił się jedynie kulturowy kostium, w jakim dziś występują.
W Koranie istnieje wybór – wojny lub pokoju. Rzecz jednak w tym, że ten wybór w małym stopniu należy dziś do Europy. Nowożytne dziedzictwo, w którym niepewność istnienia Boga zastąpić chciano pewnością istnienia Człowieka chwieje się. Konflikt trwa, a zachodni świat nie ma pomysłu na jego rozwiązanie. Nie ma, bo mieć nie może – zachodni świat tonie dziś w powodzi problemów. Być może najbardziej znamienne jest jednak to, iż „sprawa islamska” stanowić może jedynie preludium, ledwie mało znaczącą przygrywkę. Daleko na wschodzie rozpoczął się ruch, jeszcze milczący, lecz już pełen potęgi – z kolan zaczęła podnosić się Azja.
Historia bywa zagadkowa, bywa ironiczna. Po siedmiu wiekach okazało się, że w księdze krucjat istnieją jeszcze wolne stronice. Tym razem jednak nie pojawi się na nich łacińskie pismo.

---

[1] por. Gilles Kepel, Wojna o przyszłość islamu toczy się w Europie, rozmawia Maciej Nowicki, „Europa – tygodnik idei”, nr 22, 2006.
[2] tamże: to i kolejne przytoczenia w akapicie.
[3] Peter Sloterdijk, Demograficzna broń islamu, „Europa – tygodnik idei”, nr 33, 2006.
[4] tamże.


Autor nieznany, tekst znaleziony w internecie.




Strona gotowa do druku

Ziemkiewicz: Pax Americana

Autor: foxmulder Dodano: piątek, 08 czerwca 2007 - 08:46 1088 raz(y) oglądano.
Bohaterowie wolnego świata
Pax Americana

Pomysł Amerykanów, by narzucić Bliskiemu Wschodowi siłą demokrację i prawa człowieka, był szalony i ponad siły. Ale był jedynym konkretnym planem. Bo europejskie deliberacje przypominały raczej monachijskie pomysły na powstrzymywanie Hitlera - pisze Rafał A. Ziemkiewicz, publicysta "Rzeczpospolitej"Amerykańska polityka zagraniczna, odkąd stery tego państwa przejął George W. Bush, stanowi obiekt zaciekłych ataków światowej, szczególnie europejskiej, lewicy i podzielających jej wizję świata mediów.

Jest w tej krytyce ta sama antyprawicowa solidarność, której ofiarą pada od pewnego czasu Polska. Dość zauważyć, że decyzja Billa Clintona o bombardowaniu Serbii, co najmniej równie dyskusyjna jak decyzja o inwazji na Irak, przyjmowana była przez te same kręgi nieporównanie bardziej wyrozumiale.

Walka z terroryzmem go wzmacnia


Jest w niej także pewna zasadnicza sprzeczność. Ameryka atakowana jest za to, że nie mając na to zgody "społeczności międzynarodowej" (cokolwiek ma się pod owym pojęciem kryć), weszła w rolę światowego szeryfa, samozwańczo biorąc na siebie dowództwo w nowej wojnie światowej prowadzonej przeciwko terroryzmowi. Jej krytycy twierdzą, że taki szeryf nie jest światu do niczego potrzebny, bagatelizując przy tym zagrożenie ze strony terroryzmu argumentem - delikatnie mówiąc, dyskusyjnym - że walka z terroryzmem jedynie go wzmacnia.

Z drugiej strony te same środowiska domagają się pewnych ogólnoświatowych regulacji w takich dziedzinach, jak ograniczanie emisji spalin czy opodatkowanie przepływów kapitałowych. Jest rzeczą oczywistą, że przyjęcie takich postulatów możliwe jest tylko w wypadku stworzenia jakiejś egzekutywy mającej możliwość łamania ewentualnego oporu i narzucania państwom krnąbrnym woli "społeczności międzynarodowej". Biorę to słowo w cudzysłów, bo dotychczasowe doświadczenia wskazują, że jest to raczej kryptonim dla grupy najbardziej wpływowych, bogatych krajów, wykorzystywany dla zabezpieczenia ich egoistycznie pojmowanych interesów kosztem krajów słabszych.

Bezsilność z natury


Okazuje się więc, że światowy szeryf jest potrzebny. Spór toczy się tylko o to, kto i z jakich pozycji ma tę rolę odgrywać.

Krytycy Busha w odpowiedzi wskazują instytucje takie jak ONZ i Rada Bezpieczeństwa. Jest to odpowiedź pozorna, bo są to instytucje bezsilne i ta bezsilność wynika z samej ich natury.

Spróbujmy sobie wyobrazić próbę zlikwidowania w Polsce przestępczości przez powierzenie spraw bezpieczeństwa specjalnej radzie złożonej z szefów policji i prokuratury, sędziów oraz przedstawicieli głównych gangów, przy czym ci ostatni, żeby zachęcić ich do szanowania wspólnych postanowień, obdarzeni zostają prawem wetowania wspólnych postanowień.

Nonsens, prawda? Ale przecież światowy system bezpieczeństwa został w dobie zimnej wojny ukształtowany według takiej właśnie logiki. Było to usprawiedliwione faktem, iż gangsterzy dysponowali bronią jądrową i możliwością obrócenia całego globu w perzynę, i można nawet uznać, że główny cel - powstrzymanie ich przed tym za cenę daleko idących ustępstw - został osiągnięty.

reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Zboczenia seksualne w islamie

Autor: NeWave Dodano: środa, 06 czerwca 2007 - 23:27 12077 raz(y) oglądano.
Ze świata islamu
Zboczenia seksualne w islamie.
[wg: www.islam-watch.org]
Autor: IE Blog

5 maja 2007


Pedofilia

Pozwólcie mi rozpocząć ten artykuł od cytatu z fatwy zmarłego i nieodżałowanego ayatollaha Khomeiniego z Iranu.

"Mężczyzna może ożenić się z dziewczyną mającą mniej niż dziewięć lat, nawet jeśli dziewczyna ta jest jeszcze niemowlęciem karmionym piersią. Mężczyźnie zabronione jest jednak odbywanie stosunków seksualnych z dziewczyną mającą mniej niż dziewięć lat, inne czynności seksalne takie jak gra wstępna, pocieranie, całowanie, i sodomia są dozwolone. Mężczyzna, który odbył stosunek seksualny z dziewczyną mającą mniej niż dziewięć lat, nie popełnił przestępstwa, lecz tylko wykroczenie, jeżeli dziewczyna nie jest w trwały sposób uszkodzona. Jeżeli jednak dziewczyna jest w trwały sposób uszkodzona, mężczyzna musi dbać o nią przez całe jej życie. Dziewczyna ta nie będzie się jednak liczyć jako jedna z czterech stałych żon tego mężczyzny. Mężczyźnie temu nie wolno też ożenić się z siostrą tej dziewczyny."





Daneil Pipes: sowiecka wojna sześciodniowa

Autor: redakcja Dodano: czwartek, 31 maja 2007 - 02:33 1244 raz(y) oglądano.
Przyjaciele z Izraela
europa, izrael, polityka, turcjaautor: Daniel Pipes
New York Sun
29 maj 2007
http://pl.danielpipes.org/article/4591

Oryginał angielski: The Soviets' Six-Day War
Tłumaczył David Dastych

Zamieszczono za zgodą autora

Jedną z największych zagadek współczesnej historii Bliskiego Wschodu jest przyczyna wybuchu „wojny sześciodniowej”, której czterdziesta rocznica mija w tym tygodniu. Ani Izrael, ani jego arabscy sąsiedzi nie chcieli wówczas wojny i nie przewidywali, że wybuchnie ona w czerwcu 1967 roku. Między historykami utrzymuje się zgodna opinia, że niepożądany konflikt zbrojny był wynikiem serii incydentów.

I oto, czterdzieści lat później, małżeństwo historyków – Isabella Ginor i Gideon Remez – podważa tę teorię, oferując w zamian wiarygodne wytłumaczenie przyczyny tej wojny. Jak sugeruje już tytuł książki: Foxbats over Dimona: The Soviets' Nuclear Gamble in the Six-Day War (Migi-25 nad Dimoną: nuklearna gra hazardowa Sowietów w wojnie sześciodniowej, wyd. Yale University Press), jej autorzy dowodzą, że powodem wojny był plan Biura Politycznego KPZR, zakładający zniszczenie ośrodka jądrowego w Dimonie i uniemożliwienie Izraelowi budowy własnej broni jądrowej.

Tekst książki odkrywa rozwiązanie tajemnicy, podaje informacje z bardzo wielu źródeł, a logiczna argumentacja prowadzi intuicję czytelnika krok po kroku do przekonującego wniosku, który musi być potraktowany poważnie. W skrócie, sprawa wygląda tak:

Mosze Sneh, przywódca izraelskich komunistów (i zarazem ojciec Efraima Sneha, obecnego wiceministra obrony Izraela) w grudniu 1965 roku powiedział ambasadorowi ZSRR, że doradca premiera poinformował go, że „Izrael zamierza wyprodukować własną bombę atomową”. Leonid Breżniew i jego towarzysze z Biura Politycznego potraktowali tę informację ze śmiertelną powagą i zdecydowali się uniemożliwić ten zamiar, dokonując nalotów na izraelski ośrodek atomowy – podobnie jak Izrael postąpił w roku 1981 wobec Iraku i jak być może postąpi w 2007 roku wobec Iranu.

Lecz zamiast dokonać bezpośredniego ataku, przywódcy moskiewscy opracowali przemyślny plan, który miał wciągnąć Izrael w pułapkę i zmusić do rozpoczęcia wojny, która zakończyłaby się sowieckim atakiem na Dimonę. Pod względem militarnym Kreml przygotował się do wojny, otaczając Izrael armadą swych sił wyposażonych w broń jądrową – zarówno na Morzu Śródziemnym jak i na Czerwonym – gromadząc środki bojowe także na lądzie i ćwicząc oddziały, z zamiarem ich użycia w walce. Być może najbardziej zadziwiającą informacją, podaną w książce Foxbats over Dimona, jest publikacja dokładnych planów operacyjnych sowieckich wojsk, które miały zaatakować terytorium Izraela. Plany te przewidywały zbombardowanie izraelskich rafinerii ropy naftowej oraz zbiorników wodnych i udzielenie pomocy izraelskim Arabom. Nie mniej sensacyjne są informacje o lotach rozpoznawczych sowieckich samolotów MIG-25 (w tytule: Foxbatów) nad reaktorem w Dimonie, w maju 1967 roku.

Pod względem politycznym, sowiecki plan zakładał fabrykowanie fałszywych doniesień wywiadu na temat rzekomych gróźb Izraela wobec Syrii, aby w ten sposób sprowokować egipskie, syryjskie i jordańskie wojska do postawienia ich w stan gotowości do wojny. Zgodnie z zaleceniami swych sowieckich mocodawców, prezydent Egiptu – Gamal Abel Nasser - przerzucił wojsko w pobliże granicy z Izraelem, usuwając stamtąd buforujące oddziały ONZ i zablokował główną drogę morską do Izraela. Te trzy posunięcia Egiptu zmusiły Izraelczyków do wprowadzenia pełnego alertu obronnego. Nie mogąc utrzymać stanu alarmowego dla swej armii przed dłuższy czas, Izrael uderzył jako pierwszy i – jak się wydawało – wpadł w zastawioną przez Sowietów pułapkę.

Ale potem IDF (Siły Obronne Izraela) dokonały czegoś niebywałego. Zamiast walczyć do końca (i przegrać), jak przewidywali Sowieci, armia izraelska szybko osiągnęła (jak to kiedyś nazwałem) “najbardziej druzgocące zwycięstwo w historii wojen”. Stosując wyłącznie środki konwencjonalne, Izraelczycy pokonali trzy wrogie państwa arabskie w zaledwie sześć dni, uniemożliwiając Sowietom planowaną inwazję na Izrael, która musiała zostać odwołana.

Fiasko na frontach podważyło cały przemyślny plan Sowietów. W tej sytuacji Moskwa zdecydowała się ukryć swą rolę w doprowadzeniu do wojny ( to była druga z kolei, największa strategiczna porażka ZSRR w tej dekadzie – pierwszą była nieudana próba umieszczenia rakiet na Kubie w 1962 roku). Tuszowanie porażki okazało się aż tak dalece skuteczne, że odpowiedzialność Moskwy za „wojnę sześciodniową” znikła z historii tego konfliktu. Z tego powodu, taki wybitny specjalista od spraw wojen jak Michael Oren chłodno i z niedowierzaniem przyjął tezę pary Ginor-Remez, twierdząc, że nie znalazł „żadnego udokumentowanego dowodu na jej poparcie”.

Jeśli książka Foxbats over Dimona nie jest ostatecznym słowem, to proponuje jednak żywotną, pobudzającą do myślenia interpretację tamtych wydarzeń, z wieloma implikacjami, nad którymi inni badacze powinni się zastanowić. Dzisiejszy konflikt arabsko-izraelski, który skupia się na terytoriach uzyskanych w 1967 roku i któremu towarzyszy zajadły antysemityzm, jest w większej części pokłosiem decyzji Kremla, powziętych czterdzieści lat temu. Całe zabiegi Moskwy poszły na marne, ponieważ posiadanie przez Izrael broni jądrowych miało ograniczony wpływ na losy ZSRR, zanim państwo to zakończyło swój żywot w roku 1991. I – jak podkreślają autorzy książki – „Tęsknota wieku XXI za rzekomo stabilną sytuacją w czasie zimnej wojny jest przeważnie iluzoryczna”.

Refleksja na koniec: po upływie czterdziestu lat, jak wyglądałyby sprawy na Bliskim Wschodzie i na świecie, jeśli sprowokowana przez Sowietów „wojna sześciodniowa” nie doszłaby do skutku? Pomimo obecnych złych okoliczności, sprawy te prawdopodobnie wyglądałyby nawet gorzej - bez zdecydowanego zwycięstwa Izraela w roku 1967.




Strona gotowa do druku

Krystian Ganczarski -śląski terrorysta z Al-Kaidy

Autor: foxmulder Dodano: sobota, 26 maja 2007 - 09:41 1446 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Abu Ibrahim, znany terrorysta i przyjaciel bin Ladena, to Krystian Ganczarski. Ma 39 lat, urodził się w Polsce. W latach 70-tych wyemigrował do Niemiec. Tam ożenił się z fanatyczną Arabką i przeszedł na stronę talibów. Oskarżany jest m.in. o masakrę turystów w Tunezji. Dziennikarze DZIENNIKA prześledzili całe jego życie.


Przed wejściem do synagogi na wyspie Dżerba w Tunezji jak zwykle kręciły się grupki turystów. Tego dnia byli to głównie Europejczycy, wśród nich dużo Niemców, którzy przyjechali, by zwiedzić najstarszą bożnicę w Afryce. Nagle w zgromadzony tłum wjechała ciężarówka wypełniona butlami z gazem. Po chwili eksplodowała. Wokół rozległy się jęki i krzyki. Stratowani ludzie wzywali pomocy. Wiele osób zmarło dopiero w szpitalu w wyniku odniesionych ran.

Pierwsze relacje wspominały jedynie o 5 ofiarach. Ostatecznie krwawy bilans tego zamachu wyniósł 21 osób. Prócz turystów zginął również tunezyjski policjant i kierowca ciężarówki. Z początku tunezyjskie władze zaprzeczały, że był to zamach. Oficjalny komunikat mówił o nieszczęśliwym wypadku. Jednak organa ścigania szybko zmieniły zdanie. W Tunezji zaaresztowano mężczyznę, który pomagał zorganizować akcję. Niedawno został skazany przez tamtejszy Sąd Najwyższy na 20 lat więzenia.

Na nim nie kończy się lista osób zamieszanych w zamach. Wkrótce odbędzie się proces kolejnego - Krystiana Ganczarskiego. Reporterzy „Dziennika” zrekonstruowali historię życia tego „polskiego Taliba”. Jak to się stało, że wierzący, nieśmiały młodzieniec z Gliwic przeistoczył się w krwawego Abu Ibrahima, terrorystę i przyjaciela Osamy bin Ladena? Jego rodzina i znajomi nie są w stanie wytłumaczyć tej przemiany.

Zaczęło się w Gliwicach
Korzenie Abu Ibrahima sięgają niewielkiego osiedla domków w Gliwicach. Wybudowane pod koniec XIX w. przez właściciela huty było enklawą dla hutników i ich rodzin. Wszyscy się tu znali. Ale dziś, choć od z górą stu lat niewiele się tu zmieniło, mieszkają tu zupełnie nowi lokatorzy. Niewielu pamięta rodzinę Ganczarskich. Samego Krystiana dobrze sobie przypomina sąsiad Zygmunt Marek z ul. Lindego.

"Jestem od niego starszy. Przybiegał na naszą ulicę, bo wokół nie było żadnego dziecka w jego wieku. Najczęściej bawił się sam. Toczył jakieś kółka, bo ulica biegnie w dół. Krystian był nawet dawany innym za wzór jako grzeczny, spokojny chłopak. Zniknął nagle. To było chyba pod koniec lat 70. Ale żeby terrorysta? Nie, to raczej niemożliwe" - kręci głową sąsiad.

Przysłuchujący się rozmowie starszy mężczyzna radzi, żeby porozmawiać na ul. Gajdy. Podpowiada, że tam rodziny bardziej się przyjaźniły. Wreszcie trafiamy pod właściwy adres. Dziś w domu opuszczonym przez Ganczarskich mieszka rodzina Franeckich. Tam ich osiedliła huta, kiedy poprzedni lokatorzy wyemigrowali pod koniec lat 70. do Niemiec.

"Ganczarscy wyjechali do RFN legalnie. Znaleźli korzenie, mieli kartę, spakowali się i zniknęli. Wtedy wiele rodzin wyjeżdżało, my też już byliśmy prawie spakowani, ale matka się rozchorowała. Tylko Manfred, ojciec Krystiana, dostał dyscyplinarkę w hucie. Przyjeżdżali jeszcze w socjalizmie, ale kiedy zmarli moi rodzice, już ul. Gajdy nie odwiedzali" - twierdzi Franecki i też nie wierzy w wersję o terroryście z Gliwic.

Andrzej Wierzbicki pamięta rodzinę Ganczarskich jako dobrych katolików. Każda niedziela zaczynała się w kościele na mszy. Pierwszy piątek miesiąca wszyscy u spowiedzi i komunii.

"Wiadomość o tym, że Krystian to terrorysta, wyznawca Allaha mający związki z Al-Kaidą, spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. O wszystko go mógłbym posądzić, ale nie o to, że zabija ludzi. Nie on!" - kręci z niedowierzaniem głową.

Idealny syn
W Gliwicach mieszkają jeszcze najbliżsi Krystiana. Wuj Piotr i ciotka Małgorzata. Proszą, aby w gazecie nie podawać ich adresu. "Wiedzieliśmy, że się ożenił z jakąś kobietą arabskiego pochodzenia. Z tego związku nawet jest dwoje dzieci. Ale terrorysta? Zaraz jak tylko dotarła do nas ta informacja, dzwoniliśmy do Manfreda, jego ojca. Płakał i mówił, że żyje tylko po to, aby ten grzech wziąć na siebie. Ale nie wierzy, że jego syn jest tym, o którym opowiada się w telewizji. Ruta, jego matka, zaraz potem zmarła. Jestem przekonana, że ze zgryzoty. Serce nie wytrzymało" - mówi ze smutkiem Małgorzata. Według nich to po służbie w niemieckiej armii się Krystianowi „w głowie poprzewracało”. Co tam zaszło, wujostwo nie ma pojęcia.

"Jesteśmy katolikami. Niedziela bez mszy? Pierwszy piątek bez komunii? To grzech. Tak wychowaliśmy nasze dzieci. Tak wychowali swoje Manfred i Ruta" - dodaje schorowany dziś Piotr, wuj Krystiana.

A Małgorzata dodaje, że Krystian był zawsze faworyzowany przez babcię Gertrudę. "Lubiła się nim chwalić. Że taki zdolny i przystojny. Zuzanna, jego siostra, była jakby w cieniu brata. Teraz została podtrzymywać ojca na duchu. Ma w Niemczech tylko ją" - kobieta zamyśla się na chwilę i dodaje: "Dobrze, że babcia zmarła wcześniej i nigdy o drugim życiu wnuka się nie dowiedziała".

Wujostwo mieli zdjęcie, na którym Krystian obejmuje babcię i ściska ją przed domem podczas ostatniej wizyty. Był na nim roześmiany i opalony. Miał wówczas 17-, 18 lat, ale Manfred prosił, żeby mu je przysłać do Niemiec, bo jest na nim pełna, szczęśliwa rodzina. Ze smutkiem dodaje:

"Ma obsesję na punkcie idealnego syna, jakim był Krystian przed wojskiem. Żyje nadzieją, że nieporozumienie się wyjaśni. Bo, jak twierdzi, nie ma mocnych dowodów, że Krystian to terrorysta. Myślę, że nigdy się nie pogodzi z tym, że dziennikarze nazywali jego syna potworem" - kończy rozmowę Małgorzata.

Religijne dziecko
Inni znajomi Krystiana powtarzają, że zawsze był religijnym dzieckiem. Podczas każdej wizyty w kraju odwiedzał kościół. Trafiliśmy do parafii Świętej Rodziny, gdzie został ochrzczony. Choć od lat 70. zmienił się już czwarty proboszcz, w księgach parafialnych znajdują się adnotacje o dzisiejszym Abu Ibrahimie.

"Krystian Ganczarski? A kiedy miałby przystąpić do komunii? A, w 1975! Jest. Dokładnie 18 maja. Mieszkał przy ul. Gajdy 24. Po dwóch latach mam już inne nazwisko w karcie pod tym adresem. Krystianowi komunii udzielał proboszcz Tadeusz Świeboda. Akt chrztu nosi datę 15 października 1966 r. i pochodzi z parafii Wszystkich Świętych. Też z Gliwic" - mówi ksiądz Andrzej Deniziak z parafii Świętej Rodziny. Niestety, żadne zdjęcia się nie zachowały. Nie ma też dzienników religii ani żadnych uwag o uczniu. Historia o przeistoczeniu się Ganczarskiego wydaje się księdzu Deniziakowi nieprawdopodobna.

Nie ma Boga nad Allaha
Jednak dowody udziału Krystiana w operacjach Al-Kaidy są niezbite. Przez lata zbierali je najlepsi specjaliści światowych agencji wywiadowczych zgromadzeni w tzw. bazie aliantów. To kryptonim tajnego ośrodka znajdującego się we Francji, zajmującego się koordynacją działań przeciwko terrorystom. Powstał tuż po ataku na World Trade Center i przypadek Krystiana Ganczarskiego znalazł się wśród pierwszych dwunastu najpoważniejszych śledztw.

"Po emigracji z Polski Ganczarski mieszkał w okolicach Duisburga. Tam skończył szkołę zawodową, miał zostać metalurgiem. To właśnie w pierwszej pracy nawiązał pierwsze kontakty ze światem arabskim" - ujawnia oficer polskich służb. Wpływy nowych przyjaciół był bardzo silny. Najprawdopodobniej w 1986 r. jako 20-latek wypowiedział w meczecie słowa wyznania wiary: „Nie ma Boga nad Allaha, a jego prorokiem jest Mahomet”.




reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Hubert Kozieł: Tajemnice zamachu w Oklahoma City

Autor: foxmulder Dodano: czwartek, 24 maja 2007 - 09:36 1257 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Zamach w Oklahoma City jest uznawany za dzieło amerykańskiej skrajnej prawicy. Dosyć długo służył on administracji Billa Clintona jako argument w kampanii zwróconej przeciwko posiadaczom broni palnej. Amerykańska lewica wykorzystuje go również do dzisiaj do relatywizowania zagrożeń związanych z muzułmańskim terroryzmem. Przykład Timothy'ego McVeigha ma wskazywać, że również przeciętny, biały Amerykanin, zamieszkujący prerie amerykańskiego Środkowego Zachodu może być równie groźnym terrorystą jak wyszkolony w dolinie Bekaa fanatyk z Hezbollahu.


Timothy McVeigh od aresztowania do celi śmierci. Fot. wikipedia.19 kwietnia 1995 roku o godzinie 9:02 budynkiem federalnym im. Alfreda Murraha w Oklahoma City wstrząsnęła potężna eksplozja. Na parkingu przed budynkiem terroryści zdetonowali bombę umieszczoną w ciężarówce. Zginęło 168 osób a około 800 odniosło rany. Wkrótce potem na jednej z autostrad zatrzymano młodego weterana z Zatoki Perskiej Timothy’ego McVeigha – za jazdę bez tablic rejestracyjnych. Szybko ustalono, że był on osobą, która wynajęła użytą w zamachu ciężarówkę Ryder. Śledczy ustalili, że atak terrorystyczny w Oklahoma City został dokonany przez McVeigha i jego przyjaciela Terry'ego Nicholsa. Mieli oni być „skrajnie prawicowymi fanatykami” i „szaleńcami”, którzy zamach na budynek federalny traktowali jako zemstę na rządzie za masakrę w Waco (krwawy szturm siedziby sekty dawidian w Waco w Teksasie 19 kwietniu 1993 roku). McVeigh został skazany na karę śmierci, Nichols dostał dożywocie a ich wspólnik Michael Fortier, za zeznania ich obciążające, dostał złagodzony wyrok 12 lat więzienia. Wydaje się, że sprawa zamachu została zamknięta. Jednakże śledztwo lokalnej dziennikarki Jayny Davis, wsparte autorytetem czołowych specjalistów od terroryzmu wskazuje, że zamach w Oklahoma City mógł być przeprowadzony przez bliskowschodnich terrorystów.

Premier Izraela Icchak Rabin stwierdził w dniu zamachu, że jest on „robotą Hamasu”. William Webster – były szef FBI i CIA- jak również wielu specjalistów od terroryzmu wskazywało na ogromne podobieństwo zamachu w Oklahomie do ataku na koszary marines w Bejrucie w 1983 roku i zamachów żydowskie cele w Buenos Aires i Londynie w 1994 roku Wewnętrzne memo FBI wskazywało, że głównymi podejrzanymi są fundamentaliści islamscy, którzy mszczą się za „prześladowanie” terrorystów winnych zamachu na WTC z 1993 roku Vincent Cannistaro, były szef antyterrorystycznej komórki CIA, otrzymał jakiś czas wcześniej przez telefon informację od wysoko postawionego oficera saudyjskich służb bezpieczeństwa, mówiącą o obecności w USA terrorystycznej grupy złożonej prawdopodobnie z Irakijczyków, która chce dokonać serii zamachów w USA. Na pierwszym miejscu jej celów znajdował się budynek federalny w OKC. Ostrzeżenie to znalazło się też w wewnętrznych pismach FBI.

Wspólnik McVeigha Terry Nichols w 1994 roku często podróżował na Filipiny. Filipińskie służby wywiadowcze zdołały ustalić jego powiązania z lokalnymi islamistami. Złapany szef powiązanej z Al-Qaedą grupy Abu Sayaf Edwin Angeles opisał śledczym pobyt Nicholsa na Filipinach i jego spotkania z Ramzi Yousefem – organizatorem zamachu na WTC z 1993 roku. Nichols uczestniczył nawet w „terrorystycznym szczycie” w mieście Davao w 1994 roku. Gdy o zamachu w OKC dowiedział się wspólnik Yousefa Abdul Hakim Murad, odbywający wówczas karę w więzieniu, wykrzyknął: „To dzieło Armii Wyzwolenia!”. Armią Wyzwolenia nazywał Al-Qaedę.

Jayna Davis zdobyła zeznania kilkunastu świadków, którzy widywali McVeigha w towarzystwie śniadego osobnika z Bliskiego Wschodu nazywanego w raportach śledczych „John Doe II”. Tajemniczego terrorystę widziano razem z McVeigh'em w użytej w zamachu ciężarówce, rankiem 19 kwietnia, gdy pytali się na stacji benzynowej o drogę do budynku Murraha. Widziano ich też razem na parkingu, w miejscu zamachu, minuty przed eksplozją. Było tam obecnych też kilku innych podejrzanie się zachowujących arabsko wyglądających osobników.

Johna Doe II tuż przed zamachem zaobserwowany został za kierownicą oddalającego się w szaleńczych tempie od miejsca zamachu żółtego pick-upa. Półciężarówkę tą widziano potem zaparkowaną przed siedzibą firmy dra Anwara Abdula – Palestyńczyka powiązanego z OWP. Prowadził on małą firmę remontową, w której na kilka miesięcy przed zamachem zatrudnił grupę „irackich uchodźców”. Jeden z jego pracowników został zidentyfikowany przez świadków jako John Doe II. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Hussain Haszemi Al-Hussaini. Twierdził, że był prześladowanym przez Saddama irackim opozycjonistą. Jednakże dość często plątał się w swoim życiorysie i nie potrafił przekonująco podać żadnego szczegółu ze swej przeszłości. Tatuaże na jego rękach wskazywały, że służył w dywizji Gwardii Republikańskiej Adnan i w specjalnej jednostce irackiego wywiadu – Jednostce 999 Estikhabarat.

Kilkunastu świadków widziało McVeigha i Al-Husseiniego razem z innymi Arabami w motelu Cactus pod Oklahoma City. Zaczęli się tam pojawiać kilka miesięcy przed zamachem i nocowali tam 18 kwietnia 1995 roku. Rankiem odjechali w konwoju samochodów w skład którego wchodziła ciężarówka Ryder, od której dochodził ostry zapach ropy. Wydawało się to podejrzane, gdyż nad bakiem ciężarówki znajdowała się naklejka „tylko benzyna”. Głównymi składnikami bomby zdetonowanej w OKC były ropa i nawóz azotowy. Właściciel motelu twierdzi również, że gościli u niego też sprawcy zamachów z 11 września 2001 roku - Mohamed Atta, Marwan Al-Shehi i Zacharias Moussaoui mieli przebywać tam 1 sierpnia 2001roku.

Powiązań między zamachem w OKC a zamachami na WTC jest więcej. McVeigh i al-Husseini spotykali się też z czarnym radykałem, który po przejściu na islam zmienił swe nazwisko z „Melvin Lattimore” na „Majahid Abdulquaadir Menepta”. Pożyczył on Ramziemu Yousefowi swą kartę kredytową, by ten użył jej w finansowych operacjach związanych z pierwszym zamachem na WTC. Przez pewien czas mieszkał on też razem z Zachariasem Moussaouim. Al-Husseini przed zamachami z 11 września pracował na lotnisku Logan pod Bostonem. Skarżył się głośno, że „jak coś się tutaj wydarzy, to będzie na mnie” i opowiadał psychologowi o tym, że śnią mu się po nocach ofiary zamachu w OKC. Kolega al-Husseiniego z pracy u dra Abdula Majid Ajaj telefonicznie wyznał swojej byłej dziewczynie, że brał udział w zamachu w OKC i przyczynił się do zamachów z 11 września.

W listopadzie 1996 roku londyńska gazeta „Al-Quds al-Arabi” opublikowała tekst sygnowany przez Al-Qaedę, w którym organizacja ta przyznawała się do zamachu w OKC. Redaktor naczelny tej gazety jest blisko związany z Osamą bin Ladenem. Jesienią 2001r. amerykańscy żołnierze zdobyli w Kabulu materiały szkoleniowe Al-Qaedy dotyczące budowy bomby, „takiej samej, jakiej użyliśmy w Oklahoma City”.

Z Jayną Davis skontaktował się, w trakcie jej dziennikarskiego śledztwa, Yosef Bodansky, szef Grupy Specjalnej ds. Terroryzmu Kongresu USA, autor książek poświęconych bin Ladenowi. W II 1995r. wydał on ostrzeżenie przed sponsorowanym przez Iran atakiem terrorystycznym na terenie USA. Na liście celów było Oklahoma City. Atak miał nastąpić po irańskim nowym roku, czyli po 21 IV. Jego Grupa Specjalna dowiedziała się, że terroryści do dokonania zamachu posłużą się „białymi ludźmi” bez kryminalnej przeszłości. Izraelski wywiad przesłał w tym czasie ostrzeżenie, że USA zostaną zaatakowane przez islamskich terrorystów rękami „nie-Arabów”. Między październikiem 1994.r a kwietniem 1995r. odbyła się duża liczba konferencji terrorystów, na których omawiano m.in. zamachy w USA.

W Oklahoma City istniały utajnione grupy fundamentalistów islamskich. Organizowano tam nawet konferencje z udziałem bliskowschodnich terrorystów. Do zniszczenia Zachodu wzywali na nich min. Khaled Meshaal i mentor bin Ladena dr Abdullah Azzam. W 1993 roku kilku islamskich fundamentalistów z Oklahoma City odbyło w prowadzonym przez Hamas pod Chicago obozie szkoleniowym kurs budowania bomb samochodowych. Kursy takie przeszło też około 30 „białych ludzi”. Po wojnie w Zatoce Perskiej grupy terrorystyczne z Bliskiego Wschodu postanowiły werbować w swe szeregi nie-Arabów. Niektóre z nich myślały wynajmowaniu weteranów Pustynnej Burzy jako swoich najemników. Weteran tej operacji Timothy McVeigh mówił wówczas swoim kolegom, że chciałby być najemnikiem u Arabów, bo „oni najwięcej płacą”.

W świetle przedstawionych poszlak zamach w Oklahoma City nie wygląda na operację przeprowadzoną przez kilku „skrajnie prawicowych szaleńców”. Pytanie, na ile wiarygodne są ustalenia amerykańskiej dziennikarki. I czy ktoś zechce je rzetelnie zbadać.

źródło - Polskie Radio



Strona gotowa do druku

<   12345678910111213141516171819202122232425354555657585   >

Możesz pobierać nasze niusy, używając pliku backend.php.