|
08-02-2012 - 05:33
|
||||||
![]() |
||||||
Menu główneInformacja
Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj
forum
Online
Obecnie jest 8 gości i 0 użytkowników online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj |
Temat: Przyjaciele z IzraelaTeksty opublikowane w tym temacie.Hubert Kozieł: Klęska planu SzaronaAutor: foxmulder Dodano: poniedziałek, 18 czerwca 2007 - 12:41
813 raz(y) oglądano.
Odwrót ze Strefy Gazy miał w swych założeniach wzmocnić umiarkowany Fatah. Zamiast tego przyniósł on wymierne korzyści Hamasowi.
W języku hebrajskim istnieje przekleństwo: ,,lechi aza!”. Da się je przetłumaczyć zarówno jako: ,,idź do diabła” jak i ,,idź do Gazy”. W chwili obecnej przekleństwo to nabiera aktualności. Terroryści z Hamasu zdobyli całkowitą kontrolę nad Strefą Gazy i zaczęli budować na jej terytorium własną wersję emiratu Talibów. Upadł ostatni punkt oporu ,,pragmatyków” z Fatahu – rezydencja prezydenta Abbasa. Wziętych do niewoli obrońców rozstrzelano wśród wiwatów a na dachu budynku zawisł zielony sztandar. Zwycięscy ogłosili, że zostanie on przekształcony na meczet. Izraelscy wojskowi oceniają, że ich kraj stanął przed zagrożeniami większymi niż te wynikłe z ubiegłorocznej wojny przeciwko Hezbollahowi. Klęska jest większa, bo to Hamas odtąd będzie dyktował ,,społeczności międzynarodowej” warunki – to on jest panem sytuacji w Strefie Gazy. Klęska procesu pokojowego jest jednak klęską odniesioną przez Izrael, USA, UE, ONZ i umiarkowane państwa arabskie na ich własne życzenie. Strategiczna klęska Szarona Ariel Szaron padał często ofiarą krytyki ,,miłujących pokój” z całego świata. Krytykowano go głównie za jego czyny z lat 50. i 80. Oskarżano go o to, że zamiast tolerować palestyńskich terrorystów, każe do nich strzelać. To właśnie ,,awanturnicze postępki” Szarona taki jak likwidacja szejka Jassina miały poprowadzić do klęski procesu pokojowego. Nic bardziej błędnego. Do strategicznej klęski doszło, gdy Szaron zaczął realizować wymyślone w Waszyngtonie i Rijadzie inicjatywy pokojowe – przede wszystkim ewakuację osiedli ze Strefy Gazy. Rok temu gen. Mosze Yaalon (wyrzucony z hukiem przez Szarona z funkcji szefa sztabu IDF, za sprzeciw wobec ewakuacji Gazy) powiedział w wywiadzie dla gazety “Haaretz”: ”Nie ma żadnych wątpliwości, że disengagement (plan pokojowy Szarona –dop. HK) upadł. Niepowodzenie było spowodowane tym, że był on oparty na chorej idei. Nie był on rezultatem głębokiej strategicznej analizy, ale rezultatem politycznej desperacji premiera Szarona”. Jego zdanie podziela były minister obrony Mosze Arens, który dodał że Izrael poprzez odwrót z Gazy poważnie zmniejszył swoją zdolność odstraszania wysyłając sygnał, ze terroryzm popłaca. Opinie te zostały wygłoszone przy okazji zwycięstwa wyborczego Hamasu. Jednak już przed odwrotem Izraela z Gazy szereg ekspertów ostrzegało przed tym krokiem. W ich opinii wyjście armii izraelskiej z tego terenu doprowadzić musiało w sposób oczywisty do znaczącego wzmocnienia terrorystów. Rzeczywiście od tego czasu niemal nieustannie na miasto Sderot spadają wystrzeliwane przez Hamas rakiety Qassam. Nawet terrorystyczny rajd z terenu Strefy Gazy i porwanie kaprala Gileada Szalita nie doprowadziły do poważniejszej kontrakcji ze strony armii izraelskiej. Były premier Izraela Ariel Szaron Fot. WikipediaW międzyczasie, korzystając z panującego na tych terenach bezprawia, grupka miejscowych bandytów ogłosiła się filią al-Kaidy na tych terenach i nawiązała bliskie stosunki z egipskimi terrorystami z Synaju. Do Strefy Gazy bezkarnie przemycano broń, wydatnie wzmacniając arsenały terrorystów. Przybywali też tam bez większych problemów instruktorzy z Hezbollahu, irańscy i syryjscy agenci. Szaron i Olmert zrealizowali odwrót ze Strefy Gazy kosztem wielu wyrzeczeń: podzielonego społeczeństwa, zdemoralizowanej armii, strat finansowych i przede wszystkim poważnego osłabienia zdolności Izraela do odstraszania wrogów. Argumentowali, że w ten sposób Izrael odgrodzi się od terrorystów i przybliży perspektywę pokoju. Nie uzyskali nic w zamian poza stworzeniem tuż u granic Izraela enklawy opanowanej przez doświadczonych w walce i bezwzględnych islamskich fanatyków, z którymi wszelkie rozmowy są z góry skazane na klęske. Odwrót ze Strefy Gazy miał w swych założeniach wzmocnić umiarkowany Fatah. Zamiast tego przyniósł on wymierne korzyści Hamasowi. Ewakuację osiedli Palestyńczycy przypisali nie dobrej woli Izraela, lecz uznali ją za efekt militarnego zwycięstwa Hamasu. Zwycięstwa tego Hamas jednak nie wywalczył – zostało mu podarowane przez Izrael i Zachód. Już w trakcie ewakuacji hamasowcy zaczęli walczy przeciwko Fatahowi. Porywali się nawzajem, podrzynali gardła, ostrzeliwali rakietami i z kaemów. Oczywistym było, że Hamas chce przejęcia pełni władzy w Autonomii Palestyńskiej i prędzej czy później ją zdobędzie. Etapem do tego były wybory parlamentarne i utworzenie rządu Hanije. Następnie stworzono równoległe do prezydenckich siły bezpieczeństwa. Przed wyborami Mahmud Abbas alarmował, że tak potoczy się sytuacja i żądał wsparcia przy ,,rozwiązaniu algierskim” - czyli anulowaniu wyborów. Wsparcie takiego nie dostał. Co więcej, niektóre państwa europejskie (np. Norwegia) chciały (i czasem chcą nadal!) pomocy finansowej dla rządu Autonomii tj. Hamasu. ,,Gazeta Wyborcza” tuż po zwycięstwie wyborczym hamasowców na pierwszej stronie apelowała: ,,Dajmy Hamasowi szansę!” Rządy ,,ludzi, którym należy dać szansę” były pasmem walk z ludźmi Abbasa, przerywanym od czasu do czasu przez kruche rozejmy. Urozmaiciły je min. próba zamachu na Abbasa i kontrzamach na Haniję. Aż wreszcie na początku czerwca hamasowcy rozpoczęli ofensywę na pełną skalę. Za pomocą granatników, rakiet i karabinów maszynowych przejęli wszystkie trasy komunikacyjne w Gazie oblegając punkty oporu przetrzebionego Fatahu i zrzucając co jakiś czas jednego z nich z dachu kilkunastopiętrowego bloku. Obce ręce w konflikcie Na ,,daniu Hamasowi szansy” najbardziej korzystają Iran i Syria. Decydenci z obu krajów są przekonani, że USA będą dążyły do siłowego rozwiązania problemu irańskiego programu nuklearnego. Uważają więc, że należy dokonać uderzenia wyprzedzającego. Robią to metodami właściwymi sobie – metodami pośrednimi. Frontami konfrontacji są: Gaza, Irak i Liban. Na zaostrzenie się sytuacji w Libanie wpłynęła decyzja Rady Bezpieczeństwa ONZ o powołaniu specjalnego trybunału międzynarodowego ds. zabójstwa Rafika Harririego. W dzień ogłoszenia tej decyzji w Bejrucie aresztowano podwójnego agenta al-Kaidy i syryjskiego wywiadu. Przyznał się on, że miał za zadanie zorganizować zamachy terrorystyczne mające by ,,odpowiedzią na trybunał”. W jakiś czas potem na uczęszczanej przez żołnierzy UNIFIL plaży w Sydonie znaleziono silną bombę. Następnie doszło do zamachu bombowego na antysyryjsko nastawionego parlamentarzystę Walida Eido. Dotychczas Syria wykorzystywała Liban jako bezpieczny front konfrontacji z Izraelem. Starała się przy tym nie dopuszczać do starć na Wzgórzach Golan. Po wojnie Izraela z Hezbollahem to się zmieniło. Syryjscy oficjele zaczęli się przechwalać, że stworzą własny Hezbollah na Golanie. W odwodzie, przy ewentualnej konfrontacji, stoi modernizowany przez Rosję i Iran syryjski arsenał rakietowy. Syria uznała, że obrona przeciwrakietowa może być piętą achillesową Izraela. Błędy procesu pokojowego Izraelsko-palestyński proces pokojowy od samego początku zawierał w sobie elementy, które przesądziły o jego klęsce. Arafat został dzięki niemu uratowany z politycznego niebytu. Po wojnie w Zatoce Perskiej był bojkotowany przez większość państw arabskich a intifada wygasała. Zaproszenie na konferencję w Madrycie było dla OWP jak zrządzenie niebios. Mimo to postanowiła ona wykorzystać proces pokojowy niemal wyłącznie do zainstalowania swej władzy na terytoriach palestyńskich i wzmocnienia arsenału przed kolejną intifadą mającą wymusić na Izraelu i Zachodzie dalsze ustępstwa. Zarówno Izrael jak i USA ignorowały w imię procesu pokojowego korupcję, bandytyzm i przyzwolenie wobec działalności terrorystycznej w Autonomii Palestyńskiej. Co więcej pomagali terrorystom się zbroić. W 1996 r. około 30 ,,policjantów” z Autonomii odbyło kurs snajperski zorganizowany przez CIA za aprobatą min. Szimona Peresa. Każde twarde działanie Izraela wobec terrorystów było powstrzymywane przez międzynarodowe naciski. W efekcie po wybuchu drugiej intifady IDF zajmowało się głównie bombardowaniem pustych budynków czekając na instrukcje od polityków. Na twardsze postępowanie – tj. inwazję Zachodniego Brzegu. USA zezwoliły Izraelowi jedynie w celu spacyfikowania zaplecza przed atakiem na Irak. Wkrótce potem ogłoszono nieudany plan mapy drogowej, którego elementem był m. in. odwrót Izraela ze Strefy Gazy. Nie reagowano przy tym ,,dla dobra pokoju” wobec rosnącej potęgi Hamasu. I w ten sposób proces pokojowy doprowadził do śmierci pokoju. Hubert Kozieł Polskie Radio Daneil Pipes: sowiecka wojna sześciodniowaAutor: redakcja Dodano: czwartek, 31 maja 2007 - 02:33
1244 raz(y) oglądano.
autor: Daniel PipesNew York Sun 29 maj 2007 http://pl.danielpipes.org/article/4591 Oryginał angielski: The Soviets' Six-Day War Tłumaczył David Dastych Zamieszczono za zgodą autora Jedną z największych zagadek współczesnej historii Bliskiego Wschodu jest przyczyna wybuchu „wojny sześciodniowej”, której czterdziesta rocznica mija w tym tygodniu. Ani Izrael, ani jego arabscy sąsiedzi nie chcieli wówczas wojny i nie przewidywali, że wybuchnie ona w czerwcu 1967 roku. Między historykami utrzymuje się zgodna opinia, że niepożądany konflikt zbrojny był wynikiem serii incydentów. I oto, czterdzieści lat później, małżeństwo historyków – Isabella Ginor i Gideon Remez – podważa tę teorię, oferując w zamian wiarygodne wytłumaczenie przyczyny tej wojny. Jak sugeruje już tytuł książki: Foxbats over Dimona: The Soviets' Nuclear Gamble in the Six-Day War (Migi-25 nad Dimoną: nuklearna gra hazardowa Sowietów w wojnie sześciodniowej, wyd. Yale University Press), jej autorzy dowodzą, że powodem wojny był plan Biura Politycznego KPZR, zakładający zniszczenie ośrodka jądrowego w Dimonie i uniemożliwienie Izraelowi budowy własnej broni jądrowej. Tekst książki odkrywa rozwiązanie tajemnicy, podaje informacje z bardzo wielu źródeł, a logiczna argumentacja prowadzi intuicję czytelnika krok po kroku do przekonującego wniosku, który musi być potraktowany poważnie. W skrócie, sprawa wygląda tak: Mosze Sneh, przywódca izraelskich komunistów (i zarazem ojciec Efraima Sneha, obecnego wiceministra obrony Izraela) w grudniu 1965 roku powiedział ambasadorowi ZSRR, że doradca premiera poinformował go, że „Izrael zamierza wyprodukować własną bombę atomową”. Leonid Breżniew i jego towarzysze z Biura Politycznego potraktowali tę informację ze śmiertelną powagą i zdecydowali się uniemożliwić ten zamiar, dokonując nalotów na izraelski ośrodek atomowy – podobnie jak Izrael postąpił w roku 1981 wobec Iraku i jak być może postąpi w 2007 roku wobec Iranu. Lecz zamiast dokonać bezpośredniego ataku, przywódcy moskiewscy opracowali przemyślny plan, który miał wciągnąć Izrael w pułapkę i zmusić do rozpoczęcia wojny, która zakończyłaby się sowieckim atakiem na Dimonę. Pod względem militarnym Kreml przygotował się do wojny, otaczając Izrael armadą swych sił wyposażonych w broń jądrową – zarówno na Morzu Śródziemnym jak i na Czerwonym – gromadząc środki bojowe także na lądzie i ćwicząc oddziały, z zamiarem ich użycia w walce. Być może najbardziej zadziwiającą informacją, podaną w książce Foxbats over Dimona, jest publikacja dokładnych planów operacyjnych sowieckich wojsk, które miały zaatakować terytorium Izraela. Plany te przewidywały zbombardowanie izraelskich rafinerii ropy naftowej oraz zbiorników wodnych i udzielenie pomocy izraelskim Arabom. Nie mniej sensacyjne są informacje o lotach rozpoznawczych sowieckich samolotów MIG-25 (w tytule: Foxbatów) nad reaktorem w Dimonie, w maju 1967 roku. Pod względem politycznym, sowiecki plan zakładał fabrykowanie fałszywych doniesień wywiadu na temat rzekomych gróźb Izraela wobec Syrii, aby w ten sposób sprowokować egipskie, syryjskie i jordańskie wojska do postawienia ich w stan gotowości do wojny. Zgodnie z zaleceniami swych sowieckich mocodawców, prezydent Egiptu – Gamal Abel Nasser - przerzucił wojsko w pobliże granicy z Izraelem, usuwając stamtąd buforujące oddziały ONZ i zablokował główną drogę morską do Izraela. Te trzy posunięcia Egiptu zmusiły Izraelczyków do wprowadzenia pełnego alertu obronnego. Nie mogąc utrzymać stanu alarmowego dla swej armii przed dłuższy czas, Izrael uderzył jako pierwszy i – jak się wydawało – wpadł w zastawioną przez Sowietów pułapkę. Ale potem IDF (Siły Obronne Izraela) dokonały czegoś niebywałego. Zamiast walczyć do końca (i przegrać), jak przewidywali Sowieci, armia izraelska szybko osiągnęła (jak to kiedyś nazwałem) “najbardziej druzgocące zwycięstwo w historii wojen”. Stosując wyłącznie środki konwencjonalne, Izraelczycy pokonali trzy wrogie państwa arabskie w zaledwie sześć dni, uniemożliwiając Sowietom planowaną inwazję na Izrael, która musiała zostać odwołana. Fiasko na frontach podważyło cały przemyślny plan Sowietów. W tej sytuacji Moskwa zdecydowała się ukryć swą rolę w doprowadzeniu do wojny ( to była druga z kolei, największa strategiczna porażka ZSRR w tej dekadzie – pierwszą była nieudana próba umieszczenia rakiet na Kubie w 1962 roku). Tuszowanie porażki okazało się aż tak dalece skuteczne, że odpowiedzialność Moskwy za „wojnę sześciodniową” znikła z historii tego konfliktu. Z tego powodu, taki wybitny specjalista od spraw wojen jak Michael Oren chłodno i z niedowierzaniem przyjął tezę pary Ginor-Remez, twierdząc, że nie znalazł „żadnego udokumentowanego dowodu na jej poparcie”. Jeśli książka Foxbats over Dimona nie jest ostatecznym słowem, to proponuje jednak żywotną, pobudzającą do myślenia interpretację tamtych wydarzeń, z wieloma implikacjami, nad którymi inni badacze powinni się zastanowić. Dzisiejszy konflikt arabsko-izraelski, który skupia się na terytoriach uzyskanych w 1967 roku i któremu towarzyszy zajadły antysemityzm, jest w większej części pokłosiem decyzji Kremla, powziętych czterdzieści lat temu. Całe zabiegi Moskwy poszły na marne, ponieważ posiadanie przez Izrael broni jądrowych miało ograniczony wpływ na losy ZSRR, zanim państwo to zakończyło swój żywot w roku 1991. I – jak podkreślają autorzy książki – „Tęsknota wieku XXI za rzekomo stabilną sytuacją w czasie zimnej wojny jest przeważnie iluzoryczna”. Refleksja na koniec: po upływie czterdziestu lat, jak wyglądałyby sprawy na Bliskim Wschodzie i na świecie, jeśli sprowokowana przez Sowietów „wojna sześciodniowa” nie doszłaby do skutku? Pomimo obecnych złych okoliczności, sprawy te prawdopodobnie wyglądałyby nawet gorzej - bez zdecydowanego zwycięstwa Izraela w roku 1967. Sever Plocker, Yedioth Ahronoth: Żydzi StalinaAutor: Marcus_Crassus Dodano: sobota, 17 marca 2007 - 15:26
1698 raz(y) oglądano.
Sever Plocker
Żydzi Stalina tłumaczenie : Fear Nie możemy zapomnieć, że niektórzy z największych morderców najnowszych czasów byli Żydami. To jest szczególnie zapomniana data: prawie 90 lat temu, pomiędzy 19 a 20 grudnia 1917 r., w środku rewolucji bolszewickiej i wojny domowej, Lenin podpisał dekret tworzący Wszechrosyjską Komisję Nadzwyczajną do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem, znaną także jako CzK. W krótkim czasie, CzK stała się największą i najbardziej okrutną organizacją bezpieczeństwa wewnętrznego. Jej struktury organizacyjne były zmieniane co parę lat, tak samo jak sama nazwa: z CzK na GPU, później na NKWD, a jeszcze później na KGB. Nie znamy dokładnych danych na temat ilości zabójstw spowodowanych przez CzK na swoich różnych akcjach, ale z pewnością liczba zabitych przez CzK sięga co najmniej 20 milionów ludzi, w tym ofiary przymusowej kolektywizacji, głodu, wielkiej czystki, deportacji, egzekucji i łagrów. Całe warstwy ludności były eksterminowane: rolnicy indywidualni, mniejszości narodowe, burżuazja, oficerowie, inteligencja, artyści, członkowie ruchu robotniczego, "członkowie opozycji", którzy byli ustalani zupełnie losowo i niezliczeni członkowie partii komunistycznej. W swojej nowej bardzo wychwalanej książce "Wojna Świata", historyk Niall Ferguson, pisze, że żadna rewolucja w historii ludzkości nie pożerała swoich dzieci z takim apetytem jak to czyniła rewolucja sowiecka. W swojej książce na temat czystek stalinizmu, dr. Igar Halfin z uniwersytetu z Tel Awiwu, pisze, że przemoc stalinizmu była unikatowa, ponieważ była skierowana wewnętrznie. Lenin, Stalin i ich następcy nie mogli wykonywać swoich planów bez współpracy na szeroką skalę z "urzędnikami terroru", okrutnymi śledczymi, donosicielami, strażnikami, sędziami, zboczeńcami i z innymi ludźmi, wyciągającymi ręce po pieniądze, którzy byli członkami postępowej zachodniej lewicy, byli oni oszukiwani przez sowiecki reżim terroru i nawet przyznali mu certyfikat koszerności. Wszystkie te rzeczy są znane do pewnego stopnia, chociażby dlatego, że archiwum byłego Związku Sowieckiego nie zostało w pełni odtajnione. W samej Rosji, bardzo mało ludzi pociągnięto do odpowiedzialności za zbrodnie NKWD i KGB. W przeciwieństwie do wschodnich narodów Europy, Rosjanie nie rozliczyli się ze swoją stalinowską przeszłością. A Żydzi? Izraelski student kończy szkołę wyższa nie słysząc imienia i nazwiska "Gienrich Jagoda", największego żydowskiego mordercy XX wieku, zastępcy dowódcy GPU i założyciela i dowódcy NKWD. Jagoda wprowadzał w życie stalinowskie rozkazy kolektywizacji i jest odpowiedzialny za śmierć co najmniej 10 milionów ludzi. Jego żydowscy zastępcy opracowali i utworzyli Gułag. Po tym jak Stalin przestał patrzyć na niego łaskawie, Jagoda został zdegradowany i rozstrzelany, jego miejsce w 1936 roku zajął Jeżow "krwawy karzeł". Jeżow nie był Żydem, ale miał żydowską żonę. W książce "Stalin: Sąd Czerwonej Gwiazdy", żydowski historyk Sebag Montefiore pisze, że podczas największego terroru, kiedy komunistyczna machina pracowała na najwyższych obrotach, Stalin otaczany był przez piękne i młode żydowskie kobiety. Wielu Żydów zaprzedało swoją duszę diabłu komunistycznemu i mają krew na swoich rękach na wieczność. Leonid Reichman, szef specjalnego departamentu NKWD i główny śledczy, był szczególnie okrutnym sadystą. W 1934 roku, zgodnie z opublikowanymi statystykami, 38,5% wyższych urzędników w sowieckim aparacie bezpieczeństwa stanowili Żydzi. Oni także byli stopniowo mordowani w nadchodzących czystkach. Kiedy Żydzi zostaną ogarnięci przez mesjanistyczną ideologię, mogą stać się wielkimi mordercami, wśród największych z najnowszej historii. Żydzi aktywni w komunistycznych aparatach bezpieczeństwa (w Zwiazku Sowieckim i w innych państwach) i którzy kierowali nimi, nie robili tego jako Żydzi, tylko jako staliniści, komuniści, "lud sowiecki". To bardzo łatwo jest ignorować swoje pochodzenie i "udawać Greka". Nawet kiedy bedziemy się zapierac, nie uciekniemy od Zydowskosci naszych "siepaczy", ktorzy sluzyli czerwonemu terrorowi z lojalnoscia i namaszczeniem od swojego estabilishmentu. Bowiem zawsze znajda się Ci ktorzy przypomna nam o ich pochodzeniu Cały artykuł: 'Sever Plocker, Yedioth Ahronoth: Żydzi Stalina' (6803 B więcej)
Norman Podhoretz - prawica, lewica i islamiściAutor: Marcus_Crassus Dodano: wtorek, 27 lutego 2007 - 18:42
874 raz(y) oglądano.
Radykalny islamski fundamentalizm pozostaje dziś największym zagrożeniem dla ludzkości - twierdzi Norman Podhoretz. Porównać go można jedynie z wielkimi totalitarnymi zagrożeniami XX wieku: nazizmem i komunizmem. Walka z "islamofaszyzmem" będzie jednak znacznie trudniejsza, ponieważ jego zasięg i siła oddziaływania są jeszcze większe niż w przypadku obu wcześniejszych totalitaryzmów. "Nazizm miał ograniczoną liczbę zwolenników, choćby dlatego, że jego ideologia była nazbyt skoncentrowana na samych Niemcach. Komunizm sam się zdyskredytował na skutek kontrastu, jaki powstał między głoszonymi ideałami a praktyką. Nawet w Związku Sowieckim prawdziwie wierzący komuniści stanowili zasadniczą mniejszość. W wypadku świata islamu mamy do czynienia z dużą grupą ludzi, którzy naprawdę chcą zginąć za swoją sprawę. Dlatego zagrożenie jest większe". Prezentowany tekst jest skrótem rozmowy, której pełna wersja ukaże się w najbliższym numerze miesięcznika "Midrasz".
Rozmowę prowadzi Piotr Paziński Powiedział pan kiedyś, że islamski terroryzm to jedno z wielkich zagrożeń XXI wieku. Czy to zagrożenie rzeczywiście można porównać do konfliktu, jaki Ameryka miała ze Związkiem Sowieckim? Tak, islamofaszyzm jest zły, tak jak złe były nazizm i komunizm. Stawiam znak równości między komunizmem a nazizmem, zdając sobie sprawę, że takie porównanie jest wciąż dla wielu kwestią niesłychanie kontrowersyjną. Iluż to historyków nadal odmawia uznania, że komunizm był tak zły jak nazizm, iluż atakowało Hannah Arendt za jej książkę "Korzenie totalitaryzmu"! W przypadku komunizmu mieliśmy do czynienia z jednym Związkiem Sowieckim. Kiedy się rozpadł - sam komunizm również w zasadzie upadł. Świat islamu to wiele państw i ponad miliard ludzi. Jak pan wyobraża sobie walkę z nimi? Z tego powodu wojna z islamofaszystami będzie trudniejsza. Nazizm miał ograniczoną liczbę zwolenników, choćby dlatego, że jego ideologia była nazbyt skoncentrowana na samych Niemcach. Komunizm sam się zdyskredytował na skutek kontrastu, jaki powstał między głoszonymi ideałami a praktyką. Nawet w Związku Sowieckim prawdziwie wierzący komuniści stanowili zasadniczą mniejszość. W wypadku świata islamu mamy do czynienia z dużą grupą ludzi, którzy naprawdę chcą zginąć za swoją sprawę. Dlatego zagrożenie jest większe. Zresztą terroryzm to tylko narzędzie. W tym wypadku narzędzie islamofaszyzmu. Co zatem jest celem? Cel jest taki, żeby nas zabić. Być może więc terroryzm jest celem samym w sobie? Nie. Sądzę, że terroryzm jest tylko instrumentem. Ale w gruncie rzeczy, co za różnica? Cel jest jeden: zabić nas tak wiele, jak tylko się da. Czy Europejczycy - by użyć terminologii Roberta Kagana - nie chcą używać swej potęgi, bo obawiają się utracić raj, w którym żyją? Ten raj jest zagrożony. Ludzie, którzy nie chcą dojrzeć zagrożenia, które mają dosłownie przed oczami, działają pod wpływem strachu. Obawiają się przyznać, że są zagrożeni, bo wówczas musieliby zacząć działać. Negowanie zagrożenia jest dobrze znanym zjawiskiem. Podobnie było z Hitlerem. Kiedy Churchill ostrzegał przed nim, w Europie mówiono: czego chcecie, przecież on wcale nie dąży do wojny. Później, co już sam dobrze pamiętam, tak samo usprawiedliwiano Stalina. On chciał pokoju. To Ameryka rozpętała zimną wojnę, żeby rozkręcić koniunkturę gospodarczą i zbrojenia oraz wzmacniać światowy kapitalizm. Teraz zresztą też tak mówią - połowa Ameryki uważa, że poszliśmy na wojnę dla ropy i sektora zbrojeniowego. Myśli pan, że sami się oszukują? Tak, oczywiście. Dlaczego? Bo musieliby coś zacząć robić, a nie chcą. Wierzą, że można sobie kupić trochę czasu. A jedyną rzeczą, jaką można osiągnąć, stosując tę strategię przeczekiwania, jest jeszcze większe zagrożenie. Był pan jednym z liberalnych intelektualistów. Potem pan z nimi zerwał, toczył burzliwe spory. Jak pan wyobraża sobie możliwość przekonania europejskich lewicowych intelektualistów, by przyjęli pański punkt widzenia? Kiedy zerwałem z lewicą, kiedy stałem się jej głównym wrogiem, nie starałem się nikogo przekonywać do mojego stanowiska. Znałem tych ludzi dobrze, bo sam byłem taki jak oni - więcej nawet: byłem jednym z ich przywódców. Wiedziałem zatem dobrze, że jak tylko zacznę ich przekonywać, jedynie osłabię moją własną pozycję, a i tak nic nie osiągnę. Zamiast więc ich przekonywać, zacząłem się z nimi kłócić, przedstawiać opinii publicznej moje poglądy i patrzeć, co z tego starcia stanowisk wyniknie. Z tymi ludźmi nie sposób dyskutować - podobnie jak z komunistami. Sam w pewnym okresie mojego życia spędziłem mnóstwo czasu na kłótniach z komunistami i nic z tego nie mam. Ci ludzie nie są komunistami, ale mają tę samą mentalność. Należy w pierwszej kolejności robić własną robotę, a nie zawracać sobie głowę przekonywaniem. Uważa pan, że taka dyskusja nie ma sensu? Sądzę, że dyskusja taka nie ma sensu, jeśli chcemy naszego przeciwnika przekonać do naszego stanowiska. Ale ma sens, jeśli chcemy go pokonać. To zupełnie inna rzecz. I to właśnie robię przez większość mojego życia: staram się ich pokonać. Mam też nadzieję, że zmieni się nastawienie wielu osób na Zachodzie (także w Europie) do tej ostatniej wojny. Trzeba przyznać, że jesteśmy w tym wszystkim dosyć osamotnieni. Czy zgadza się pan z tym, co powiedział kiedyś Richard Perle, że niektórzy wasi przeciwnicy przyklejają wam etykietkę "neokonserwatystów" w celach antysemickich? Nie ma wątpliwości, że w przypadku wielu osób to prawda... Współczesny antyamerykanizm bardzo przypomina antysemityzm. Antysemityzm ma zawsze dwa oblicza: prawicowe i lewicowe. Cokolwiek by Żyd zrobił, będzie źle. I jakkolwiek by się wysilał, nie zwalczy antysemityzmu. Bo Żyd może być jednocześnie komunistą i kapitalistą, rewolucjonistą i kontrrewolucjonistą, tchórzem i osobnikiem agresywnym, może unikać walki, ale jak już walczy, to jest od razu zbrodniarzem wojennym, jest nacjonalistą, który trzyma się zawsze ze swymi ziomkami, ale jednocześnie człowiekiem, który - jak tylko warunki mu na to pozwalają - zaczyna przenikać do społeczeństwa i rozpychać się. Podobnie z Ameryką. Cokolwiek byśmy zrobili, będzie nie tak. Pamiętam, jak przyjechałem po raz pierwszy do Europy na studia, na początku lat 50., i wówczas zetknąłem się z antyamerykanizmem. Lewica mówiła, że Ameryka sprowadzi na świat nuklearny holocaust, zarazi wszystkich faszyzmem. Prawica - że zatruwamy świat hamburgerami i coca-colą. Albo to słynne powiedzonko: Ameryka jest jedynym krajem, który przeszedł z epoki barbarzyńskiej do imperializmu z pominięciem epoki cywilizacji... Nasi przeciwnicy chcą zdelegitymizować, zdyskredytować wojnę w Iraku, twierdząc, że wybuchła ona z powodu Żydów. To nic nowego. Podczas II wojny światowej mówiono w Ameryce, że to Żydzi wciągają kraj do wojny z Niemcami. Prawica mówiła, że powinniśmy walczyć ze Stalinem, a nie z Hitlerem. Tak czy inaczej, chodziło o to, by pokazać, że jest to wojna żydowska. Podobnie jest teraz, choć - jak na ironię - znakomita większość amerykańskich Żydów wojny w Iraku nie popiera. Nawet większość Izraelczyków była przeciwko inwazji na Irak, sam więc pomysł, że to Żydzi pozostający na usługach Szarona, izraelscy agenci manipulują amerykańską administracją, wciągając USA w wojnę z Saddamem Husajnem, jest po prostu komiczny. Jeśli Izraelczycy czegoś chcieli, to raczej tego, byśmy zaatakowali Iran. Mimo to wielu ludzi na świecie wierzy w żydowski spisek. W te nonsensy, że neokonserwatyści są tak naprawdę trockistami i tak dalej. Widać w tym element antysemityzmu, bez wątpienia. reszta artykułu Zawłaszczona Autonomia - Magazyn Chrześcijański CEL, Zima 2006Autor: redakcja Dodano: środa, 03 stycznia 2007 - 00:02
660 raz(y) oglądano.
Zawłaszczona Autonomia. Tekst pochodzi z Magazynu Chrześcijańskiego CEL -> Dowiedz się więcejKiedy świat jest skoncentrowany na przebiegu konfliktu bliskowschodniego, a ludzie obserwują potyczki izraelskich żołnierzy z ich palestyńskimi i libańskimi przeciwnikami, dramat innej grupy pozostaje niezauważony. Od 1994 r., kiedy na mocy porozumień z Oslo zarządzanie Strefą Gazy i Zachodnim Brzegiem powierzono Autonomii Palestyńskiej, stopniowo pogarsza się sytuacja palestyńskich mniejszości. Kościoły (nieprawosławne), które normalnie funkcjonowały pod zarządem izraelskiej okupacji, teraz przechodzą do podziemia, a ich członkowie spotykają się w tajemnicy. Chrześcijanie są wrzucani do więzień pod byle pretekstem – zwykle jest to „współpraca z Izraelem”, nawet jeśli podejrzany w życiu nie rozmawiał z agentem Mossadu. Stosowane jest domniemanie winy – to osoba aresztowana musi udowadniać, że nigdy nie przekazywała tajnych informacji. Na ulicach bojówki – głównie Fatah – zaprowadziły rządy terroru i bezprawia, w których liczy się tylko brutalna siła. O swoim życiu pod rządami Autonomii Palestyńskiej opowiadał 31 października w Tel Awiwie brat „Smiley” – prawdziwego imienia i nazwiska nie chciał wyjawić, gdyż, jak sam powiedział, Fatah ścigałby i jego, i jego rodzinę. P.S.: W jakiej społeczności się wychowałeś? Smiley: Urodziłem się i wychowałem w tradycyjnej, dość ubogiej rodzinie muzułmańskiej na Zachodnim Brzegu – w społeczności, gdzie poważaniem cieszyli się fanatycy. Dlatego wstąpiłem nawet do organizacji Fatah. Ludzie szanują cię, jeśli wykażesz się agresją wobec Izraelczyków, a nawet wobec innych Palestyńczyków. Byłem zwykłym szeregowcem, nigdy nie awansowałem, a z organizacji wycofałem się, zanim zostałem chrześcijaninem. Nie wytrzymywałem tej atmosfery, ciągłego stanu gotowości, wykorzystywania przez dowództwo, nie miałem chwili spokoju. Fatah chciał, abym bez ustanku rekrutował ludzi. W czasie pierwszej intifady zaproponowano mi kierowanie grupą ludzi, ale to nie było dla mnie. Opuszczenie Fatahu było trudne, musiałem się wykazać silną wolą i zapłacić wysoką cenę za swą decyzję. P.S.: W jaki sposób można narazić się organizacji? S.: Na wiele sposobów – na przykład, kiedy jakiemuś członkowi Fatahu spodoba się jakaś kobieta, a ona nie zgodzi się pójść z nim do łóżka lub np. wyjść za niego, to wtedy jej ojciec, brat lub mąż w odwecie może zostać porwany i uwięziony. Wiem o przypadkach gwałtów na Palestynkach dokonanych przez osoby związane z władzami Autonomii. Dla osoby z zachodniego kręgu cywilizacyjnego może się to wydawać nieprawdopodobne, ale przysięgam, że to prawda. Jeśli ktoś nawet pracuje dla Autonomii jako żołnierz czy policjant, a ma piękną córkę, siostrę czy nawet żonę, jego przełożony może zwrócić na nią uwagę. Jeśli kobieta nie spełni zachcianek przełożonego, to jej krewny może nigdy nie awansować lub nie dostać podwyżki. P.S.: Więc to taki sposób na karierę? S.: Powtarzam, ludziom z Zachodu wydaje się to nieprawdopodobne. Dziennikarze przyjeżdżają z kamerami i pytają Palestyńczyków, czy mają jakieś problemy. Przed kamerami Palestyńczycy powiedzą, że wszystko idzie jak najlepiej, a jeżeli coś jest nie tak, to jest to wina Izraelczyków. Ale jeśli pójdzie się z nimi do domu, wyłączy kamery, zdobędzie ich zaufanie, to wtedy usłyszy się inną historię – potwierdzą to, co mówię. Znałem kiedyś bardzo ładną i inteligentną dziewczynę, która miała to nieszczęście, że spodobała się członkowi Fatah. Mężczyzna oficjalnie zwrócił się do jej rodziny z prośbą o rękę. Ale dziewczyna odmówiła – jaką przyszłość zapewniłby jej prymitywny fanatyk, który tylko wymachiwał kałasznikowem? Następnego tygodnia ów mężczyzna zjawił się z grupą ludzi – byli zamaskowani – porwali ją, zgwałcili i porzucili. Na sam koniec dziewczyna została jeszcze oskarżona o współpracę z Izraelem. Więc kiedy nazywam niektórych członków Fatahu gangsterami, gwałcicielami i złodziejami, to wiem, o czym mówię. P.S.: Czy to dlatego Fatah przegrał ostatnie wybory? S.: Palestyńczycy mieli naprawdę dość takich rządów. Ludzie z Fatah mówią, że chcą pomóc Palestyńczykom, ale tylko dodają cierpień naszemu narodowi. Nie potrafią przewodzić – chcą tylko kontrolować ludzi, używając pieniędzy organizacji humanitarnych i rządów państw zachodnich. Wielu Palestyńczyków przed rządami Fatah ucieka do Izraela. We wcześniejszych wyborach tak naprawdę nie było żadnego wyboru: wszyscy kandydaci byli powiązani z organizacją. Na kogokolwiek się głosowało, głos zawsze szedł na Fatah. Jednak w ostatnich pojawiła się prawdziwa konkurencja w postaci Hamasu. Palestyńczycy powiedzieli dotychczasowym władzom w Autonomii Palestyńskiej: dość! Ludzie z Hamasu są na pewno uczciwsi: nie kradną, nie gwałcą, robią to, co obiecywali. Fatah nie potrafił rządzić. Swoją drogą, to tak naprawdę potrzebne jest stworzenie normalnej partii normalnych ludzi. P.S.: W jaki sposób Palestyńczycy przyjmują fakt, że członkowie ich rodzin giną w atakach samobójczych? S.: Rodzice dzieci nie mają wielkiego wyboru – muszą się z tym nie tylko pogodzić, ale i klaskać w dłonie i śpiewać z radości, gdy napatoczy się jakiś reporter. Przed kamerami będą rozdawać cukierki, ale kiedy rozmawia się z nimi na osobności, oczywistym jest, że są pogrążeni w żalu. Jeśli jednak pokażą prawdziwe uczucia, rząd nie zapewni pomocy reszcie ich rodziny, a inne dzieci też trzeba wykarmić. Terroryści do zamachów używają dzieci, ponieważ żołnierze izraelscy nie mogą zabić dziecka-zamachowca – gdyby zostało złapane, a atak samobójczy się nie udał. Dziecka nie można też wsadzić do więzienia, nawet gdy będzie miało broń. Ukaranie go byłoby nielegalne. P.S.: W jaki sposób znalazłeś się w więzieniu? S. Przez mój dom przewijało się wiele osób. Ludzie z Autonomii Palestyńskiej w jakiś sposób doszli do wniosku, że to mogą być... szpiedzy z Mossadu i CIA. Kilka razy na przesłuchaniach mówiono mi: „Dlaczego kontaktujesz się z tymi wszystkimi agentami?”. Odpowiadałem, że przecież nie znam żadnych tajemnic, ale tłumaczenia nie pomagały. Władze zdecydowały, że poślą mnie do więzienia i szukały byle jakiego pretekstu, bym się tam znalazł. W końcu mnie porwano. P.S.: Jak traktowano cię w więzieniu? S.: Siedem miesięcy spędziłem w izolatce, w podziemiach, w ciemnościach. Torturowano mnie – wieszano za ręce, podtapiano głowę w klozecie, przez dwa tygodnie nie pozwalano mi spać. Oskarżano mnie o współpracę z Izraelem. Ten zarzut jest najczęściej używany przez władze Autonomii najłatwiej się go formułuje, najtrudniej się przed nim obronić. P.S.: W jaki sposób zostałeś uwolniony? S.: Izraelczycy nie wiedzieli, że w tym budynku i jego podziemiach jest więzienie. Autonomia Palestyńska chciała, żeby Izrael rzucił tam bombę, zabił nas wszystkich i się skompromitował – z nas zrobiono by męczenników. Później powiedziano by naszym rodzinom: „To Izrael ich zabił”. Kiedy Izraelczycy najechali na miasto, strażnicy więzienni zostawili nas samych sobie. Udało nam się wydostać z budynku, przeszliśmy przez płot i natknęliśmy się na patrol izraelskich żołnierzy. Części z nas udało się wytłumaczyć, że jesteśmy więźniami. Byłem tak szczęśliwy, że miałem ochotę podejść do czołgu i go ucałować. To był cud – chodziłem na wolności, a jeszcze kilka dni wcześniej Fatah planował nas zabić. Chciałbym tutaj dodać ważną rzecz – nikt nie opiekuje się prześladowanymi przez własny rząd Palestyńczykami. Jeśli jesteś w więzieniu, a twoja rodzina jest w stanie zapłacić za prawnika – to masz szczęście, w przeciwnym wypadku po prostu nikt nie będzie się starał o twoje wyjście na wolność. W więzieniu wszystko trzeba było sobie kupować. Trzeba pamiętać, że wielu Palestyńczyków jest zależnych od rządu i jeżeli nie współpracują z Autonomią Palestyńską, nie mają co liczyć na jakąkolwiek pomoc. Muszą tak się zachowywać, jak im władza zagra. A jeśli nie – to na pomoc można czekać aż do powtórnego przyjścia Jezusa. Dlatego sądzę, że musimy stworzyć organizację, która będzie pomagała zwykłym Palestyńczykom poza kanałami rządowymi. P.S.: Czy stworzenie takiej organizacji jest możliwe? S.: To trudne, ale możliwe. Jeśli ludzie mieliby wybór – albo zwrócą się do organizacji, która przez udzielanie pomocy będzie chciała ich kontrolować, albo do ludzi, którzy po prostu chcą im pomóc, to szliby do tych drugich. Ja sam pomagam, ile mogę – ale niestety, nie mogę za wiele. Ufaliśmy sobie - Rabin Jacob Baker z JedwabnegoAutor: Eurojihad.org Dodano: wtorek, 27 czerwca 2006 - 23:31
992 raz(y) oglądano.
Rabin Jacob Baker z Jedwabnego: Chciałbym podczas uroczystości powiedzieć parę słów. Postaram się po polsku. Jak do przyjaciół, bo chcemy mieć w Polakach przyjaciół, a nie wrogów
Ufaliśmy sobie Choć nie ma już Żydów w Polsce, wierzę, że o naszej przyjaźni nie wolno zapominać. Trzeba ją, wykazując dobrą wolę po obu stronach, utrzymywać i umacniać. Jestem przekonany, że nawet ze świadomością tego, co stało się w Jedwabnem, jest to możliwe Notatka: Uwaga - artykuł pochodzi aż z 2001 roku i nie jest najnowszy. Ten dział zarezerwowany jest dla tematyki związanej z islamem. Ten artykuł to całkowity wyjątek - ze względu na tematykę stosunkow polsko - izraelskich jakiej jest ostatnio bardzo dużo w mediach i warte przeczytania mądre słowa - szczególnie po przeczytanych kłamstwach Grossa i dziwnych wypowiedziach (delikatnie mówiąc) Edelmana
![]() Cały artykuł: 'Ufaliśmy sobie - Rabin Jacob Baker z Jedwabnego' (4903 B więcej)
Izrael i Palestyna. Mur z marzeńAutor: redakcja Dodano: czwartek, 08 czerwca 2006 - 11:01
866 raz(y) oglądano.
Pokoju na Bliskim Wschodzie chcą zarówno Żydzi żyjący w strachu przed zamachami, jak i Palestyńczycy udręczeni okupacją. Jeśli coś mu przeszkadza, to żydowskie i palestyńskie marzenia - i te spełnione, i te, które próżno czekają na realizację
Nie uda nam się zrealizować wszystkich marzeń - mówi Izraelczykom ich nowy premier Ehud Olmert. Nie będzie Izraela od Morza Śródziemnego po rzekę Jordan z biblijnymi Judeą i Samarią, znanymi też jako Zachodni Brzeg lub Terytoria Okupowane. Większość osiedli żydowskich, które powstały tam w ciągu ostatnich 40 lat, trzeba będzie zlikwidować. Notatka:
![]() Cały artykuł: 'Izrael i Palestyna. Mur z marzeń' (6687 B więcej)
Bombą w reaktor - 25 lat po OsirakAutor: redakcja Dodano: środa, 07 czerwca 2006 - 16:01
1076 raz(y) oglądano.
25 lat temu izraelskie lotnictwo w trakcie błyskawicznego nalotu zniszczyło irackie instalacje nuklearne w Osiraku. Czy do podobnej operacji dojdzie obecnie w Iranie, jeśli Zachód nie przekona go do porzucenia planów budowy bomby atomowej?
"Gdybym był religijny powiedziałbym, że była w tym ręka Boga" - tak niezwykłą misję ocenia pułkownik Zeev Raz, izraelski pilot i dowódca grupy, która 7 czerwca 1981 roku dokonała nalotu. "Byliśmy przyzwyczajeni do nalotów. W końcu trwała wojna iracko-irańska i alarmy przeciwlotnicze nie były czymś nadzwyczajnym. Jednak tamten atak był zupełnie inny. Po nim rozpętało się prawdziwe piekło." - wspomina w rozmowie z BBC Brytyjczyk Duncan Kirby, który przebywał wówczas w Iraku. "Usłyszałem potężną eksplozję i zobaczyłem unoszący się dym po drugiej stronie Tygrysu" - wspomina. Chwile później Bagdadem wstrząsnęła kanonada dział przeciwlotniczych. Było już jednak za późno. 8 izraelskich F-16 wznosiło się na nieosiągalną dla pocisków wysokość ponad 12 kilometrów nad ziemią i skierowało się w drogę powrotną. Notatka:
![]() Cały artykuł: 'Bombą w reaktor - 25 lat po Osirak' (1819 B więcej)
Izrael - Wybory trzeciej drogiAutor: foxmulder Dodano: sobota, 25 marca 2006 - 14:48
775 raz(y) oglądano.
Tygodnik "Wprost", Nr 1215 (26 marca 2006)
Izrael jeszcze nigdy nie był tak zagrożony jak dzisiaj Henryk Szafir z Jerozolimy Kilka dni po głośnym zwycięstwie w wojnie sześciodniowej w 1967 r. emerytowany premier David Ben Gurion wezwał Izrael do zwrócenia Arabom wszystkich zdobytych terenów oprócz Jerozolimy. "Zobaczycie, że stanie to nam kiedyś kością w gardle" - tłumaczył podczas spotkania ze studentami na jerozolimskim wzgórzu Har Hacofim. Pod Ścianą Płaczu wielki kapłan odmawiał pierwszą od kilku tysięcy lat modlitwę, a na południu izraelscy żołnierze moczyli nogi w Kanale Sueskim. Na słowa Ben Guriona nikt nie zwracał uwagi. Wszyscy byli przekonani, że już za chwilę pokonani, przestraszeni i poniżeni przywódcy arabscy ustawią się w kolejce do kasy, by kupić bilet na pociąg do Jerozolimy. Mijały lata. Na boisku pojawili się nowi rozgrywający - Palestyńczycy. Cały artykuł: 'Izrael - Wybory trzeciej drogi' (3304 B więcej)
Wymazać Izrael z mapy - 2005 a 1967 - podobieństwa sytuacji obecnej i sytuacji przed wybuchem wojny 1967Autor: Marcus_Crassus Dodano: piątek, 28 października 2005 - 15:55
927 raz(y) oglądano.
MAJ 1967, miesiąc poprzedzający Wojnę Sześciodniową, zapisał się w historii Żydów jako jeden z najsmutniejszych i najbardziej przerażających; czerwiec 1967 - jako jeden z najnieszczęśliwszych. Tej wojny, stoczonej między 5 a 10 czerwca, Izrael chciał za wszelką cenę uniknąć. Jednak po jej zakończeniu państwo żydowskie powiększyło swoje terytorium prawie czterokrotnie i odzyskało najświętsze sanktuaria judaizmu.
Pierwszy cios Izrael zadał 5 czerwca 1967, ale to prezydent Egiptu, Gamal Abdel Naser, przygotował wcześniej pole bitwy. W maju Naser - najwyraźniej w przekonaniu, że państwa arabskie osiągnęły wreszcie militarną przewagę na Izraelem - zaczął igrać z ogniem, głosząc wielokrotnie, że zamierza unicestwić "syjonistyczny twór". Dnia 22 maja, wbrew międzynarodowym porozumieniom, zamknął cieśninę Tiran dla wszystkich statków izraelskich i wszelkich innych okrętów, dostarczających materiały strategiczne do Izraela. Według prawa międzynarodowego taka próba blokady ekonomicznej stanowi casus belli - legalną podstawę do wszczęcia wojny, lecz Izrael z tego nie skorzystał. Na nieszczęście Naser odczytał tę powściągliwość jako objaw słabości Izraela. Pod koniec maja minister spraw zagranicznych Abba Eban wyruszył do Europy i Stanów Zjednoczonych starać się o poparcie Izraela. Prezydent Francji, Charles de Gaulle, gratulował podobno Ebanowi jego płynnej francuszczyzny, ale nie miał mu ponadto nic do zaoferowania, oprócz rady: "Nie zaczynajcie wojny! W żadnym razie nie strzelajcie pierwsi!". Tymczasem z wypowiedzi Arabów przebijała coraz większa zajadłość. Dnia 27 maja Nassar oświadczył: "Naszym podstawowym celem będzie zniszczenie Izraela". Cztery dni później prezydent Iraku Abdel Rahman Aref oznajmił: "Mamy jasno wytknięty cel - wymazać Izrael z map". Notatka:
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran |