|
08-02-2012 - 07:47
|
||||||
![]() |
||||||
Menu główneInformacja
Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj
forum
Online
Obecnie jest 10 gości i 0 użytkowników online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj |
Z cyklu **islam jest super** - Ta okropna islamofobia!Autor: redakcja Dodano: środa, 23 maja 2007 - 10:23
1309 raz(y) oglądano.
za: Arabia.pl
autor: Dominik Wach Ostatnie wydarzenia związane z wyborem prezydenta Turcji wywołały kolejną falę pewnego rodzaju paniki w zachodnich mediach, związanej z możliwością zwycięstwa kandydata islamskiej prawicy. Nie jest to odosobniony przypadek, gdyż podobny popłoch wywoływały wcześniej choćby zamieszki na przedmieściach Paryża i innych francuskich miast, demonstracje Arabów po publikacjach karykatur Mahometa czy zeszłoroczne zwycięstwo Hamasu w wyborach parlamentarnych. Dystansując się nieco od poszczególnych przypadków takiego zachowania zachodnich mediów i rozpatrując zjawisko całościowo można dojść do wniosku, iż jest to wynik pewnej niechęci do muzułmanów i religii islamu. Jednak na jakiej podstawie budowana jest ta niechęć czy strach? Dlaczego manifestujący na ulicach Algieru, Damaszku czy Kairu muzułmanie, oddaleni o setki kilometrów od granic Europy wzbudzają większe zainteresowanie, a zarazem zaniepokojenie niż manifestujący Estończycy, Rosjanie czy Węgrzy? Czy takie zachowanie zachodnich mediów jest w jakikolwiek sposób uargumentowane? Wydaje się, że w większości wypadków jest to jedynie wynik pewnego rodzaju islamofobii, niewystarczającej znajomości warunków i obyczajów panujących w danym kraju bądź społeczności. Przykładem może być aktualna sytuacja w Turcji, szczegółowo opisana w felietonach Agaty Fortuny. Z jakiego powodu podnosi się problem groźby islamizacji Turcji skoro poczynania partii rządzącej, której kandydat na prezydenta ma stanowić tak wielkie zagrożenie dla demokracji tego kraju, świadczą bardziej o jej postępowości i demokratycznym charakterze niż o skrajności i radykalizmie. Na jakiej podstawie dziennikarze wielu liczących się mediów przedstawiają tureckie demonstracje lub buńczuczne wypowiedzi francuskiego rapera, wzywającego społeczność imigrantów do rozruchów, w przypadku wygranej Sarkozy’ego za niezwykle groźne, a nie wspominają słowem o pochodach niemieckich neonazistów i ich naśladowców z innych państw Europy. Dlaczego Arabka w hidżabie wywołuje większe emocje niż grupa wyrostków wykrzykujących rasistowskie hasła? W moim odczuciu nie jest możliwe rozsądne wytłumaczenie tych zjawisk i braku obiektywizmu. Kolejną sprawą jest kwestia wolności słowa i poszanowania godności oraz wyznawanych wartości drugiego człowieka. Nasuwa się tu cała fala wydarzeń po publikacji karykatur Mahometa. Europejskie media nie pozostawiły suchej nitki na protestujących muzułmanach, przedstawiły ich jako jedną zwartą grupę, żądną krwi niewiernych i podpalającą ambasady państw zachodnich. Podnoszono wówczas wartości takie jak wolność słowa i opinii, będącej fundamentem zachodniego, demokratycznego świata. Zapomniano jednak, że narusza się w ten sposób fundament świata islamu, że uderza się w niezwykle czuły punkt – ich wiarę, dumę, godność. Nie wspomniano także, że zamieszki wybuchły dopiero po ponownej publikacji obraźliwych w oczach muzułmanów karykatur. Nikt nie ganił zachodnich mediów za nieuszanowanie prośby społeczności europejskich muzułmanów, którzy w dyplomatyczny sposób próbowali reagować po ukazaniu się karykatur w duńskiej prasie. Ponownie przedstawiono Arabów i muzułmanów jako tych złych i nieokrzesanych, jako ludzi niezdolnych do zaakceptowania odmienności kulturowej świata zachodniego i niezdolnych do rozwiązywania sporów w demokratyczny sposób. Zapomniano jednak, że to właśnie zachodnie media wykazały się zarzucanymi przeciwnej stronie cechami i to one doprowadziły do wybuchu zamieszek. Jest to kolejny dowód na nieuzasadnione obawy, a zarazem pretensje kierowane w stronę wyznawców islamu. Niepokojącym zjawiskiem jest również sposób doboru wydarzeń przedstawiających sytuację w krajach gdzie dominującą religią jest islam. Wydaje się, że niektóre media, a co gorsze niektóre administracje państw zachodnich, nie dostrzegają wielu istotnych elementów życia politycznego, społecznego i kulturowego islamu i koncentrują się jedynie na negatywnych faktach. Doskonałym przykładem może być sytuacja w Autonomii Palestyńskiej po ostatnich wyborach parlamentarnych. Choć zwycięskie ugrupowanie zostało wybrane w demokratycznych wyborach i mimo swego islamskiego charakteru zapowiedziało, że będzie respektowało demokratyczne fundamenty Autonomii, to zarówno rządy państw zachodnich nie uznały gabinetu Hamasu, a media do znudzenia przytaczały jego islamskie korzenie i zamachy terrorystyczne. Do tej pory nie przekazuje się zachodniemu społeczeństwu pełnego obrazu, w którym Hamas jako partia rządząca skupia się na próbach zahamowania chaosu i zapanowania nad sytuacją wraz z konkurencyjnym Fatahem. Nie mówi się także o tym, że Hamas koncentruje się na legislacji ustaw mających poprawić sytuację ekonomiczną Palestyny, a nie wprowadza prawo islamskie. Zachodnie media wolą przytoczyć fragmenty powstałego w 1987 r. statusu organizacji, napisanego typowym dla tego regionu i kultury islamskiej patetycznym i niemalże baśniowym językiem, pełnym kwiecistych opisów niewiele mających wspólnego z rzeczywistością. Niechętnie publikuje się także wypowiedzi liderów organizacji, w których mówią otwarcie o nieaktualności tego dokumentu i konieczności stworzenia nowego, realistycznego statusu, napisanego językiem prawniczym. Przykład Hamasu doskonale pokazuje jak łatwo media potrafią zdewaluować organizację, która choć ma wiele złego na sumieniu to nie zajmuje się tylko i wyłącznie mordowaniem niewiernych, jak niekiedy można wywnioskować z medialnych przekazów. Przytoczone powyżej przykłady stanowią jedynie wierzchołek medialnej góry lodowej, która przysłania wielokrotnie trzeźwe i pełne spojrzenie na świat islamu. Wydawać się może, że islam i muzułmanie stali się dyżurnym tematem zachodnich mediów, dzięki któremu można odciągnąć uwagę społeczeństwa od problemów lokalnych. Z islamu wielokrotnie tworzy się pewnego rodzaju niewidzialnego wroga, z którym trzeba walczyć, choć tak na prawdę nie wiadomo jak wygląda i czym nam zagraża. Można także odnieść wrażenie, iż media zachodnie celowo wywołują sztuczną islamofobię, że dzięki swym zmanipulowanym przekazom tworzą z odbiorcy pozornego eksperta przekonanego o zagrożeniach jakie dla świata zachodniego niesie islam. Niestety w rzeczywistości niewiele osób ma niezbędną wiedzę, by choć trochę obiektywnie ocenić to co dzieje się w świecie muzułmańskim, a jeszcze węższa grupa stara się zrozumieć tą religię i zachowania jej wyznawców. Jak postępować z fundamentalizmem islamskimAutor: redakcja Dodano: środa, 23 maja 2007 - 10:21
1165 raz(y) oglądano.
Nie myślmy jak fundamentaliści
Z Guyem Sormanem, autorem książki "Dzieci Rifa'y", rozmawia Dariusz Rosiak Rz: W najnowszej książce analizuje pan przeróżne odmiany islamu, ale najmniej pisze pan o jego wydaniu fundamentalistycznym. Czy pana zdaniem przeceniamy rolę islamofaszyzmu? Guy Sorman: Może za dużo wiemy o islamofaszyzmie w przeciwieństwie do islamu w wersji umiarkowanej. Ludziom na Zachodzie wydaje się czasem, że cały islam to fundamentalizm. W książce pokazuję, że w islamie istnieje długa i bogata tradycja umiarkowania, demokracji, otwartości, tolerancji. Uważam poza tym, że gdyby muzułmanie uzyskali prawo wypowiadania się w sposób demokratyczny, to dążenie do umiarkowania byłoby bardziej widoczne. Popatrzmy na takie kraje, jak Indonezja, Turcja, Malezja, Kuwejt, gdzie muzułmanie mogą głosować - w tamtejszych wyborach fundamentaliści uzyskują zwykle od 3 do 5 procent głosów. To są bardzo aktywne i głośne mniejszości, ale nie odzwierciedlają aspiracji społeczeństw muzułmańskich. Czy naprawdę chce pan przekonać czytelników, że demokracja, otwartość, wolność, tolerancja są istotą islamu? Myślę, że Zachód tak naprawdę dał się zmanipulować fundamentalistom i przyjął ich wersję interpretacji islamu. Jednak prawdziwa debata na temat kształtu tej religii nie toczy się między cywilizacją islamską a zachodnią, lecz w samym islamie. Zachód w tej debacie pełni rolę zakładnika i zresztą sam na nią przystał, nadając niewspółmierne znaczenie głosom skrajnym i zapominając o przedstawicielach islamu umiarkowanego. Moja teza jest taka, że gdy społeczeństwo się otwiera, to wygrywają partie umiarkowane. To jest bardzo kontrowersyjna teza. W Turcji rządzi partia, której korzenie tkwią bardzo mocno w islamie. Wybory w Algierii na początku lat 90. wygrali fundamentaliści. Gdyby dziś rozpisano wybory w takich krajach, jak Afganistan czy Irak, to pewnie skrajne partie też uzyskałyby ogromną ilość głosów. Gdy społeczeństwo się otwiera, konsekwencją nie musi być zanik partii skrajnych. Nie zgadzam się z tym poglądem. W Turcji od pięciu lat rzeczywiście większość rządzącą stanowi partia muzułmańska zakorzeniona w islamie. Ale to jest partia, która bardzo się zmieniła, dziś jej liderzy twierdzą, że programowo blisko im do niemieckich chadeków. Nieźle zarządza gospodarką, demokratyzuje media, pracuje nad dostosowaniem prawa do prawa Unii Europejskiej i ani jej w głowie wprowadzanie w Turcji jakichś zasad fundamentalistycznego islamu. Jeśli chodzi o Algierię, trzeba pamiętać, że FIS stał się fundamentalistyczny dopiero po zwycięstwie wyborczym i wojskowym zamachu stanu, który miał mu uniemożliwić przejęcie władzy. Zatem przyczyną skrętu tej partii na pozycje skrajne był zamach na demokrację, a nie demokracja. W wypadku Afganistanu czy Iraku sytuacja jest jeszcze inna, bo tam po prostu trwa wojna, a wojna rodzi postawy skrajne. Ale o jakiej demokracji pan mówi? W książce przedstawia pan np. Arabię Saudyjską jako pozytywnego bohatera. Może to i jest przykład pozytywny, jeśli porówna się ten kraj z takimi dyktaturami, jak Egipt czy Syria. Dla nas jednak demokracja to wolność słowa, powszechne prawo wyborcze, poszanowanie godności ludzkiej i praw człowieka, rozdział Kościoła od państwa. Pan zdaje się sugerować, że Arabię Saudyjską można potraktować jak każdy inny kraj, a wolności obywatelskie jakoś same się w nim pojawią. Nie. Nie pokazuję Arabii Saudyjskiej w roli pozytywnego bohatera. Ale nie zgadzam się z przedstawianiem jej wyłącznie jako wstrętnej dyktatury. To jest bardzo opresyjne państwo, zwłaszcza wobec kobiet, ale jego mieszkańcy są nieźle wykształceni, dobrze poinformowani, bo prawie każdy ma dostęp do Internetu. Kraj ten znajduje się w okresie politycznego otwarcia, odbywają się wybory lokalne. Uważam, że właśnie takimi drobnymi krokami da się otworzyć społeczeństwa muzułmańskie i że w ten sposób zmaleją w nich wpływy fundamentalistów. Doświadczenie Iraku pokazuje, że odwrotna metoda - próba wprowadzenia demokracji w ciągu jednego dnia - nie ma sensu iprzynosi więcej szkody niż pożytku. To musi być powolny, spokojny proces. W Arabii Saudyjskiej, Kuwejcie, Bahrajnie, Maroku, Jordanii ten proces trwa i kraje te zbliżają się do demokracji w naszym rozumieniu. Ale czy nie widzi pan zasadniczych różnic między islamem a chrześcijaństwem, które jest przecież fundamentem Zachodu? Weźmy choćby kwestię postępu historyczny, który jest motorem rozwoju Zachodu. Chrześcijaństwo wpisuje postęp w historię rodzaju ludzkiego. Kościół i każdy chrześcijanin z osobna zmieniają się i dążą do celu jasno określonego w dogmatach chrześcijańskich. Rozwój gospodarczy i inne cechy Zachodu są konsekwencją tego rodzaju stanowiska. Islamowi takie rozumienie postępu jest chyba obce. Przede wszystkim nie należy mówić o islamie jako takim. Możemy mówić o muzułmanach, którzy jednak nie są związani strukturą instytucji czy jednego wiążącego autorytetu. Koran jest tak naprawdę otwarty na interpretację przez każdego indywidualnego muzułmanina. Tylko fundamentaliści uważają, że posiedli całkowitą i niepodzielną wiedzę o islamie. Gdy zatem mówimy, że islam jest religią przemocy albo wykluczenia, tak naprawdę powielamy mity rozpowszechniane przez fundamentalistów. Zamiast tego powinniśmy patrzeć na historię islamu i czerpać z przykładów liberalnych muzułmanów, takich jak Rifa al Tahtawi, o którym piszę w książce. Reszta artykułu tutaj Nasz Dziennik: Inwazja islamuAutor: foxmulder Dodano: wtorek, 22 maja 2007 - 08:30
1357 raz(y) oglądano.
Walcząca z chrześcijaństwem zachodnia Europa staje się terenem inwazji islamu. Od kilku lat jesteśmy świadkami powstawania w wielu krajach Unii oficjalnych muzułmańskich struktur, organizacji reprezentujących wyznawców Allaha i będących partnerem dla władz krajowych. Coraz silniejsza jest obecność muzułmanów w Europie, władze nie mogą już tak, jak było to jeszcze kilkanaście lat temu, przechodzić obojętnie wobec zakorzeniającej się coraz mocniej nowej religii.
We Francji, w której żyje najwięcej (5 mln muzułmanów), w 1999 r. lewicowy wówczas rząd zainicjował powstanie tzw. Francuskiej Rady Kultu Muzułmańskiego (CFCM). Ujrzała ona światło dzienne w roku 2003, kiedy ministrem spraw wewnętrznych i kultu był Nicolas Sarkozy, zwycięzca ostatnich wyborów prezydenckich. Jej celem ma być koordynacja budowy meczetów, organizacja świąt religijnych, kształcenie imamów i nominacja muzułmańskich kapelanów przy szpitalach państwowych. Koncepcja powołania nad Sekwaną ogólnokrajowej organizacji muzułmańskiej spotkała się z krytyką, tym bardziej że w skład powołanej rady weszła Unia Francuskich Organizacji Islamskich (UOIF), bliska terrorystycznej organizacji Braci Muzułmańskich. Podobne do francuskich oficjalne organizacje muzułmańskie powstały w innych, starych krajach unijnych. W 1997 r. powołano nad Tamizą Radę Muzułmanów Wielkiej Brytanii. Reprezentuje ona 350 organizacji i meczetów. Jej oficjalnym zadaniem jest reprezentowanie 1,6 mln muzułmanów żyjących w Zjednoczonym Królestwie. Ale podstawowym jej celem jest walka ze zjawiskiem islamofobii, występującym podobno w tym kraju. W praktyce oznacza to piętnowanie krytyki muzułmańskich obyczajów, np. noszenia czadorów czy faktu nieintegrowania się tej społeczności ze społeczeństwem lokalnym. Rozbieżności w widzeniu interesów kraju osiedlenia i angielskich muzułmanów najlepiej uwidoczniły się w czasie inwazji w Iraku, kiedy to islamskie organizacje Wielkiej Brytanii ostro potępiły udział jej wojsk u boku Stanów Zjednoczonych. Trudności w integracji muzułmanów (1,2 mln osób) we Włoszech mają być przedmiotem zainteresowania powołanej w 2005 r. tzw. Muzułmańskiej Rady Konsultacyjnej. Rady organizacji muzułmańskich działają już od kilku lat w Belgii, Danii i Szwecji. Kilka dni temu została utworzona również podobna struktura w Niemczech. Rozbudowa muzułmańskich instytucji postępuje nie tylko we Francji. W stolicy Szwajcarii, Bernie, ma powstać największe w Europie islamskie centrum ekonomiczne i kulturalne. W skład tzw. "platformy na rzecz islamu" wejdzie centrum kongresowe, czterogwiazdkowy hotel, muzeum, biura i meczet. Kompleks ten ma zająć powierzchnię 23 tys. metrów kwadratowych. Według rzecznika islamskich organizacji kantonu Bern, Farhada Afshara, profesora miejscowego uniwersytetu, celem inwestycji jest "wprowadzenie bogactwa kultury islamskiej do Szwajcarii". Zapewne dla uspokojenia lokalnej społeczności dodaje on, że "projekt ten stworzy liczne stanowiska pracy, bo w kompleksie biurowym będą mogły zainstalować się przedsiębiorstwa współpracujące z krajami islamskimi, a hotel będzie mógł przyjmować różnorodną klientelę". Koszt inwestycji szacuje się na 36,4 do 48,6 mln euro. Głównym problemem, jaki stwarza muzułmańska emigracja dla Europy, jest jej duża odrębność kulturowa i brak integracji ze społeczeństwem, w którym żyje. Szereg rządów stara się bezskutecznie przyśpieszyć te procesy. Mają temu służyć m.in. powoływane krajowe muzułmańskie rady reprezentacyjne. Obecnie pomagają one jedynie integrować się tym społecznościom. Dobitnym przykładem na brak integracji emigracji muzułmańskiej były w 2005 roku zajścia na przedmieściach wielkich francuskich miast, dzielnicach skupiających młodzież muzułmańskiego pochodzenia. Obowiązująca w Europie zasada poprawności politycznej sprawia, że nie udaje się szczerze i otwarcie dyskutować o groźbie emigracji islamskiej dla Europy, również dlatego, że europejska lewica dostrzega w niej pozytywne elementy, sojusznika w marginalizacji chrześcijan w życiu społecznym i politycznym. Tego typu polityka jest sprzeczna z interesem chrześcijańskiej Europy, ale adepci jej laickiej wizji widzą ją jako kontynent wielokulturowy. Masowe przyjmowanie emigrantów, które obecnie obserwujemy w Hiszpanii, ma służyć realizacji tej polityki. reszta artykułu Palestyński "honor"Autor: jarekw Dodano: sobota, 19 maja 2007 - 17:26
1108 raz(y) oglądano.
Kiedy pod koniec 2003 Izrael rozpoczął budowę muru separacyjnego celem zapewnienia ochrony swoim obywatelom przed niekończącą się procesją zamachowców-samobójców, społeczeństwo palestyńskie odpowiedziało przeadresowaniem swych destruktywnych motywów do wewnątrz własnej społeczności. Wszystkie rewolucje, jak się zwykło mówić, ostatecznie kierują się przeciw własnemu społeczeństwu i pożerają własne dzieci. I gdy przeprowadzanie samobójczych zamachów bombowych stało się utrudnione, a tym samym przestały one być łatwym środkiem na zdobycie prestiżu rodziny, Palestyńczycy przeadresowali swój cel na swoje żeńskie potomstwo, aby w ten sposób odzyskać utraconą równowagę. Zamachy samobójcze dokonywane na terenie Izraela pełniły dla Palestyńczyków rolę krwawego ale lukratywnego przedsiębiorstwa, które w 2002 roku odniosło sukces w postaci 39 ataków. Ale gdy Izrael zaczął wznosić antyterrorystyczny mur, palestyński przemysł ludzi-bomb obrócił się w bankructwo- w ciągu ponad dwu lat udało się przeprowadzić zaledwie 11 ataków. Z drugiej jednak strony tzw. honorowe zabójstwa, które zawsze były częścią integralną palestyńskiego stylu życia, wówczas nabrały szczególnie intensywnego tempa. Z makabrycznym entuzjazmem, dzierżący broń ojcowie, bracia, wujowie, a czasem nawet matki, ścigają swoje córki oraz siostry i popełniają szokujące akty przemocy z powodu faktycznych lub wyimaginowanych przekroczeń moralnych. Motywację do zabijania swych własnych córek Arabowie czerpią z tych samych źródeł kulturowych, które produkują zamachowców-samobójców. W społeczeństwie arabskim funkcjonują dwie formy honoru: bierna, zwana ird, oraz czynna zwana szaraf. Rodzina traci honor ird wraz z utratą czystości seksualnej kobiety- członkini rodziny [najczęściej córki]. Rodzina może odzyskać honor ird dokonując morderstwa na nieczystej seksualnie córce. Czynna forma honoru, zwana szaraf, wymaga aktywnej działalności, która zapewnia rodzinie wyższy status społeczny i prestiż. Ponieważ społeczeństwo palestyńskie utraciło możliwość ingerowania w życie codziennie Izraelczyków poprzez niesienie im śmierci i zniszczenia, kompensuje sobie ten brak poprzez zabijanie własnych członków społeczeństwa w ramach praktykowania ird jako sposobu na zapewnienie sobie honoru. Soraja Husajn, przewodnicząca projektu badawczego Jerozolimskiego Centrum Doradztwa i Pomocy Prawnej Kobiet powiedziała: „Sama idea honorowego zabijania to nic nowego.... to co jest nowe to ogromna fala zabójstw na tym tle w 2005”. W maju 2005 BBC podała, że „w ostatnich miesiącach nastąpił wzrost liczby honorowych zabójstw na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy... Aktywistki na rzecz praw kobiet nie potrafią znaleźć przyczyn dla tak gwałtownego wzrostu tego zjawiska.” Podczas szczególnie brutalnej fali honorowych zabójstw na początku 2005, pięć kobiet palestyńskich zostało zamordowanych w czterech niezależnych akcjach, przeprowadzonych w krótkim odstępie czasu od siebie. Faten Habasz spędziła sześć tygodni w szpitalu po tym, jak wyskoczyła z okna swego rodzinnego mieszkania na czwartym piętrze. Po powrocie ze szpitala do domu jej ojciec zatłukł ją na śmierć żelaznym prętem. Dwa dni później, Maher Szakirat zaatakował swoje trzy siostry. Najstarsza, Rudaina, była w ósmym miesiącu ciąży, została wcześniej napomniana przez swojego męża, gdyż jak twierdził, miała romans. Maher, zanim targnął się na życie swych trzech sióstr chcąc je udusić, najpierw zmusił je do wypicia wybielacza. Najmłodsza, Lejla, zdołała uciec ale doznała poważnych obrażeń wewnętrznych na skutek spożytego środka chemicznego. Rafajda Qaoud została zgwałcona przez swoich dwóch braci, z którymi dzieliła pokój w domu w Ramalla. Wskutek gwałtu zaszła w ciążę i urodziła syna, który został adoptowany przez inną rodzinę. Jej matka przyniosła jej żyletkę i rozkazała, by podcięła sobie żyły. Kiedy dziewczyna odmówiła popełnienia samobójstwa, matka naciągnęła jej na głowę plastikową torbę, zawiązała ją, podcięła córce żyły, a następnie biła kijem aż córka skonała. Palestyńska feministka, Abu Dayyeh Szamas twierdzi, że „Mężczyźni czują, że stracili swoją godność i że mogą ją w pewien sposób odbudować przez podniesienie honoru rodziny. Zauważyliśmy, że ostatnie przypadki są coraz bardziej brutalne: zabójstwa, gwałty, kazirodztwo. Szczególnie wzrosła liczba gwałtów kazirodczych”. Jedna z organizacji kobiecych podaje, że tylko w 2002 roku doszło do 400 przypadków zgwałceń kazirodczych na Zachodnim Brzegu. Antropolog James Emery wyjaśniał w 2003, że „wśród Palestyńczyków za wszystkie kontakty seksualne, włączając w to przestępstwa gwałtu i kazirodztwa, winę ponosi kobieta”. Mężczyźni zawsze są uważani za niewinnych, a odpowiedzialność spada na kobietę czy dziewczynę, która ma bronić swego honoru za wszelką cenę. Kiedy 17letnia Afaf Junes uciekła od ojca, który był podejrzany o molestowanie jej, złapano ją i odesłano z powrotem do ojca. Ten zastrzelił ją, aby w ten sposób odzyskać swój utracony honor. Gdy w 2002 roku czteroletnia dziewczynka została zgwałcona przez 25 letniego mężczyznę, jej palestyńska rodzina porzuciła ją, aby wykrwawiła się na śmierć, gdyż jako zgwałcona przynosiła dyshonor rodzinie. Emery cytuje palestyńskiego kupca, który wyjaśnia kulturowe postrzeganie kobiecości: „Zhańbiona kobieta jest jak gnijący członek ciała, który jeśli nie zostanie odcięty, przeżre [zgnilizną] całe ciało. Chodzi mi o to, że cała rodzina zostanie zbrukana, jeśli taka kobieta nie zostanie zabita.” Ostatnio na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy Hamas określił swoją nową rolę: strzeżenie moralności młodych muzułmanek. Grupa mężczyzn z Hamasu, która określa się jako „straż moralna” zaatakowała 19-letnią Josrę al.-Azam, gdyż usiadła wraz z mężczyzną, którego miała wkrótce poślubić i inną parą na plaży. Strzelono jej w głowę, następnie napastnicy wywlekli ją na ulicę gdzie zatłukli pałami na śmierć. Wzrastający wpływ Hamasu i jego fundamentalistycznej interpretacji prawa islamu martwi organizacje kobiece, które obawiają się, że to da im władzę i moralną legitymizację w nadchodzących wyborach. [pisane tuż przed wyborami palestyńskimi w styczniu 2006] The Guardian przytacza oficjalny raport z 2004 roku, palestyńskiego Ministerstwa Do Spraw Kobiet. Według tego raportu 20 dziewcząt i kobiet zostało zabitych w drodze honorowych zabójstw a dalsze 50 popełniło samobójstwa. Kolejne 15 doznały prób morderstwa. W 2005 oficjalne dane dotyczące przypadków śmiertelnych mówią o liczbie 33. Jednak ten notowany oficjalnie wzrost honorowych zabójstw jest w rzeczywistości zaniżony, gdyż społeczeństwo godzi się, ukrywa i ignoruje większość przestępstw popełnianych na kobietach. Według dr Szalub-Kevorkian, kriminologa z Uniwersytetu Hebrajskiego, rzeczywiste liczby są znacznie wyższe i niemal wszystkie zabójstwa na Zachodnim Brzegu i w Gazie są prawdopodobnie zabójstwami honorowymi. W okresie dwu lat między 1996 a 1998 Szalub-Kevorkian ujawnił 234 podejrzanych przypadków zgonu na Zachodnim Brzegu, które według niego są zabójstwami honorowymi. Palestyńska policja nie rejestruje tych zgonów jako morderstw gdyż uznała je za zgony przypadkowe lub w drodze nieszczęśliwego wypadku. Szalub-Kevorkian uważa, że rzeczywista liczba zabójstw honorowych może być 15krotnie większa od oficjalnie ujawnionych statystyk. W 2005 Amnesty International opublikowała oświadczenie, wzywające Autonomię Palestyńską do niewykonywania egzekucji na skazanych za morderstwo, gwałt lub kolaborację z Izraelem. Jednocześnie wezwała do położenia kresu „bezkarności na jaką sobie dotąd pozwalano wobec osób odpowiedzialnych za pewne przestępstwa”, włączając w to „zabójstwa honorowe”. Za dokonanie zabójstwa na własnej córce lub krewnym płci żeńskiej przestępca może oczekiwać wyroku pozbawienia wolności na czas 6 miesięcy- zgodnie z obowiązującym od 45 lat prawem jordańskim będącym w mocy na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy. Często przestępstwa morderstw na kobietach są rejestrowane jako samobójstwa lub nieszczęśliwy wypadek, albo w ogóle nie są rejestrowane. Antropolog Emery utrzymuje, że wiele zamordowanych kobiet grzebie się na pustyni, a „sekret ich losu.... został pogrzebany wraz z nimi w piachu”. Organizacje praw człowieka twierdzą, że wzrost poważnych przestępstw, włączając w to honorowe zabójstwa, jest rezultatem ubóstwa i trudności stwarzanych przez Izrael. O ile mur separacyjny uczynił życie Palestyńczyków bardziej trudnym, to jednak Izrael nie może być uznany za odpowiedzialny wzrostu przestępczości i bezprawia wśród ludności palestyńskiej. W Wielkiej Brytanii nie ma muru separacyjnego i rządu izraelskiego, którego można obwinić za problemy społeczności muzułmańskiej. Mimo to obserwuje się w społecznościach muzułmańskich wzrost zabójstw honorowych, szczególnie po zamachach w Londynie 7 lipca zeszłego roku. Nazir Afzal, dyrektor Brytyjskiego Biura Śledczego powiedział stacji Reuters, że „w minionym roku doszło do przynajmniej 12 zabójstw honorowych”. Jest to, jak stwierdził, zaledwie wierzchołek góry. „Dochodzi do innych przestępstw jak gwałty, porwania, przemoc fizyczna.” Afzal twierdzi, że licząca 1,6 miliona społeczność muzułmańska „adresuje swoje negatywne emocje do wewnątrz... Społeczność, która żyje w poczuciu zagrożenia ma tendencję zwracać się przeciwko sobie, nie ma znaczenia czy to poczucie zagrożenia ma jakiekolwiek podstawy w rzeczywistości czy nie.” To bezprecedensowe zjawisko kulturowe w Wielkiej Brytanii świadczy o bezsensowności oskarżeń kierowanych pod adresem Żydów w Izraelu, jakoby ponosili winę za barbarzyńskie i prymitywne zachowania członków społeczeństwa palestyńskiego. W Wielkiej Brytanii, podobnie jak na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy- „próbują ustanowić i przywrócić moc swoim własnym normom kulturowym”- wyjaśnia Afzal- „Wywierają presję na członkach własnej społeczności, aby ich podporządkować sobie, a gdy ci odmawiają, stosuje się wobec nich określony rodzaj kary.” Izrael budując barierę zredukował zdolność produkcyjną ludzi-bomb, tym samym ograniczony został potencjał zyskiwania sobie przez Palestyńczyków honoru drogą zamachów. Zwrócili swą nienawiść do wewnątrz- dopuszczając się brutalnych i bezlitosnych zbrodni próbują w ten sposób zapewnić sobie anamorficzny honor. To oczywiste, że ten problem to kwestia kulturowego zepsucia, a nie opresji izraelskiej. Zachowaniami Arabów rządzą dwie najważniejsze normy społeczne będące filarami ich systemu wartości - honor i hańba. Te dwie normy determinują określony schemat zachowań, polegający na unikaniu hańby z jednej strony i nabywaniu honoru z drugiej. Wszelkie stosunki i przedsięwzięcia motywowane innymi, nieznanymi źródłami są tłumione i zakazane. Zarówno hańba jak i honor, aby móc stać się koncepcją aktywną, wymagają adresata-obiektu, przeciwko któremu mogą się kierować. Utrata przez zamachowców-samobójców swoich dotychczasowych adresatów, spowodowała chaotyczne przesunięcie ośrodka idei hańby i honoru. Jej rzecznicy poszukują usilnie nowych adresatów-obiektów, aby zrekompensować sobie utraconą szaraf. Źródło: Hatikvah.pl Hatkivah.pl Korzenie antyterrorystycznej polityki ZapateroAutor: redakcja Dodano: środa, 16 maja 2007 - 10:56
1508 raz(y) oglądano.
Strategic Studies Group zaprezentowała analizę ideologicznych korzeni polityki antyterrorystycznej, prowadzonej przez Hiszpanię pod rządami premiera José Luís Rodríguez Zapatero. Zapatero doszedł do władzy po terrorystycznym zamachu dokonanym przez islamistów 11 marca 2004 w Madrycie. Zamachowcy jak i kandydujący w wyborach Zapatero podobnie uzasadniali przyczyny zamachów – obecność wojsk hiszpańskich w Iraku.Polityka Zapatero, od momentu objęcia przez niego urzędu, wywoływała wśród politycznych i intelektualnych kręgów mieszankę zdziwienia i niedowierzania. Najpierw poddał się żądaniom islamskich terrorystów (uwaga określenie zakazane przez Unię Europejską) i wycofał wojska z Iraku; potem zaproponował wspólnie z obecnym premierem Turcji, inicjatywę źle-pojętego „Sojuszu Cywilizacji” by zinstytucjonalizować formalny dialog z dyktaturami; wreszcie rozpoczął dialog z baskijskim terrorystami (można używać tego określenia w Unii Europejskiej) bez wymagania od nich złożenia broni. Polityka Zapatero nie tylko zmniejszyła wpływ Hiszpanii za granicą, ale również doprowadziła jego rząd do wzrastającej międzynarodowej izolacji. Jakie są powody tego radykalnego odwrotu od tradycyjnego stanowiska Hiszpanii? Po pierwsze ideologiczny pogląd na świat, który próbuje wyjaśnić w globalnej perspektywie ludzkość, historię i politykę. Po drugie polityczna taktyka, która zmusiły Zapatero do szukania poparcia po wyborach u radykalnej i anty-konstytucjonalnej lewicy. A po trzecie obsesja Zapatero, by odróżnić się od centroprawicowego rządu Jose Maria Aznara. Pierwszy z nich progresywizm, wywodzony z utopijnych poglądów Charlesa Fouriera lub Henri de Saint-Simon opiewa wspaniałą przyszłość, gdzie wszystkie problemy będą rozwiązane w całkowicie demokratyczny i pokojowy sposób. Uważa się, że historia ludzkości jest ciągłą walką pomiędzy bogatymi a biednymi klasami, pomiędzy rozwiniętymi i nierozwiniętymi krajami oraz pomiędzy dominującą cywilizacją a cywilizacjami podporządkowanymi. Według Zapatero problemy obecnych czasów mają swoje źródło w liberalnej demokracji, systemie kapitalistycznym, w Zachodniej cywilizacji, a wszystko to uosabia jeden kraj, Stany Zjednoczone. Takie poglądy mogą być w dzisiejszej Europie tylko oklaskiwane przez radykalną lewicę we Francji i Włoszech oraz przez radykalnych islamistów. Terroryzm jest konsekwencją przemocy zapisanej w prawach historii i niesprawiedliwym porządku liberalnym, dlatego zniknie, jak tylko znikną obecne wyżej wymienione warunki, które go tworzą. Dlatego jedynym sposobem pozbycia się terroryzmu jest zmiana obecnego porządku w pluralistyczny konstytucyjny system polityczny. “Dla pokoju!” Kolejną przyczyną polityki Zapatero jest związanie się z radykalnymi partiami lewicowymi. Obecny minister spraw wewnętrznych, Alfredo Pérez Rubalcaba, dwa dni po zamachach w Madrycie pojawił się w telewizji i oskarżył rząd Aznara o kłamanie w sprawie śledztwa dotyczącego sprawców zamachów. Ani wtedy ani potem nie dowiedziono tych tez, ale w kilka godzin setki ludzi w proteście zgromadziły się przed siedzibą Partii Ludowej Aznara. W noc przed wyborami te informacje wpłynęły na wynik. Partia Socjalistyczna Zapatero miała przewagę 164 miejsc nad 148 miejscami dla Partii Ludowej Aznara. Jednak Zapatero nie miał wystarczająco głosów, by rządzić samodzielnie i zdecydował się na koalicję z narodowymi socjalistami (ERC); IU, które poprzednio nazywało się „Komunistyczną Partią Hiszpanii”; oraz PNV – baskijską partią narodową. Grupy te albo wcześniej zawierały tajne porozumienia z ETA albo znajdowały ideologiczne usprawiedliwienie dla islamskiego terroryzmu. Zapatero ogłosił, że położy kres terroryzmowi przez wcześniej wymienioną ideologię. Odtąd jego polityka zagraniczna wyrażała zrozumienie i ustępstwa dla islamskiego terroru, a polityka wewnętrzna opierała się na przyznaniu ETA racji co do motywów jakie powodowały ich zamachami. Wreszcie trzeci czynnik, potrzeba odróżnienia od rządów Aznara przyczyniła się do wycofania wojsk z Iraku, krytyki Stanów Zjednoczonych za prowokowanie terroryzmu i zachęcania pozostałych krajów do porzucenia wojny z terroryzmem. Aznar reprezentował zbliżenie transatlantyckie, więc polityka Zapatero prowadziła do zbliżenia się z Kubą, Iranem i Wenezuelą. Był to początek jego „Sojuszu Cywilizacji”. Sojusz Cywilizacji czy licencja na zabijanie Śmierci 200 hiszpanów w marcu 2004 towarzyszyło wycofanie się wojsk hiszpańskich z Iraku, co było dokładną realizacją celów, które chcieli osiągnąć terroryści. Ani Stany Zjednoczone ani Wielka Brytania nie poddały się temu szantażowi. Reakcja Zapatero była przeciwna. Według niego terroryzm Bin Ladena był sprowokowany przez politykę Zachodu na Bliskim Wschodzie, przez imperializm, przez kolonializm, jak również przez liberalny system parlamentarny, wolny rynek oraz zarówno amerykańską jak i europejską historię. Te powody dały Bin Ladenowi licencję na zabijanie. Sojusz Cywilizacji, który jest odpowiedzią Zapatero sugeruje, że Zachód powinien zmienić swój stosunek do islamskiej kultury. Według logiki, którą dziedziczy on od Lenina, Zachód jest agresorem, koruptorem i przyczyną wszystkich wojen na świecie. Propozycja rzucona przez Zapatero we wrześniu 2004 na Zgromadzeniu Ogólnym NZ zawiera te wszystkie idee. Co więcej, tylko dialog między kulturami zakończy terroryzm, ale ten dialog wymaga, żeby Zachód szanował wszystkie te idee i podejścia wynikające z kultury, które nigdy nie były ani europejskie ani amerykańskie. Ten szacunek jest konieczny by uniknąć frustracji muzułmańskiego świata. Dla jemu podobnych wojna w Iraku nie jest odpowiedzią na terroryzm, ale terroryzm jest odpowiedzią na wojnę w Iraku, którą niehonorowo USA i Europa prowadzę w świecie islamskim. Według lewicy wszystkie demokratyczno-liberalne reżimy w historii Zachodu były winne braku respektu dla islamu, ekonomicznego wykorzystywania oraz kolonialnego plądrowania. Z tego punktu widzenia, konkluzja Zapatero jest jasna: Terroryzm zniknie tylko wtedy kiedy Zachodnie kraje przestaną promować demokrację i wolny rynek w innych częściach świata. Pełna analiza w języku angielskim: http://www.eng.gees.org/articulo/195/ za:islaminfo.pl Hubert Kozieł: Sieć terroru. Powiązania bin Ladena ze służbami wywiadowczymi wielu państw świata.Autor: foxmulder Dodano: piątek, 11 maja 2007 - 11:33
1997 raz(y) oglądano.
Osama bin Laden przedstawiany jest często w mediach jako niezależny terrorysta, realizujący dzięki własnemu bogactwu swoje własne utopijne plany geopolityczne. Wiele wskazuje jednak, że swój awans do czołówki światowego ruchu terrorystycznego zawdzięcza on bliskim związkom z szeregiem służb wywiadowczych.
Sudan 30 czerwca 1989 roku w wyniku puczu w Sudanie doszedł do władzy generał Omar Al.-Baszir – człowiek owładnięty myślą zaprowadzenia w tym kraju fundamentalistycznego reżimu muzułmańskiego. Ideologiem i szarą eminencją nowej władzy został Hasan At-Turabi – wykształcony na Sorbonie działacz Stowarzyszenia Braci Muzułmanów. By zislamizować kraj, nie cofali się oni przed ludobójczymi metodami. Sudan zamienił się pod ich rządami w światowy ośrodek wsparcia sunnickiego fundamentalizmu. Oznaczało to, że kraj stał się otwarty dla wszelkiego rodzaju terrorystów. Jednocześnie doszło do zaskakującej zmiany polityki zagranicznej Sudanu. Kraj ten przestał być sojusznikiem Libii i Iraku w zamian zacieśniając więzi z Iranem. At-Turabi zafascynowany był irańskimi sukcesami w walce z USA i Izraelem w Libanie. Wyszkoleni przez Teheran terroryści imponowali mu swoim profesjonalizmem. Dokonał więc zmian w głoszonej przez siebie doktrynie islamu szczególnie akcentując zasypywanie podziału między sunnitami a szyitami w celu połączenia sił do walki ze wspólnym wrogiem – zarówno z zachodnią cywilizacją jak i z popieranymi przez USA reżimami na Bliskim Wschodzie. Znalazło to wyraz w stworzeniu Międzynarodówki Islamskiej i jej zbrojnego ramienia - Zbrojnego Ruchu Islamskiego. W kwietniu 1991 roku w Chartumie odbyła się Konferencja Narodów Arabskich i Muzułmańskich. Była to pierwsza próba koordynacji islamskiego terroryzmu po wojnie w Zatoce Perskiej. Wywarła ona duże wrażenie na Iranie co sprawiło, że uruchomił on wsparcie dla sudańskiego reżimu. Zorganizowano obozy szkoleniowe dla terrorystów, przysłano instruktorów, zapewniono nowoczesny system łączności. Irańscy Gwardziści Rewolucyjni zajęli więzienie Kabar w Chartumie i założyli tam swoją główną kwaterę. W grudniu 1991 roku wizytę w Sudanie złożył prezydent Iranu Rafsandżani. Podpisano szereg porozumień dotyczących współpracy w dziedzinach obrony, terroryzmu i gospodarki. Zapewniły one Sudanowi stałe dostawy ropy naftowej i żywności jednocześnie trwale uzależniając go od reżimu ajatollahów. Sudan miał się stać głównym irańskim przyczółkiem w Afryce. Jednakże At-Turabi napotkał na drodze do rozprzestrzeniania islamskiej rewolucji poważną przeszkodę w postaci finansów. 5 lipca 1991 roku Bank Anglii nakazał zamknąć Bank of Credit and Commerce International ( BCCI) - dotychczas główny i zarazem najbezpieczniejszy kanał finansowania terrorystów. Fundamentaliści stracili przy tym setki milionów dolarów. Zdesperowany At-Turabi zwrócił się więc o pomoc do przybyłego właśnie do Chartumu, posiadającego liczne koneksje saudyjskiego milionera – Osamy bin Ladena. Bin Laden szybko zorganizował misterny system pralni brudnych pieniędzy opierających się na wielu fundacjach "charytatywnych". Jedna z takich fundacji założona została już w 1988r. i nosiła nazwę Al-Qaeda. Zdołał też zorganizować wsparcie finansowe od podobnie myślących finansistów z krajów znad Zatoki Perskiej. Sudan borykał się również z fatalnym stanem infrastruktury komunikacyjnej. Irańczycy zwracali uwagę, że odbija się to ujemnie na obronnych zdolnościach kraju. Wobec bezradności rządu w Chartumie zajęło się tym należące do bin Ladena przedsiębiorstwo Al-Hidżra. Zbudował m. in.: dobrej jakości wojskową drogę łączącą Chartum z południem Sudanu, tamę w Rusajris, liczne lotniska, bazy wojskowe i obozy szkoleniowe dla terrorystów. Firmy bin Ladena były też sposobem na sprowadzenie zachodniej technologii dla reżimu. Nic dziwnego, że już w 1992 roku At-Turabi wprowadził Osamę do swojego wewnętrznego kręgu decyzyjnego i przywództwa międzynarodowego islamskiego ruchu fundamentalistycznego. Osama bin Laden nie był początkowo przywódcą islamskiej międzynarodówki terrorystycznej. Nie był też jej głównym organizatorem. Był jej bankierem i posiadaczem bazy danych o mudżahedinach walczących w Afganistanie. Wykorzystał swoje afgańskie kontakty do wsparcia sudańsko-irańskiej siatki. Stopniowo zdobywał uznanie organizując akcje służące celom strategicznym Sudanu: wsparcie dla dżihadu w Somalii i zamach na prezydenta Egiptu w Adis Abebie w 1995 roku. Iran Iran, współpracując z Sudanem, czynnie wspierał międzynarodówkę terrorystyczną. Znany ekspert ds. terroryzmu Yossef Bodansky w swej książce "Osama bin Laden. Człowiek, który wypowiedział wojnę Ameryce" opisał wiele terrorystycznych szczytów organizowanych przez Teheran, w których obok znaczących przedstawicieli władz Iranu i Sudanu występowali również terroryści z siatki bin Ladena. W 1996 roku Iran zreorganizował współpracę terrorystów poprzez stworzenie Międzynarodówki Hezbollahu. Na jej czele stał Komitet Trzech w skład którego wchodzili: Osama bin Laden, egipski fundamentalista Ahmed Salah i weteran szyickiego terroryzmu Imad Mugniyeh. Mugniyeh był szefem operacji specjalnych Hezbollahu, irańskim agentem i przyjacielem ajatollaha Chamenei. Odpowiadał on za zamachy na obiekty amerykańskie i francuskie oraz porwania cudzoziemców dokonywane w Bejrucie i w Kuwejcie w latach '80-tych, oraz porwania izraelskich żołnierzy dokonywane na granicy izraelsko-libańskiej od 2000r. Komitet Trzech podlegał bezpośrednio szefowi irańskiego wywiadu zagranicznego drowi Mahdiemu Chamranowi Sewahiemu. Były agent CIA Robert Baer również pisał o terrorystycznej współpracy między Iranem a bin Ladenem. W roku 1996 Osama spotkał się w Afganistanie z pewnym oficerem irańskiego wywiadu. Dla tej służby wywiadowczej miał pracować też Chalid Szejk Mohhamed – szef operacji logistycznych al-Kaidy. Irański wywiad wspierał też terrorystów w operacji przeciwko amerykańskim ambasadom w Afryce. Iran myślał o zdobyciu przyczółków we Wschodniej Afryce. Marynarka wojenna tego kraju założyła bazy w Mozambiku. Ajatollahowie uważali, że bazy morskie na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego są konieczne dla zadania dużych strat Stanom Zjednoczonym. Iran zakupił w Rosji nowoczesne okręty podwodne klasy KILO. W razie wojny mogłyby one prowadzić skuteczne operacje przeciwko amerykańskiej bazie Diego Garcia i jakiemukolwiek zgrupowaniu zmierzającemu w stronę Zatoki Perskiej. By chronić bazy w Mozambiku należało umocnić swe wpływy w okolicznych państwach. Za jedną z głównych przeszkód uznawano wpływy amerykańsko-brytyjskie w Kenii i w Tanzanii. Dlatego też Iran włożył wiele pracy we wspieranie terrorystów w tym rejonie. Ambasadorem w Tanzanii mianowano Ali Sagahajana – był on wcześniej szefem placówki w Argentynie zamieszanym w wysadzenie w powietrze centrum żydowskiego w Buenos Aires w 1994 roku. Ambasadorem w Kenii został z kolei Kazim Tabatabai – oficer z bagdadzkiej placówki irańskiego wywiadu. Na przełomie maja i czerwca 1997r. podróż po krajach afrykańskich odbył Husajn Szajch Al.-Islam zastępca ministra spraw zagranicznych zajmujący się głównie nadzorem nad terrorystami. Był on min. gościem na szczycie OJA w Harrare. Odbył tam rozmowy z Laurentem Kabilą, Nelsonem Mandelą i Robertem Mugabe. Omawiano w nich budowę w Afryce antyamerykańskiego sojuszu. Iran zdołał też zapewnić bezpieczne drogi odwrotu przez swe terytorium dla terrorystów z al-Kaidy uciekających w 2001 roku z Afganistanu. Z tej drogi ewakuacji skorzystał m. in. Abu Musab al-Zarqawi. Pojawiły się również niepotwierdzone informacje o pobycie w tym kraju Aymana az-Zawahiriego. Syria Jak ujawniło jordańskie dochodzenie w sprawie zabójstwa dyplomaty USA Lawrence'a Foleya w Ammanie w 2002 roku, zbrodnia ta została dokonana przez grupę Abu Musaba al-Zarqawiego z syryjską pomocą. Zamach był koordynowany z Damaszku a syryjski wywiad dostarczył broni użytej do zabójstwa. Sędzia Baltazar Garzon, odpowiedzialny za rozbicie hiszpańskiej komórki Al-Qaedy w roku 2001 odkrył korespondencję szefa komórki z syryjskim wywiadem wojskowym. Niemieccy śledczy powiązali natomiast kontrolowaną przez syryjskie służby firmę Tradex z hamburską komórką Al-Qaedy. Tą samą z której wywodzili się sprawcy zamachów z 11 września. Postępowanie Syrii ma też bezpośredni wpływ na kłopoty ze stabilizacją Iraku. 29 lipca 2003 roku gen. Richard Myers stwierdził, że większość obcych bojowników przedostaje się do Iraku poprzez granicę z Syrią. Co najmniej 80 ze złapanych terrorystów spędziło jakiś czas w obozach szkoleniowych w Syrii. Podczas spotkania generała Ricardo Sancheza z dowódcą syryjskiej gwardii narodowej, generałem Maherem Asadem na posterunku graniczny Al-Kaim, Sanchez przedstawił swojemu rozmówcy syryjskie paszporty znalezione przy zabitych i aresztowanych bojownikach. Ponadto powiedział, że wielu z nich przyznało się do odbycia szkolenia w obozach prowadzonych przez służby specjalne tego kraju. 21 lipca 2003 roku izraelski amabasador przy ONZ ogłosił, że ciężarówka użyta przez Zarqawiego do wysadzenia placówki ONZ w Bagdadzie pochodziła z Syrii. We wrześniu Paul Bremer podał dane, z których wynika, że na 248 złapanych obcych bojowników 123 było Syryjczykami. Ponadto większość z nich dostała się do Iraku przez Syrię. Jeden z nich zeznał, że dostał od instruktorów z Damaszku karabin maszynowy, granatnik i 10 granatów. Włoska służba wywiadowcza DIGOS zdołała skutecznie zinfiltrować jedną z komórek organizacji Ansar al-Islam – dosyć blisko powiązanej z Zarqawim i stanowiącej jednej z głównych kanałów przerzutowych terrorystów i pieniędzy do Iraku. Zdołano nagrać rozmowę telefoniczną jednego z przywódców grupy, w której chwali się on swoimi kontaktami z syryjskim ministrem obrony gen. Mustafą Tlassem. Nazwał on syryjski rząd "prawdziwymi bohaterami" i opowiedział jak władze w Damaszku skontaktowały go z przedstawicielami Hamasu i Islamskiego Jihadu. Mimo tego, prezydent Bashar Asad w trakcie wywiadu z kuwejcką gazetą Al-Anba w 2003 roku stwierdził, że nie wierzy w istnienie Al-Qaedy. Dwa lata wcześniej minister Mustafa Tlass podczas spotkania z brytyjską delegacją powiedział, że zamachy w Nowym Jorku i Waszyngtonie. były efektem "żydowskiego spisku" i że Mossad ostrzegł tysiące Żydów, by nie przychodzili do pracy w WTC... Pakistan Pakistański wywiad ISI jest nazywany "tajnym rządem Pakistanu" z racji swych potężnych wpływów. Stanowi tez światowy ewenement jako organizacja powiązana zarówno z Talibami jak i z CIA. Niektórzy nawet nazywają agentów tej instytucji "Talibami w garniturach". Prawda jest bowiem taka, że to ISI wyszkoliło bojowników Muły Omara z przygranicznych medress. Zapewniało im broń i fundusze. We wrześniu 1994 roku Talibowie rozpoczęli podbój Afganistanu. 27 września 1996 roku zdobyli Kabul. 9 sierpnia 1998 roku wkroczyli do Mazar-i-Szarif – twierdzy komendanta Dostuma. Jeden z oficerów ISI stwierdził wówczas z radością: ,"Moi chłopcy i ja wkraczamy do Mazar-i-Szarif". ISI nie opuszczało Talibów. Agenci ISI zginęli w trakcie amerykańskich nalotów na Afganistan w 1998 roku W czasie amerykańskiej inwazji w 2001 roku w sztabie Talibów przebywało 5 oficerów ISI.Gdy zabito komendanta Masuda, dowództwo Sojuszu Północnego ogłosiło, że zbrodni dokonała Al-Qaeda i ISI. Wkrótce po zamachach z 11 września wyszło na jaw, że szef ISI gen. Ahmed rozkazał wpłacić na konto Mohameda Atty 100 000 $. Później stacja CBS podała, że Osama bin Laden został 10 października 2001 roku przewieziony do szpitala wojskowego w Peszawarze w Pakistanie, gdzie poddano go dializie. Cały oddział został odcięty przez ISI, które wyrzuciło personel i sprowadziło własnych lekarzy. Wychodziły na jaw coraz bardziej niewygodne fakty współpracy agentów ISI z Al.-Qaedą i Talibami. Wobec tego prezydent Musharaff zdymisjonował gen. Ahmeda. Czy ów generał był "czarną owcą" w pakistańskim wywiadzie, czy też wspieranie terrorystów było tam powszechną praktyką? Szejk Saeed – domniemany zabójca dziennikarza "Wall Street Journal" Daniela Pearla był agentem ISI zaangażowanym w działalność terrorystyczną w Indiach. Sfotografowano go, gdy świętował nowy rok razem z najwyższymi dostojnikami Pakistanu. Nadal utrzymywał kontakty z Ijazem Szahem, ale również z innymi oficerami ISI: gen. Mohammedem Azizem Khanem i brygadierem Abdullahem.Często wyjeżdżał do Kandaharu, gdzie się spotykał z Mułą Omarem. Szkolił też Al.-Qaedę. Przebudował i unowocześnił jej system komunikacji opierając go na internecie. W Dubaiu prowadził jej operacje finansowe. Mówiono, że ma być następcą bin Ladena. Sam Osama nazywał go swoim "wyjątkowym synem". W maju 2001 roku, podczas procesu sprawców zamachów na ambasady w Kenii i w Tanzanii, uzyskano zeznania mówiące, że na czele finansów Al-Qaedy stoi niejaki "Szejk Saed". W międzyczasie ktoś wysłał z Dubaiu pieniądze dla 19 porywaczy. Później udalo się ustalić, że nazwisko osoby dokonującej wpłaty to jeden z pseudonimów Szejka Saeda. Randy Glass był handlarzem bronią a przy okazji informatorem FBI. 14 lipca 1999 roku jadł kolację z agentem ISI Rajaa Gullumem Abbasem. Omawiali sprawę dostaw Stingerów dla Osamy bin Ladena. Restauracja była w Nowym Jorku a z jej okien roztaczał się piękny widok na WTC. W pewnej chwili Abbas wskazał na nie i powiedział: "Te wieże idą w dół!" 17 sierpnia 1999 roku doszło do kolejnego spotkania. Tym razem na parkingu w Palm Beach na Florydzie. Glass zaprezentował Abbasowi i jego koledze Mohamedowi Malikowi Stingera. Bardzo im się to spodobało. Mówili o dostawie całej partii dla bin Ladena. Pytali się też Randyego czy nie mógłby im załatwić ciężkiej wody i materiałów do produkcji brudnej bomby. Dodali, że mogą sprowadzić na miejsce pakistańskiego fizyka jądrowego. Glass powiadomił FBI. Malika aresztowano, Abbas zdołał uciec. Szukają go w Pakistanie, ale dosyć słabo , gdyż reporterzy MSNBC zdołali się z nim bez problemów skontaktować telefonicznie. ChRL Przez całą noc po zamachach z 11 września pracownicy chińskiej komunistycznej telewizji pracowali nad propagandowym dvd poświęconym temu wydarzeniu. W efekcie przepletli zdjęcia wydarzeń z Nowego Jorku i Waszyngtonu z fragmentami "King Konga" i "Godzilli", dodali do tego muzykę operową, motyw ze szczęk i propagandowe przyśpiewki o tym jaka to Ameryka była zła, ale spotkała ją kara ze strony uciśnionych narodów Ziemi. Całość powstała pod patronatem agencji Xinhua, pekińskiej telewizji i ogólnochińskiej centralnej telewizji. Została określona jako "materiał edukacyjny". Niedługo po amerykańskim ataku na Afganistan dowódca wojsk Talibów Jalaluddin Haqqani, w trakcie wizyty w Islamabadzie, stwierdził, że ChRL pomaga Talibom w walce przeciwko USA. Jaka była to pomoc? W kompleksie Tora Bora po walkach znaleziono duże ilości chińskiej broni i amunicji. Reporter telewizji Sky David Chater widział chińskich muzułmanów walczących po stronie Talibów. "Debka" dowiedziała się, że w pierwszych amerykańskich bombardowaniach zabito 15 Chińczyków a 3 chińskich ochroniarzy zabiły amerykańskie siły specjalne podczas zasadzki na Basira Al-Masri – jednego z dowódców Al-Qaedy. "Debka" podała też 6 października 2001 roku informację, że przez przełęcz Kulik w Pamirze udało się do Afganistanu 5000- 15000 chińskich żołnierzy. Mieli oni zająć pozycje w kirgizkiej enklawie Whaktir oraz w okolicach Jalalabadu. Związki ChRL z Talibami trwały już jednak od kilku lat. W 1998 roku Osama bin Laden sprzedał Chińczykom kilka rakiet Cruise – niewypałów wystrzelonych przeciwko jego obozom szkoleniowym. W roku 2000 dwie chińskie firmy telekomunikacyjne: Huawei Technologies oraz ZTE wygrały przetarg na budowę sieci telefonicznej w Kabulu i Kandhaharze. 11 września 2001 roku zostało natomiast podpisane w Kabulu Chińsko-Talibańskie Memorandum o Zrozumieniu dla Ekonomicznej i Technicznej Kooperacji Dezerter z FSB Aleksander Litwinienko twierdził, że zastępca bin Ladena dr Ayman al-Zawahiri spędził pewien okres czasu w 1998r. w tajnej bazie FSB w Dagestanie. Informacja ta nie została jak dotąd potwierdzona, lecz wyszły na jaw inne poszlaki wskazujące na związki al-Qaedy z rosyjskimi służbami specjalnymi. W 2001r. Amerykanie zdobyli w Afganistanie komputer al-Zawahiriego. Z informacji w nim zgromadzonych wynika, że w XII 1996r. przez Azerbejdżan dostał się on do Dagestanu używając paszportu sudańskiego biznesmena. Został tam aresztowany przez rosyjskie siły bezpieczeństwa, które skonfiskowały również jego laptopa i pewną ilość dżihadistowskiej literatury. Jednakże, pół roku później al-Zawahiri został wypuszczony z więzienia i... przeproszony za "pomyłkę". Wkrótce zniknął na dwa tygodnie, po których opuścił Rosję. Na początku 1998 roku na szczyt terrorystyczny do Kandaharu przybywają również delegacje muzułmańskich fundamentalistów z krajów byłego ZSRR. Al-Zawahiri spotyka się z dwoma z nich na osobności. Mimo, że mają muzułmańskie imiona, ich wygląd jest bardzo słowiański. W 2004 roku jeden z tych "rosyjskich muzułmanó" zostanie zidentyfikowany przez katarski wywiad podczas śledztwa w sprawie zabójstwa Zelimhana Jandarbijewa. Kamery zarejestrowały jego wizyty w rosyjskiej ambasadzie. USA Na przełomie 1997 i 1998 roku doszło do poważnego kryzysu w stosunkach amerykańsko-egipskich. Związany on był w dużej mierze z tzw. Incydentem Abu Umara al.-Amrikiego. W pierwszej połowie listopada 1997r. Ajman Az-Zawahiri miał się bowiem spotkać w obozie pod Peszawarem z człowiekiem znanym jako Abu Umar al-Amriki ( "al- Amriki" znaczy "Amerykanin"). Był on uznawany za Amerykanina arabskiego pochodzenia i pełnił rolę emisariusza CIA. Fundamentalistyczni przywódcy upierają się, że al.-Amriki obiecał, że rząd USA nie będzie zapobiegać dojściu do władzy fundamentalistów w Egipcie jeśli ci się wstrzymają od ataków na wojska amerykańskie w Bośni. Zaproponował też, że może przekazać Al-Qaedzie 50 milionów dolarów. Al-Amriki już w latach ’80-tych działał otwarcie jako emisariusz CIA udzielając wsparcia bin Ladenowi w Afganistanie. Podczas jednego ze spotkań z Az-Zawahirim pod koniec afgańskiej wojny miał omawiać z nim przyszłość Az-Zawahiriego w egipskim ruchu fundamentalistycznym. Al-Amriki zasugerował mu wtedy, że "potrzebowałby on 50 mln $, by rządzić Egiptem". W połowie grudnia 1997 roku Mubarak dowiedział się o sprawie. Niezależnie od tego czy informacje które posiadał odpowiadały prawdzie, wywołały ona jego uzasadnioną wściekłość. Rządowe gazety zaczęły pisać o tym, że CIA chce zdestabilizować Egipt i wspiera w tym celu terrorystów. Rząd w Kairze odmówił poparcia dla bombardowania Iraku i nawiązał bliższe stosunki z Teheranem. Jednocześnie jednak nie mógł przesadzać z okazywaniem niechęci do Amerykanów- fundamentaliści byli dla niego zawsze większym wrogiem a tylko gospodarcza i wojskowa pomoc USA ratowała go przed destabilizacją państwa. Niezależnie od tego czy incydent z Abu Umarem Al-Amriki się wydarzył czy nie, na trwale popsuł on stosunki amerykańsko-egipskie. Konkluzja Przedstawione powyżej przykłady to rzecz jasna jedynie czubek góry lodowej. Jednakże ukazują one, że w dzisiejszym, zglobalizowanym świecie nie ma "niezależnych" terrorystów. Tak jak nie ma niezależnych narkotykowych dilerów. Hubert Kozieł artykuł opublikowany także przez: Polskie Radio Tureccy chrześcijanie w Europie boją się o swoje bezpieczeństwoAutor: Anonymous Dodano: piątek, 11 maja 2007 - 11:06
1060 raz(y) oglądano.
TYGODNIK POWSZECHNY: Od połowy lat 90. coraz więcej Turków w Niemczech interesuje się chrześcijaństwem, choć niekoniecznie je przyjmuje. „Obawa przed karą za odejście od islamu jest zbyt wielka" – mówił pastor N. w rozmowie z reporterem berlińskiej gazety. Także jego wierni otrzymują pogróżki, mimo że mieszkają w zachodnim kraju.
Czy świecka Turcja przetrwa demokrację?Autor: Anonymous Dodano: piątek, 11 maja 2007 - 11:00
1066 raz(y) oglądano.
W LA Times ukazał się tekst Ayan Hirsi Ali, byłej holenderskiej posłanki i kobiecej aktywistki, współtwórczyni filmu Submission, który stał się przyczyną zabójstwa dokonanego przez islamskiego fanatyka, na jego reżyserze Theo Van Goghu.
Sekularni i liberalni Turcy zostali brutalnie przebudzeni z lat głębokiego snu. Dziedzictwo Kemala Ataturka może zostać zniszczone – nie przez najazd siły z zewnątrz, lecz od środka, przez bliskich im Turków, którzy dążą do islamskiego państwa. Od czasów Ataturka, Turcja była podzielona na tych, którzy chcieli prowadzić państwo na zasadach islamskich i na tych, którzy chcą trzymać wolę Allacha z daleka od publicznej przestrzeni. Zwolennicy islamu w rządzie, tacy jak premier Recep Tayyip Erdogan, minister spraw zagranicznych Abdullah Gul i ich partia Sprawiedliwości i Rozwoju odnieśli znaczące sukcesy. Wykorzystali fakt, że używając demokratycznych środków można doprowadzić do erozji demokracji, przy zastosowaniu potężnej strategii. Trzy filary tej strategii warte są dyskusji. Pierwszy z nich to Dawa, taktyka zainspirowana przez założyciela islamu, Mahometa. Dawa oznacza nieustanne, z przekonaniem, nauczanie islamu jako sposobu na życie, włączając w to sposób rządzenia. Każdy konwertyta jest zobligowany nauczać islamu innych, w ten sposób tworząc ruch oddolny. Zwolennicy sekularyzmu w Turcji niedoceniali tego filaru i odrzucali konkurowanie z islamistami o serca i umysł elektoratu. Sondaże sugerują, że wciąż 70% głosujących wybrałoby Gula prezydentem jeśli Erdoganowi udałoby zmienić się konstytucję, tak aby prezydent był wybierany w wyborach bezpośrednich. Jakikolwiek protest ze strony sekularystów przeciwko tej widocznej popularności brzmi nieracjonalnie i niedemokratycznie. Drugim filarem jest poprawa gospodarki. Nikt nie może zaprzeczyć, że gdy u władzy były partie sekularne, turecka gospodarka była w tarapatach. Odkąd Erdogan przejął stery nastąpił duży wzrost gospodarczy, połączony ze zmniejszającą się inflacją i wzrostem inwestycji zagranicznych. Trzecim filarem jest przejęcie kontroli na dwoma rodzajami demokratycznych instytucji: jedne stworzone dla edukacji obywateli (edukacja i media), a drugie do utrzymania prawa i porządku (policja, sądy i służby wewnętrzne). Po pierwszej próbie w roku 1997 islamska rewolucja upadała, kiedy wojsko zaaranżowało „miękki przewrót” przeciwko wybranym islamistom. Erdogan i jego partia zrozumieli, że trwalszą władzę zapewni stopniowe postępowanie. Zapewne pojęli, że całkowita islamizacja Turcji będzie możliwa tylko wtedy kiedy zdobędą kontrole nad armią i Trybunałem Konstytucyjnym, dwoma instytucjami, które pomagały jak dotąd zachować świecki charakter Turcji. Ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego, anulujący nominację Gula na prezydenta, w wyniku ostrzeżeń ze strony wojska, że jest ono strażnikiem świeckości, jest tylko chwilowym wycofaniem się islamistów. Erdogan i Gul maja kolejnego asa w rękawie. Jeżeli wykażą taką samą wstrzemięźliwość i cierpliwość, jaka doprowadziła ich tak daleko, mogą osiągnąć swój cel przez kontynuację starań o członkostwo w Unii Europejskiej. Europejscy liderzy, naiwni choć z dobrymi intencjami, zostali wmanipulowani przez rządzących islamistów, w mówienie, że Turecka armia musi zostać poddana cywilnej kontroli podobnie jak wszystkie armie państw członkowskich UE. Za swój spóźniony refleks, tureccy świeccy liberałowie mogą winić tylko siebie. Nie doceniali siły Dawy, nie udało im się rozwinąć gospodarki i nie zrozumieli, że członkowie UE byli manipulowani. Jednak znamienną cechą liberalizmu jest możliwość uczenia się na próbach i błędach. Tureccy liberałowie muszą zacząć ich własny ruch oddolny, z przesłaniem indywidualnej wolności. Muszą odbudować zaufanie elektoratu, by zawierzył im turecką gospodarkę i muszą odbić instytucje edukacji, informacji, policji i sądów. Muszą również spowodować, by przywódcy UE zrozumieli i uszanowali fakt, że armia i Trybunał Konstytucyjny – poza obroną kraju i konstytucji – są także, a może nawet bardziej stworzone po to, by chronić turecką demokrację przed islamem. Przywracanie prawdziwej świeckości nie oznacza jakiejkolwiek świeckości. Oznacza świeckość, która chroni indywidualne wolności i prawa, a nie rodzaj ultra-nacjonalizmu, który pielęgnuje środowisko, w którym „Mein Kampf” Adolfa Hitlera jest bestsellerem, zaprzecza się ludobójstwu Ormian i prześladuje mniejszości. Hrant Dink, ormiański wydawca, został zamordowany przez takiego właśnie nacjonalistę. Ta mieszanka jadowitego nacjonalizmu i zaborczego islamu w Turcji, powoduje że wyzwanie, które stoi dzisiaj przed tureckimi liberałami jest większe, niż przed jakimkolwiek innym ruchem liberalnym. islaminfo.pl Islam a prawa człowiekaAutor: Karol_Młot Dodano: wtorek, 08 maja 2007 - 20:45
1182 raz(y) oglądano.
Artur Walczak: Islam a prawa człowieka
Międzynarodowy dyskurs społeczno-polityczny ogniskuje się obecnie wokół kilku ważkich tematów. Na forum organizacji międzynarodowych, na łamach prasy światowej słyszymy i czytamy o problemie globalizacji, o wojnie z terroryzmem, o przepaści gospodarczej między krajami rozwiniętymi a rozwijającymi się, o problemach ekologicznych naszej planety. Wiele czasu i wysiłku intelektualnego poświęca się także relacjom między krajami Zachodu a islamem. Trywialne jest stwierdzenie, że te stosunki były i są niezwykle złożone. Jednak często w różnych debatach nietrudno zauważyć, że rozmówcy poprzez operowanie sloganami i stereotypami, próbują zredukować je do kilku palących kwestii. Jednym z problemów, który pojawia się w miarę regularnie jest kwestia praw człowieka. Niniejsza praca jest zwięzłą, aczkolwiek – w zamierzeniu autora – wieloaspektową próbą odpowiedzi na pytanie, jak mają się fundamentalne dla Zachodu prawa człowieka w relacji do religii muzułmańskiej? Chrześcijański wzorzec wszechobejmującego systemu społecznego, w którym religia i prawo stopione są w jedną całość, trwał niezmiennie do okresu oświecenia, który w XVIII w. przyniósł zasady praw człowieka i wolności osobistej. Wtedy właśnie ze zgliszcz średniowiecznego świata chrześcijańskiego wyłonił się nowoczesny system państwa świeckiego. Ponad 200-letnia kariera zsekularyzowanego porządku wraz z takimi osiągnięciami, jak wolność wyznania spowodowała, że ludziom Zachodu nie jest łatwo wyobrazić sobie jakikolwiek inny wzór. Jednak model zachodni to stosunkowo nowy twór, zupełnie inny od średniowiecznego społeczeństwa chrześcijańskiego oraz od społeczeństwa muzułmańskiego, którego podwaliny położył Mahomet. Muzułmanie trwają zazwyczaj przy starszym wzorcu, co różni ich zasadniczo od współczesnych społeczeństw zachodnich. W doktrynie islamu prawa jednostki pochodzą bowiem od Boga i Jego objawienia – Koranu – i nie są przyrodzone ludziom prawem natury. Dlatego społeczeństwo muzułmańskie powinno się rządzić zgodnie z prawem Bożym w postaci, w jakiej określa je Koran oraz szari’at, system prawa muzułmańskiego wypracowany przez muzułmanów na przestrzeni wieków [1]. Najwyższą władzę sprawuje Bóg, ludziom zaś przypada rola wykonawców Jego woli. Zachodnia demokratyczna zasada suwerenności ludu nie jest więc dla konserwatywnych muzułmanów akceptowalna, pozostaje zatem kwestią otwartą, do jakiego stopnia społeczeństwa muzułmańskie mogą przyjąć taką czy inną formę zachodniej idei praw człowieka [2]. Tym bardziej, że brak w prawie islamu (szari’at) praw dla bytów ponad-jednostkowych. Nie ma zatem możliwości istnienia podmiotów prawnych nie będących osobami fizycznymi. Ta bezkompromisowa indywidualizacja uniemożliwiła zaistnienie innych bytów niż rodzina oraz państwo – rozumiane jako struktura zależna od prawości władcy. W konsekwencji powstaje systemowa niemożność dokonania zmian instytucjonalnych (wystarczy bowiem powrót jednostek – w tym i władcy – do szari’atu) oraz blokada kreowania nie tylko państwa prawa, ale i elementarnych mechanizmów gospodarki rynkowej. Szari’at uniemożliwia zatem społeczeństwom islamskim wejście na drogę społecznej modernizacji. Jednocześnie ta konstrukcja w znaczącym stopniu blokuje uznanie praw człowieka tylko z tego powodu, że jest się człowiekiem. Osoba ludzka jest traktowana nie jako podmiot praw, ale jako jednostka zobowiązana do odpowiednich zachowań, postaw i czynów wobec swojej gminy, a przede wszystkim wobec Boga [3]. Więcej artykuły lipiec 2005: Dylemat lekarzy - przywracanie dziewictwa muzułmańskim pannom młodymAutor: Anonymous Dodano: wtorek, 08 maja 2007 - 14:37
1368 raz(y) oglądano.
Coraz więcej muzułmanek we Francji pojawia się u lekarzy z prośbą odbudowania ich błony dziewiczej i wydania medycznego certyfikatu dziewictwa. Lekarze stają wobec dylematu czy takiej pomocy udzielić.
Takim praktykom sprzeciwia się Jacques Lansac, przewodniczący Francuskiego Państwowego Collegu Ginekologów i Położników. Prowadzi on kampanię na rzecz, jak to nazywa “ataku na godność kobiet.” Jak powiedział w The Times: “Coraz więcej kobiet przychodzi i mówi, że ich braci lub ojcowie zabiją je, jeśli odkryją, że spały z mężczyzną. Ale ważne jest, żeby im odmówić, ponieważ jeśli tego nie zrobimy poddamy się fundamentalistom.” Z drugiej strony lekarze ignorują jego rady, by uchronić pacjentów przed ostracyzmem lub przemocą. Niektórzy z nich przeprowadzają takie praktyki w szpitalach państwowych, które w teorii nie powinny autoryzować takich operacji. Problem ten badała Isabelle Lévy, w swojej książce “Religia w szpitalu”. Uważa, że presja na certyfikaty czystości oraz odbudowę błony dziewiczej pojawia się ze strony 5-milionowej społeczności muzułmańskiej. “Z jednej strony, młode muzułmanki urodzone we Francji wychodzą częściej niż zwykły. Są nowoczesne i mają przygody jak inne Europejki - co nie wydarzało się w przeszłości. Z drugiej zaś, rozszerza się fundamentalizm i te dziewczęta są wysyłane z powrotem do krajów pochodzenia, by wziąć ślub. I tam są odrzucone kiedy okaże się, że nie są dziewicami.” Dr Stéphane Saint-Léger, szefowa ginekologii w szpitalu w Aulnay-sous-Bois w Paryżu, powiedziała, że odmawia wydawania certyfikatów dziewictwa, ponieważ “to czy jesteś dziewicą czy nie, nie jest problemem medycyny.” Jednak inni lekarze są przygotowani by je wydawać. Jacques Milliez, szef wydziału ginekologii i położnictwa w szpitalu Saint-Antoine w Paryżu, powiedział Le Monde: “Pracowałem w Algierii jako młodszy lekarz i kiedy byłem wzywany w nocy, widziałem te młode kobiety z poderżniętymi gardłami, ponieważ były podejrzane o utratę dziewictwa. Więc jeśli ktoś mnie prosi, podpisuję certyfikat.” islaminfo.pl |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran |