|
08-02-2012 - 05:35
|
||||||
![]() |
||||||
Menu główneInformacja
Strona która oglądasz jest tylko archiwum materiałów z poprzednich lat i nie jest już aktualizowana. Jeśli chcesz wejść na obecny portal Europa 21 - z najnowszymi informacjami - kliknij tutaj
forum
Online
Obecnie jest 8 gości i 0 użytkowników online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować tutaj |
Wiadomości: Polityka po tureckuAutor: Anonymous Dodano: wtorek, 29 lipca 2008 - 20:27
1670 raz(y) oglądano.
http://www.klubygp.pl/art1.php
Bezradność Unii Europejskiej wobec poczynań Turcji najlepiej widać na przykładzie dwóch wysp. Pierwszą z nich jest Cypr, o który przez wieki wojny prowadzili Grecy, Rzymianie, Arabowie i Wenecjanie, a nawet krzyżowcy z Jerozolimy. W 1570 r. wyspę zdobyli Turcy. Zapanowały surowe rządy, prowadzące do islamizacji i turczenia części ludności. W XIX w. wybuchło powstanie cypryjskich Greków. Zakończyło się klęską i ostrymi represjami, w ramach których patriarchę Konstantynopola powieszono na bramie sułtańskiego pałacu, a cypryjskiego arcybiskupa na drzewie w Nikozji. W 1878 r. wyspa przeszła w ręce Anglii, a osiemdziesiąt lat później stała się niepodległym państwem. Pierwszym prezydentem został prawosławny arcybiskup Makarios III, gorący zwolennik zjednoczenia z Grecją. Owo zjednoczenie nie było w smak Turcji, która nigdy nie pogodziła się z utratą tej wyspy. Doprowadziło to w 1974 r. do tureckiej inwazji na północny Cypr, zamieszkały głównie przez Turków, oraz do wybuchu regularnej wojny pomiędzy Turcją a Grecją. Było to wydarzenie bez precedensu, gdyż obie walczące strony należały do NATO. Nawiasem mówiąc, agresorzy doskonale wykorzystali aferę Watergate, która wybuchła parę dni wcześniej i nie pozwoliła USA na pełne zaangażowanie się w łagodzenie owego konfliktu. Inwazja, w czasie której agresorzy dopuścili się wielu zbrodni na greckich cywilach, podzieliła Cypr już na stałe. Na części okupowanej powołano marionetkowe państwo - Turecką Republikę Północnego Cypru. Choć jego samodzielności nikt nie uznaje, to jednak zaszły w nim bardzo poważne zmiany ludnościowe - wypędzono Greków, a w ich miejsce sprowadzono Turków z kontynentu. Gdy cztery lata temu Cypr wchodził do Unii Europejskiej, trzeba wyraźnie zaznaczyć, była to jego część wolna od okupacji. Powstanie państwa islamskiego w Kosowie - jedna z największych głupot brukselskich polityków (niestety także niektórych polskich) - jeszcze bardziej utrwaliło Turcję w przekonaniu, że można na trwale oderwać okupowaną część wyspy. Dziś za ową głupotę możemy zapłacić wszyscy, bo zamiast załagodzenia sprawy cypryjskiej doszło do powstania kolejnej beczki prochu, która może wybuchnąć w najmniej spodziewanym momencie. Drugą wyspą jest mało komu znana w Polsce, choć bardzo historyczna, wysepka Ahtamar na jeziorze Van. Od X w. znajduje się na niej wspaniała katedra chrześcijańska pw. Świętego Krzyża. Z chwilą wymordowania przez rząd turecki Ormian legła ona w gruzach. W ostatnich latach dla celów propagandowych władze państwowe odrestaurowały ją. Jednak w czasie uroczystości otwarcia okazało się, że świątynia ozdobiona jest flagami z symbolami tureckimi oraz ogromnym portretem Atatürka. To tak, jakby odrestaurowany kościół w Berlinie czy Lipsku ozdobić flagami ze swastyką oraz portretem Hitlera. Co więcej, władze tureckie zabroniły umieszczenia na kopule krzyża, a także sprawowania liturgii chrześcijańskiej w samej katedrze, przekształcając ją w ten sposób w obiekt muzealny. Podobnie jest ze słynną świątynią Hagia Sophia w Konstantynopolu, przemianowanym obecnie na Stambuł. Świątynia ta po zdobycia miasta przez Turków stała się meczetem, ale od 1934 r. jest muzeum, w którym zwiedzający nie mogą ani się modlić, ani nawet wykonać gestu religijnego. Przeciwko takiemu stanowi rzeczy protestują chrześcijanie mieszkający w Turcji, ale jest ich zaledwie garstka (ok. 0,6 proc.). Ich los jest tym cięższy, że są poddawani ustawicznym represjom. Ich diecezje i parafie nie mają osobowości prawnej. Nie wolno im też prowadzić szkół. Nadal zamknięte jest też seminarium prawosławne w Chalki, a duchowni z zagranicy mają problemy z otrzymaniem pozwolenia na pracę duszpasterską. Chrześcijanie szukają więc pomocy w krajach europejskich, ale na ogół bezskutecznie. Nie interesuje się nimi także Unia Europejska, choć Turcja stara się o członkostwo w niej od 40 lat. Komisja Europejska wprawdzie czasami krytycznie wypowie się o losie chrześcijan, ale na tym się tylko kończy. Z pewnością tak samo będzie z deklaracją ministrów spraw zagranicznych UE z 19 lutego br., wzywającą Turcję do wprowadzenia swobód religijnych i obywatelskich. Nawiasem mówiąc, mniejszość turecka np. w Niemczech i Austrii cieszy się wszystkimi prawami. Inna sprawa, że mniejszość ta jest mocno infiltrowana przez tureckie służby specjalne, które używają jej do celów wywiadowczych lub do nacisków na europejską opinię publiczną. Dotyczy to także Polski. Dla przykładu, w 2002 r. zatuszowano sprawę zaginięcia w Turcji wciąż nieodnalezionego studenta UJ Rafała Jędrzejczyka, który miał realizować film o ludobójstwie chrześcijan. Ambasadorem Polski w Ankarze był wówczas Andrzej Ananicz, turkolog, do niedawna szef polskiego wywiadu. Z kolei w 2004 r., kiedy w Krakowie ustawiono krzyż ku czci pomordowanych Ormian, zalecenia ambasadora Turcji w Warszawie wykonał Jan Truszczyński, wówczas wiceminister MSZ, a wcześniej b. tajny współpracownik SB. Na piśmie urzędowym, co było jednym z większych skandali w dziejach dyplomacji III RP, rozsyłał on do urzędników państwowych i samorządowych wezwanie do bojkotu kościelnych uroczystości poświęcenia owego krzyża. Za tę postawę cieszy się dziś doskonałą synekurą w postaci funkcji wicedyrektora Dyrekcji Generalnej ds. Rozszerzenia UE w Komisji Europejskiej. A później się dziwić, że Turcja ową Komisję wodzi za nos jak tylko chce. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski Turcja w Unii Europejskiej? Koniec rojeń - protureccy liderzy na śmietniku historiiAutor: redakcja Dodano: wtorek, 10 lipca 2007 - 14:43
1794 raz(y) oglądano.
I po zaręczynach?Turcja i Unia Europejska oddalają się od siebie coraz bardziej Na początku było czterech potężnych mężczyzn. Pewnego pochmurnego dnia w czasie fińskiej zimy szefowie rządów Schröder, Blair, Chirac i Berlusconi zaaranżowali swoje wymarzone małżeństwo. Ich wolą było, by Europa i Turcja pobrały się, nierozerwalnie i z korzyścią dla wszystkich europejskich rodzin. Orient i Zachód zjednoczą się, europejska wspólnota wartości otworzy się także dla demokracji w muzułmańskim świecie, prosperować będą gospodarki wszystkich krajów. Na nalegania Turcji szefowie rządów europejskich oferowali jej w 1999 roku status kandydata, ale rozpoczęcie rozmów o przystąpieniu do UE przełożyli na 2004 rok. I tym samym zaczął się wielki chaos. Dziś już nie ma czterech szefów. A tym samym żaden z wielkich europejskich fanów Turcji już o niczym nie decyduje. Zaś ich spadkobiercy traktują tę spuściznę, czyli zaaranżowane małżeństwo, dość bezlitośnie. Jeszcze podczas kampanii wyborczej nowy prezydent Francji Nicolas Sarkozy obiecał, że będzie walczyć przeciwko przystąpieniu Turcji do Unii. Powiedział wręcz: – W Europie nie ma miejsca dla Turcji. Kanclerz federalna Angela Merkel, gdy była przywódczynią opozycji, otwarcie opowiadała się przeciwko członkostwu tego kraju w UE i proponowała uprzywilejowane partnerstwo. Jako kanclerz chce jednak dochować zawartych umów, choć nie jest tym zachwycona. Pewne jest, że nie będzie niezbędnej jednomyślności rządów w sprawie otwarcia rozmów akcesyjnych z Turcją. Jeśli popytać obywateli krajów unijnych, ich odpowiedź będzie dość jasna. Turcja? Lepiej nie. Minionej zimy zaledwie 39 procent mieszkańców UE popierało tę akcesję. Rzadko który polityczny plan tak szybko traci swoich fanów. Wielu zachodnich Europejczyków nie czuje już, że rozdmuchana na Wschód Unia jest ich domem. Nie czują, że są wśród swoich. A teraz na dodatek jeszcze Turcja? Dochodzi do tego rosnąca nieufność wobec islamskich krajów i kultur, z których być może przyjeżdżaliby terroryści i inne ciemne typy. Sama Turcja też zapewnia negatywne czołówki gazet: od kilku tygodni 17-letni Niemiec, Marco, siedzi w iście bliskowschodnich warunkach w tureckim więzieniu. Jego przypadek pokazuje, jak bardzo szwankuje jeszcze w tym kraju wprowadzanie zasad prawa UE. Jednocześnie w Turcji rozpoczyna się proces morderców dziennikarza Hranta Dinka, który musiał umrzeć za wolność swoich wypowiedzi. Nacjonaliści wypędzili z kraju pisarza Orhana Pamuka, ponieważ określił mianem ludobójstwa masakrę na Ormianach. Na turecko-kurdyjskim wschodzie i w wielonarodowej dzielnicy Berlina Neukölln niepokoją tak zwane mordy honorowe. Wszystko to układa się w ponurą mozaikę absolutnie nieeuropejskiej Turcji. Bladną jasne części obrazu. Urlopowicze w Antalii, prosperujący handel, otwarcie kraju w minionych czterech latach nie doprowadziły automatycznie do większego zaufania. Oni do nas nie pasują – brzmi prosty wniosek. Nastroje się zmieniły: czy nie dałoby się jakoś rozwiązać tego zaaranżowanego związku? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przyjrzeć się dwóm czynnikom. Po pierwsze zachowaniu Brukseli, a potem kipiącej walką wyborczą Turcji. W ubiegłym tygodniu Nicolas Sarkozy dał do zrozumienia, że Unia pójdzie w nowym kierunku. Zebrani w Brukseli ministrowie spraw zagranicznych chcieli otworzyć nowy rozdział w sprawie akcesji Turcji. Pod tym pojęciem rozumie się obszary tematyczne, w których Komisja UE oczekuje od Turcji reform, nowych standardów prawnych, mówiąc krótko – poziomu Unii. Może to być niezbyt spektakularna akcja, jeśli dotyczyć będzie modernizacji obór lub odnowienia statystyk. Jednak w przypadku Turcji istnieje specjalne uregulowanie: wszystkie rządy muszą zgodzić się na podjęcie kolejnego nowego tematu. I tu do gry włącza się Sarkozy. Ministrowie spraw zagranicznych mieli na brukselskim szczycie otworzyć rokowania na temat unii gospodarczej i walutowej z Ankarą, jednak gdy prezydent Francji prewencyjnie zagroził swoim "non", punkt ten zniknął z porządku obrad. Z "przyczyn technicznych". Nieoficjalnie Paryż poinformował, że ten temat jest tabu, bo przybliża akces Turcji. To nowość. Czy w trakcie rokowań o akcesji nie dyskutuje się o rzeczach, które przyspieszają ten proces? Dotychczas hamulcowym był tylko Cypr, ponieważ spiera się z Turcją o wzajemne uznanie. A teraz dołączyła Francja? Nicolas Sarkozy zażądał, by na grudniowym szczycie odbyła się zasadnicza debata o stosunku do Turcji. Jego tajemnicą pozostaje, w jaki sposób chce się wycofać z rokowań o akcesji. Jasne jest tylko, że bez współpracy z tureckimi przeciwnikami Unii prezydent Francji raczej nie odniesie sukcesu. Dalecy sojusznicy Sarkozy’ego w Anatolii przeżywają złote czasy. Od końca 2004 roku stosunek Turków do UE uległ znacznemu ochłodzeniu. Podczas gdy wtedy 67 procent uważało, że ich kraj powinien należeć do Unii, w listopadzie 2006 roku zwolenników przystąpienia było zaledwie 32 proc. W 2004 roku za dobrą sprawę uważało je 73 procent Turków, dwa lata później pogląd ten podzielało nieco ponad 50 procent – twierdzi German Marshall Fund. Reszta artykułu tutaj Krucha przyjaźń Turcji z EuropąAutor: redakcja Dodano: środa, 06 grudnia 2006 - 03:07
1275 raz(y) oglądano.
Wygląda na to, że dzisiejsze, mało entuzjastyczne partnerstwo między Turcją i Europą zmierza do nieprzyjemnego rozstania, skłaniając wielu Europejczyków i Amerykanów do zadawania niewygodnych pytań. Czy duży, świecki kraj zamieszkiwany w większości przez muzułmanów spojrzy wówczas na Wschód czy na Zachód?
Jeśli Unia Europejska odwróci się od Turcji, to Zachód będzie wielkim przegranym - ostrzega Mehmed Dulger z rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, przewodniczący komisji spraw zagranicznych w tureckim parlamencie. - Zachód straci ważny most łączący go ze światem islamu w chwili, gdy istnienie takiego mostu jest ważniejsze niż kiedykolwiek. Poziom wzajemnej podejrzliwości dochodzi powoli do punktu krytycznego. W grudniu na europejskim szczycie przywódcy państw mogą zdecydować o zawieszeniu rozmów z Turcją na temat niektórych problemów, przy jednoczesnej kontynuacji rozmów w innych dziedzinach. Grupa nigdy nie podjęła takiej decyzji, gdy trwał proces rozszerzania Unii do obecnych 25 członków. Tureccy analitycy polityczni mówią, że odtrącenie wzmocni antyeuropejskie nastroje i stworzy pole do działania dla nacjonalistów islamskich. Niektórzy z nich już dziś pytają czy ich kraj nie powinien powiedzieć "nie" Europie zanim ona powie "nie" Turcji. - Do niedawna Turcja realizowała politykę proeuropejską, ponieważ opinia publiczna wierzyła, że leży to w narodowym interesie - mówi Soner Cagaptay, dyrektor tureckiego programu badawczego w Instytucie ds. Polityki Bliskowschodniej w Waszyngtonie. - Ponieważ jednak Unia Europejska ciągle podwyższa poprzeczkę dla Turcji, obywatele tureccy zaczynają kwestionować to uznane stwierdzenie. Europa również zdradza oznaki irytacji. - Wyczerpuje się nasza cierpliwość dla Turcji - mówi Joost Lagendijk, członek holenderskiej Partii Zielonych i współprzewodniczący komisji ds. Turcji w Parlamencie Europejskim. Nie chodzi zresztą tylko o przeprowadzenie w Turcji reform dostosowujących ten kraj do norm europejskich, ale także o ostrożne podejście do przyjęcia ubogiego, w większości muzułmańskiego kraju zamieszkiwanego przez 70 milionów ludzi, którego zaledwie 3% powierzchni uznaje się za geograficzną część Europy. Komisja Europejska gani Turcję za powolne tempo politycznych reform, opieszałość w otwieraniu portów dla greckojęzycznej części Cypru, a także sposób traktowania mniejszości oraz prawo ograniczające wolność słowa, zgodnie z którym "obraza tureckości" jest przestępstwem. Olli Ren, fiński komisarz ds. rozszerzenia Unii Europejskiej z uznaniem przyjął sygnały płynące od premiera Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, który zapowiedział, że rozważy możliwość zreformowania tureckich zasad dotyczących wolności słowa. Urzędnicy europejscy uważają jednak, że nieprzejednanie Turcji w kwestii Cypru, który należy do Unii, nie pozostawia im do wyboru wiele, poza częściowym zawieszeniem wstępnych rozmów. Nawet częściowe fiasko rozmów będzie miało daleko idące konsekwencje. Granicząca z Iranem, Irakiem i Syrią świecka Turcja jest mocnym symbolem współistnienia demokracji, kapitalizmu i islamu. W czasie, gdy Europa stara się zintegrować 12 milionów mieszkających w niej muzułmanów, odrzucenie Turcji da pożywkę tym muzułmanom, którzy twierdzą, że Zachód nigdy ich nie zaakceptuje. Według niektórych analityków fala krytycznych ocen sprawi, że zniechęcona Turcja skieruje się w stronę Bliskiego Wschodu, Azji Środkowej i Afryki Północnej, które zastąpią jej Europę i Stany Zjednoczone. Z przeprowadzonego w czerwcu przez Pew Research Center sondażu wynika, że tureckie poparcie dla Stanów Zjednoczonych zmalało do 12% w porównaniu do 23% w ubiegłym roku. Poparcie dla Unii Europejskiej spadło do 35%, czyli o połowę w porównaniu z badaniami sprzed dwóch lat. reszta artykułu Demokracja po tureckuAutor: redakcja Dodano: środa, 06 grudnia 2006 - 03:04
1885 raz(y) oglądano.
Nadzieje na wejście Turcji do Unii zaowocowały w tym kraju wieloma działaniami na rzecz demokratyzacji. Dziś jednak nadzieje te wydają się mało realne. Czy zatem Turcję czeka nacjonalizm i fundamentalizm religijny?
Wielkim paradoksem współczesnej Turcji jest to, że ugrupowaniem najbardziej proeuropejskim jest Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). To dzięki tej konserwatywnej partii o korzeniach islamskich Turcja posunęła się najdalej w swej historii na drodze ku demokracji. Czy jednak AKP przekształci się w muzułmańską chadecję, a Turcja stanie się państwem w pełni demokratycznym? Wydaje się to bardzo mało prawdopodobne bez perspektywy członkostwa tego kraju w Unii Europejskiej. To zaś stoi pod wielkim znakiem zapytania. Długa droga do demokracji Po I wojnie światowej Kemal Atatürk zbudował współczesną Turcję na gruzach wieloetnicznego imperium osmańskiego, w którym podstawą identyfikacji dla większości mieszkańców był islam. Celem rewolucji zainicjowanej przez Kemala było stworzenie republiki świeckiej, na wzór krajów zachodnich. Religia i tradycja zostały zepchnięte do sfery prywatnej. Gwarantem zdobyczy rewolucji stały się armia i wymiar sprawiedliwości. W efekcie Turcja kontynuowała autorytarne metody rządzenia z epoki Osmanów, choć Atatürk radykalnie zerwał z tradycją kalifatu. Po II wojnie światowej wprowadzono system demokratyczny, do dziś jednak Turcja nie jest krajem w pełni demokratycznym. System prawny narzuca zbyt wiele ograniczeń, a armia zachowuje wyjątkową pozycję i wciąż uważa pełną demokrację za zagrożenie dla kemalizmu. Nie zmienia to faktu, że rewolucja Atatürka bardzo zmieniła Turcję, dzięki czemu różni się ona wyraźnie od państw muzułmańskich w basenie Morza Śródziemnego. Jest krajem demokratycznym (choć nierespektującym niektórych standardów), w którym obowiązuje rozdział religii od państwa, a pozycja kobiet jest wyraźnie lepsza. W świadomości społecznej istotną rolę odgrywa poczucie tożsamości narodowej. Transformacja Turcji nabrała olbrzymiego tempa w ostatnim ćwierćwieczu. Jeszcze na początku lat 70. większość Turków była analfabetami, a do połowy lat 80. mieszkała na wsi. Dziś blisko dwie trzecie żyje w miastach, zaś niemal 90 proc. umie czytać i pisać. Z drugiej strony Turcja wciąż jest krajem dużo biedniejszym i bardziej konserwatywnym niż państwa Europy Zachodniej. Najważniejszymi przeciwnikami naśladowania Zachodu byli islamiści, którzy na początku lat 70. XX wieku stworzyli pierwsze ugrupowanie polityczne. Ich ideologią stała się koncepcja Milli Görü (Narodowego Spojrzenia), zakładającą wprowadzenia elementów szariatu do prawodawstwa i gospodarki oraz stworzenie unii państw muzułmańskich- antyzachodniej i antyizraelskiej. W 1995 r. partia Refah (Dobrobyt) wygrała wybory, zdobywając ponad 20 proc. głosów. Jej lider Necmettin Erbakan został premierem. Rządził tylko kilka miesięcy, gdyż na początku 1997 r. armia zmusiła go do dymisji, a Refah został zdelegalizowany. W 1999 r. partia Fazilet (Cnota) zdobyła 15 proc. głosów. W tym czasie w Fazilet trwał już otwarty konflikt między dwoma frakcjami - tradycjonalistami skupionymi wokół Erbakana i innowatorami, na których czele stanął Recep Tayyip Erdogan, bardzo popularny burmistrz Stambułu. W 1999 r. Erdogan trafił do więzienia za odczytanie dwa lata wcześniej fragmentu poematu ojca tureckiego nacjonalizmu Ziya Gokalpa: "Meczety są naszymi koszarami, kopuły naszymi hełmami, minarety naszymi bagnetami, wierni naszymi żołnierzami". Z czasem Erdogan zrezygnował z głoszenia haseł radykalnych i stanął na czele "innowatorów", którzy uważali, że partia powinna przyjąć bardziej umiarkowany program i otworzyć się na szerszy elektorat. W 1996 r. liczne demonstracje i protesty uświadomiły "innowatorom", że poparcie dla państwa laickiego nie ogranicza się tylko do wąskiej, wyalienowanej elity. W 2001 r. Fazilet zostaje zdelegalizowany. Erbakan i Erdogan tworzą odrębne ugrupowania. Ten ostatni staje na czele AKP, która przyjęła ideologię Muhazakar Demokrasi (Konserwatywna Demokracja). Zakłada ona rezygnację z wprowadzenia szariatu na rzecz starań o poszerzenie zakresu wolności religijnej, opowiedzenie się za wolnym rynkiem, normalnymi relacjami z Izraelem, sojuszem z USA i członkostwem Turcji w UE, przy jednoczesnej poprawie stosunków ze światem islamu. W listopadzie 2002 r. w wyborach parlamentarnych AKP zdobyła ponad jedną trzecią głosów (i niemal dwie trzecie miejsc w parlamencie). Dwa lata później w wyborach lokalnych głosuje na nią ponad 40 proc. wyborców. Sondaże wskazują, że wysokie poparcie dla AKP utrzymuje się nadal. I z Europą, i przeciw Europie Niemal wszyscy Turcy deklarują się jako muzułmanie - 65 proc. pości w okresie ramadanu, ponad 60 proc. Turczynek nosi chusty. Jednak mniej niż 10 proc. popiera wprowadzenie szariatu. Olbrzymia większość obywateli sprzeciwia się wprowadzeniu opartych na szariacie niekorzystnych dla kobiet praw rozwodowych i spadkowych, a także zakazowi sprzedaży alkoholu. Ponad dwie trzecie Turków twierdzi, że państwo powinno karać za obrazę uczuć religijnych, ale tylko 45 proc. popiera obowiązkowe lekcje o religii w szkole. Zdaniem 45 proc. Turków kobieta muzułmanka powinna nosić chustę, jednak kobieta nienosząca chusty irytuje tylko 25 proc. obywateli, natomiast niemal 40 proc. Turków irytują kobiety w czarczafach (czarnych strojach). Złożony konserwatyzm społeczeństwa tureckiego bardzo dobrze obrazuje ich stosunek do kobiet. Olbrzymia większość Turków popiera równość kobiet i mężczyzn wobec prawa, akceptuje kobiety na stanowiskach państwowych, jest gotowa opodatkować się na rzecz rozwoju edukacji dla nich oraz popiera wprowadzenie systemu kwot gwarantującego kobietom reprezentację polityczną. Z drugiej strony dwie trzecie Turków uważa, że jeśli kobieta nie może pogodzić pracy z obowiązkami domowymi, to powinna z niej zrezygnować. Większość sądzi, że kobiety są gorszymi politykami niż mężczyźni. Dziewictwo kobiety uważa się za świętość, a jednocześnie istnieje szerokie przyzwolenie dla przygód seksualnych nieżonatych młodzieńców. Spora mniejszość uważa, że w szkołach i zakładach pracy powinien obowiązywać rozdział płci, uznaje prawo męża do bicia żony oraz popiera kary więzienia i grzywny dla cudzołożników. Niemal 10 proc. twierdzi, że zdrada małżeńska powinna być karana śmiercią. Podobne ambiwalencje towarzyszą Turkom w poglądach politycznych i cywilizacyjnych. Olbrzymia większość popiera system demokratyczny i prawa człowieka (wolne wybory, wolność słowa i zgromadzeń, zakaz stosowania tortur), ale jest przeciwna prawom kulturalnym dla mniejszości narodowych. Ponad połowa Turków uważa, że wojsko ma prawo krytykować politykę cywilów, jeśli jest ona szkodliwa. Większość Turków popiera wejście Turcji do UE, a jednocześnie ponad połowa sądzi, że Unia dąży do podziału Turcji. Nawet w okresie najwyższego poparcia dla członkostwa w UE (trzy czwarte społeczeństwa) około 35 proc. Turków uważało, że głównymi partnerami Turcji powinny być kraje muzułmańskie, a jeszcze większa grupa twierdziła, że UE jest klubem chrześcijańskim, w którym nie ma miejsca dla Turcji. Turcy uważają, że powinni korzystać z ekonomicznych i politycznych doświadczeń Zachodu. Różnie jednak oceniają oddziaływanie kultury zachodniej - prawie 40 proc. obywateli jest zdecydowanie przeciwnych takim wpływom. Popularność AKP bierze się stąd, że jest to partia konserwatywna, trafiająca ze swym programem do głównego nurtu społeczeństwa, a jednocześnie ciesząca się pewną sympatią bardziej liberalnych wyborców. AKP - partia wolności AKP zdecydowanie zintensyfikowała starania Turcji o członkostwo w UE. W latach 2003-04 parlament przegłosował setki ustaw dostosowujących prawodawstwo tureckie do standardów unijnych. Reformy poszerzyły zakres wolności słowa, zgromadzeń, stowarzyszeń i wyznania, wyraźnie poprawiły pozycję prawną kobiety i zapewniły jej ochronę przed przemocą, przyznały prawa kulturalne ludności nietureckiej, wprowadziły zaostrzone kary za stosowanie tortur, ograniczyły kompetencje armii oraz wprowadziły pierwszeństwo prawa międzynarodowego nad krajowym. reszta artykułu Narastający fundamentalizm muzułmańskiAutor: PERSZING Dodano: środa, 12 lipca 2006 - 21:19
1243 raz(y) oglądano.
WATYKAN
Narastający fundamentalizm muzułmański, a rokowania akcesyjne Turcji z UE. Poniedziałkowa (03.07.2006) włoska prasa dużo miejsca poświęca agresji na francuskiego księdza na tureckim wybrzeżu Morza Czarnego. ![]() ,,Il Messaggero” pisze, że ,,kolejny przypadek przemocy wobec katolickiego duchownego w Turcji na nowo stawia pytania dotyczące fanatyzmu muzułmańskiego w kluczowym momencie negocjacji akcesyjnych Ankary z Unią Europejską”. 02.07.2006 w miejscowości Samsun francuski ksiądz Pierre Brunissen został zaatakowany nożem, na szczęście nic nie zagraża jego życiu. Brunissen, pracujący w Turcji od wielu lat, w marcu br. zaczął też odprawiać msze święte w Trebizondzie, gdzie w lutym br. został zamordowany włoski ksiądz Andrea Santoro. Sprawca wczorajszego ataku został zatrzymany przez policję, która twierdzi, że trudno ustalić motywy napaści. W przeszłości ów człowiek był zatrzymywany i uznany za niepoczytalnego. Ksiądz Brunissen pod koniec lutego spotkał się z pogróżkami pod swoim adresem. Biskup Luigi Padovese, wikariusz apostolski dla Anatolii, potwierdził, że w ostatnich miesiącach padały groźby pod adresem księdza Brunissena, a policja turecka przydzieliła mu nawet eskortę. Bp Padovese nie chce stawiać żadnej hipotezy, zwraca jednak uwagę, że w Turcji ma miejsce wzrost fanatyzmu muzułmańskiego w pewnych grupach społecznych. Jego zdaniem, są w Turcji środowiska, którym zależy na zepsuciu wizerunku Turcji zagranicą. Napaść na księdza w Samsunie wywołała zaniepokojenie rządu w Ankarze, tym bardziej, że w tych dniach obejmująca prezydencję UE Finlandia dała wyraźny sygnał, że negocjacje z Turcją mogą zostać wstrzymane, jeżeli rząd turecki nie otworzy swoich portów i lotnisk na pasażerów i towary pochodzące z Cypru, wypełniając tym samym postanowienia umowy celnej między Turcją a 10 nowymi państwami członkowskimi. ,,Il Messaggero” przypomina także, że wobec perspektywy wejścia Turcji do UE Stolica Apostolska zwraca uwagę, że Turcja powinna szanować wolność religijną i prawa człowieka. Marco Guidi także w ,,Il Messaggero” zwraca uwagę na podobieństwa napaści na ks. Brunissena i księdza Santoro Cały artykuł: 'Narastający fundamentalizm muzułmański' (2563 B więcej)
Raport UKiE w sprawie integracji Turcji z UEAutor: Eurojihad.org Dodano: środa, 03 maja 2006 - 08:16
2794 raz(y) oglądano.
źródło : UKiE. Autor : Katarzyna Smyk. Artykuł przygotowany przed odrzuceniem "konstytucji" europejskiej na zachodzie Europy
KONSEKWENCJE PRZYSTĄPIENIA TURCJI DLA PROCESU DECYZYJNEGO W UNII EUROPEJSKIEJ Przystąpienie Turcji do Unii Europejskiej będzie miało istotne implikacje dla procesu decyzyjnego UE. W związku z tym, że podejmowanie decyzji jest proceduralnym przejawem wywierania przez państwo członkowskie wpływu na politykę i rozwój UE, ocena udziału Turcji w tym procesie oznacza de facto ocenę jej potencjalnych możliwości kształtowania Unii Europejskiej i realizowania w niej swych interesów. Potencjał ten już „na pierwszy rzut oka” wydaje się duży, gdyż Turcja w Unii Europejskiej byłaby nie tylko największym powierzchniowo, ale także pod względem liczby ludności państwem członkowskim (70,8 mln) (Statistical Annex to European Economy, European Commission, Autumn 2004). Jej istotna rola w procesie decyzyjnym jest tym bardziej oczywista, że w świetle obowiązujących w UE zasad pozycja państwa członkowskiego w najważniejszych instytucjach (m.in. Rada UE i Parlament Europejski) jest odzwierciedleniem ich potencjału ludnościowego. Dokonanie dokładnej oceny konsekwencji członkostwa Turcji dla podejmowania decyzji w UE utrudnia złożoność i dynamizm środowiska instytucjonalnego i decyzyjnego UE. Z tego względu dla uproszczenia i klarowności wywodu przyjęto określone założenia, które wymagają poczynienia pewnych zastrzeżeń. Notatka:
![]() Cały artykuł: 'Raport UKiE w sprawie integracji Turcji z UE' (23972 B więcej)
70 milionów ludności spoza Europy w UE vs **ale oni nie uznali rozbiorów**Autor: Eurojihad.org Dodano: środa, 03 maja 2006 - 07:42
1986 raz(y) oglądano.
Z okazji święta 3 maja więcej tematyki dotyczącej Polski w Europie - tym razem archiwalny zapis konferencji na temat przystąpienia Turcji do UE. Warto przeczytać - mimo iż pochodzi z 2004 roku - okazuje się bowiem że oprócz starego "ale oni nie uznali rozbiorów" nikt nie zna żadnego argumentu za przystąpieniem 70 milionowej a już niedługo może nawet 90 milionowej Turcji - państwa spoza Europy do UE
Krzysztof Renik: Piotr Moszyński w Strasburgu, Andrzej Jonas w Warszawie - czy Turcja rzeczywiście należy do Europy? Rozmowa przeprowadzona przez polskie radio Andrzej Jonas: To dobre pytanie. Na początku tej rozmowy chciałem przypomnieć pewna anegdotę. Kilkanaście dni temu podczas forum ekonomicznego w Krynicy prezydent Aleksander Kwaśniewski podczas jednego w jednym z paneli powiedział: Europa niech już na nas nie liczy tak, jak w XVII wieku, kiedy Sobieski zatrzymywał Turków pod Wiedniem. Czy Turcja jest w Europie, to pytanie geograficzne, czy polityczne? Krzysztof Renik: Raczej polityczno–społeczno–cywilizacyjne... Andrzej Jonas: Właśnie. Mówimy w różnych gronach o perspektywie integracji Turcji z Unią Europejską, zapominając o tym, że jeżeli taka perspektywa będzie realna, to za dwanaście, piętnaście lat, gdyż szacuje się, iż negocjacje zajmą tyle czasu. Notatka: Czy to złudzenie czy z tej grupy państw jeden kraj jest nieeuropejski?
![]() Załatwione odmownie - Unia po turecku - o impotencji umyslowej EuropyAutor: Eurojihad.org Dodano: poniedziałek, 24 kwietnia 2006 - 09:30
2178 raz(y) oglądano.
Załatwione odmownie - Unia po turecku
Tygodnik "Wprost", Nr 1219 (23 kwietnia 2006) Dogonienie i przegonienie Ameryki przez Europę to mrzonka Jan Winiecki Dyskusja na temat przyjęcia Turcji do Unii Europejskiej pokazuje - jak żadna inna - głupotę, hipokryzję, zmęczenie i strach zachodniej Europy, a wszystko podszyte politycznie poprawnym zidioceniem. Nie jest przypadkiem, że w tej dyskusji nie zadaje się głośno pytań oczywistych. Mało kto zastanawia się (nie mówiąc o zadawaniu pytań na głos!), do jakiej Unii Europejskiej mielibyśmy przyjmować Turcję. Nikt nie pyta w związku z tym, jakim projektem jest Europa: handlowym, politycznym czy cywilizacyjnym - i nie dostosowuje swego stosunku do członkostwa Turcji do odpowiedzi na to pytanie. Próba rzetelnej odpowiedzi z konieczności więcej powie nam o Europie niż o Turcji. I taki jest zresztą cel poniższych rozważań. Notatka:
![]() Prezydent Czech V. Klaus **Rozszerzenie UE a Turcja**Autor: PERSZING Dodano: czwartek, 20 kwietnia 2006 - 23:59
1352 raz(y) oglądano.
![]() Przebywający z wizytą oficjalną w Turcji prezydent Republiki Czeskiej V.Klaus wygłosił w dn. 18 bm. na Bliskowschodnim Uniwersytecie Technicznym (METU) w Ankarze wykład zatytułowany „Rozszerzenie UE a Turcja”. Zebranym słuchaczom (profesorowie i studenci METU, wyżsi urzędnicy MSZ RT oraz dyplomaci. Prezydent Klaus został przedstawiony jako „znany eurosceptyk”. On sam podkreślił, że wykład – prowadzony w jęz. angielskim - będzie miał charakter bardziej akademicki niż polityczny. I. Główne tezy wystąpienia: * Odnosząc się do genezy UE, prezydent Klaus (K.) skrytykował pogłębianie jej wewnętrznej integracji w kategoriach unifikacji politycznej. Jednocześnie przyznał, że obecna UE to coś więcej niż wspólnota gospodarcza i forum współpracy międzynarodowej. K. podkreślił, że po upadku komunizmu Republika Czeska nie miała alternatywy wobec przystąpienia do UE, jednak obecnie jest ostrożna w kwestii zacieśniania wewnętrznych związków w ramach Unii (obecny na wykładzie przedstawiciel ambasady Austrii skomentował to uwagą, że czeski rząd ma chyba inne zdanie Turcja odwraca się od ZachoduAutor: foxmulder Dodano: czwartek, 06 kwietnia 2006 - 16:58
1456 raz(y) oglądano.
Znaczący zwrot w strategicznych poglądach Turcji, Igor Torbakow, EURASIA INSIGHT, 7 marca 2006 roku.
Głównym czynnikiem skłaniającym tureckich przywódców do zmiany ich geopolitycznych poglądów jest Irak. Reżyserzy tureckiej polityki niezwykle martwią się o niebezpieczny rozwój sytuacji u południowego sąsiada. 3 marca w Stambule na spotkaniu z zagranicznymi korespondentami urzędnicy ostrzegli przed eskalacją etnicznych i religijnych walk w Iraku, które mogą uczynić Irak "nowym Libanem". Według najbardziej pesymistycznego scenariusza Ankary wojna domowa w Iraku może doprowadzić do narodzin niepodległego Kurdystanu, co miałoby potencjalne konsekwencje dla terytorialnej integralności Turcji. Zachowanie administracji Busha doprowadziło do wszystkiego złego, co dzieje się w Iraku - uważa wielu Turków. „Jeśli Irak się rozpadnie i na północy powstanie państwo kurdyjskie, winą za to Turcy obciążą Amerykę”- powiedział w wywiadzie dla „Turkish Daily News” były prezydent Turcji Suleiman Demirel. Taka sytuacja jeszcze zaogni i tak nie najlepsze ostatnio stosunki między Ankarą a Waszyngtonem, uważa polityk. Cały artykuł: 'Turcja odwraca się od Zachodu' (3115 B więcej)
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Islam, Europa, lewica, prawica, Polska, Terroryzm, polityka, Izrael, Iran |