Wojna kultur zastąpiła walkę klas
twierdzi Daniel Bell, socjolog
Epoka wielkich podziałów politycznych minęła. Trudno dziś odróżnić prawicę od lewicy. Politycy bardziej niż ideami kierują się wynikami sondaży. Polityka coraz bardziej przypomina marketing
rozmowę prowadzi
Maciej Nowicki
Jest pan autorem trzech genialnych i proroczych książek, bez których nie sposób zrozumieć świata, w którym żyjemy. To dlatego tak często mówi się o panu jako największym socjologu XX wieku. W opublikowanym blisko 50 lat temu "The End of Ideology" ("Końcu ideologii") czytamy, że czas wielkich sporów ideologicznych na Zachodzie minął i panuje zgoda co do tego, w jakim kierunku zmierzamy. Teza ta została znacznie później zawłaszczona i uproszczona przez Fukuyamę. "The Coming of Post-industrial Society" ("Nadejście społeczeństwa post-industrialnego") zapowiadało zasadniczą zmianę w świecie rozwiniętym - zmierzch wielkiego przemysłu i narodziny nowego typu społeczeństwa. Z kolei jednym z tematów "Kulturowych sprzeczności kapitalizmu", opublikowanych w połowie lat 70., są narodziny postmodernizmu. Atakuje pan ten nowy dominujący prąd w kulturze Zachodu za jego nihilistyczny aspekt. Powtarzano to później za panem w nieskończoność. Tylko że dziś postmodernizmu już nie ma. Jaki kształt ma dominująca kultura Zachodu dnia dzisiejszego?
Myślę, że dziś powracamy do kwestii związanych z etyką. Postmodernizm opierał się w gruncie rzeczy na jednym absolutnie podstawowym założeniu: nie ma żadnych kryteriów, żadnych standardów, na których moglibyśmy oprzeć nasze sądy. To, czy coś jest dobre, czy złe, prawdziwe czy fałszywe po prostu się nie liczyło. Dziś już tak nie myślimy. Dlaczego? Przełom XX i XXI wieku był okresem wielkiego historycznego przyspieszenia - od upadku komunizmu, przez masakry w Rwandzie i Darfurze oraz zamachy z 11 września, aż po wojny w Afganistanie i Iraku. Innymi słowy wkroczyła rzeczywistość - i w zetknięciu z nią postmodernizm uległ rozproszeniu. Podam prosty przykład. Jedna z najważniejszych dyskusji w dzisiejszej Ameryce dotyczy tortur. Są ludzie, którzy próbują je jakoś uzasadnić. Jednak jest to bardzo rzadkie. Prawie nikt nie mówi: "Musimy torturować jeńców, ponieważ to jedyny sposób na wydobycie informacji".
Ci, którzy uzasadniają tortury, mówią co innego: "Terrorystów można torturować, ponieważ są znacznie niebezpieczniejsi od zwykłego przestępcy. Zwykły przestępca dokonuje pojedynczego naruszenia prawa. Celem terrorysty jest zniszczenie porządku prawnego i samych fundamentów państwa".
Tylko że tego argumentu nikt nie przyjmuje. Tortury poniżają ludzi. A kiedy ktoś jest poniżony, traci poczucie tego, że jest człowiekiem. I na to absolutnie nie potrafimy się zgodzić. Etyka, która do niedawna była postrzegana jako staroświecki sposób myślenia, którą po prostu wyśmiewano, dziś powraca wszystkimi możliwymi drzwiami. Podstawowe pytanie, jakie sobie dzisiaj zadajemy, brzmi: "Jakiego rodzaju zobowiązania mam wobec innych ludzi? Czy jestem im cokolwiek winien?". To nie dotyczy wyłącznie sytuacji ekstremalnych, takich jak wojna w Iraku. To dotyczy także świata, w którym żyjemy na co dzień, świata kapitalizmu. Nagi kapitalizm zakłada, że nie mamy absolutnie żadnych zobowiązań wobec innych ludzi, że możemy ich zostawić bez jedzenia i dachu nad głową. I tak np. korporacja nie tylko nie ma żadnego obowiązku dawać pieniędzy na cele społeczne, ale nie ma też żadnych obowiązków wobec swoich pracowników. Co z tego, że pracowali w niej 20 czy 30 lat - i tak można ich wyrzucić z pracy z dnia na dzień. W nagim kapitalizmie korporacja ma jedynie obowiązki wobec udziałowców - osób, które pojawiają się i znikają w mgnieniu oka, w poszukiwaniu jak najszybszych i jak największych zysków. Coraz częściej wydaje się nam, że takie podejście jest nie do przyjęcia. Tu także powraca kwestia etyczna.
Wróćmy do postmodernizmu. Mówił pan o nim mniej więcej tyle: po modernizmie, który był rewolucyjnym projektem przemiany rzeczywistości i w tym sekundował marksizmowi, pojawia się postmodernizm, który nie chce tej rzeczywistości przekształcać, lecz po prostu wycofać się z niej. Postmodernizm nie jest formą sprzeciwu, lecz usiłowaniem przyswojenia sobie wszystkiego. Jednocześnie oznacza koniec sztuki i kultury. W połowie lat 90. wypowiedział pan słowa: "Widzieliśmy wyczerpanie modernizmu. Dziś widzimy wyczerpanie kultury".
Nigdy nie nastąpi koniec sztuki. Wszystko sprowadza się do kwestii, o której już mówiłem: uważano, że nie ma absolutnie żadnych kryteriów sądzenia. Tymczasem musimy mieć takie kryteria, ponieważ sztuka opiera się na koncepcji formy. Co jednocześnie oznacza przywiązanie do historii - historii poprzednich rodzajów sztuki. Musimy wydawać sądy dotyczące tego, w jaki sposób to, co robimy, pasuje dziś do całego kontekstu. Stwierdzając na samym wstępie, że wszystko jest sztuką, niszczymy wszystkie założenia, na których opiera się sztuka. Postmodernizm był projektem radykalnie antyoświeceniowym, gigantycznym atakiem na literaturę, sztukę i wszystkie formy nauki. Próba ulokowania go na lewicy czy na prawicy jest czymś absurdalnym. Jego istotę stanowiło połączenie antyintelektualnych, antypoznawczych elementów modernizmu z pochwałą konsumeryzmu - stąd atak na elitaryzm sztuki, próba zniesienia podziału między tym co wysokie i niskie, pochwała kiczu w jego wszystkich możliwych formach. Wszystko to zyskało jeszcze bardziej radykalną formę w świecie, gdzie elity utraciły jakiekolwiek poczucie spójności swych poglądów - ich brak zakorzenienia w tradycyjnej moralności czy tradycji liberalnej sprawił, że przestały dostrzegać granicę między tym, co dozwolone i niedozwolone. Dlatego poczuły tak wielką miłość do kulturowego i cywilizacyjnego anarchizmu, który postmodernizm zalecał.
Można więc powiedzieć, że żyjemy w świecie przywracania porządku. Panowała anarchia i dlatego musieliśmy znowu przywrócić normy. To nie tylko brzmi mało ekscytująco, ale na dodatek wywołuje pewnego ducha przesady. Obserwujemy dziś coś więcej niż powrót etyki, o którym pan wspomniał. Obserwujemy próbę nasycenia wszelkich dziedzin życia nakazami i normami moralnymi. Widać to na co dzień: jeszcze nigdy nie żyliśmy w świecie, w którym za niemoralne uznaje się rzeczy takie, jak palenie papierosów w miejscach publicznych czy zbyt kaloryczny sposób odżywiania. Etyka ma regulować dosłownie wszystko...
Być może. Pamiętajmy jednak, jakie konsekwencje miał postmodernizm. On wcale nie miał charakteru wyzwoleńczego. To był prąd skierowany przeciwko wszystkiemu, co naprawdę człowiekowi przynosiło wyzwolenie - np. przeciwko nauce. I taka postawa stała się właściwa nie tylko ludziom, których zwykle utożsamiamy z postomodernizmem, to poszło znacznie dalej. Nie mogę np. zapomnieć zaskakujących tekstów Václava Havla, który w newage'owym duchu twierdził, że koniec komunizmu jest jednocześnie świadectwem wielkiego kryzysu nauki. Trzeba naprawdę mieć bardzo dużo złej woli, by dostrzec w komunizmie projekt naukowy. Wystarczy przypomnieć los nauki w stalinowskiej Rosji, gdzie zarówno teoria względności, jak i genetyka były zakazane. O tym pamiętamy wszyscy. Ale jest coś bardziej istotnego: naukowcy tworzą wspólnotę, gdzie żaden z nich nie ma aż takiego autorytetu, by jego słowa uznano za prawdę. Wszystko musi być obiektywnie zweryfikowane, zgodnie z obowiązującymi procedurami. Nauka jest jedynym projektem prawdziwie wyzwoleńczym, jedyną permanentną rewolucją w dziejach ludzkości, ponieważ jej celem jest podważenie ustaleń dokonanych przez poprzedników.
W "Kulturowych sprzecznościach kapitalizmu" zwracał pan uwagę na wzrastające napięcie między ascetycznym duchem kapitalizmu a jego hedonistyczną realizacją w ostatniej fazie rozwoju systemu kapitalistycznego. Kapitalizm opierał się zawsze na gromadzeniu kapitału, który miał służyć pomnożeniu produkcji. Tymczasem teraz obserwujemy zupełnie co innego: chcemy mieć wszystko i to natychmiast. Ten konsumerystyczny element coraz bardziej zyskuje na znaczeniu - to oczywiste dla każdego. Jednocześnie, wbrew pana ostrzeżeniom, to wcale nie zagraża kapitalizmowi. Przecież kapitalizm odnosi zwycięstwo za zwycięstwem właśnie dzięki atrakcyjności swego konsumpcyjnego wzorca...
To prawda - dzisiejszy kapitalizm może funkcjonować tylko wtedy, gdy maszyneria natychmiastowego zaspokajania wszelkich potrzeb działa bez zarzutu. To absolutnie podstawowy warunek. I nie ma to nic wspólnego z ascezą kalwinizmu czy wczesnej myśli protestanckiej, gdzie dług był formą grzechu.
reszta artykułu [3]