Jihad i świeta wojna :: Europa 21 - Archiwum :: Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran
_Loading


_LoadMsg1
_LoadMsg2
08-02-2012 - 05:30  
Europa 21 - Archiwum  
 
 

Archiwum wg daty


 < luty, 2012 > 
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829

Informacja

Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj

forum

OSTATNIE POSTY
wyświetl PostaBahaici w Iranie(0)
  kusztar
 dnia 23. Maj o godz. 14:54
wyświetl PostaUpadek Francji - czy...(3)
  1683
 dnia 28. Wrz o godz. 19:14

[Wejdź na Forum]

Online

Obecnie jest 7 gości i 0 użytkowników online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj

Temat: Jihad i świeta wojna

Teksty opublikowane w tym temacie.

    1234   >

Gwałty narzędziem walki w Darfurze

Autor: redakcja Dodano: środa, 08 sierpnia 2007 - 21:48 1125 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
- Cały czas myślałam: mordują moje dziecko, mordują moje dziecko - opowiada Aisha, która zgwałcono, kiedy była w siódmym miesiącu ciąży. W Darfurze gwałty stały się narzędziem zastraszania ludności

Kobiety zostały zgwałcone, kiedy wyszły do buszu po drewno na opał. Zdarzenie miało miejsce niedaleko obozu dla uchodźców Kalma w Darfurze. Ofiary nie miały wątpliwości, kto je zaatakował.

Wielbłądy, na których przyjechali oraz mundury zdradziły, że napastnicy należeli do dżandżawidów - bojówek wspieranych przez sudański rząd. Agencja prasowa Associated Press zebrała relacje siedmiu zgwałconych kobiet. Ich słowa potwierdziło kilku mieszkańców obozu oraz pracownicy organizacji humanitarnych.

Obóz w którym żyje 100 tys. osób stale potrzebuje na opał wiele drewna. Za jego zebranie odpowiadają kobiety. Drewna ubywa i z miesiąca na miesiąc trzeba szukać go coraz dalej od obozu.

W lipcu zeszłego roku siedem mieszkanek Kalmy wypożyczyło wózek zaprzężony w osiołka i wyruszyło do buszu. Nawet nie zaczęły zbierać drewna, kiedy usłyszały okrzyki i strzały w powietrze. Dziesięciu mężczyzn na wielbłądach zaczęło je osaczać. Próbowały uciekać. - Ja nawet nie próbowałam. Nie mogłam biec - wyznała 18-letnia Aisha, która w czasie zdarzenia była w siódmym miesiącu ciąży.

Czterech napastników zaczęło okładać ją kijami. Reszta ścigała uciekające kobiety. - Nie dotarłyśmy zbyt daleko - powiedziała Maryam, pokazując bliznę po kuli. Kiedy je dogonili rozpoczęło się bicie. 30-letnia Zahya i jej 18-letnia córka były gwałcone równocześnie. Małe dziecko młodszej z nich napastnicy cisnęli na ziemię. Obie widziały, jak ciężarną Aishę na zmianę gwałciło czterech mężczyzn. Taki sam los spotkał inne kobiety.

reszta artykułu




Strona gotowa do druku

Hubert Kozieł: Cień nad Lockerbie

Autor: foxmulder Dodano: poniedziałek, 23 lipca 2007 - 09:36 922 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Zbrodnie na międzynarodowa skalę spotykają się zwykle z karą, wtedy gdy istnieje wola polityczna ich ścigania. W przypadku zamachu bombowego nad Lockerbie taka wola społeczności międzynarodowej znalazła się. Szybko wskazano winnego i za pomocą sankcji zmuszono libijskiego dyktatora do wydania sprawców, których skazano przed ,,międzynarodowym” sądem. Dzisiaj jednak, w związku z powtórnym przyznaniem głównemu oskarżonemu prawa do apelacji, w zachodniej i izraelskiej prasie pojawiają się wątpliwości, co do rzetelności śledztwa. Powraca też sprawa ,,syryjsko- irańskiego ogniwa” w zamachu.

21 lutego 1988 r. potężna eksplozja wstrząsnęła szkocką miejscowością Lockerbie i zmieniła w kulę ognia amerykański samolot pasażerski linii Pan Am. Zginęło 259 pasażerów i członków załogi lotu 103 jak również 11 osób na ziemi. Dwa tygodnie wcześniej do amerykańskiej ambasady w Helsinkach zadzwonił niezidentyfikowany mężczyzna mówiący z arabskim akcentem i ostrzegł, że niedługo terroryści związani z organizacją Abu Nidala wysadzą w powietrze amerykański samolot lecący z Frankfurtu do Nowego Jorku. Na miejscu katastrofy śledczy szybko znaleźli rozerwaną walizkę Samsonite ze śladami semteksu. Znaleziono również szczątki radia Toshiba, w którym ukryty był detonator i resztki ubrań wyprodukowanych na Malcie. Ubrania zostały sprzedane przez maltańskiego handlarza Tony'ego Gauciego, który stał się głównym świadkiem oskarżenia. Zeznał on, że ubrania sprzedał arabsko wyglądającemu osobnikowi, w którym rozpoznał Abdelbaseta Ali Mohameda al-Megrahi – oficera libijskiego wywiadu i szefa ochrony libijskich linii lotniczych. Śledczy przedstawili teorię, że walizka z bombą dostała się na pokład lotu 103 z samolotu linii Air Malta. Wkrótce do zachodnich agencji wywiadowczych zgłosił się libijski dezerter, który zeznał, że zamachu nad Lockerbie dokonał a-Megrahi oraz inny oficer libijskiego wywiadu al-Amin Khalifa Fahimah. Dezerter opierał swe twierdzenia na dzienniku Fahimaha. Wiarygodność informatora była bardzo niska, choćby z tego względu, że doświadczeni szpiedzy nigdy nie zapisują wszystkich swoich poczynań w swych prywatnych dziennikach. Mimo to amerykańscy i brytyjscy śledczy przyjęli wersję dezertera za dobrą monetę. Doprowadziło to do oficjalnego oskarżenia libijskich agentów i skazania al-Megrahiego (Fahimah z braku dowodów został uniewinniony).

Niedawno w związku z drugą apelacją al-Megrahiego jego adwokaci przedstawili jednak dokumenty procesowe, które burzą oficjalną wersję. Okazuje się, że główny świadek – Tony Gauci początkowo nie rozpoznawał w libijskim agencie osoby, która zakupiła od niego ubrania. Na wskazywanych mu zdjęciach wskazywał egipskiego terrorystę Mohammeda Abu Talba – członka związanego z Syrią Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny. Ponadto ważne dowody przedstawione w sądzie były w odmiennym stanie niż w chwili ich znalezienia na miejscu zbrodni. Zniszczono w ten sposób koszule kupione rzekomo przez Libijczyka. Pojawiło się poważne podejrzenie manipulowania śledztwem. Adwokaci al-Megrahiego twierdzą, że amerykańskie i brytyjskie służby specjalne zatuszowały udział w zamachu Syrii i Iranu i wrobiły Libię. Czy rzeczywiście istnieją ślady wskazujące na Teheran i Damaszek? A jeśli istnieją, to jaki interes miały rządy państw Zachodu w ich zacieraniu?

Niezależne śledztwo w sprawie zamachu prowadziły również linie lotnicze Pan Am. Wynajęta przez nie firma detektywistyczna Interfor (kierowana przez rzekomego eks-agenta Mosadu Juwala Aviva) w raporcie z dochodzenia doszła do wniosku, że zamach został zlecony przez Iran i wykonany z syryjską pomocą przez Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny – Dowództwo Generalne Ahmeda Jibrilla. Motywem miała być zemsta za omyłkowe zestrzelenie irańskiego samolotu pasażerskiego przez niszczyciel USS Vincennes w lipcu 1988 r. Motywem współuczestnictwa Syrii miała być obecność na pokładzie lotu Pan Am 103 dwóch ważnych amerykańskich agentów : mjra Charlesa McKee i porucznika Mathew Gannona z DIA (amerykański wywiad wojskowy). Wracali oni z Bejrutu, gdzie kierowali dochodzeniem w sprawie porwanych przez Hezbollah Amerykanów. Przygotowywali też próbę ich odbicia. Na pokład lotu 103 spóźnił się ponadto amerykański ambasador w Bejrucie John McCarthy. Jego zabójstwo było by wielkim zwycięstwem propagandowym dla Syrii i Iranu, gdyż już dwukrotnie wcześniej wspierani przez te państwa terroryści dokonywali zamachów na libańską ambasadę USA. Innym ważnym ,,spóźnialskim” był minister spraw zagranicznych RPA Pik Botha.

Według znawcy spraw libańskich Mariusa Deeba operacja w Lockerbie była też odpowiedzią Syrii na oficjalne uznanie Izraela przez Arafata i sabotażem kontaktów między OWP a USA. Syryjski wiceprezydent Khaddam spotkał się wówczas z Ahmedem Jibrillem i innymi przywódcami palestyńskich radykałów. Razem wezwali do zastąpienia Arafata przez nowego przywódcę wiernego Syrii. 20-21 grudnia 1988 r. w hotelu Carlton w Bejrucie odbył się szczyt terrorystów. Omawiali reakcję wobec przyszłych kroków kierownictwa OWP.

Juwal Aviv uważa, że bombę na pokładzie lotu 103 umieszczono na lotnisku we Frankfurcie. Istniała tam silna komórka organizacji Jibrilla. Niektórzy z jej członków byli pracownikami lotniska. Grupę rozbił niemiecki Urząd ds. Ochrony Konstytucji. W trakcie przeszukania mieszkania jednego z terrorystów znaleziono bombę taką samą jaka ta, która wybuchła nad Lockerbie. Istnieje film z kamery przemysłowej, na którym widać jak bagażowi na frankfurckim lotnisku podmieniają czarną walizkę Samsonite na identycznie wyglądającą. Vincent Cannistraro, były szef operacji antyterrorystycznych CIA, zaangażowany również w śledztwo w sprawie lotu 103 uważa, że teoria ta jest bardzo prawdopodobna. Twierdzi jednak, że wobec niepowodzeń technicznych ludzi Jibrilla, Irańczycy zlecili zamach Libii. Inni wskazują również na bliskość pawilonu irańskiego i pawilonu linii Pan Am na londyńskim lotnisku Heathrow. W dzień zamachu w jego bagażowni doszło do profesjonalnie wykonanego włamania, którego do dzisiaj nie nie wyjaśniono.

Dużo bardziej kontrowersyjne są inne stwierdzenia Aviva. W swym raporcie napisał on, że Gannon i McKee wpadli w Libanie na trop nielegalnych działań CIA związanych z operacją Iran-Contra. Grupka agentów miała zaangażować się w handel bronią i narkotykami z syryjskim biznesmenem Manzurem al-Kassarem (jego nazwisko pojawiło się również w raporcie z likwidacji WSI). Kanałem chronionego przerzutu heroiny z doliny Beekaa miało być lotnisko we Frankfurcie. W dniu zamachu terroryści podmienili walizkę z heroiną na walizkę z bombą. Oskarżenia te potwierdza Lester Coleman – były agent DEA (amerykańska agencja zajmująca się zwalczaniem handlu narkotykami). W swej książce ,,Trail of the Octopus” wskazuje on również na udział tajnych służb Iranu, Syrii i terrorystów Jibrilla w zamachu. Podmieniona walizka z heroiną towarzyszyła Khalidowi Jafarowi – powiązanemu z Hezbollahem heroinowemu kurierowi, który zginął w zamachu nad Lockerbie. Biuro DEA w Nikozji, które miało być rzekomo zamieszane w ochronę tego narkotykowego szlaku wyjaśniło jednak, że operacja przemytu na lotnisku we Frankfurcie była elementem policyjnej prowokacji przeciwko narkotykowym dilerom z Detroit. Czyni to jednak prawdopodobnym scenariusz zamachu przedstawiony przez Aviva i Colemana.

Co ciekawe pierwsze oskarżenia o udział w zamachu kierowane były przez zachodnie media głównie przeciwko Syrii i Iranowi. Sytuacja zmieniła się dopiero w listopadzie 1990 r., gdy 9 dni przed spotkaniem prezydenta Busha z syryjskim dyktatorem Hafezem al-Asadem, władze USA wydały międzynarodowe nakazy aresztowania libijskich agentów. Departament Stanu zaczął wówczas podejrzanie często oświadczać, że Syria i Iran nie miały nic wspólnego z zamachem nad Lockerbie. Moment na wydawanie takich oświadczeń był doskonale wybrany, gdyż administracja Busha przygotowywała się do ataku na irackie wojska okupujące Kuwejt. W opinii rządu USA Syria i Iran stały się wtedy ,,ważnym elementem antysaddamowskiej koalicji”. Administracja Busha miała ponadto o wiele bardziej dalekosiężne plany wobec tych krajów. Syria była dyplomatycznie urabiana do udziału w bliskowschodnim procesie pokojowym. We wrześniu sekretarz stanu James Baker wydał syryjskiemu rządowi zgodę na zgniecenie libańskiej rebelii generała Aouna. Jednocześnie Waszyngton stanowczo odradził Izraelowi dokonywanie jakichkolwiek kroków w obronie libańskich chrześcijan. Późniejsze wydarzenia związane z procesem pokojowym na Bliskim Wschodzie potwierdzają, że kolejne amerykańskie administracje uważały porozumienie z Syrią za ,,klucz do pokoju”. By je osiągnąć przymykano oczy na związki Syrii z Iranem i jej wspieranie terroryzmu. Sytuacja ta zmieniła się dopiero w związku ze wspieraniem przez Damaszek sunnickiej rebelii w Iraku. Fakt podejmowania na nowo sprawy Lockerbie może wskazywać na zmianę polityki państw Zachodu wobec reżimu Asada. Omawiając powrót zainteresowania sprawą Lockerbie i pojawianie się w związku z tym alternatywnych wyjaśnień, trzeba jednak cały czas pamiętać, że syryjsko-irańskie ogniwo nie zostało przyjęte ani przez śledczych, ani przez sądzący libijskich agentów Trybunał. Póki nie zostaną na jego poparcie przedstawione niezbite dowody, będzie ono wciąż tylko hipotezą. Wiarygodną, lecz wciąż w pełni nie udokumentowaną. Tak jak próby wyjaśnienia innych zbrodni politycznych ubiegłego wieku.

Hubert Kozieł

Polskie Radio



Strona gotowa do druku

Etykieta dżihadu, czyli zasady zabijania

Autor: jarekw Dodano: wtorek, 19 czerwca 2007 - 08:48 1150 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Michael Moss i Souad Mekhennet

W miarę jak islamska przemoc narasta w wielu miejscach świata, etykieta dżihadu, czyli zestaw zasad regulujących i uzasadniających zabójstwa dokonywane przez bojowników, staje się coraz bardziej skomplikowana.
Siedzieliśmy w niewielkim domku w miejscowości Zarqa w Jordanii, starając się przeprowadzić wywiad z dwoma brodatymi islamskimi bojownikami na temat dystrybucji kaset wideo, służących do rekrutacji ochotników. Wtedy jeden z nas zadał o jedno pytanie za dużo.

"To Amerykanin?" - warknął gniewnie jeden z brodaczy. "Porwijmy go i zabijmy".

W pomieszczeniu zapadła cisza. Jednak zanim ktokolwiek zrealizował ten pomysł, zadziałała etykieta dżihadu. Nie można po prostu zarżnąć swojego gościa - tak nauczają mędrcy islamu. Potrzebujesz pozwolenia od tego, kto zorganizował spotkanie. A w tym przypadku osoba, która zaaranżowała nasze spotkanie odmówiła aprobaty.

"Jest moim gościem" - oznajmił Marwan Shehadeh, nasz miejscowy informator.

Ewolucja zasad

Etykieta dżihadu nie jest spisana i nie bez przyczyny. Jej interpretacja i praktyka jest tak samo zróżnicowana jak różne są cele grup ekstremistycznych. Jednak zasady te mają pewne wspólne elementy, które leżą u podstaw takich działań jak niedawny wysyp samobójczych zamachów bombowych w Algierii i Somalii, czy też zabójstwa poprzez ścięcie oraz podłożenia bomb dokonywane przez separatystyczne ugrupowania muzułmańskie w Tajlandii.

Część tych zasad pochodzi z Bliskiego Wschodu, gdzie, na przykład, egipski islamista Yusuf al-Qaradawi stwierdził, że zabijanie obywateli Izraela jest w porządku, ponieważ z uwagi na obowiązkową służbę wojskową nie są oni prawdziwymi cywilami.

Wojna w Iraku także zmienia tę etykietę. Zamachowcy-samobójcy, reprezentujący radykalne ugrupowania sunnickie i szyickie już od dawna są nazywani męczennikami - co pozwala na pominięcie znajdującego się w Koranie zakazu odbierania sobie życia, stawiając ponad nim zaszczyt śmierci w walce przeciwko niewiernym. Niektórzy bojownicy sunniccy zachęcają do zabijania szyitów, twierdząc, że nie są oni prawdziwymi muzułmanami.

Nie istnieje w tej sprawie żaden drukowany przewodnik. Zasady te są nieformalne, zgromadziliśmy je rozmawiając z bojownikami i ich przywódcami, islamskimi duchownymi i mędrcami w Jordanii, Syrii, Libanie oraz Anglii, a także z przedstawicielami wywiadów na Bliskim Wschodzie, w Europie i w USA.

Więcej



Strona gotowa do druku

Krystian Ganczarski -śląski terrorysta z Al-Kaidy

Autor: foxmulder Dodano: sobota, 26 maja 2007 - 09:41 1446 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Abu Ibrahim, znany terrorysta i przyjaciel bin Ladena, to Krystian Ganczarski. Ma 39 lat, urodził się w Polsce. W latach 70-tych wyemigrował do Niemiec. Tam ożenił się z fanatyczną Arabką i przeszedł na stronę talibów. Oskarżany jest m.in. o masakrę turystów w Tunezji. Dziennikarze DZIENNIKA prześledzili całe jego życie.


Przed wejściem do synagogi na wyspie Dżerba w Tunezji jak zwykle kręciły się grupki turystów. Tego dnia byli to głównie Europejczycy, wśród nich dużo Niemców, którzy przyjechali, by zwiedzić najstarszą bożnicę w Afryce. Nagle w zgromadzony tłum wjechała ciężarówka wypełniona butlami z gazem. Po chwili eksplodowała. Wokół rozległy się jęki i krzyki. Stratowani ludzie wzywali pomocy. Wiele osób zmarło dopiero w szpitalu w wyniku odniesionych ran.

Pierwsze relacje wspominały jedynie o 5 ofiarach. Ostatecznie krwawy bilans tego zamachu wyniósł 21 osób. Prócz turystów zginął również tunezyjski policjant i kierowca ciężarówki. Z początku tunezyjskie władze zaprzeczały, że był to zamach. Oficjalny komunikat mówił o nieszczęśliwym wypadku. Jednak organa ścigania szybko zmieniły zdanie. W Tunezji zaaresztowano mężczyznę, który pomagał zorganizować akcję. Niedawno został skazany przez tamtejszy Sąd Najwyższy na 20 lat więzenia.

Na nim nie kończy się lista osób zamieszanych w zamach. Wkrótce odbędzie się proces kolejnego - Krystiana Ganczarskiego. Reporterzy „Dziennika” zrekonstruowali historię życia tego „polskiego Taliba”. Jak to się stało, że wierzący, nieśmiały młodzieniec z Gliwic przeistoczył się w krwawego Abu Ibrahima, terrorystę i przyjaciela Osamy bin Ladena? Jego rodzina i znajomi nie są w stanie wytłumaczyć tej przemiany.

Zaczęło się w Gliwicach
Korzenie Abu Ibrahima sięgają niewielkiego osiedla domków w Gliwicach. Wybudowane pod koniec XIX w. przez właściciela huty było enklawą dla hutników i ich rodzin. Wszyscy się tu znali. Ale dziś, choć od z górą stu lat niewiele się tu zmieniło, mieszkają tu zupełnie nowi lokatorzy. Niewielu pamięta rodzinę Ganczarskich. Samego Krystiana dobrze sobie przypomina sąsiad Zygmunt Marek z ul. Lindego.

"Jestem od niego starszy. Przybiegał na naszą ulicę, bo wokół nie było żadnego dziecka w jego wieku. Najczęściej bawił się sam. Toczył jakieś kółka, bo ulica biegnie w dół. Krystian był nawet dawany innym za wzór jako grzeczny, spokojny chłopak. Zniknął nagle. To było chyba pod koniec lat 70. Ale żeby terrorysta? Nie, to raczej niemożliwe" - kręci głową sąsiad.

Przysłuchujący się rozmowie starszy mężczyzna radzi, żeby porozmawiać na ul. Gajdy. Podpowiada, że tam rodziny bardziej się przyjaźniły. Wreszcie trafiamy pod właściwy adres. Dziś w domu opuszczonym przez Ganczarskich mieszka rodzina Franeckich. Tam ich osiedliła huta, kiedy poprzedni lokatorzy wyemigrowali pod koniec lat 70. do Niemiec.

"Ganczarscy wyjechali do RFN legalnie. Znaleźli korzenie, mieli kartę, spakowali się i zniknęli. Wtedy wiele rodzin wyjeżdżało, my też już byliśmy prawie spakowani, ale matka się rozchorowała. Tylko Manfred, ojciec Krystiana, dostał dyscyplinarkę w hucie. Przyjeżdżali jeszcze w socjalizmie, ale kiedy zmarli moi rodzice, już ul. Gajdy nie odwiedzali" - twierdzi Franecki i też nie wierzy w wersję o terroryście z Gliwic.

Andrzej Wierzbicki pamięta rodzinę Ganczarskich jako dobrych katolików. Każda niedziela zaczynała się w kościele na mszy. Pierwszy piątek miesiąca wszyscy u spowiedzi i komunii.

"Wiadomość o tym, że Krystian to terrorysta, wyznawca Allaha mający związki z Al-Kaidą, spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. O wszystko go mógłbym posądzić, ale nie o to, że zabija ludzi. Nie on!" - kręci z niedowierzaniem głową.

Idealny syn
W Gliwicach mieszkają jeszcze najbliżsi Krystiana. Wuj Piotr i ciotka Małgorzata. Proszą, aby w gazecie nie podawać ich adresu. "Wiedzieliśmy, że się ożenił z jakąś kobietą arabskiego pochodzenia. Z tego związku nawet jest dwoje dzieci. Ale terrorysta? Zaraz jak tylko dotarła do nas ta informacja, dzwoniliśmy do Manfreda, jego ojca. Płakał i mówił, że żyje tylko po to, aby ten grzech wziąć na siebie. Ale nie wierzy, że jego syn jest tym, o którym opowiada się w telewizji. Ruta, jego matka, zaraz potem zmarła. Jestem przekonana, że ze zgryzoty. Serce nie wytrzymało" - mówi ze smutkiem Małgorzata. Według nich to po służbie w niemieckiej armii się Krystianowi „w głowie poprzewracało”. Co tam zaszło, wujostwo nie ma pojęcia.

"Jesteśmy katolikami. Niedziela bez mszy? Pierwszy piątek bez komunii? To grzech. Tak wychowaliśmy nasze dzieci. Tak wychowali swoje Manfred i Ruta" - dodaje schorowany dziś Piotr, wuj Krystiana.

A Małgorzata dodaje, że Krystian był zawsze faworyzowany przez babcię Gertrudę. "Lubiła się nim chwalić. Że taki zdolny i przystojny. Zuzanna, jego siostra, była jakby w cieniu brata. Teraz została podtrzymywać ojca na duchu. Ma w Niemczech tylko ją" - kobieta zamyśla się na chwilę i dodaje: "Dobrze, że babcia zmarła wcześniej i nigdy o drugim życiu wnuka się nie dowiedziała".

Wujostwo mieli zdjęcie, na którym Krystian obejmuje babcię i ściska ją przed domem podczas ostatniej wizyty. Był na nim roześmiany i opalony. Miał wówczas 17-, 18 lat, ale Manfred prosił, żeby mu je przysłać do Niemiec, bo jest na nim pełna, szczęśliwa rodzina. Ze smutkiem dodaje:

"Ma obsesję na punkcie idealnego syna, jakim był Krystian przed wojskiem. Żyje nadzieją, że nieporozumienie się wyjaśni. Bo, jak twierdzi, nie ma mocnych dowodów, że Krystian to terrorysta. Myślę, że nigdy się nie pogodzi z tym, że dziennikarze nazywali jego syna potworem" - kończy rozmowę Małgorzata.

Religijne dziecko
Inni znajomi Krystiana powtarzają, że zawsze był religijnym dzieckiem. Podczas każdej wizyty w kraju odwiedzał kościół. Trafiliśmy do parafii Świętej Rodziny, gdzie został ochrzczony. Choć od lat 70. zmienił się już czwarty proboszcz, w księgach parafialnych znajdują się adnotacje o dzisiejszym Abu Ibrahimie.

"Krystian Ganczarski? A kiedy miałby przystąpić do komunii? A, w 1975! Jest. Dokładnie 18 maja. Mieszkał przy ul. Gajdy 24. Po dwóch latach mam już inne nazwisko w karcie pod tym adresem. Krystianowi komunii udzielał proboszcz Tadeusz Świeboda. Akt chrztu nosi datę 15 października 1966 r. i pochodzi z parafii Wszystkich Świętych. Też z Gliwic" - mówi ksiądz Andrzej Deniziak z parafii Świętej Rodziny. Niestety, żadne zdjęcia się nie zachowały. Nie ma też dzienników religii ani żadnych uwag o uczniu. Historia o przeistoczeniu się Ganczarskiego wydaje się księdzu Deniziakowi nieprawdopodobna.

Nie ma Boga nad Allaha
Jednak dowody udziału Krystiana w operacjach Al-Kaidy są niezbite. Przez lata zbierali je najlepsi specjaliści światowych agencji wywiadowczych zgromadzeni w tzw. bazie aliantów. To kryptonim tajnego ośrodka znajdującego się we Francji, zajmującego się koordynacją działań przeciwko terrorystom. Powstał tuż po ataku na World Trade Center i przypadek Krystiana Ganczarskiego znalazł się wśród pierwszych dwunastu najpoważniejszych śledztw.

"Po emigracji z Polski Ganczarski mieszkał w okolicach Duisburga. Tam skończył szkołę zawodową, miał zostać metalurgiem. To właśnie w pierwszej pracy nawiązał pierwsze kontakty ze światem arabskim" - ujawnia oficer polskich służb. Wpływy nowych przyjaciół był bardzo silny. Najprawdopodobniej w 1986 r. jako 20-latek wypowiedział w meczecie słowa wyznania wiary: „Nie ma Boga nad Allaha, a jego prorokiem jest Mahomet”.




reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Hubert Kozieł: Tajemnice zamachu w Oklahoma City

Autor: foxmulder Dodano: czwartek, 24 maja 2007 - 09:36 1257 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Zamach w Oklahoma City jest uznawany za dzieło amerykańskiej skrajnej prawicy. Dosyć długo służył on administracji Billa Clintona jako argument w kampanii zwróconej przeciwko posiadaczom broni palnej. Amerykańska lewica wykorzystuje go również do dzisiaj do relatywizowania zagrożeń związanych z muzułmańskim terroryzmem. Przykład Timothy'ego McVeigha ma wskazywać, że również przeciętny, biały Amerykanin, zamieszkujący prerie amerykańskiego Środkowego Zachodu może być równie groźnym terrorystą jak wyszkolony w dolinie Bekaa fanatyk z Hezbollahu.


Timothy McVeigh od aresztowania do celi śmierci. Fot. wikipedia.19 kwietnia 1995 roku o godzinie 9:02 budynkiem federalnym im. Alfreda Murraha w Oklahoma City wstrząsnęła potężna eksplozja. Na parkingu przed budynkiem terroryści zdetonowali bombę umieszczoną w ciężarówce. Zginęło 168 osób a około 800 odniosło rany. Wkrótce potem na jednej z autostrad zatrzymano młodego weterana z Zatoki Perskiej Timothy’ego McVeigha – za jazdę bez tablic rejestracyjnych. Szybko ustalono, że był on osobą, która wynajęła użytą w zamachu ciężarówkę Ryder. Śledczy ustalili, że atak terrorystyczny w Oklahoma City został dokonany przez McVeigha i jego przyjaciela Terry'ego Nicholsa. Mieli oni być „skrajnie prawicowymi fanatykami” i „szaleńcami”, którzy zamach na budynek federalny traktowali jako zemstę na rządzie za masakrę w Waco (krwawy szturm siedziby sekty dawidian w Waco w Teksasie 19 kwietniu 1993 roku). McVeigh został skazany na karę śmierci, Nichols dostał dożywocie a ich wspólnik Michael Fortier, za zeznania ich obciążające, dostał złagodzony wyrok 12 lat więzienia. Wydaje się, że sprawa zamachu została zamknięta. Jednakże śledztwo lokalnej dziennikarki Jayny Davis, wsparte autorytetem czołowych specjalistów od terroryzmu wskazuje, że zamach w Oklahoma City mógł być przeprowadzony przez bliskowschodnich terrorystów.

Premier Izraela Icchak Rabin stwierdził w dniu zamachu, że jest on „robotą Hamasu”. William Webster – były szef FBI i CIA- jak również wielu specjalistów od terroryzmu wskazywało na ogromne podobieństwo zamachu w Oklahomie do ataku na koszary marines w Bejrucie w 1983 roku i zamachów żydowskie cele w Buenos Aires i Londynie w 1994 roku Wewnętrzne memo FBI wskazywało, że głównymi podejrzanymi są fundamentaliści islamscy, którzy mszczą się za „prześladowanie” terrorystów winnych zamachu na WTC z 1993 roku Vincent Cannistaro, były szef antyterrorystycznej komórki CIA, otrzymał jakiś czas wcześniej przez telefon informację od wysoko postawionego oficera saudyjskich służb bezpieczeństwa, mówiącą o obecności w USA terrorystycznej grupy złożonej prawdopodobnie z Irakijczyków, która chce dokonać serii zamachów w USA. Na pierwszym miejscu jej celów znajdował się budynek federalny w OKC. Ostrzeżenie to znalazło się też w wewnętrznych pismach FBI.

Wspólnik McVeigha Terry Nichols w 1994 roku często podróżował na Filipiny. Filipińskie służby wywiadowcze zdołały ustalić jego powiązania z lokalnymi islamistami. Złapany szef powiązanej z Al-Qaedą grupy Abu Sayaf Edwin Angeles opisał śledczym pobyt Nicholsa na Filipinach i jego spotkania z Ramzi Yousefem – organizatorem zamachu na WTC z 1993 roku. Nichols uczestniczył nawet w „terrorystycznym szczycie” w mieście Davao w 1994 roku. Gdy o zamachu w OKC dowiedział się wspólnik Yousefa Abdul Hakim Murad, odbywający wówczas karę w więzieniu, wykrzyknął: „To dzieło Armii Wyzwolenia!”. Armią Wyzwolenia nazywał Al-Qaedę.

Jayna Davis zdobyła zeznania kilkunastu świadków, którzy widywali McVeigha w towarzystwie śniadego osobnika z Bliskiego Wschodu nazywanego w raportach śledczych „John Doe II”. Tajemniczego terrorystę widziano razem z McVeigh'em w użytej w zamachu ciężarówce, rankiem 19 kwietnia, gdy pytali się na stacji benzynowej o drogę do budynku Murraha. Widziano ich też razem na parkingu, w miejscu zamachu, minuty przed eksplozją. Było tam obecnych też kilku innych podejrzanie się zachowujących arabsko wyglądających osobników.

Johna Doe II tuż przed zamachem zaobserwowany został za kierownicą oddalającego się w szaleńczych tempie od miejsca zamachu żółtego pick-upa. Półciężarówkę tą widziano potem zaparkowaną przed siedzibą firmy dra Anwara Abdula – Palestyńczyka powiązanego z OWP. Prowadził on małą firmę remontową, w której na kilka miesięcy przed zamachem zatrudnił grupę „irackich uchodźców”. Jeden z jego pracowników został zidentyfikowany przez świadków jako John Doe II. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Hussain Haszemi Al-Hussaini. Twierdził, że był prześladowanym przez Saddama irackim opozycjonistą. Jednakże dość często plątał się w swoim życiorysie i nie potrafił przekonująco podać żadnego szczegółu ze swej przeszłości. Tatuaże na jego rękach wskazywały, że służył w dywizji Gwardii Republikańskiej Adnan i w specjalnej jednostce irackiego wywiadu – Jednostce 999 Estikhabarat.

Kilkunastu świadków widziało McVeigha i Al-Husseiniego razem z innymi Arabami w motelu Cactus pod Oklahoma City. Zaczęli się tam pojawiać kilka miesięcy przed zamachem i nocowali tam 18 kwietnia 1995 roku. Rankiem odjechali w konwoju samochodów w skład którego wchodziła ciężarówka Ryder, od której dochodził ostry zapach ropy. Wydawało się to podejrzane, gdyż nad bakiem ciężarówki znajdowała się naklejka „tylko benzyna”. Głównymi składnikami bomby zdetonowanej w OKC były ropa i nawóz azotowy. Właściciel motelu twierdzi również, że gościli u niego też sprawcy zamachów z 11 września 2001 roku - Mohamed Atta, Marwan Al-Shehi i Zacharias Moussaoui mieli przebywać tam 1 sierpnia 2001roku.

Powiązań między zamachem w OKC a zamachami na WTC jest więcej. McVeigh i al-Husseini spotykali się też z czarnym radykałem, który po przejściu na islam zmienił swe nazwisko z „Melvin Lattimore” na „Majahid Abdulquaadir Menepta”. Pożyczył on Ramziemu Yousefowi swą kartę kredytową, by ten użył jej w finansowych operacjach związanych z pierwszym zamachem na WTC. Przez pewien czas mieszkał on też razem z Zachariasem Moussaouim. Al-Husseini przed zamachami z 11 września pracował na lotnisku Logan pod Bostonem. Skarżył się głośno, że „jak coś się tutaj wydarzy, to będzie na mnie” i opowiadał psychologowi o tym, że śnią mu się po nocach ofiary zamachu w OKC. Kolega al-Husseiniego z pracy u dra Abdula Majid Ajaj telefonicznie wyznał swojej byłej dziewczynie, że brał udział w zamachu w OKC i przyczynił się do zamachów z 11 września.

W listopadzie 1996 roku londyńska gazeta „Al-Quds al-Arabi” opublikowała tekst sygnowany przez Al-Qaedę, w którym organizacja ta przyznawała się do zamachu w OKC. Redaktor naczelny tej gazety jest blisko związany z Osamą bin Ladenem. Jesienią 2001r. amerykańscy żołnierze zdobyli w Kabulu materiały szkoleniowe Al-Qaedy dotyczące budowy bomby, „takiej samej, jakiej użyliśmy w Oklahoma City”.

Z Jayną Davis skontaktował się, w trakcie jej dziennikarskiego śledztwa, Yosef Bodansky, szef Grupy Specjalnej ds. Terroryzmu Kongresu USA, autor książek poświęconych bin Ladenowi. W II 1995r. wydał on ostrzeżenie przed sponsorowanym przez Iran atakiem terrorystycznym na terenie USA. Na liście celów było Oklahoma City. Atak miał nastąpić po irańskim nowym roku, czyli po 21 IV. Jego Grupa Specjalna dowiedziała się, że terroryści do dokonania zamachu posłużą się „białymi ludźmi” bez kryminalnej przeszłości. Izraelski wywiad przesłał w tym czasie ostrzeżenie, że USA zostaną zaatakowane przez islamskich terrorystów rękami „nie-Arabów”. Między październikiem 1994.r a kwietniem 1995r. odbyła się duża liczba konferencji terrorystów, na których omawiano m.in. zamachy w USA.

W Oklahoma City istniały utajnione grupy fundamentalistów islamskich. Organizowano tam nawet konferencje z udziałem bliskowschodnich terrorystów. Do zniszczenia Zachodu wzywali na nich min. Khaled Meshaal i mentor bin Ladena dr Abdullah Azzam. W 1993 roku kilku islamskich fundamentalistów z Oklahoma City odbyło w prowadzonym przez Hamas pod Chicago obozie szkoleniowym kurs budowania bomb samochodowych. Kursy takie przeszło też około 30 „białych ludzi”. Po wojnie w Zatoce Perskiej grupy terrorystyczne z Bliskiego Wschodu postanowiły werbować w swe szeregi nie-Arabów. Niektóre z nich myślały wynajmowaniu weteranów Pustynnej Burzy jako swoich najemników. Weteran tej operacji Timothy McVeigh mówił wówczas swoim kolegom, że chciałby być najemnikiem u Arabów, bo „oni najwięcej płacą”.

W świetle przedstawionych poszlak zamach w Oklahoma City nie wygląda na operację przeprowadzoną przez kilku „skrajnie prawicowych szaleńców”. Pytanie, na ile wiarygodne są ustalenia amerykańskiej dziennikarki. I czy ktoś zechce je rzetelnie zbadać.

źródło - Polskie Radio



Strona gotowa do druku

Hubert Kozieł: Sieć terroru. Powiązania bin Ladena ze służbami wywiadowczymi wielu państw świata.

Autor: foxmulder Dodano: piątek, 11 maja 2007 - 11:33 1997 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Osama bin Laden przedstawiany jest często w mediach jako niezależny terrorysta, realizujący dzięki własnemu bogactwu swoje własne utopijne plany geopolityczne. Wiele wskazuje jednak, że swój awans do czołówki światowego ruchu terrorystycznego zawdzięcza on bliskim związkom z szeregiem służb wywiadowczych.

Sudan
30 czerwca 1989 roku w wyniku puczu w Sudanie doszedł do władzy generał Omar Al.-Baszir – człowiek owładnięty myślą zaprowadzenia w tym kraju fundamentalistycznego reżimu muzułmańskiego. Ideologiem i szarą eminencją nowej władzy został Hasan At-Turabi – wykształcony na Sorbonie działacz Stowarzyszenia Braci Muzułmanów. By zislamizować kraj, nie cofali się oni przed ludobójczymi metodami. Sudan zamienił się pod ich rządami w światowy ośrodek wsparcia sunnickiego fundamentalizmu. Oznaczało to, że kraj stał się otwarty dla wszelkiego rodzaju terrorystów.




Jednocześnie doszło do zaskakującej zmiany polityki zagranicznej Sudanu. Kraj ten przestał być sojusznikiem Libii i Iraku w zamian zacieśniając więzi z Iranem. At-Turabi zafascynowany był irańskimi sukcesami w walce z USA i Izraelem w Libanie. Wyszkoleni przez Teheran terroryści imponowali mu swoim profesjonalizmem. Dokonał więc zmian w głoszonej przez siebie doktrynie islamu szczególnie akcentując zasypywanie podziału między sunnitami a szyitami w celu połączenia sił do walki ze wspólnym wrogiem – zarówno z zachodnią cywilizacją jak i z popieranymi przez USA reżimami na Bliskim Wschodzie. Znalazło to wyraz w stworzeniu Międzynarodówki Islamskiej i jej zbrojnego ramienia - Zbrojnego Ruchu Islamskiego.

W kwietniu 1991 roku w Chartumie odbyła się Konferencja Narodów Arabskich i Muzułmańskich. Była to pierwsza próba koordynacji islamskiego terroryzmu po wojnie w Zatoce Perskiej. Wywarła ona duże wrażenie na Iranie co sprawiło, że uruchomił on wsparcie dla sudańskiego reżimu. Zorganizowano obozy szkoleniowe dla terrorystów, przysłano instruktorów, zapewniono nowoczesny system łączności. Irańscy Gwardziści Rewolucyjni zajęli więzienie Kabar w Chartumie i założyli tam swoją główną kwaterę. W grudniu 1991 roku wizytę w Sudanie złożył prezydent Iranu Rafsandżani. Podpisano szereg porozumień dotyczących współpracy w dziedzinach obrony, terroryzmu i gospodarki. Zapewniły one Sudanowi stałe dostawy ropy naftowej i żywności jednocześnie trwale uzależniając go od reżimu ajatollahów. Sudan miał się stać głównym irańskim przyczółkiem w Afryce.

Jednakże At-Turabi napotkał na drodze do rozprzestrzeniania islamskiej rewolucji poważną przeszkodę w postaci finansów. 5 lipca 1991 roku Bank Anglii nakazał zamknąć Bank of Credit and Commerce International ( BCCI) - dotychczas główny i zarazem najbezpieczniejszy kanał finansowania terrorystów. Fundamentaliści stracili przy tym setki milionów dolarów. Zdesperowany At-Turabi zwrócił się więc o pomoc do przybyłego właśnie do Chartumu, posiadającego liczne koneksje saudyjskiego milionera – Osamy bin Ladena. Bin Laden szybko zorganizował misterny system pralni brudnych pieniędzy opierających się na wielu fundacjach "charytatywnych". Jedna z takich fundacji założona została już w 1988r. i nosiła nazwę Al-Qaeda. Zdołał też zorganizować wsparcie finansowe od podobnie myślących finansistów z krajów znad Zatoki Perskiej.

Sudan borykał się również z fatalnym stanem infrastruktury komunikacyjnej. Irańczycy zwracali uwagę, że odbija się to ujemnie na obronnych zdolnościach kraju. Wobec bezradności rządu w Chartumie zajęło się tym należące do bin Ladena przedsiębiorstwo Al-Hidżra. Zbudował m. in.: dobrej jakości wojskową drogę łączącą Chartum z południem Sudanu, tamę w Rusajris, liczne lotniska, bazy wojskowe i obozy szkoleniowe dla terrorystów. Firmy bin Ladena były też sposobem na sprowadzenie zachodniej technologii dla reżimu.

Nic dziwnego, że już w 1992 roku At-Turabi wprowadził Osamę do swojego wewnętrznego kręgu decyzyjnego i przywództwa międzynarodowego islamskiego ruchu fundamentalistycznego. Osama bin Laden nie był początkowo przywódcą islamskiej międzynarodówki terrorystycznej. Nie był też jej głównym organizatorem. Był jej bankierem i posiadaczem bazy danych o mudżahedinach walczących w Afganistanie. Wykorzystał swoje afgańskie kontakty do wsparcia sudańsko-irańskiej siatki. Stopniowo zdobywał uznanie organizując akcje służące celom strategicznym Sudanu: wsparcie dla dżihadu w Somalii i zamach na prezydenta Egiptu w Adis Abebie w 1995 roku.


Iran
Iran, współpracując z Sudanem, czynnie wspierał międzynarodówkę terrorystyczną. Znany ekspert ds. terroryzmu Yossef Bodansky w swej książce "Osama bin Laden. Człowiek, który wypowiedział wojnę Ameryce" opisał wiele terrorystycznych szczytów organizowanych przez Teheran, w których obok znaczących przedstawicieli władz Iranu i Sudanu występowali również terroryści z siatki bin Ladena.

W 1996 roku Iran zreorganizował współpracę terrorystów poprzez stworzenie Międzynarodówki Hezbollahu. Na jej czele stał Komitet Trzech w skład którego wchodzili: Osama bin Laden, egipski fundamentalista Ahmed Salah i weteran szyickiego terroryzmu Imad Mugniyeh. Mugniyeh był szefem operacji specjalnych Hezbollahu, irańskim agentem i przyjacielem ajatollaha Chamenei. Odpowiadał on za zamachy na obiekty amerykańskie i francuskie oraz porwania cudzoziemców dokonywane w Bejrucie i w Kuwejcie w latach '80-tych, oraz porwania izraelskich żołnierzy dokonywane na granicy izraelsko-libańskiej od 2000r. Komitet Trzech podlegał bezpośrednio szefowi irańskiego wywiadu zagranicznego drowi Mahdiemu Chamranowi Sewahiemu.

Były agent CIA Robert Baer również pisał o terrorystycznej współpracy między Iranem a bin Ladenem. W roku 1996 Osama spotkał się w Afganistanie z pewnym oficerem irańskiego wywiadu. Dla tej służby wywiadowczej miał pracować też Chalid Szejk Mohhamed – szef operacji logistycznych al-Kaidy. Irański wywiad wspierał też terrorystów w operacji przeciwko amerykańskim ambasadom w Afryce.

Iran myślał o zdobyciu przyczółków we Wschodniej Afryce. Marynarka wojenna tego kraju założyła bazy w Mozambiku. Ajatollahowie uważali, że bazy morskie na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego są konieczne dla zadania dużych strat Stanom Zjednoczonym. Iran zakupił w Rosji nowoczesne okręty podwodne klasy KILO. W razie wojny mogłyby one prowadzić skuteczne operacje przeciwko amerykańskiej bazie Diego Garcia i jakiemukolwiek zgrupowaniu zmierzającemu w stronę Zatoki Perskiej. By chronić bazy w Mozambiku należało umocnić swe wpływy w okolicznych państwach.

Za jedną z głównych przeszkód uznawano wpływy amerykańsko-brytyjskie w Kenii i w Tanzanii. Dlatego też Iran włożył wiele pracy we wspieranie terrorystów w tym rejonie. Ambasadorem w Tanzanii mianowano Ali Sagahajana – był on wcześniej szefem placówki w Argentynie zamieszanym w wysadzenie w powietrze centrum żydowskiego w Buenos Aires w 1994 roku. Ambasadorem w Kenii został z kolei Kazim Tabatabai – oficer z bagdadzkiej placówki irańskiego wywiadu. Na przełomie maja i czerwca 1997r. podróż po krajach afrykańskich odbył Husajn Szajch Al.-Islam zastępca ministra spraw zagranicznych zajmujący się głównie nadzorem nad terrorystami. Był on min. gościem na szczycie OJA w Harrare. Odbył tam rozmowy z Laurentem Kabilą, Nelsonem Mandelą i Robertem Mugabe. Omawiano w nich budowę w Afryce antyamerykańskiego sojuszu.

Iran zdołał też zapewnić bezpieczne drogi odwrotu przez swe terytorium dla terrorystów z al-Kaidy uciekających w 2001 roku z Afganistanu. Z tej drogi ewakuacji skorzystał m. in. Abu Musab al-Zarqawi. Pojawiły się również niepotwierdzone informacje o pobycie w tym kraju Aymana az-Zawahiriego.

Syria
Jak ujawniło jordańskie dochodzenie w sprawie zabójstwa dyplomaty USA Lawrence'a Foleya w Ammanie w 2002 roku, zbrodnia ta została dokonana przez grupę Abu Musaba al-Zarqawiego z syryjską pomocą. Zamach był koordynowany z Damaszku a syryjski wywiad dostarczył broni użytej do zabójstwa. Sędzia Baltazar Garzon, odpowiedzialny za rozbicie hiszpańskiej komórki Al-Qaedy w roku 2001 odkrył korespondencję szefa komórki z syryjskim wywiadem wojskowym.

Niemieccy śledczy powiązali natomiast kontrolowaną przez syryjskie służby firmę Tradex z hamburską komórką Al-Qaedy. Tą samą z której wywodzili się sprawcy zamachów z 11 września.

Postępowanie Syrii ma też bezpośredni wpływ na kłopoty ze stabilizacją Iraku. 29 lipca 2003 roku gen. Richard Myers stwierdził, że większość obcych bojowników przedostaje się do Iraku poprzez granicę z Syrią. Co najmniej 80 ze złapanych terrorystów spędziło jakiś czas w obozach szkoleniowych w Syrii. Podczas spotkania generała Ricardo Sancheza z dowódcą syryjskiej gwardii narodowej, generałem Maherem Asadem na posterunku graniczny Al-Kaim, Sanchez przedstawił swojemu rozmówcy syryjskie paszporty znalezione przy zabitych i aresztowanych bojownikach. Ponadto powiedział, że wielu z nich przyznało się do odbycia szkolenia w obozach prowadzonych przez służby specjalne tego kraju.

21 lipca 2003 roku izraelski amabasador przy ONZ ogłosił, że ciężarówka użyta przez Zarqawiego do wysadzenia placówki ONZ w Bagdadzie pochodziła z Syrii. We wrześniu Paul Bremer podał dane, z których wynika, że na 248 złapanych obcych bojowników 123 było Syryjczykami. Ponadto większość z nich dostała się do Iraku przez Syrię. Jeden z nich zeznał, że dostał od instruktorów z Damaszku karabin maszynowy, granatnik i 10 granatów.

Włoska służba wywiadowcza DIGOS zdołała skutecznie zinfiltrować jedną z komórek organizacji Ansar al-Islam – dosyć blisko powiązanej z Zarqawim i stanowiącej jednej z głównych kanałów przerzutowych terrorystów i pieniędzy do Iraku. Zdołano nagrać rozmowę telefoniczną jednego z przywódców grupy, w której chwali się on swoimi kontaktami z syryjskim ministrem obrony gen. Mustafą Tlassem. Nazwał on syryjski rząd "prawdziwymi bohaterami" i opowiedział jak władze w Damaszku skontaktowały go z przedstawicielami Hamasu i Islamskiego Jihadu.

Mimo tego, prezydent Bashar Asad w trakcie wywiadu z kuwejcką gazetą Al-Anba w 2003 roku stwierdził, że nie wierzy w istnienie Al-Qaedy. Dwa lata wcześniej minister Mustafa Tlass podczas spotkania z brytyjską delegacją powiedział, że zamachy w Nowym Jorku i Waszyngtonie. były efektem "żydowskiego spisku" i że Mossad ostrzegł tysiące Żydów, by nie przychodzili do pracy w WTC...

Pakistan
Pakistański wywiad ISI jest nazywany "tajnym rządem Pakistanu" z racji swych potężnych wpływów. Stanowi tez światowy ewenement jako organizacja powiązana zarówno z Talibami jak i z CIA. Niektórzy nawet nazywają agentów tej instytucji "Talibami w garniturach". Prawda jest bowiem taka, że to ISI wyszkoliło bojowników Muły Omara z przygranicznych medress. Zapewniało im broń i fundusze.

We wrześniu 1994 roku Talibowie rozpoczęli podbój Afganistanu. 27 września 1996 roku zdobyli Kabul. 9 sierpnia 1998 roku wkroczyli do Mazar-i-Szarif – twierdzy komendanta Dostuma. Jeden z oficerów ISI stwierdził wówczas z radością: ,"Moi chłopcy i ja wkraczamy do Mazar-i-Szarif". ISI nie opuszczało Talibów. Agenci ISI zginęli w trakcie amerykańskich nalotów na Afganistan w 1998 roku W czasie amerykańskiej inwazji w 2001 roku w sztabie Talibów przebywało 5 oficerów ISI.Gdy zabito komendanta Masuda, dowództwo Sojuszu Północnego ogłosiło, że zbrodni dokonała Al-Qaeda i ISI.

Wkrótce po zamachach z 11 września wyszło na jaw, że szef ISI gen. Ahmed rozkazał wpłacić na konto Mohameda Atty 100 000 $. Później stacja CBS podała, że Osama bin Laden został 10 października 2001 roku przewieziony do szpitala wojskowego w Peszawarze w Pakistanie, gdzie poddano go dializie. Cały oddział został odcięty przez ISI, które wyrzuciło personel i sprowadziło własnych lekarzy. Wychodziły na jaw coraz bardziej niewygodne fakty współpracy agentów ISI z Al.-Qaedą i Talibami. Wobec tego prezydent Musharaff zdymisjonował gen. Ahmeda. Czy ów generał był "czarną owcą" w pakistańskim wywiadzie, czy też wspieranie terrorystów było tam powszechną praktyką?

Szejk Saeed – domniemany zabójca dziennikarza "Wall Street Journal" Daniela Pearla był agentem ISI zaangażowanym w działalność terrorystyczną w Indiach. Sfotografowano go, gdy świętował nowy rok razem z najwyższymi dostojnikami Pakistanu. Nadal utrzymywał kontakty z Ijazem Szahem, ale również z innymi oficerami ISI: gen. Mohammedem Azizem Khanem i brygadierem Abdullahem.Często wyjeżdżał do Kandaharu, gdzie się spotykał z Mułą Omarem. Szkolił też Al.-Qaedę. Przebudował i unowocześnił jej system komunikacji opierając go na internecie. W Dubaiu prowadził jej operacje finansowe. Mówiono, że ma być następcą bin Ladena. Sam Osama nazywał go swoim "wyjątkowym synem". W maju 2001 roku, podczas procesu sprawców zamachów na ambasady w Kenii i w Tanzanii, uzyskano zeznania mówiące, że na czele finansów Al-Qaedy stoi niejaki "Szejk Saed". W międzyczasie ktoś wysłał z Dubaiu pieniądze dla 19 porywaczy. Później udalo się ustalić, że nazwisko osoby dokonującej wpłaty to jeden z pseudonimów Szejka Saeda.

Randy Glass był handlarzem bronią a przy okazji informatorem FBI. 14 lipca 1999 roku jadł kolację z agentem ISI Rajaa Gullumem Abbasem. Omawiali sprawę dostaw Stingerów dla Osamy bin Ladena. Restauracja była w Nowym Jorku a z jej okien roztaczał się piękny widok na WTC. W pewnej chwili Abbas wskazał na nie i powiedział: "Te wieże idą w dół!" 17 sierpnia 1999 roku doszło do kolejnego spotkania. Tym razem na parkingu w Palm Beach na Florydzie. Glass zaprezentował Abbasowi i jego koledze Mohamedowi Malikowi Stingera. Bardzo im się to spodobało. Mówili o dostawie całej partii dla bin Ladena. Pytali się też Randyego czy nie mógłby im załatwić ciężkiej wody i materiałów do produkcji brudnej bomby. Dodali, że mogą sprowadzić na miejsce pakistańskiego fizyka jądrowego. Glass powiadomił FBI. Malika aresztowano, Abbas zdołał uciec. Szukają go w Pakistanie, ale dosyć słabo , gdyż reporterzy MSNBC zdołali się z nim bez problemów skontaktować telefonicznie.


ChRL
Przez całą noc po zamachach z 11 września pracownicy chińskiej komunistycznej telewizji pracowali nad propagandowym dvd poświęconym temu wydarzeniu. W efekcie przepletli zdjęcia wydarzeń z Nowego Jorku i Waszyngtonu z fragmentami "King Konga" i "Godzilli", dodali do tego muzykę operową, motyw ze szczęk i propagandowe przyśpiewki o tym jaka to Ameryka była zła, ale spotkała ją kara ze strony uciśnionych narodów Ziemi. Całość powstała pod patronatem agencji Xinhua, pekińskiej telewizji i ogólnochińskiej centralnej telewizji. Została określona jako "materiał edukacyjny".


Niedługo po amerykańskim ataku na Afganistan dowódca wojsk Talibów Jalaluddin Haqqani, w trakcie wizyty w Islamabadzie, stwierdził, że ChRL pomaga Talibom w walce przeciwko USA. Jaka była to pomoc? W kompleksie Tora Bora po walkach znaleziono duże ilości chińskiej broni i amunicji. Reporter telewizji Sky David Chater widział chińskich muzułmanów walczących po stronie Talibów. "Debka" dowiedziała się, że w pierwszych amerykańskich bombardowaniach zabito 15 Chińczyków a 3 chińskich ochroniarzy zabiły amerykańskie siły specjalne podczas zasadzki na Basira Al-Masri – jednego z dowódców Al-Qaedy. "Debka" podała też 6 października 2001 roku informację, że przez przełęcz Kulik w Pamirze udało się do Afganistanu 5000- 15000 chińskich żołnierzy. Mieli oni zająć pozycje w kirgizkiej enklawie Whaktir oraz w okolicach Jalalabadu.


Związki ChRL z Talibami trwały już jednak od kilku lat. W 1998 roku Osama bin Laden sprzedał Chińczykom kilka rakiet Cruise – niewypałów wystrzelonych przeciwko jego obozom szkoleniowym. W roku 2000 dwie chińskie firmy telekomunikacyjne: Huawei Technologies oraz ZTE wygrały przetarg na budowę sieci telefonicznej w Kabulu i Kandhaharze. 11 września 2001 roku zostało natomiast podpisane w Kabulu Chińsko-Talibańskie Memorandum o Zrozumieniu dla Ekonomicznej i Technicznej Kooperacji

Dezerter z FSB Aleksander Litwinienko twierdził, że zastępca bin Ladena dr Ayman al-Zawahiri spędził pewien okres czasu w 1998r. w tajnej bazie FSB w Dagestanie. Informacja ta nie została jak dotąd potwierdzona, lecz wyszły na jaw inne poszlaki wskazujące na związki al-Qaedy z rosyjskimi służbami specjalnymi.

W 2001r. Amerykanie zdobyli w Afganistanie komputer al-Zawahiriego. Z informacji w nim zgromadzonych wynika, że w XII 1996r. przez Azerbejdżan dostał się on do Dagestanu używając paszportu sudańskiego biznesmena. Został tam aresztowany przez rosyjskie siły bezpieczeństwa, które skonfiskowały również jego laptopa i pewną ilość dżihadistowskiej literatury. Jednakże, pół roku później al-Zawahiri został wypuszczony z więzienia i... przeproszony za "pomyłkę". Wkrótce zniknął na dwa tygodnie, po których opuścił Rosję.


Na początku 1998 roku na szczyt terrorystyczny do Kandaharu przybywają również delegacje muzułmańskich fundamentalistów z krajów byłego ZSRR. Al-Zawahiri spotyka się z dwoma z nich na osobności. Mimo, że mają muzułmańskie imiona, ich wygląd jest bardzo słowiański. W 2004 roku jeden z tych "rosyjskich muzułmanó" zostanie zidentyfikowany przez katarski wywiad podczas śledztwa w sprawie zabójstwa Zelimhana Jandarbijewa. Kamery zarejestrowały jego wizyty w rosyjskiej ambasadzie.

USA
Na przełomie 1997 i 1998 roku doszło do poważnego kryzysu w stosunkach amerykańsko-egipskich. Związany on był w dużej mierze z tzw. Incydentem Abu Umara al.-Amrikiego. W pierwszej połowie listopada 1997r. Ajman Az-Zawahiri miał się bowiem spotkać w obozie pod Peszawarem z człowiekiem znanym jako Abu Umar al-Amriki ( "al- Amriki" znaczy "Amerykanin"). Był on uznawany za Amerykanina arabskiego pochodzenia i pełnił rolę emisariusza CIA. Fundamentalistyczni przywódcy upierają się, że al.-Amriki obiecał, że rząd USA nie będzie zapobiegać dojściu do władzy fundamentalistów w Egipcie jeśli ci się wstrzymają od ataków na wojska amerykańskie w Bośni. Zaproponował też, że może przekazać Al-Qaedzie 50 milionów dolarów.


Al-Amriki już w latach ’80-tych działał otwarcie jako emisariusz CIA udzielając wsparcia bin Ladenowi w Afganistanie. Podczas jednego ze spotkań z Az-Zawahirim pod koniec afgańskiej wojny miał omawiać z nim przyszłość Az-Zawahiriego w egipskim ruchu fundamentalistycznym. Al-Amriki zasugerował mu wtedy, że "potrzebowałby on 50 mln $, by rządzić Egiptem".


W połowie grudnia 1997 roku Mubarak dowiedział się o sprawie. Niezależnie od tego czy informacje które posiadał odpowiadały prawdzie, wywołały ona jego uzasadnioną wściekłość. Rządowe gazety zaczęły pisać o tym, że CIA chce zdestabilizować Egipt i wspiera w tym celu terrorystów. Rząd w Kairze odmówił poparcia dla bombardowania Iraku i nawiązał bliższe stosunki z Teheranem. Jednocześnie jednak nie mógł przesadzać z okazywaniem niechęci do Amerykanów- fundamentaliści byli dla niego zawsze większym wrogiem a tylko gospodarcza i wojskowa pomoc USA ratowała go przed destabilizacją państwa. Niezależnie od tego czy incydent z Abu Umarem Al-Amriki się wydarzył czy nie, na trwale popsuł on stosunki amerykańsko-egipskie.

Konkluzja
Przedstawione powyżej przykłady to rzecz jasna jedynie czubek góry lodowej. Jednakże ukazują one, że w dzisiejszym, zglobalizowanym świecie nie ma "niezależnych" terrorystów. Tak jak nie ma niezależnych narkotykowych dilerów.

Hubert Kozieł

artykuł opublikowany także przez: Polskie Radio



Strona gotowa do druku

Wiadomości: Neoantysemityzm

Autor: jarekw Dodano: wtorek, 03 kwietnia 2007 - 14:13 1089 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Czym jest neoantysemityzm? Kto go tworzy? Jaki cel mają jego wyznawcy?
Krótka prezentacja:
Prezentacja



Strona gotowa do druku

Iran chce panować nad Bliskim Wschodem

Autor: foxmulder Dodano: poniedziałek, 29 stycznia 2007 - 10:30 743 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Świetnie zaplanowana i zorganizowana antyrządowa kampania polityczna Hezbollahu w Libanie to kolejny front wojny Iranu o dominację nad całym regionem
Akcja przeciwników libańskiego rządu nie jest zwykłą kampanią obywatelskiego sprzeciwu wobec rządzących. Zasadnicze decyzje co do celów i metod działań libańskiej opozycji zapadają bowiem nie w Bejrucie, lecz w Damaszku i Teheranie.

Sytuacja w Libanie jest nierozerwalnie związana z szerszymi procesami zachodzącymi na Bliskim Wschodzie. Zasadniczą osią wydarzeń w całym regionie jest konsekwentne dążenie Iranu do uzyskania bądź też, jak ujmują to sami Persowie, odzyskania statusu regionalnego mocarstwa.

Gdy w 2003 r. USA obaliły znienawidzony przez Irańczyków reżim Saddama Husajna, Teheran nie omieszkał wykorzystać nadarzającej się okazji. Z perspektywy Iranu nowa strategiczna rzeczywistość Zatoki Perskiej niosła kilka zasadniczych korzyści.

Po pierwsze, Irak przestawał liczyć się jako silny rywal w regionie. Po drugie, znaczne zaangażowanie militarne Stanów Zjednoczonych w regionie stanowiło szansę na złapanie Amerykanów w geopolityczną pułapkę - im gorsza sytuacja operacyjna sił USA w Iraku i im dłuższe ich zaangażowanie w tym kraju, tym większe prawdopodobieństwo wyczerpania Ameryki i osłabienia jej pozycji nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale wręcz w skali globalnej. Po trzecie wreszcie, pogarszająca się sytuacja w Iraku dawała realną szansę na odwrócenie uwagi społeczności międzynarodowej od kwestii irańskiego programu nuklearnego.

Z perspektywy kilku lat można tylko podziwiać przenikliwość irańskich strategów. Aby dalej poprawić swą sytuację, Irańczycy rozpoczęli w Iraku kampanię destabilizacyjną. Teheran zintensyfikował także działania w innych częściach regionu, w tym w Libanie, gdzie od początku lat 80. Irańczycy dysponują skutecznym narzędziem strategicznego oddziaływania w postaci Hezbollahu.

reszta artykułu



Strona gotowa do druku

Zbieranie burzy

Autor: foxmulder Dodano: piątek, 19 stycznia 2007 - 14:01 827 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Zbieranie burzy
Tygodnik "Wprost", Nr 1256 (14 stycznia 2007)

Nie każdy muzułmanin jest terrorystą, ale terroryzm jest w większości islamistyczny





Islamska bomba atomowa

Autor: redakcja Dodano: wtorek, 12 grudnia 2006 - 20:29 1219 raz(y) oglądano.
Jihad i świeta wojna
Jeśli Iran zbuduje bombę jądrową, Arabia Saudyjska i Egipt nie zechcą pozostać w tyle. Czy ludzie, którzy dziś usprawiedliwiają zamachowców-samobójców poprą też samobójczy atak nuklearny?


Przez blisko pół wieku niepokoje o atomowy Bliski Wschód dotyczyły Izraela. Arabskim przywódcom nie podobało się, że Izrael jako jedyne państwo w regionie ma broń nuklearną. Wiedzieli jednak, że Izrael, który nigdy nie przyznał się do posiadania broni jądrowej, a użyje jej tylko w ostateczności. Dlatego podczas wojny Jom Kipur w październiku 1973 r. Egipt i Syria nie obawiały się zaatakować Izraela. "Nie użyjemy jako pierwsi w regionie broni jądrowej - przyznawali nieoficjalnie Izraelczycy - ani jako drudzy".

Dziś atomowy układ sił w regionie wygląda inaczej. Gdy w maju tego roku sekretarz generalny Ligi Arabskiej Amr Moussa apelował o "Bliski Wschód bez broni atomowej", nie myślał o Izraelu. Niepokoił go Iran, którego atomowe ambicje stawały się coraz realniejsze.

Antyizraelskie deklaracje prezydenta Mahmuda Ahmadineżada i poparcie Iranu dla Hezbollahu i Hamasu mogą sugerować, że kraje arabskie z zadowoleniem witają irański program nuklearny. Żądanie wymazania syjonistycznego reżimu z mapy świata to stały element retorycznego repertuaru arabskich nacjonalistów. Jednak interesy szyickiego i niearabskiego Iranu nie zawsze pokrywają się z arabskimi. Wejście Iranu do klubu atomowego oznacza co najmniej przegrupowanie sił w Zatoce Perskiej, a może nawet historyczną zmianę układu sił między od dawna zmarginalizowaną mniejszością szyicką a tradycyjnie dominującą większością sunnicką. Wielu sunnickich Arabów boi się, że nadchodzi czas szyitów. Większość szyicka w Iraku domaga się udziału w rządach, o czym nie zapomina szyicka większość w Bahrajnie ani pokaźne mniejszości w Libanie i Arabii Saudyjskiej. Król Jordanii Abdullah ostrzegł przed "szyickim półksiężycem" rozciągającym się od Iranu przez Irak po Liban.

Przywódcy sunnickich Arabów boją się też najwyraźniej, że Irańczycy mogą broni jądrowej naprawdę użyć. Atak nuklearny na Izrael ogarnie cały region. A to niejedyne niebezpieczeństwo - sunnici z Arabii Saudyjskiej boją się, że Iran może uderzyć i w nich. Rzucając wyzwanie USA i Izraelowi, Teheran zyskuje uznanie części sunnitów, jednak bywało, że sunniccy ekstremiści ekskomunikowali jako niewiernych wszystkich szyitów. W Iraku sunniccy bojownicy tropią i zabijają, jak popadnie, szyickich cywili. Szyickie milicje odpłacają im pięknym za nadobne - masakry sunnickich cywili nie należą do rzadkości.

Wzbogacenie tej wybuchowej mieszanki o element nuklearny wywoła wyścig zbrojeń. Jeśli Iran zbuduje bombę, sąsiedzi nie zechcą pozostać w tyle. Korea Północna dysponująca dziś własną bronią jądrową grozi jej rozpowszechnieniem. Na Bliskim Wschodzie znajdzie wielu chętnych nabywców. Księstewka mieszczące, jak Katar, ogromne bazy sił powietrznych USA mogą woleć amerykański parasol ochronny. Jednak Arabia Saudyjska, dla której Iran był zawsze groźnym konkurentem, nie zechce złożyć całego swego nuklearnego bezpieczeństwa w amerykańskie ręce. Kiedy Saudyjczycy wejdą do klubu, Egipt będzie potrzebował broni jądrowej, żeby nie wypaść z gry w regionalnym układzie sił. Rzeczywiście, w zeszłym miesiącu syn i przyszły następca prezydenta Mubaraka Gamal stwierdził publicznie, że Egipt musi zainicjować własny program jądrowy.

Samobójcy i odstraszanie

Perspektywa wielu bomb islamskich nasuwa pytanie o to, jaki muzułmanie - szyici czy sunnici - zrobią z nich użytek. W połowie lat 80., kiedy Pakistan miał się stać pierwszym muzułmańskim mocarstwem nuklearnym, nadal można było uniknąć niezręcznego pytania: czy jest w islamskiej doktrynie i praktyce coś takiego, co sprawia, że dostęp do nuklearnej technologii staje się szczególnie niepokojący? Większość obserwatorów zakładała, że kraje islamskie można zniechęcić do użycia broni jądrowej tak samo jak inne - grożąc zmasowanym odwetem.

Jednak w ostatnim dwudziestoleciu w świecie muzułmańskim nastąpiły głębokie przemiany sposobu pojmowania i stosowania przemocy, w szczególności pojawili się zamachowcy-samobójcy. Samobójcze zamachy nie mieściły się w islamskiej tradycji. Nie stosowano ich podczas zwycięskiego dżihadu Afgańczyków przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Wymyślili je sto lat temu europejscy anarchiści uwiecznieni przez Josepha Conrada w powieści "Tajny agent", jednak narzędziem nowoczesnego terroryzmu stały się dopiero w 1983 r., kiedy szyiccy bojownicy wysadzili w Libanie koszary amerykańskich marines.

Odtąd samobójcze zamachy upowszechniły się zadziwiająco szybko w muzułmańskim świecie. Retoryka męczeństwa i ofiary, nagrania wideo z wyznaniem wiary, technologiczne zabiegi zwiększające siłę rażenia - dziś są dobrze znane każdemu muzułmaninowi. Samobójcze zamachy najpierw wymierzone były przeciw amerykańskim żołnierzom, potem dotknęły Izraelczyków, w tym kobiety i dzieci. Z Libanu i Izraela metoda ta przywędrowała do Iraku, gdzie celem stały się meczety i sanktuaria, a zamierzonymi ofiarami iraccy szyici. Najnowszym poligonem jest Afganistan, gdzie zarówno sprawcami, jak i ofiarami są ortodoksyjni sunnici. Coraz częściej mamy do czynienia z walką muzułmanów przeciw muzułmanom. W ostatnich trzech latach w zamachach samobójczych zginęło, skromnie licząc, ponad trzy razy więcej Irakijczyków niż Izraelczyków przez ostatnie dziesięć lat. Zamach samobójczy stał się archetypem islamskiej przemocy przerażającej nie tylko Zachód, ale i samych muzułmanów.

Zamachy samobójcze mają dla kwestii nuklearnej znaczenie szczególne. Z definicji podważają teorię odstraszania. Ginąc, zamachowiec-samobójca przekazuje komunikat: "Nie powstrzymasz mnie, i tak pragnę umrzeć". Problem jest tym poważniejszy, że samobójca wysadzający się w powietrze na targowisku czy na pogrzebie w Iraku lub Afganistanie pragnie zabić niewinne przypadkowe osoby, w tym braci muzułmanów. Wedle obowiązującej wśród zamachowców ideologii są to mimowolni męczennicy, których śmierć nie jest przez to mniej chwalebna.

Dotąd uciekający się do samobójczych zamachów ograniczali straty cywilne do przypadkowych przechodniów. Jednak logikę poświęcenia innych muzułmanów wbrew ich woli można rozszerzyć na poziom kraju. Jeśli jakiś kraj muzułmański lub islamscy terroryści użyją broni jądrowej przeciw Izraelowi, USA lub innym celom na Zachodzie, jak Londyn czy Madryt, nieunikniony odwet kosztować będzie życie tysięcy, a może milionów muzułmanów. Zgodnie z samobójczą logiką zamachowiec uważać może, że zginą oni na chwałę Pana. Żadne państwo muzułmańskie nie głosi oficjalnie takich poglądów. Ale po 11 września nie możemy już uważać takiej możliwości za mrzonkę.



Reszta artykułu tutaj




Strona gotowa do druku

    1234   >

Możesz pobierać nasze niusy, używając pliku backend.php.